Bóg nie jest magikiem

Józef Witko OFM gościł już przed kilku laty jako rozmówca na łamach naszego pisma. Jako że jednak spotkania modlitewne z modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie, również dzięki trwającej wciąż peregrynacji figury św. Michała Archanioła po Polsce, cieszą się wśród wiernych coraz większym zainteresowaniem, postanowiliśmy raz jeszcze przybliżyć istotę tego rodzaju posługi naszym czytelnikom.

 

Ojcze, jaki jest Pan Bóg, w którego Ojciec wierzy i o którym Ojciec mówi na rekolekcjach?

 

Jaki jest dla mnie? Jest Emmanuelem. Bogiem bardzo bliskim. Powiedziałbym, że na wyciągnięcie ręki. Jest jak powietrze, które otacza mnie ze wszystkich stron, tak jak to śpiewamy w jednej z piosenek religijnych. W każdej sytuacji w jakiej się znajduję, nie tylko tej dobrej, ale również w tej dla mnie trudnej On jest. Nie opuszcza mnie ani nie porzuca – zgodnie z tym co mówi Pismo Święte (por. Pwt 31,8). Tak jest teraz, ale wcześniej w taki sposób tak nie myślałem. Dopiero po jakimś czasie, dzięki modlitwie i dobrym lekturom uświadomiłem sobie, że Bóg jest nie tylko obecny, wtedy kiedy dzieje się coś dobrego, ale jest obecny przede wszystkim wtedy, kiedy dzieje się coś złego. Wtedy ta Jego dobroć jest bardziej widoczna dzięki miłości i dobroci jaką Bóg mi okazuje.

 

Gdzie w Biblii znajdujemy fragmenty, w których Pan Bóg jest bliski?

 

Jest bardzo wiele takich fragmentów. Weźmy np. cytowany wcześniej fragment z Księgi Powtórzonego Prawa: „Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci. Nie lękaj się i nie drżyj”. (Pwt 31,8). Kolejny, którym się często posługuję znajduje się w Księdze Izajasza: „Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem twą prawicę, mówiąc ci: „Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą””. (Iz 41,13) oraz „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś mój! Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się, i nie strawi cię płomień”. (Iz 43,2). Inny fragment, który bardzo do mnie przemawia to fragment z Ewangelii według św. Mateusza (Mt 14,22-33). Po rozmnożeniu chlebów Jezus udaje się na górę, aby się modlić, uczniom zaś każe przeprawić się na drugą stronę Jeziora Galilejskiego. W czasie tej przeprawy uczniowie doświadczają burzy. Z powodu wiatru, który był im przeciwny nie mogą dotrzeć do brzegu. Pan Jezus widząc jak trudzą się przy wiosłowaniu przychodzi do nich po wzburzonych falach. Uczniowie byli przerażeni, myśląc, że to zjawa. Lecz Pan Jezus powiedział do nich: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się”. (Mt 14,27). Ten fragment pokazuje mi, że tak jak Pan Jezus przyszedł do uczniów w najtrudniejszym momencie przeprawy przez jezioro, kiedy oni nie mogli poradzić sobie z dużymi falami i silnym wiatrem, tak samo przychodzi do mnie, kiedy to ja nie radzę sobie w życiu. Ten fragment i podobne uświadamiają mi, że Pan Bóg jest bardzo bliski, a w trudnych sytuacjach wręcz mi o tym przypomina. „Odwagi, nie bój się, Ja jestem”.

 

Pan Bóg jest obecny także w Ojca posłudze. Tam objawia się Jego wszechmoc i miłość.

 

Podczas modlitwy o uzdrowienie czy uwolnienie staram się zwracać uwagę na obecność Boga, nie tylko podczas modlitwy, ale również po jej zakończeniu. Obecność Boga przy mnie nie kończy się wraz z zakończeniem modlitwy, ale można powiedzieć, że w sposób świadomy powinna być wówczas przeze mnie przeżywana. Kiedy wracam do domu po takiej modlitwie, sytuacja obiektywnie może się nie zmienić, ale jest Bóg i świadomość Jego obecności sprawia, że serce się zmienia, że już nie reaguję nerwowo, już się nie martwię, nie lękam. Bardziej za to ufam, bo wiem, że Pan jest ze mną. Właśnie to odkrycie i takie doświadczenie jest tak naprawdę uzdrowieniem i uwolnieniem. Osobom dręczonym przez złego ducha wydaje się czasem, że potrzebują egzorcyzmów. Oczywiście takie modlitwy są potrzebne, ale ważniejsza jest relacja z Panem Bogiem, dlatego tu trzeba w sposób szczególny się zaangażować. Najpierw należy zbliżyć się do Boga, a dopiero później przeciwstawić się diabłu, wówczas on ucieknie od nas. (por. Jk 4,7)

 

Jak mówić współczesnemu człowiekowi o Bogu?

 

Wydaje mi się, że dziś człowiek pragnie doświadczać bliskości Pana Boga. Dlatego trzeba mu nieustannie przypominać o Jego obecności nie tylko w kościele pod postacią chleba i wina, ale również w każdej sytuacji jego życia. Trzeba zwrócić uwagę na Boga, który nie jest magikiem, nie spełnia naszych zachcianek. To nie jest tak, że Bóg załatwia sprawy, z którymi ja sobie nie poradziłem. Trzeba pokazać Boga, który jest jak dobry trener, który podnosi poprzeczkę dla mojego dobra. Wymaga ode mnie większego wysiłku po to, żebym mógł sobie poradzić z trudnościami. Bóg mógłby je pokonać za mnie, ale On tego nie chce, bo wtedy uczyniłby mnie kalekim, nieszczęśliwym. On chce żebym z jego pomocą stawał się mocniejszy i radził sobie ze złem. Współczesny człowiek potrzebuje uświadomić sobie, że w każdej sytuacji, małżeńskiej czy rodzinnej, Bóg chce przyjść z pomocą, ale nie chce działać beze mnie. Ja muszę podjąć trud i wysiłek, muszę też się zaangażować. Wtedy dopiero zobaczę jak Pan Bóg działa przeze mnie. Bóg jest w nas, jest naszą mocą i siłą, na której możemy się oprzeć, i z której możemy czerpać siłę do pokonania przeszkód. Nie mogę oczekiwać, że Bóg zmieni wszystko beze mnie.

 

Na czym ma polegać nasz wysiłek odpowiedzi na łaskę Bożą?

 

Ten trud i wysiłek polega na zaakceptowaniu daru życia i tego wszystkiego, co życie ze sobą niesie. Na podążaniu drogą miłości i wprowadzaniu jej w codzienne życie, na budowaniu relacji z drugim człowiekiem opierając się na miłości i szacunku. To tutaj potrzebny jest nasz trud i wysiłek, który muszę włożyć, żeby kochać kogoś kto jest inny, nie taki jak ja bym chciał. Może nie jest miły, uprzejmy, łagodny, dobry, taki jak ja bym chciał go widzieć, ale tak jak Bóg tak i ja muszę go kochać.

 

Czyli ten trud zbliżania się do Boga polega na kochaniu na tyle na ile nas stać?

 

Tak, na tyle na ile nas stać. Nie jest to łatwe, jest to nawet trudne. Polega to bowiem na łamaniu swojego serca, pokonywaniu w sobie niecierpliwości, egoizmu, pychy, dumy, urazy. Tylko miłość w relacji do drugiego człowieka może pomóc zmienić nasze serce. Bez tej relacji, bez obecności drugiego człowieka, zwłaszcza tego trudnego, byłoby to zapewne niemożliwe.

 

Czy można do tego odnieść słowa „Kto nie miłuje – nie zna Boga, kto miłuje – zna Boga”? Czy to jest droga poznawania Boga?

 

Dokładnie tak. Bóg patrzy na serce, a Jezus mówi, że z serca wychodzi całe zło. (zob. Mk 7,20-23). Właśnie to zbliżanie się do Boga pokazuje nam, co kryje się w naszym sercu. Porównałbym tę sytuację do człowieka, który przebywał przez kilka miesięcy w całkowicie zaciemnionym pomieszczeniu, a następnie zostaje on wyprowadzony na zewnątrz do światła. Światło raziłoby go tak bardzo, że nic by nie mógł widzieć. Mało tego, to światło sprawiałoby mu ból. Podobnie jest kiedy zbliżam się do Boga. On jest moim światłem. Kiedy zbliżam się do Boga, nie tylko przez modlitwę, ale również przez relację z drugim człowiekiem, widzę swoje serce. Czuję w sercu ból z tego powodu, że jest w nim wiele zła. Wówczas mogę prosić Boga, aby zmienił moje serce. Aby moje serce było takie jakie jest Jego, pełne miłości, akceptacji i miłosierdzia.

 

Jak sobie radzić z tym, że brakuje nam cierpliwości i miłości do bliźnich?

 

To boli, kiedy widzę, że nie mam cierpliwości, że jestem pyszny i nie mogę wytrzymać z jakimś człowiekiem, który mnie drażni. Nawet kiedy decyduję się wyzbywać tego uczucia i mimo wszystko kochać, okazuje się, że nie jest to takie proste. Ale trzeba nam pamiętać o tym, że miłość, tak jak przebaczenie, modlitwa czy uwielbienie, to nie uczucia, ale decyzje. Niezależnie od tego co czuję – kocham. Wybieram miłość w każdej sytuacji niezależnie od okoliczności. Bardzo w tym pomaga wdzięczność Bogu za wszystko i uwielbienie go. Trzeba też pamiętać, że miłość, prawdziwa miłość, jest związana z cierpieniem lub też jest potwierdzana przez cierpienie.

 

Kochając cierpimy bardziej?

 

Wydaje się, że tak. Najlepiej o tym wiedzą chyba rodzice. Ich miłość do dzieci związana jest z cierpieniem i to często bardzo wielkim. Św. Franciszek chodził po ulicach Asyżu i płakał, mówiąc, że Bóg jest niekochany. Im bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej zaczynamy cierpieć. Dzieje się tak, ponieważ widzimy swoje niedoskonałości, widzimy, że nie odpowiadamy na Bożą miłość tak jak powinniśmy odpowiadać, że jesteśmy większymi grzesznikami od innych. Zaczynamy bardziej doceniać drugiego człowieka. Stawiać go wyżej od siebie. Dostrzegać to, że jest dla nas darem i pomaga nam zbliżyć się do Boga.

 

Porozmawiajmy teraz o roli modlitwy. Czym dla Ojca jest modlitwa?

 

Dla mnie modlitwa to pewna przestrzeń, w którą wchodzę, a wchodząc w modlitwę coraz głębiej odkrywam Boga. Ta obecność Boga wpływa na moje życie. Ona mnie zmienia. Po modlitwie nie jestem już taki sam. Ta inność musi przekładać się na życie i na relacje ze wszystkimi. Jeżeli moja modlitwa rzeczywiście spełnia tę rolę, to jest to dobra modlitwa. Natomiast modlitwa traktowana jako tylko wypowiadanie słów, które nie mają wpływu na moje serce, na moją relację z Bogiem i z drugim człowiekiem, jest modlitwą magiczną, która nie ma żadnego sensu. Jak mówi Pismo Święte: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). Właśnie ta autentyczna modlitwa sprawia, że kiedy się modlę, zaczynam bardziej kochać, bardziej jestem skłonny do przebaczenia i podania ręki do zgody, do konkretnej pomocy drugiemu człowiekowi, nawet zapominając o sobie. Oznacza to, że modlitwa jest prawdziwa. Kiedy spotykam się z Bogiem, przemieniam się tak, że innym żyje się ze mną lepiej.

 

Jak Ojciec się modli? Ile czasu poświęca Ojciec na modlitwę?

 

Po przebudzeniu kieruje swoje serce ku Duchowi Świętemu. Zanurzam wówczas cały dzień w Jego obecności i proszę, aby On wszystkim kierował. Następnie po porannej toalecie rozpoczynam spotkanie z Jezusem przez adorację Najświętszego Sakramentu. Odmawiam Pacierz: Ojcze Nasz, Wierzę w Boga i inne znane modlitwy. One mi uświadamiają, że to co jest uświęcone przez tradycję jest chyba najważniejsze, bo jeżeli modlitwa trwa przez wiele wieków to znaczy, że spełnia swoją rolę. Wchodzę też w modlitwę dziękczynną za wszystko co mam, za wszystko co mnie spotyka, za powietrze, za słońce, za wodę, za zdrowie, za moja ciało, za każdą osobę, którą spotykam, a następnie uwielbiam Boga i modlę się językami. Codziennie też odmawiam modlitwę Jabesa, która mi bardzo pomaga: „Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną, i obyś zachował mnie od złego, a utrapienie moje się skończyło!” (1Krn 4,10). Czytam Pismo Święte i staram się rozmyślać na danym fragmentem. W ciągu dnia w sercu nawiązuję rozmowę z Jezusem. Polecam Mu wszystkich, których On stawia na mojej drodze życia. Odmawiam różaniec i litanie, i staram się odprawiać adorację Najświętszego Sakramentu. Ponieważ często podróżuję, nie mam czasem możliwości uczestniczenia w adoracji, dlatego wchodzę na stronę internetową, na której jest transmisja. Na przykład na stronę kościoła Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Słupsku.

 

Czy ma Ojciec swój ulubiony fragment Pisma Świętego?

 

W związku z moją posługą najwięcej fragmentów, które są mi bliskie dotyczy obecności Boga i Jego troski o nas, a także uzdrowienia i uwolnienia. Oprócz fragmentów, które zostały przytoczone wcześniej często podczas głoszenia homilii przywołuję następujące: „Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, dlatego dusza moja się nie zachwieje” (Ps 16,8). „Rozraduj się w Panu, a On spełni pragnienia Twego Serca” (Ps 37,4). „Ja, Pan, chcę być twoim lekarzem” (Wj 15,27). „Oto uzdrowię cię” (Iz 38,5). „Wołaj do Mnie, a odpowiem ci” (Jr 33,3). „Chcę, bądź oczyszczony” (Mk 1,41). I wiele innych. Nie sposób wszystkich tutaj wymienić. Często wracam do tych fragmentów.

Zapisuję sobie też fragmenty, nad którymi potem medytuję. Szczególnie są to teksty, które pokazują, że właśnie to co trudne, co bolesne, jest najlepsze. Jak pisze św. Paweł: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, za wszystko dziękujcie” (1 Tes 5,16-18). Wszystko co mnie spotyka, sprzyja mojemu uświęceniu, zbawieniu i uzdalnia mnie do pomocy innym.

 

Wiele osób kojarzy osobę Ojca z posługą uzdrowienia i uwolnienia. Jak Ojciec słyszy o swoim „mocnym charyzmacie uzdrawiania”, to co się budzi w sercu Ojca?

 

Sam nie wiem, czy mam mocny charyzmat uzdrawiania, dlatego łagodziłbym takie wypowiedzi. Zawsze zwracam uwagę na to, że jest to posługa kapłańska – głoszenie słowa, sprawowanie sakramentów i modlitwa wstawiennicza wypływają ze święceń. Otrzymałem zgodę przełożonych na taką formę posługi, jeżdżę po całym kraju i jestem znany wielu osobom. Staram się uświadamiać ludziom, że nie jestem kimś wyjątkowym. Każdy kapłan jest niezwykłym darem. Dlatego trzeba Panu Bogu dziękować za każdego kapłana. Bóg działa w osobie kapłana.

 

Jakie uczucia budzą w Ojcu listy wdzięczności i spotkania z uzdrowionymi? Dla kapłana, który pełni tę posługę, są to zapewne powody do wielkiej radości…

 

Tak, jest to wielka radość. W takich sytuacjach dziękuję Panu Bogu i uwielbiam Go. Z drugiej strony mam świadomość, że jest to działanie Pana Boga. Ja sam jestem tylko świadkiem i robię wszystko, żeby nie popaść w pychę. To nie jest moja zasługa i mam świadomość swojej grzeszności. Ta świadomość sprawia, że gdyby to zależało ode mnie, gdyby wypływało z moich predyspozycji, nic by się nie działo. Bardzo mocno przemawia do mnie prawda, że kiedy człowiek doświadcza słabości, doświadcza też mocy Boga, która szczególnie ujawnia się w życiu osób, którymi Bóg się posługuje. Człowiek, samemu będąc słabym, umacnia się tym co Bóg czyni przez niego dla innych. To mnie bardzo umacnia. Dlatego, kiedy słyszę świadectwa, mobilizuję się do większej gorliwości, ponieważ mam świadomość, że ja do tego nie dorastam.

 

Jeden z charyzmatyków powiedział, że kiedy Bóg przez niego uzdrawia, odczuwa on jeszcze większą miłość do chorych, którym posługuje. Wtedy też bardziej doświadcza cierpienia tych osób. Bliskie stają się mu słowa sióstr Łazarza: „Panie, ten którego kochasz choruje”. Czy doświadcza Ojciec czegoś podobnego?

 

Przeżywam to podobnie. Mam świadomość, że Bóg jest najbliżej tych osób, które cierpią. Kiedy słyszę ludzi, którzy mówią o Bogu w swoim cierpieniu, naprawdę czuję obecność Boga. Doświadczam tego, że Bóg mnie dotyka poprzez cierpienie osoby, która jest jeszcze bliżej Boga niż ja. Mogę się od niej wiele nauczyć.

 

Od ilu lat Ojciec posługuje modlitwą o uzdrowienie? Czy może Ojciec opowiedzieć o początkach swojej posługi?

 

Posługuję już około 21 lat. Najpierw przygotowywałem się poprzez modlitwę, indywidualne rekolekcje przygotowujące do wylania Ducha Świętego i po modlitwie wstawienniczej nade mną osób, które były już w Odnowie zrodziło się we mnie pragnienie modlitwy za chorych. To było w rok po święceniach. Byłem wtedy w klasztorze w Zakliczynie. Zgody na podjęcie takiej formy posługi udzielił mi gwardian zakonu. Na początku korzystałem z modlitw o. Tardifa, które znalazłem w różnych jego publikacjach. Później zaś ufając Panu Bogu dawałem się prowadzić na głębsze wody i wzywając Ducha Świętego ogłaszać te znaki, które czynił Bóg.

 

Czy doświadczał Ojciec jakichś wątpliwości lub trudności podczas posługi?

 

Tak. Zapewne jak każdy z nas. Pewnego razu po Komunii Świętej poczułem w sercu jak Pan Bóg mówi: „Wybierz 5 osób chorych i powiedz wszystkim, że ja chcę ich uzdrowić. Następnie pomódl się nad nimi”. Wtedy toczyłem duchową walkę. Co się stanie, jeśli ja sobie to wymyśliłem i nie będzie tych uzdrowień? Pomimo tych wątpliwości starałem się poddawać tym natchnieniom i wówczas doświadczałem błogosławieństwa Bożego. Pan nie tylko uzdrowił te osoby, ale obdarzył mnie większą odwagą. A proszę mi wierzyć, w tej posłudze trzeba nie tylko zaufać Bogu, ale też mieć odwagę nie zwracając uwagi na to, co inni powiedzą. Im bardziej ufałem Panu Bogu, tym rzadziej trzymałem się schematów, a wówczas pojawiało się więcej znaków. Uzdrowienie może nastąpić podczas każdej formy modlitwy. Bóg zawsze daje poznać, że uzdrawia.

 

Czyli wszystko jest reżyserowane na bieżąco przez Ducha Świętego?

 

Tak, mam takie doświadczenie. Gdy przygotuję sobie kazanie czy homilię, po przeczytaniu Ewangelii, kiedy zaczynam głosić, Bóg prowadzi mnie w całkiem innym kierunku. Później przychodzą do mnie ludzie i mówią: „Proszę ojca to było do mnie, to mi było potrzebne”.

 

Posługuje Ojciec także innymi charyzmatami… Darem modlitwy w językach czy słowem poznania…

 

Modlitwa w językach bardzo mi pomaga, wycisza mnie, pozwala usłyszeć głos Boga. Kiedy przestaję się modlić w językach, przychodzą słowa poznania. Zauważyłem ostatnio, że gdy głoszę Słowo Boże i poddam się działaniu Ducha Świętego, to podczas głoszenia słowa też przychodzą do mnie słowa poznania, że Pan Bóg dotyka kogoś przez to słowo. Później słyszę potwierdzenia.

 

Czym Pan Jezus najbardziej Ojca zaskoczył? Pewnie było wiele takich sytuacji…

 

Oj tak. Na początku myślałem, że żeby zostać uzdrowionym trzeba spełnić pewne warunki. Bóg mi pokazał, że tak nie jest. Każdy może być uzdrowiony. To Bóg uzdrawia. Później wydawało mi się, że warunkiem uzdrowienia jest przystąpienie do sakramentu pokuty. Bóg zaś pokazał mi, że potrafi udzielić daru uzdrowienia osobom będącym w grzechu i potem doprowadzić je do sakramentu spowiedzi.

 

W jaki sposób rozpoznaje Ojciec warunki uzdrowienia?

 

Przez nasłuchiwanie głosu Boga w sercu. Na jednym ze spotkań była obecna osoba, która poruszała się przy pomocy dwóch kul. Miałem wówczas natchnienie, żeby powiedzieć jej, że Pan Bóg ją uzdrawia, ale potrzebuje jej zaufania. Powiedziałem jej wówczas, żeby zostawiła swoje kule i zaczęła chodzić, nie zwracając uwagi na ból, cały czas patrząc na Jezusa. Kiedy zaczęła chodzić, dolegliwości ustąpiły i mogła całkowicie odrzucić kule.

Innym razem podczas głoszenia słowa Bożego poczułem w sercu, że w tym momencie Jezus przez to słowo dotyka chorych. Powiedziałem w oparciu o słowa poznania, że w tym momencie Jezusa uzdrawia z konkretnych dolegliwości. I prosiłem by Panu zaufać. Jak się później okazało wiele osób zaświadczyło o całkowitym ustąpieniu różnych dolegliwości, z którymi wcześniej miały problemy.

 

Wylanie Ducha Świętego czy chrzest w Duchu Świętym jest wielką łaską. Wszyscy, którzy go przeżyli mówią, że to doświadczenie zmienia życie. Czy możliwe jest, aby cały Kościół przeżył wylanie Ducha Świętego?

 

Myślę, że jest to realne, bo wszystko jest możliwe dla tego kto wierzy. Rzeczywiście chrzest w Duchu Świętym przemienia serca, przemienia rodziny, uzdalnia człowieka do nawrócenia. Zmienia się sposób myślenia, podejście do Boga, siebie samego. Wszystko się zmienia. Ta przemiana nie jest jednak łatwa, ponieważ trzeba zmienić przeżywanie swoich relacji, a to często jest trudne. Doświadczenie wylania Ducha Świętego pomaga w tych zmianach.

 

Co zrobić, żeby pomóc ludziom otworzyć się na to doświadczenie?

 

Trzeba dawać świadectwo, ponieważ wylanie Ducha Świętego jest związane z wiarą. Jak mówi Pismo Święte, tym którzy uwierzą będą dawane znaki. Jak ktoś nie ma wiary, nie warto przekonywać go do takiej modlitwy, do modlitwy w językach, czy modlitwy wstawienniczej o uzdrowienie, ponieważ to nic nie da. Doświadczenie mocy Boga w konkretnym życiu dane jest ludziom wiary. Aby ludzie uwierzyli trzeba swoim życiem świadczyć, że chrzest w Duchu Świętym przemienia moje życie. Wtedy ludzie, którzy cierpią i którzy doświadczają zła sami będą prosić: „Powiedz mi jak doświadczyć tego, co ty doświadczasz”.

 

Czego charyzmatyk możne się uczyć od innych charyzmatyków?

 

Na moją posługę bardzo mocny wpływ miał o. Tardif. Jego świadectwo, prostota i modlitwy bardzo mnie poruszały. Później także świadectwo dawane przez José H. Prado Floresa, który podróżował z o. Tardifem. Powiedział on kiedyś, że widząc jak Pan Bóg działa i odpowiada na modlitwy o. Tardifa, też chciał tak samo się modlić. Próbował go w tym naśladować. Pytał Boga dlaczego nie widzi takich znaków jak o. Tardif? Wówczas Bóg mu odpowiedział: „Takie znaki pojawiają się wówczas, kiedy Ty głosisz słowo”. Miało to na mnie ogromny wpływ. Zrozumiałem, że tu nie chodzi o to, aby naśladować charyzmatyka. Chodzi o to, aby dać Panu Bogu możliwość posługiwania się mną, mówienia i działania przeze mnie.

 

Ponieważ Ojca modlitwa wiąże się z walką duchową, chciałbym poruszyć temat nabożeństwa do św. Michała Archanioła, które jest coraz bardziej powszechne. Z czego to wynika i jak Ojciec widzi rolę św. Michała w rozwoju życia duchowego ?

 

Powrót do kultu św. Michała Archanioła związany jest ze złem, które nas obecnie zalewa, a wobec którego jesteśmy bezradni. Człowiek nagle uświadamia sobie, że potrzebuje pomocy. Pan Bóg daje nam świętych i aniołów po to, abyśmy korzystali z ich pomocy. Jezus mówił: „Beze mnie nic nie możecie uczynić”. Wiemy, że Bóg działa poprzez aniołów i świętych, stąd ta ogromna potrzeba ich wzywania. Potrzebujemy więc pomocy również św. Michała Archanioła. Jezus powiedział, że diabeł przychodzi po to by niszczyć, zabijać, kraść. By nie utracić tego wszystkiego czym Pan nas obdarza potrzebujemy potężnego obrońcy, którym jest święty Michał Archanioł. Dzięki pomocy świętego Michała Archanioła możemy być bezpieczni przed tym, który jak lew krąży szukając kogo pożreć.

 

Czasem wydaje się, że św. Michał nie przychodzi z pomocą, bo nie widać efektów modlitwy. Z czego może to wynikać?

 

Przychodzi. Zawsze przychodzi. Ale nic na siłę. To my musimy chcieć wszystko podporządkować Panu Bogu, tak jak uczy nas tego święty Michał Archanioł. Wiele osób oczekuje pomocy, ale nie za bardzo chce podporządkować swoje życie Panu Bogu. Nie chce wprowadzić Boga do swojego życia małżeńskiego, do swojej rodziny. Stąd też wielką łaską jest możliwość uczestnictwa w nabożeństwach i modlitwach podczas peregrynacji figury św. Michała Archanioła. On zawsze wskazuje na Pana Boga. Jeżeli chcesz pokonać złego to musisz postawić Pana Boga na pierwszym miejscu. Zbliżyć się do Niego. Jak uczy nas tego święty Michał Archanioł: Bóg ponad wszystkim, któż jak Bóg!

 

Czy Ojciec doświadczył pomocy św. Michała Archanioła w swojej posłudze?

 

Każdego dnia modłę się do świętego Michała Archanioła i wzywam jego pomocy. Czynię to również wówczas, kiedy modlę się o uzdrowienie i o uwolnienie. Zachęcam osoby uwolnione do modlitwy do św. Michała Archanioła. Często razem odmawiamy tę modlitwę, aby szatan nie okradł nas z tego, co dał nam Bóg. Aby ochronić to, co otrzymaliśmy w czasie modlitwy, potrzebujemy pomocy św. Michała.

 

Czy modli się Ojciec do swojego Anioła Stróża?

 

Tak, codziennie. Od kilku lat mam większą świadomość jego obecności przy mnie. Przykładem jest moja historia z podróży do Nowego Jorku. Pewnego razu urzędnik przy wjeździe do USA powiedział mi, że ostatni raz dostaję zgodę na wjazd do USA, ponieważ jestem księdzem i podróżuję w celach zarobkowych. Następnego roku znów pojechałem do Stanów z posługą modlitwy wstawienniczej. Kiedy stałem w kolejce do urzędnika, prosiłem Anioła Stróża: „Spraw, aby on po prostu nie wiedział kim jestem, abym przeszedł bez żadnych problemów”. Po raz pierwszy urzędnik nie zadawał żadnych pytań. Jak nigdy. Za każdym razem wzywam św. Anioła Stróża i zachęcam ludzi do modlitwy do niego, ponieważ jest osobą, która jest najbliżej nas.

 

Mam jeszcze jedno pytanie odnośnie sakramentaliów: szkaplerzy i wody święconej. Jaka jest ich rola w życiu duchowym? Jak współczesny człowiek powinien z nich korzystać?

 

Bardzo mocno wierzę w ich działanie i zachęcam do korzystania z nich z wiarą. Tym bardziej, że są świadectwa wielu osób, które doświadczyły uzdrowienia lub uwolnienia, używając sakramentaliów. Należy pamiętać, że nie zastępują one sakramentów, więc jeżeli ktoś nie korzysta z sakramentów, a chce korzystać z sakramentaliów, to traktuje je w sposób magiczny. Sakramentalia mają zwrócić naszą uwagę na działanie Pana Boga. Są to pewne narzędzia, dzięki którym możemy doświadczyć Bożej łaski, ale związane jest to z wiarą i modlitwą. Nie można traktować ich jako amuletu, ale jako środek, który kieruje moją myśl, moje serce na Boga. Wtedy korzystając z tej rzeczy, nie w niej pokładam swoją ufność, ale w Bogu, który przez tę poświęconą rzecz działa.

 

Obserwujemy dziś duże zainteresowanie działaniem złego ducha. Niektórzy mówią, że może to być niezdrowe zainteresowanie, kiedy człowiek czyta więcej książek o egzorcyzmach niż o Panu Bogu. Gdzie szukać zdrowych proporcji?

 

Ludzie szukają dreszczyku emocji. Kiedy podczas mszy świętej ma miejsce manifestacja złego ducha ludzie mówią, że w tym miejscu działa Bóg. W tym leży problem. Ludzie interesują się także tym, co opowiada demon, nie znając nauki Jezusa i nauczania Kościoła. Nie interesują się tym, ponieważ nie doświadczają emocji. Ludzie szukają nadzwyczajnych rzeczy, które zastąpiłyby wiarę. Często tłumaczę, że demon posługuje się siłą, a Duch Święty mocą. Kiedy mówimy o działaniu Ducha Świętego, mówimy o mocy Bożej. Kiedy mówimy o złym duchu, mówimy o sile i ta siła przeraża, bo podczas manifestacji objawia się siła fizyczna, słychać przerażający głos. Wobec tej siły człowiek jest bezradny. Ona się często manifestuje, jest krzykliwa. Natomiast moc Boża, działanie Ducha Świętego jest niewidoczne, pokorne, często niezauważalne. Trzeba się rzeczywiście natrudzić, żeby zobaczyć działanie Pana Boga, ale ono jest potężniejsze niż działanie złego. Kiedy skupiamy się na demonie, to tak naprawdę przesłania to nam działanie Ducha Świętego, który działa z mocą. Działanie Pana Boga jest bardzo pokorne i ciche. I wymaga od nas wiary.

Ludzie bardziej fascynują się manifestacjami złego ducha, ponieważ przeżywają emocje, ale to nie wpływa na ich nawrócenie. Ważne jest, aby uświadamiać ludziom, że musimy skupić się na działaniu mocy Boga, a nie na działaniu złego ducha. Trzeba wiedzieć, że on jest i że działa, ale tak naprawdę nie warto o nim mówić. Trzeba mówić o działaniu Boga.

 

Czy zły duch może wyjść z człowieka bez manifestacji, po cichu?

 

Tak. Często modlę się o to, aby na rekolekcjach, na mszach, nie było manifestacji, ponieważ to budzi lęk i rozprasza ludzi. Proszę Pana Boga, że jeżeli zły duch będzie chciał działać, to aby nie pozwolił mu na głośne manifestacje. A podczas modlitwy o uwolnienie, aby wyszedł niezauważony przez nikogo.

 

Proszę jeszcze na zakończenie o słowo do czytelników „Któż jak Bóg” oraz o błogosławieństwo dla czytelników i redakcji.

 

Zachęcam do sięgania po pismo: Któż jak Bóg. Ono pomaga uświadomić sobie obecność Boga i Jego aniołów a także podporządkować wszystko Panu Bogu i za świętym Michałem Archaniołem wyznać: Któż jak Bóg! To pismo pomoże nam uświadomić sobie, że aniołowie są wśród nas, są na wyciągnięcie ręki i możemy korzystać z ich pomocy. Tylko od nas zależy na ile zadziałają w naszym życiu.

Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu niech pobłogosławi wszystkich czytelników tego pisma, niech napełni ich serca łaską i mocą Ducha Świętego, niech poprzez te słowa, które to pismo niesie dotyka serca, dusze i ciała, i całe rodziny. Niech Bóg sprawia, by poprzez to pismo Bóg zaistniał w rodzinach w sposób namacalny przez nawrócenie, uwolnienie i uzdrowienie. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

 

z o. Józefem Witko OFM

rozmawiał ks. Piotr Prusakiewicz CSMA

 

 

Zdjęcie: www.swiatlopana.com

 

 

 

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2017. Zapraszamy do lektury!