Bóg nie wstydzi się człowieka – Jezus Bóg nie wstydzi się człowieka – Jezus

Banalnie zabrzmiała diagnoza postawiona przez psychologów i psychiatrów, gdy mój znajomy wychodził ze szpitala po nieudanej próbie samobójstwa: „pacjent potrzebuje miłości”. A jednocześnie specjaliści nie mogli powiedzieć nic mądrzejszego. Bo przecież każdy potrzebuje miłości…

Szukamy jej świadomie i po omacku. Chce jej doznać siostra w zakonie kontemplacyjnym i prostytutka stojąca przy szosie. Jeden szuka jej w łatwych doznaniach, inny w codziennej, pełnej zmagań pracy nad sobą, nad zapewnieniem swoim bliskim godziwego życia.

Oglądamy seriale, bo tam na różne sposoby pokazują nam miłość. Inni mają wstręt do telewizora, bo tamtym się udaje to, co w życiu jest takie trudne. Chciałby być kochany każdy człowiek, choć wielu nawet nie wie, co to jest miłość. Może nawet niektórzy nie chcą wiedzieć, bo prawdziwa miłość jest wymagająca…

Miłość ogarnia ludzi żyjących szarym, powszednim dniem i wzywa do przekraczania siebie. Prawdziwa miłość zawsze ma coś z szaleństwa, bo chociaż chce chodzić po ludzkich drogach, to jednak zawiera w sobie boski wymiar. Ma zawsze w sobie coś z nieskończoności, bo przekracza… Przekracza kategorie ludzkiego myślenia i ludzkich doznań. Przekracza poezję, a tym bardziej prozę. A boli tych, którym wmówiono, że prawdziwa miłość jest dla nich niedostępna.

Wcielenie – prawda o tym, że Bóg się nas nie wstydzi

Przypomnijmy fragment Listu do Filipian, w którym święty Paweł widząc dysproporcję między Bogiem, a człowiekiem zachwyca się tym, że Bóg tę przepaść przekroczył z miłości do człowieka:

 

Jezus Chrystus, istniejąc w postaci Bożej,

nie skorzystał ze sposobności

aby na równi być z Bogiem,

lecz ogołocił samego siebie,

przyjąwszy postać sługi,

stawszy się podobnym do ludzi.

A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,

uniżył samego siebie,

[…] aby na imię Jezusa

zgięło się każde kolano

istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.

I aby wszelki język wyznał,

że Jezus Chrystus jest PANEM –

ku chwale Boga Ojca. /Flp 2, 6-11/

 

A zatem najmądrzejsza decyzja człowieka, to odpowiedzieć na tę miłość, czyli przybliżyć się do Jezusa, który przyjął nasze ciało wraz z jego słabościami.

Każdy człowiek, to ryzyko Pana Boga…

Człowiek szuka miłości, a tymczasem Miłość wychodzi ku niemu. Jak to zrobić, aby człowiek i Bóg się spotkali – jeden w swym poszukiwaniu, a Drugi w swej tęsknocie, która szanuje wolność człowieka?

Warto szukać i uczyć się spostrzegawczości. Aby nie dać się zwieść jakąś karykaturą Stwórcy. Znaleźć Jego czyli Miłość, która zawsze daje nam umocnienie i prowadzenie. Jak często mówiąc o miłości ludzie nie rozumieją tego słowa!

„Bóg jest miłością” /1 J 4, 8b/. On nie zważa na ludzką słabość, niewierność i niewdzięczność, wciąż czeka, a nawet wybiega naprzeciw jak ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym /por. Łk 15/.

Nie wyrywać się z Jego ramion…

Kiedyś pokazano taki obraz: Matka z dzieckiem znalazła się niespodziewanie w samym środku ulicznych zamieszek. Odruchowo przytuliła dziecko do siebie. Ale po chwili słyszy płacz dziecka. Uspokaja – myśląc, że to ze strachu: „nie bój się, zaraz będziemy tam, gdzie spokojnie”. Ale dziecko trochę się szarpie i woła: „Mama, boli!” Ona nawet nie wiedziała, że tak silnie przytuliła dziecko… Czy czasem nie jest podobnie z człowiekiem? Czuje się boleśnie ściśnięty, a wystarczy, aby zobaczył, że to troska, by nie został poturbowany przez błyskotliwe pokusy…

Cena człowieka

Wyznajemy, że Syn Boży „stał się człowiekiem, umarł na krzyżu i zmartwychwstał dla naszego zbawienia”. Niekiedy w naszych sercach rodzi się pytanie ile warty jest człowiek. Właśnie tyle, że Jezus Chrystus uznał nas za wystarczająco wartościowych, aby wziąć na siebie ciężar ludzkich grzechów. Jesteśmy dla Niego ważni, każdy z nas, każdego chce doprowadzić do domu Ojca. Nikogo nie chce stracić po drodze: „Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym” /J 6,39/.

Uczymy się we wszystkim zauważyć Bożą łaskę. Kształtujemy naszą postawę rzeźbiąc w kamieniu aktualnego stanu naszej duszy. Leonardo da Vinci mówił, że każdy kamień zawiera piękną rzeźbę, trzeba jedynie usunąć to, co zbędne. Rzeźbienie może boleć, odsłanianie prawdy i piękna jest mozolne, bo trzeba odrywać maski przyrośnięte niekiedy do ludzkiej twarzy, nazywać po imieniu to wszystko, co jest złe lub do zła prowadzi, trzeba zmuszać się do tego, na co wcale nie mamy ochoty, w imię piękna duszy, w imię wierności, w imię najważniejszej decyzji naszego życia.

Czasem można usłyszeć dyskusję, czy wolno mówić, że wobec kogoś Łaska Boża okazała się daremna. Oczywiście, jest to wyrażenie nieprawidłowe, bo Łaska Boża zawsze jest „gotowa”, zawsze może być skuteczna… Aby tylko człowiek zechciał – nie tylko wysłuchać, ale też ją przyjąć. Co trzeba zrobić, aby przyjąć Dar Zmartwychwstania?

Trzeba mieć… młodość ducha… Młodości ducha nie mierzy się miarą lat, nie określa się datą spisania metryki. Poeta powie, że młody jest ten, kto umie się dziwić i zachwycać. Można z fascynacją patrzeć na świat odkrywając w nim coraz więcej znaków Bożej miłości i być pradziadkiem. Można też zwiędnąć mając kilkanaście lat – gdy się już wszystko wie, wszystkiego doznało, za niczym nie tęskni i nie stawia żadnych celów, gdy się nie widzi możliwości rozwoju.

Mieć serce oczyszczone… Oczyszczone od tego, co niszczy: od buntu i pretensji, od psujących się ran zniechęcenia czy chęci odwetu.

Szukać Bożego zamiaru…

To wreszcie zgodzić się na to, co otrzymałem. Choćby bardziej mi się podobało to, co otrzymali inni. Doświadczając zła pytamy często: „Czemu Bóg na to pozwolił?”, „Dlaczego nie zatrzymał złodziejskiej ręki, pijanego kierowcy, postępu choroby?”. Pytajmy raczej: „Jakie dobro Boża łaska pomoże nam z tego zła wyprowadzić?”. Ostatecznie największe zło, najbardziej rażąca niesprawiedliwość, ukrzyżowanie Chrystusa, stało się źródłem największego dobra, najpełniejszego zwycięstwa. Zło wypływające z ludzkiego serca jest zawsze tajemnicą zrodzoną ze źle wykorzystanej wolności. Syn Boży przyszedłszy na ziemię nie zlikwidował zła, On je zwyciężył i nam pomaga z nieprawości wyprowadzać dobro. Łącząc się ze Zmartwychwstałym możemy przerywać każdy łańcuch zła, zatrzymywać je na sobie i dalej podawać tylko dobro. W zjednoczeniu z Chrystusem możemy odnaleźć w sobie siłę, dzięki której nie będziemy odpłacać złem za zło.

Codzienne zmartwychwstania

Zmartwychwstanie Chrystusa jest ważne nie tylko dla tych, którzy odchodzą z tego świata. Już teraz, dzisiaj, możemy korzystać z Chrystusowego zwycięstwa. Każde przekroczenie własnej słabości, przełamanie niechęci czy lenistwa, każde osiągnięcie, które wydaje się być powyżej moich możliwości jest czerpaniem z mocy Chrystusowej Paschy. Ilekroć człowiek znajdzie w sobie nową porcję cierpliwości do uciążliwego dziadka czy sąsiada, ilekroć odepchnie pokusę kłamliwego poprawienia sobie opinii, ilekroć bezinteresownie pocieszy pokrzywdzonego i pomoże nieporadnemu – tylekroć przekracza ludzkie ograniczenia, czyli korzysta z łaski zmartwychwstania. Miał rację święty Paweł, gdy pisał: „…ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” /12 Kor 12,10/. Im bardziej poznaliśmy swą słabość, a mimo to nie zawiedliśmy, wytrzymaliśmy, wybaczyliśmy – tym bardziej jesteśmy świadkami Bożej szczodrobliwości i miłosierdzia, Chrystusowego zwycięstwa.

 

Ks. Zbigniew Kapłański

 

Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg” 5-2013. Zapraszamy do lektury!

 

 

 

Brak komentarzy.

Bądź pierwszym komentującym ten post.

Podziel się swoim komentarzem