Cudowne skrzypce Cudowne skrzypce

Cudowne skrzypce

Z pisma 15 marca 2017 ladylingua 0

 
Pewnego dnia dobry czarodziej Tobiasz wyszedł ze swego domu w górach i wybrał się na przechadzkę w doliny. Przy drodze zobaczył siedzącego młodego biedaka. Obok niego leżały skrzypce. Muzyk skarżył się, płakał i uderzał pięściami w trawę.
– Przyjacielu, dlaczego jesteś taki zagniewany?- zapytał czarodziej.
– Każdy rozgniewałby się na ludzi z tego miasta. Są oni tak ograniczeni, że nie rozumieją muzyki – wybuchnął skrzypek.
Tobiasz chciał usłyszeć więcej i dlatego stawiał dalsze pytania nieszczęśliwemu młodzieńcowi. Dowiedział się, że ma on na imię Mateusz, pochodzi z dalekiej miejscowości, w której uczył się grać na skrzypcach u pewnego starego nauczyciela. Wszyscy mieszkańcy tej wsi uważali go za wielkiego artystę i radzili mu, by wędrował po świecie, gdzie na pewno zyska sławę i bogactwa.
– Tymczasem w tym mieście zaledwie pięć osób przyszło na koncert i żadna nawet nie zaklaskała – żalił się niezrozumiany przez innych artysta.
– Jest to rzeczywiście bardzo smutne dla ciebie, jeśli umiesz grać tak dobrze – powiedział dobry czarodziej.
– Nie chcę się chwalić, ale niewielu jest na świecie artystów, tak dobrych jak ja – pysznił się muzyk – Niestety, nie mam szczęścia!
– Może zagrałbyś mi coś? – zapytał tobiasz – Ja trochę znam się na muzyce.
 
Muzyk wyciągnął swój instrument, nastroił go i zaczął grać. Grał, najlepiej jak umiał, jednak rezultat, prawdę mówiąc, był opłakany.
Tobiasz miał wielką ochotę zatkać sobie uszy, aby nie słyszeć tych okropnych dźwięków, wywołujących u niego gęsią skórkę. Przykro mu jednak było upokarzać przemądrzałego muzyka i powiedział:
– Przyjacielu, brakuje ci dobrych skrzypiec, jeśli chcesz, by ludzie docenili twoją sztukę.
– Chętnie kupiłbym lepsze, ale nie mam pieniędzy. Moje kieszenie są puste, a rodzice nie mogą mi pomóc – westchnął Mateusz.
Czarodziej udawał, że intensywnie się namyśla, a potem powiedział:
– Może będę mógł ci pomóc: bądź jutro w tym samym miejscu. Przyniosę ci coś, co ci pomoże.
Następnego dnia obaj punktualnie stawili się na spotkanie w ustalonym miejscu. Dobry czarodziej przyniósł ze sobą piękne drewniane pudło.
– Rozmawiałem o tobie z pewnym bogatym amatorem muzyki i on pragnie pomóc ci w zdobyciu sławy i bogactwa. Pożycza ci swoje czarodziejskie skrzypce: grają same, nawet trzymane w rękach kogoś, kto nigdy nie uczył się gry na skrzypcach.
To mówiąc, Tobiasz wyciągnął z pudła wspaniałe skrzypce i zagrał na nich tak pięknie, że Mateusz wybałuszył oczy.
– Pan jest prawdziwym artystą! – zawołał z podziwem, ale i z pewną zazdrością.
– Wcale nim nie jestem – uśmiechnął się Tobiasz – Po raz pierwszy w życiu biorę do rąk skrzypce. Mówiłem ci, że to są czarodziejskie skrzypce. Grają same. Spróbuj!
I podał instrument Mateuszowi, który zaczął grać na nim tak pięknie, że aż przyjemnie było słuchać.
– Te skrzypce uczynią z ciebie wielkiego artystę – powiedział jeszcze raz Tobiasz. – Ludzie będą biegać na twoje koncerty i chwalić cię, obsypią cię pieniędzmi. Ale uważaj! Magiczna siła skrzypiec będzie trwać tylko dwa lata. W tym okresie masz jedyną okazję: musisz pilnie ćwiczyć, aby pozostać wielkim artystą również i później. To, co zdobędziesz w czasie tych dwóch lat, dzięki czarowi skrzypiec, starczy ci na dostatnie życie i na zakup dobrego instrumentu, który pozostanie twoją własnością i zapewni ci przyszłość. Skrzypce, które ci pożyczam, oddasz mi za dwa lata. Zjawię się po nie osobiście, w tym samym miejscu.
 
Mateusz podziękował serdecznie czarodziejowi, wziął skrzypce i pełen nadziei przeniósł się do innego miasta.
Po drodze wstąpił do pewnego zajazdu, którego właściciel był znawcą muzyki, zagrał na czarodziejskich skrzypcach i karczmarz zachwycił się.
– Przyjacielu, jesteś mistrzem! – zawołał – Musisz dać koncert w moim lokalu.
Ofiarował mu wikt i mieszkanie, i szybko, tego samego dnia, odwiedził najszacowniejszych obywateli w mieście i opowiedział im o biednym artyście:
– Przybył tu król biedaków i król skrzypków w jednej osobie. Przyjdźcie posłuchać go, nie pożałujecie!
 
Ciekawość sprowadziła ludzi, którzy wypełnili sale karczmy. Mateusz wszedł na podium i zagrał tak pięknie, że po każdym utworze sala trzęsła się od braw. Gdy koncert się skończył, entuzjazm sięgnął zenitu. Wszyscy ściskali mu ręce i zachwyceni mówili o jego grze.
Mateusz nie posiadał się z radości. Jego marzenie urzeczywistniło się. Droga sukcesu, wybrukowana złotem, otwierała się przed nim.
Zachęcony pierwszym sukcesem, zatrzymywał się w każdym napotykanym mieście. Przebywał również zagranicą, gdzie odnosił triumfy i zarobił wiele pieniędzy. Pijany radością zapomniał o swej dawnej biedzie. Żył teraz jak książę i wydawał pieniądze garściami. Nie musiał już oszczędzać, bo gdy nie miał pieniędzy, wystarczyło, że zagrał w jakimś miejscu i znów miał kieszenie pełne srebrnych i złotych monet.
 
Od czasu do czasu przypominał sobie słowa czarodzieja i jego zachętę do ćwiczenia się w grze, ale odkładał to wszystko na później i dni mijały, a Mateusz dotykał skrzypiec jedynie, by popisywać się przed publicznością i zdobywać pieniądze i sławę.
Często pisywał do swego domu i rodzice byli dumni z niego – znanego artysty – i wszystkim pokazywali podarki, jakie syn przysyłał im z nieznanych i dalekich stron.
 
Czas płynął szybko i drugi rok miał się już ku końcowi, gdy Mateusz zaczął martwić się poważnie o przyszłość. Jeśli skrzypce naprawdę utracą swą magiczną moc, znikną również sława i zarobki. W ciągu tych dwóch lat nie zaoszczędził nawet grosika: jego hulaszcze życie pochłonęło wszystko. W tym okresie również nigdy nie ćwiczył. Skrzypce grały same, wystarczyło tylko trzymać je w ręku. A on wstydził się pójść do jakiegoś nauczyciela.
 
– Teraz zaoszczędzę trochę, by nie powrócić do domu z pustymi rękami – postanowił.
Ale jego wola była zbyt słaba i – mimo postanowień – wydał wszystko, co zaoszczędził w ostatnich miesiącach.
Niespodziewanie nadszedł list z rodzinnych stron. Pisał do niego urzędnik hrabiego. Zawiadamiał go, że hrabia chciałby posłuchać słynnego artysty, który taką sławą okrył hrabstwo. Mateusz miał dać koncert na zamku. Jako wynagrodzenie ofiarowywano mu tysiąc złotych dukatów, jeśli swoją muzyką uszczęśliwi zaproszonych gości.
Mateusz uznał zaproszenie za opatrznościowe: jeśli skrzypce miałyby utracić swą czarodziejską moc, on w każdym razie będzie miał dość pieniędzy, by żyć dostatnio. Potem znajdzie jakieś wytłumaczenie, by nie grać więcej – chorobę rąk, albo coś podobnego.
 
Za tysiąc dukatów – marzył – kupi sobie małe gospodarstwo i będzie tam żyć otoczony pochlebstwem ludzi: „To jest ten Mateusz, słynny skrzypek, który grywał przed najlepszą publicznością”.
Nie tracąc czasu spakował się i pojechał do domu. Szybko nadszedł oczekiwany dzień. W wielkiej sali zamku zgromadzili się wielcy panowie, przybyli z bliska i daleka. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali słynnego skrzypka.
Mateusz ukazał się na podium. Pełen radości głęboko ukłonił się na wszystkie strony, otrzymał pierwsze gorące brawa, wyjął skrzypce, wziął smyczek i zaczął grać wśród absolutnej ciszy. Ale oto, co się dzieje?
 
Zamiast zachwycającego dźwięku skrzypiec, prowadzonych ręką wirtuoza, słuchacze usłyszeli piskliwą, banalną piosenkę: „Wiadomo, że maki są wysokie, wysokie…”.
Wszyscy zdumieni wytrzeszczyli oczy. Mateusz pobladł, cały drżał. Ponownie zaczął grać, ale znowu skrzypce zapiszczały tak, jakby znalazły się w rękach jakiegoś nowicjusza.
Biednego skrzypka wygwizdano i wyrzucono z zamku. Gdy biegł do domu, na jakimś zakręcie ukazał mu się dobry czarodziej Tobiasz;
– Ty sam przekreśliłeś swoje szczęście! – powiedział – Gdybyś ćwiczył w ciągu tych dwóch lat, stałbyś się prawdziwym artystą. Ale nie posłuchałeś mnie i teraz masz to, na co zasłużyłeś. Właśnie dziś minęły dwa lata i skrzypce utraciły swą czarodziejską moc. Oddaj mi je, a ja zwrócę ci twoje.
Jak we śnie Mateusz odebrał swoje stare skrzypce. Porzucił jednak na zawsze ambicje muzyczne i zaczął pracować na roli. Jedynie kilka razy spróbował zagrać na starych skrzypcach, ale było już za późno na naukę.
 
 
Bruno Ferrero, Historie piękne
 
 
Pamiętaj, że tylko codzienny wysiłek gwarantuje rezultaty.
 
 
 
Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg” 5-2013. Zapraszamy do lektury!
 
 
 
 

Brak komentarzy.

Bądź pierwszym komentującym ten post.

Podziel się swoim komentarzem