August Kiss – cóż po artyście w czasie marnym August Kiss – cóż po artyście w czasie marnym
  Niedzielne senne popołudnie, sierpniowy upał – przejeżdżając drogą z Pszczyny do Krakowa, bezwiednie omiatałem wzrokiem rozległe płaskie przestrzenie. Ale znienacka olśnienie – natychmiast... August Kiss – cóż po artyście w czasie marnym
 
Niedzielne senne popołudnie, sierpniowy upał – przejeżdżając drogą z Pszczyny do Krakowa, bezwiednie omiatałem wzrokiem rozległe płaskie przestrzenie. Ale znienacka olśnienie – natychmiast zawrócić, bo wzrok natknął się na coś niezwykłego. Brat niezbyt chętnie zatrzymał auto i na nogach już dla rozprostowania kości, zawróciliśmy, by dotrzeć, ależ tak, do przepięknej kamiennej rzeźby Michała Archanioła, malowniczo ustawionej wśród soczystej i skąpanej niedawnym deszczem zieleni. W pobliżu żadnego domu, żadnego człowieka, nie sposób zadać jakiegokolwiek pytania.
 
Wykonaliśmy kilkadziesiąt fotografii i dobrze zapamiętałem to niezwykłe miejsce – droga z Pszczyny w kierunku Brzeszcza i Oświęcimia, pięć kilometrów od Wisły, wioska nazywa się Ćwiklice. Sprawa ze wszech miar intrygująca, ale z początku wydawała się zgoła beznadziejna – nikt ze znajomych historyków sztuki nie był w stanie mi pomóc. Dopiero kilka lat później, niejako przypadkowo, dawny przyjaciel Kazik Kąsek z Bielska potwierdził niejasne przeczucie: „To perfekcyjne dzieło wybitnego rzeźbiarza Augusta Kissa, miejscowi nie zdają sobie sprawy jaką perłę mają u siebie”.
Od tego pierwszego spotkania z Michałem „Ćwiklickim” upłynęło sporo lat, a ja ilekroć przejeżdżam w pobliżu (raczej rzadko), zawsze przystaję na kilka minut i odwiedzam archanielski pomnik datowany na rok 1849. Przekonałem się także, że miejscowi jednak znają rangę obiektu. Otoczenie jest zawsze starannie wypielęgnowane i zadbane. Podziwiam przeto i kontempluję tę moją ukochaną rzeźbę świętego Michała. Twarz archanioła nieodmiennie pogodna i nieco zamyślona, sylwetka lekko pochylona i jakby wypatrująca lub oczekująca kogoś. Wrażenie nieodparte, że św. Michał bierze w opiekę zwieńczoną linią horyzontu całą przestrzeń, że mocarnymi ramionami chroni Silesię.
 
Młodziutki profesor
 
Warto napomknąć więc kilka słów o twórcy Michała „Ćwiklickiego”. Jest nim August Kiss (1802-1865), urodzony w Paprocanach na Ziemi Pszczyńskiej (obecnie dzielnica Tych). Był on synem mistrza hutniczego, który opuściwszy rodzinną Turyngię przybył tu na prośbę księcia pszczyńskiego i objął dyrekcję huty paprocańskiej. August wyrastał przy dworku promnickim (obecnie pałacyk nad Zalewem Paprocańskim), czasy gimnazjalne spędził w Pszczynie, a w wieku 15 lat przeprowadził się do Mikołowa. Kontynuował naukę w Gliwicach, gdzie mógł rozwijać swe zamiłowanie do rysunków i modelarstwa; zaczął nawet pracować (może raczej powiedzielibyśmy „praktykować”) w Królewskiej Odlewni, gdzie pod kierunkiem najlepszych fachowców został wprowadzony w tajniki technologiczne. Gdy tylko osiągnął wiek 20 lat, August wyjechał na studia rzeźbiarskie do Berlina, gdzie zapisał się do znanej pracowni prof. Christiana Daniela Raucha. Dzięki talentowi i pracowitości w krótkim czasie osiągnął sławę i popularność. W roku 1837 został członkiem Berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz otrzymał tytuł profesorski. Jego liczne prace zdobią do dziś wiele miast: Berlin, Poczdam, Drezno, Królewiec, Dessau, do 1945 roku można je było oglądać również we Wrocławiu.
 
Najwybitniejszym dziełem w bogatym dorobku Kissa jest ekspresyjna Amazonka walcząca z panterą z roku 1830 (w rok później stanęła w samym centrum Berlina, w pobliżu Altes Museum i Katedry) oraz Jerzy walczący ze smokiem (1855, rzeźba także znajduje się w Berlinie, na głównym dziedzińcu zamkowym). Liczne kopie Amazonki rozsiane są po całym świecie, obecnie można je zobaczyć m.in. w Filadelfii, Nowej Zelandii oraz w Sankt Petersburgu. Rzeźba ta zdobyła zresztą nagrodę na Wystawie Światowej w Paryżu w roku 1855. Już z tych dwóch niekwestionowanych arcydzieł Kissa dostrzeżemy jak bardzo fascynowała go walka dobra ze złem, gra skrajności i przeciwieństw, bieguny ciepła i zimna, miłość i nienawiść. Nie chcąc dłużej rozwijać tego wątku, bo nie czas i miejsce tu stosowne, lepiej przejść do tego, co dla nas najistotniejsze, znaczy się do pomników świętego Michała Archanioła, a wiedzieć trzeba, że postać wodza anielskiego ukochał Kiss w sposób szczególny i temat ten, jak się okazuje, przywoływał w swoich rzeźbach wielokrotnie.
 
Ku czci ukochanego Wodza
 
W Poczdamie w roku 1816 zaczęto intensywnie rozbudowywać sławny park Sansoucci. Zdecydowano się tam w roku 1835 dobudować letnią rezydencję królewską, wówczas Fryderyka Wilhelma III. Tak powstał Schloss Babelsberg nad rzeką Havel. Architekt Karl Friedrich Schinkel przewidział ogromny ogrodowy ołtarz, rozpięty na tle pięknego parku, ze strzelistymi neogotyckimi wieżyczkami przebijającymi chmury, przy czym nie omieszkał zostawić pustego ażurowego otworu okiennego dla cenionego już wówczas Augusta Kissa. Pracę zlecił mu książę Wilhelm, brat samego króla, ale czy w zamówieniu była mowa o św. Michale trudno dziś powiedzieć. Wiadomo jedynie, że w oknie ołtarzowym miała stanąć jedna z wybitnych postaci biblijnych. W takich okolicznościach, w roku 1848, w roku tzw. Wiosny Ludów, rzeźbiarz z Paprocan przystąpił do realizacji czterometrowego pomnika, a serce podpowiedziało mu św. Michała Archanioła. Odstraszała go jednak metalowa ciężka zbroja, zdecydowanie bardziej pragnął Archanioła łagodnego. Dlatego wybrał dla Michała płaszcz, wymodelowany w tylnej części w ten sposób, by sugerować siłę i zamaszysty ruch postaci. Rzeźbę odlano w cynku w odlewni w Karlsruhe. Ten kto był w Poczdamie i widział obiekt, doznał prawdopodobnie wrażenia, że oto w samym środku lasu-ogrodu wyrósł po prostu kościelny ołtarz – bez turystów, bez przechodniów i wiernych, ołtarz dla ptaków i zielonej przyrody – cudowny franciszkanizm w arkadyjskiej scenerii. Archanioł sprawia tu wrażenie niezwykle silnego, aczkolwiek jego twarz jest pogodna, pozbawiona zaciętości i śladów triumfu z powodu zniewolenia bestii.
Kolejny wykonany przez Kissa pomnik św. Michała (1853) odnajdziemy w Berlinie-Kreuzbergu na samym czubku majestatycznej bramy-wieży (projektu włoskiego architekta Teodora Fontany) kościoła św. Michała, wzniesionego w latach 1851-1861. Świątynia zniszczona podczas II wojny światowej została częściowo odbudowana (1976-1998) – szczęśliwym trafem z pożogi wojennej ocalała wieża oraz figura św. Michała. Dziś jest to jedna z nielicznych czynnych świątyń katolickich w Berlinie, w okresie wakacyjnym odbywają się tu letnie koncerty organowe. Obiekt żyje duchowo, a nad wszystkim unosi się Michał Archanioł. Z perspektywy przechodniów i turystów odpoczywających w parku oraz przy skwerach nad pełnym fontann zbiornikiem Engelbecken, wygląda on niczym lotniarz przygotowujący się do skoku. Dzisiaj jest to jedno z tzw. magicznych miejsc Berlina, bardzo lubiane tak przez mieszkańców, jak i turystów: jest gdzie przysiąść, ochłodzić się nad wodą, odświeżyć myśli, uspokoić i wyciszyć w kojącym szumie fontann.
 
Kolejne „michałowe” dzieło Augusta Kissa wieńczy kopułę zamku w Schwerinie na wyspie jeziora o tej samej nazwie. Jest to jeden z najpiękniejszych i najstarszych zamków w północnych Niemczech. Obecny wygląd nadała mu przebudowa w latach 1845-1857 – to wtedy na majestatycznej centralnej kopule stanął posąg św. Michała (1856). Do dzisiaj spogląda on z wysokości na turystów i koneserów sztuki – od roku 1993 w okresie letnim na wolnym powietrzu odbywają się tu występy teatralne, a także koncerty i spektakle operowe.
 
Trudno powiedzieć ile jeszcze rzeźb św. Michała wykonał niestrudzony i pracowity jak mrówka Kiss. Może jest autorem posągu znajdującego się w parku zdrojowym w Cieplicach (od kilku dobrych lat dzielnica Jeleniej Góry)? Obecne założenie i granice parku pochodzą z lat osiemdziesiątych XIX wieku. Pomnik zyskał ostatnio brakującą mu dzidę, albowiem zaniedbanym świętym Michałem zaopiekował się jeden z cieplickich radnych, Janusz Szklarski.
 
Zgniły kapitalista Kiss
 
W swym testamencie Kiss zapisał ogromną sumę dla berlińskiego muzeum na zakup eksponatów – dzieł sztuki XIX wieku. Nie zapomniał także o miejscu swych narodzin i dzieciństwa – ustanowił w roku 1839 fundację na rzecz szkoły powszechnej w Paprocanach, z przeznaczeniem na zakup książek tudzież innych pomocy szkolnych dla wspomożenia „ubogiej dziatwy wiejskiej”.
Po roku 1945 wiele jego rzeźb zniszczono, dotyczyło to w pierwszej kolejności pomników władców pruskich (np. Fryderyka Wielkiego i Fryderyka II we Wrocławiu), generałów oraz przepysznych fontann. W bezmyślnej i fanatycznej manii niszczenia mylono bohaterów wojen napoleońskich z późniejszymi władcami Niemiec, odpowiedzialnymi za wybuch I wojny światowej, co naturalnie jest absurdem i daje smutne świadectwo o świadomości historycznej wandali. Nie wiadomo dokładnie dlaczego, ale wyrafinowane technicznie i bogato zdobiono fontanny uznali oni za symbol zgniłego kapitalizmu.
 
Śmieszą mnie dywagacje na temat polskości, niemieckości lub śląskości Kissa, irytują nacjonalistyczne ciasne próby szufladkowania go jako artysty-rzemieślnika pruskiego, albo też odwrotnie – jako sztandarowego ambasadora kultury i ducha śląskiego w świecie. Kiss pozostał po prostu sobą, autentycznie kochał swoją pracę, bacznie obserwował naturę i nie bez powodu nazywano go rzeźbiarzem natury (w tworzeniu odlewów zwierząt nie miał sobie równych). W obowiązującym w jego czasach modnym stylu neoklasycystycznym wzniósł się na wyżyny artystyczne nie tylko za sprawą perfekcji technicznej i biegłości warsztatowej, ale przede wszystkim dzięki głębokiej wrażliwości artystycznej i wyczuleniu duchowemu na walkę dobra i zła. Jego rzeźby są refleksją nad ludzką egzystencją, nad koniecznością ciągłego podejmowania walki duchowej, tak w wymiarze ludzkim, jak i kosmicznym.
 
Dzisiaj na Ziemi Śląskiej odnajdziemy tylko nieliczne ślady obecności Kissa: dokumenty w Odlewni Artystycznej w Gliwicach, portret artysty w willi Caro w Gliwicach, ambonę w kościele w Mikołowie, obelisk z pamiątkową płaskorzeźbą odsłonięty w roku 2003 w Tychach, krzyż cmentarny przy kościele św. Marii Magdaleny tamże. Cieszy, że w końcu przywrócono pamięć człowieka, który spędził tu dzieciństwo i młodość. Patrzmy na artystów głównie przez pryzmat ich dzieł, bo te najwartościowsze żyją swoim własnym życiem. Przemawiają do nas, rozbudzają wyobraźnię i inspirują. Pozostawmy krytykom, teoretykom sztuki i koneserom rozszczepianie na czworo aspektów biograficznych, zgłębianie tzw. kontekstu i rezonansu twórczości. Dlatego jako nie-teoretyk urzeczony dziełami Kissa – pomnikami Michałowami w pierwszej kolejności po kongenialnej Amazonce – ograniczyłem dane biograficzne do niezbędnego minimum, a nawet zastanawiałem się czy warto prezentować tu w ogóle tego rodzaju portret artysty. Recepcją jego twórczości nie zajmowałem się w ogóle, nie miałem takiego zamiaru ani potrzeby. Po prostu – Amazonka i Michał „Ćwiklicki” do mnie przemawiają i to szaremu odbiorcy wystarcza.
 
 
Herbert Oleschko
 
 
Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg” 5-2013. Zapraszamy do lektury!
 
 
 

Brak komentarzy.

Bądź pierwszym komentującym ten post.

Podziel się swoim komentarzem