Boży dar łez

Zdaniem austriackiego historyka, Petera Dinzelbachera, autora „Leksykonu mistyki”, dar łez jest to „zdolność płaczu, u podstaw której leży żarliwość religijna”. Dar ten, jak każdy dar, możemy odrzucić, zaniedbać, źle zrozumieć, czy wykorzystać. Otrzymanie każdego daru nakłada bowiem na nas pewną odpowiedzialność, podobnie jak każdy prezent należy szanować i używać go tak, aby służył nam jak najlepiej.

 

Dar łez, podobnie jak każdy dar Ducha Świętego, zawsze czemuś służy i nie jest nam zsyłany bezcelowo. Nie wiemy dlaczego Ci, nie inni ludzie zostają obdarowani takimi, nie innymi darami. Wiemy jednak, że dary, które otrzymujemy, nawet te „zwyczajne” i mało spektakularne budują naszą wspólnotę z Ciałem Chrystusowym, uwrażliwiają nas na Boga. Jest tak również z „duchowym prezentem” jakim jest dar łez.

W rzeczywistości biblijnej łzy łączone są z symboliką wody. Są pewnym rodzajem znaku, który wskazuje na to, co pozostaje w człowieku niewidoczne. Stają się przy tym pewną uniwersalną formą komunikacji między człowiekiem, a Bogiem. Dlatego też nie wolno umniejszać ich znaczenia do objawu religijnej egzaltacji.

Rzecz jasna nie każde łzy pochodzą od Ducha Świętego. Równie dobrze mogą one stanowić dar i ofiarę człowieka dla Boga, jak też wyraz „zwykłej” religijnej uczuciowości. W samym zaledwie wymiarze teologicznym doszukać się można co najmniej kilkunastu wymiarów znaczenia łez. Dlatego też przy interpretowaniu ich znaczenia potrzebna jest każdorazowo pewna powściągliwość. Łzy mają bowiem charakter wyjątkowo indywidualny.

 

Historia łez

 

Człowiek stworzony został jako istota uczuciowa, nie jedynie rozumna. Już w XVI w. kard. Robert Bellarmin przypisywał łzom sens głębszy niż prosty sentymentalizm. Pogląd ten wyznawała wcześniej św. Katarzyna ze Sieny, której Bóg miał objawić cały poświęcony łzom „traktat”. Szczególną interpretację nadał łzom św. Grzegorz Wielki, dostrzegając w nich emanację jednego z najważniejszych przymiotów każdego chrześcijanina – pokory. Współczesny nam protestancki teolog George Watson uznał łzy za błogosławieństwo kruszące naszą zatwardziałość i obojętność.

Dzięki łzom doświadczamy dotyku Ducha Świętego, oddziałującego na pełnię człowieczeństwa – umysł i uczucia. Łzy stają się w tym ujęciu „pieczęciami prawdy” nadając naszym uczuciom gwarancję autentyzmu. Są bowiem formą wyrazu najgłębszych i najsilniejszych naszych stanów wewnętrznych; formą niezwykle wymowną. Nic więc i dziwnego, że mówi się o nich wielokrotnie w Piśmie. Postacie biblijne płaczą wielokrotnie. Czy to z bólu i cierpienia, czy z radości, czy też wreszcie błagając o coś Boga.

Przez łzy kazał się nawracać ludowi Joel. Płaczą oswobodzeni z niewoli Żydzi. W rzeczywistości łez funkcjonował również sam płaczący nad śmiercią Łazarza Chrystus. Były to łzy szczególne, łzy Boga płaczącego nad kondycją człowieka, Boga współodczuwającego ból swoich wyznawców.

Łzy, nawet jeśli często pozostają wyrazem skargi, czy innych silnych emocji, w dalszym ciągu pozostają formą zwrócenia się do Boga. Człowiek płaczący domaga się bycia wysłuchanym. Często łzy są również zresztą komunikatem dla nas samych – każą nam zastanowić się nad sobą, wyciągnąć wnioski z własnego zachowania. Daje to nam okazję do zatrzymania się nad własnym życiem. Płacz bowiem wymusza na nas reakcję – jest zapowiedzią lub objawem wewnętrznego przełomu.

 

Łzy pokory

 

Prawdziwa skrucha i uniżenie, a więc i łzy, które się z nią wiążą, są jedną z najdoskonalszych form naśladowania Jezusa. Nie może być to jednak fałszywa pokora i skrucha, jak ta średniowiecznych pokutników. Jak pisał wybitny historyk duchowości, Simon Tugwell „wymuszona skrucha to jeszcze jeden rodzaj (…) grzechu pierworodnego”. Przypisywanie sobie niepopełnionych niegodziwości prowadzi do faryzeizmu, najbardziej, zdaniem Paula Evdokimova, nieuleczalnej choroby duszy. Łzy z niego wynikłe są złem szczególnie podstępnym – złem udającym dobro.

Prawdziwe łzy pokory, jak głosił święty Maksym Kausokalybos, rodzą się w łączności z Bożą cierpliwością. Dopiero nadana przez Ducha Świętego łaska wglądu w ogrom Bożego miłosierdzia pozwala nam dostrzec znaczenie i wagę własnych grzechów. Łzy stają się tego stanu naturalną konsekwencją.

 

Łzy modlitwy

 

Już dla Ojców Pustyni modlitwa była nierozerwalnie związana ze łzami. „Módl się ze łzami skruchy, a każda Twoja prośba zostanie wysłuchana. (…) Nade wszystko módl się o dar łez, abyś przez skruchę zniszczył twej duszy zatwardziałość.” – mówił Ewagriusz z Pontu. Łzy stanowią bowiem wyznanie konieczności zbawienia; przyznanie się do tego, że go potrzebujemy. Przez nie wznosimy się ku Bogu. Są taką samą częścią modlitwy jak myśl, gest, czy mowa.

Jak pisał Benedetto Calati łzy świadczą o dojrzałości w pojmowaniu istoty aktu Odkupienia. Biskup Piotr Damiani przypisywał im moc egzorcyzmowania i ochrony przed pokusami. Oczyszczające ludzką duszę z nieczystości łzy bez wątpienia, jego zdaniem, były dla demonów czymś niesamowicie odstraszającym. Św. Ambroży zrównywał nawet łzy z chrzcielną wodą. Płacz miał, według niego, stanowić swoiste odnowienie Sakramentu Chrztu, a Św. Symeon wskazywał wręcz na łzy jako niezbędny element właściwego przygotowania do Sakramentu Eucharystii, mówiąc wprost o „chrzcie łez”. Dla św. Augustyna z Hippony były one z kolei odpowiednikiem krwi, tyczącym się jednak nie ciała, lecz duszy.

 

Łzy błogosławione

 

Jak mówi nam Św. Łukasz Ewangelista, Chrystus błogosławić miał niegdyś słowami „Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.” Słowa te w pierwszym rzędzie są oparciem dla płaczących i przygnębionych; apologizują naturalne ludzkie emocje, przeciwstawiając się sztucznym, niskim, przemijalnym radościom.

Zawarcie łez w formule błogosławieństwa równoznaczne jest z ich wymiarem jako daru Ducha Świętego. Poprzez dar łez jest nam udzielany sam Duch. Jak i wszystkie inne dary tak i łzy służyć mają realizacji budowy Kościoła na Ziemi, realizacji dzieła Zbawienia. Duch Święty, prowadząc nas drogą Chrystusa przeprowadza nas również przez cierpienie, uniżenie, smutek i łzy. Jak pisał jeden z Ojców Kościoła: „Kiedy łaska Najświętszego Ducha przychodzi do człowieka, skupia jego umysł i sprawia, że jest czujny i pokorny. Pobudza też jego pamięć o śmierci i grzechach, o przyszłym sądzie i karze wiecznej. Jego duszę napełnia skrucha, płacz i żal. Jego oczy czyni łagodnymi i pełnymi łez. Im bardziej zbliża się On do człowieka, tym bardziej uspokaja jego duszę, umacniając ją przez świętą mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz Jego nieskończoną Miłość do człowieka. (…) Następnie udziela kontemplacji nieskończonej mocy, którą kieruje wszystkim, podtrzymuje i ogarnia wszystko w swej wielkiej Opatrzności. (…) Kiedy umysł człowieka zachwyca się nadprzyrodzonym światłem i jest oświecony blaskiem Bożego poznania, wtedy jego serce staje się pogodne i łagodne i objawia owoce działania Ducha Świętego: radość, pokój, cierpliwość, dobroć, uprzejmość, miłość, pokorę; Dusza zaś cieszy się niewymowną radością.”

 

Opracowanie na podstawie eseju

Małgorzaty Jackiewicz

„Dar łez – od historii do współczesności”

w: „Duch Święty w naszej codzienności”

 

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2012.