Maryja moja Matka

Matka Boża w historii świata i narodów jawi się jako ta, która, z właściwą matce czułością, przeprowadza nas przez zawieruchy dziejów. Tak było, gdy 361 lat temu powierzał Jej nasz kraj król Jan Kazimierz. Tak było też w Fatimie, gdy 100 lat temu niosła orędzie umęczonemu wojną światu. A, jak pokazuje świadectwo ks. prof. Stańka, niejednokrotnie przeprowadza ona i każdego z nas przez nasze prywatne wojny i potopy…

 

Czy w roku Maryjnym może ksiądz odsłonić swoje podejście do Matki Chrystusa?

Chętnie to zrobię, chociaż w krótkim wywiadzie jedynie zasygnalizuję pewne prawdy, których dokładne omówienie wymagałoby wiele czasu.

 

Dlaczego w Kościele katolickim mówi się o Maryi dużo, czasem nawet bardzo dużo, a w kościołach reformowanych się o Niej milczy?

Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Luter odrzucił świętość, dlatego zrezygnował z sakramentów, które są źródłem świętości i z kultu świętych, do których należy Maryja. A dlaczego to uczynił, to już inny temat.

 

Czy jest możliwe odczytanie Ewangelii z pominięciem Matki Jezusa?

Pełne odczytanie jest niemożliwe, bo Ona należy do jej głównych bohaterów.

 

Czym jest uzasadniony rozwój kultu Maki Jezusa?

Jest owocem coraz głębszego wchodzenia w bogactwo prawdy objawionej. Istnieje żywa Tradycja, która polega na stopniowym odkrywaniu tego bogactwa. Każde pokolenie odsłania nowe jego skarby, dostępne dla nas od początku, ale jeszcze nie odkryte. Podobnie jak w kopalni, gdzie jest coraz więcej pokładów i coraz więcej skarbów – do końca świat poznamy tylko cząstkę tego bogactwa.

 

Jaki był pierwszy spór o Matkę Jezusa na poziomie soborów?

To spór o Jej tytuł. Jedni uważali, że przysługuje jej tytuł Boża Rodzicielka, czyli Matka Boża (po grecku Theotokos), inni, że Rodzicielka Chrystusa, czyli Matka Chrystusa (po grecku Christotokos). Kiedy zaakceptowano, że matka daje nie tylko ludzkie ciało, ale rodzi osobę, wygrał ten pierwszy. Maria zrodziła Syna Bożego, czyli Drugą Osobę Trójcy Przenajświętszej, dlatego jest nazwana Bożą Rodzicielką.

 

Jaka jest szansa dla świeckiego katolika spojrzenia na Matką Jezusa w oparciu o bogactwo Tradycji?

Litania Loretańska podaje część tytułów Matki Najświętszej, które w Tradycji stopniowo nagłaśniano, poznając bogactwo Jej Serca.

 

A kim dla księdza jest Matka Jezusa?

Jest moją Mamą.

 

Skąd takie spojrzenie na Nią?

Tata w 1939 roku razem ze swoją kompanią, która wyszła z Wadowic, nad Bugiem dostał się w kocioł niemieckich karabinów maszynowych. Polacy leżeli na otwartym polu, nie mogli zrobić najmniejszego ruchu. Tata obserwował jak ginęli jego koledzy po prawej i lewej jego stronie. W południe zobaczył jak Matka Boża podeszła do niego i przykryła go swoim płaszczem mówiąc: „Śpij”. Obudzili go w nocy wzywając do wycofania. Ze stu dwudziestu ocalało trzech. Żył dzięki Niej i pamiętał o tym.

 

Drugie wydarzenie. Moi dwaj bracia zmarli przy porodzie. Mama leżała w szpitalu i lekarze oświadczyli tacie: „Nie da się uratować ani matki, ani dziecka”. Tata podszedł do obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy w kościele parafialnym w Wadowicach i powiedział Jej jasno: „Dziecko sobie zabierz, a żonę mi zostaw”. To była jego rozmowa z Nią. Wrócił do szpitala. Otwarły się drzwi porodówki. Lekarz podszedł do taty mówiąc: „Żyje dziecko i matka”. Taki był mój początek. To Ona wydobywała mnie z łona mamy.

 

Kiedy się ksiądz o tym dowiedział?

Tata był bardzo zdecydowanym antyklerykałem – podobnie jak kiedyś ja – i zastanawiałam się, jak on zareaguje na wiadomość o mojej decyzji wstąpienia do seminarium duchownego. Tymczasem on powiedział tylko: „Masz osiemnaście lat, rób co uważasz”. Kiedy ubrałem sutannę, zapytałem: „Dlaczego mi nie zabraniałeś tej drogi?”. Odpowiedział: „W chwili narodzin oddałem cię Matce Bożej i już nic nie mam do powiedzenia. Ona decyduje, a nie ja”. Wtedy mi opowiedział o godzinie narodzin.

 

Jak ksiądz zareagował?

Ze zdziwieniem odkryłem, że Ona mnie prowadziła przez całe Liceum w Wadowicach. Idąc z pociągu do szkoły nawiedzałem Jej obraz, przed którym zostawił mnie Tata, i w Jej dłonie składałem wszystko, co czekało mnie w szkole. Prowadziła mnie wyjątkowo. Spotkałem profesorów na najwyższym poziomie i grono kolegów i koleżanek, któremu do dnia dzisiejszego zawdzięczam wiele.

 

Czy przed święceniami było jeszcze jakieś spotkanie z Matka Bożą?

Decyzje o kapłaństwie podjąłem ostatecznie w Kalwarii Zebrzydowskiej. Poszedłem z pielgrzymką tylko po pewność drogi, na którą się zdecydowałem. Otrzymałem ją. Ukazała mi też, że ostatni odcinek mego kapłaństwa będzie wyjątkowo trudny i że mam wytrwać do końca. Dlatego dla mnie nic nie będzie niespodzianką.

 

A osobiste spotkanie z Nią jako księdza?

To pasmo wielu spraw, które z Nią załatwiłem. Tak jak z Mamą. Wiele razy Jej współczułem, że ma takiego syna. Ona jednak kocha mnie, jak Mama, mimo że ma ze mną wiele kłopotów, bo ja nie jestem potulnym barankiem, ale o ostrych rogach. Ona wiele razy zawiodła się na mnie, ale ja na Niej nigdy. Spokojnie spoglądam na godzinę naszego spotkania tak z mamą, która mnie zrodziła, i uczyła kochać, jak i z Mamą, która mnie podprowadzała do spotkania z Jezusem.

 

Ksiądz Jej zawdzięcza spotkanie z Jezusem?

W dużej mierze Jej, bo otwierała mi oczy na codzienny wymiar Ewangelii, jakim żyli w Nazarecie. Muszę jednak zaznaczyć, że w pierwszym etapie Ona mnie prowadziła do Jezusa, ale po pewnym czasie odkryłem, że On mnie prowadzi do Niej. Były sprawy, w których mi mówił: „Zostaw to Mojej Mamie, bo Ona to załatwi u Ojca Niebieskiego lepiej niż Ja. Ojciec Ją kocha i Ona ma bezpośredni dostęp do Niego”. Tak załatwiła godzinę zamiany wody w wino w Kanie Galilejskiej. Zrozumiałem to między innymi dlatego, że mój ziemski tata, kiedy stawiałem mu trudne pytania. mówił mi podobnie: „Mama ci to lepiej wytłumaczy”.

 

A jak ksiądz podchodzi do obrazów Matki Bożej otoczonych kultem?

Jak do zdjęć mojej Mamy. One noszą imiona często pochodzące od miejsca ich przechowywania. Każdy Jej wizerunek jest Jej zdjęciem, i zawsze w nim się z Nią spotykam. Z reguły załatwiam wtedy dwie, trzy pilne sprawy.

 

Czy zawsze odpowiada?

Zawsze, tylko nie w tym sensie, że otrzymuję dar, o jaki dla innych proszę, ale w tym, że jeśli go nie daje, informuje mnie, że inna jest wola Ojca Niebieskiego, i ci, za których się modlę, otrzymają inne dary. Bywa, że tak ja, jak i ci, którzy je otrzymują, jesteśmy nimi zaszokowani. Bóg udziela darów tysiące razy większych niż te, o które prosimy. W mej prośbie do Niej zawsze jest: „Mamo załatw mi to u Ojca, ale niech to będzie Jego wola, a nie moja”.

 

Jak ksiądz podchodzi do ludzi, którzy mówią długie modlitwy, czasem przeznaczając na nie godziny?

Jeśli są samotni lub chorzy, dokonują dzieł wielkich. Jeśli zdrowi, to boję się wielomówstwa. Bóg i moja Mama wiedzą czego potrzebuję i znają moje pragnienia. Moja modlitwa to załatwianie z Nimi spraw. A na to trzeba wymiany spojrzeń i zaufania. Reszta już do nich należy.

 

Którą formę modlitwy maryjnej ceni ksiądz najwyżej?

Moje osobiste rozmowy z Nią. Drugą formą jest różaniec, który jest wtajemniczeniem w wydarzenie opisane w Ewangelii i w aktualną sytuację, w jakiej się znajduję. Różaniec jest rozmową z Nią na temat codzienności. Obejmuję tą rozmową ludzi na ulicy, w poczekalni, w więzieniu jakie mijam, w sklepie, tych o których słyszę w radio, telewizji. Tych, którzy liczą na moją modlitwę. Jako dziecko i młodzieniec ceniłem nabożeństwa majowe przy kapliczkach na wiosce. Dla mnie były to pieśni uwielbienia Boga za piękno wiosennego świata, w którym życie odnosi zwycięstwo. Spotykam się z Bogiem i moją Mamą wędrując szlakami turystycznymi, to wyjątkowo twórcza modlitwa. Cenię każde Jej wspomnienie w kalendarzu liturgicznym.

 

Lubi ksiądz pielgrzymki?

Organizowane mi nie odpowiadają. Bardzo cenię prywatne wyjazdy do sanktuarium w Częstochowie i Kalwarii Zebrzydowskiej, bo są najbliżej mego miejsca zamieszkania. Byłem w Lourdes. Ci, którym to odpowiada, winni brać udział w pielgrzymkach. Dla mnie nawiedzenie sanktuarium to jest osobiste spotkanie z Mamą i nie potrzebuję świadków. Cisza jest dla mnie pełna Boga i w niej spotykam się z Mamą.

 

A które tytuły Matki Bożej są księdzu bliskie?

Trzy: Matka kapłanów, Królowa Polski i Matka Kościoła.

 

Dlaczego te?

Kapłaństwo to zawsze ostry front zmagań ze złem, jakie ludzi atakuje. Bez duchowego zaplecza wykonanie zadań zleconych przez Jezusa jest niemożliwe. Kto nie ma bliskiego spotkania z Najwyższym Kapłanem ten przegrywa i przechodzi do pracy najemnika. Dla niego kapłaństwo to jedna z firm Kościoła rozumianego jako instytucja. Łatwo wtedy wejść w rywalizację z innymi firmami w świecie i albo je naśladować robiąc pieniądze, albo porzucić dla innej firmy. Bliskie spotkanie z Matką Jezusa gwarantuje wytrwanie w kapłaństwie.

 

A Królowa Polski?

To spotkanie jest ważne dla mnie jako Polaka. Wszystko czym żyje Ojczyzna jest w dłoniach mojej Mamy. Cała nasza teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. Każde spotkanie z Nią wypełnia mnie pokojem. A kiedy mówimy o jutrze Ojczyzny, Ona zawsze zapewnia, że to droga krzyżowa, innej nie ma. Jesteśmy tylko małą figurą na szachownicy polityki świata i trzeba, abyśmy wypełnili zadania, jakie Bóg Ojciec wyznaczył Polakom. Jest dumna z wielu Polaków.

 

A w spojrzeniu na Kościół?

Od II Soboru Watykańskiego Jej podejście do Kościoła jest podobne, jak i do naszej Ojczyzny. Współczesny Kościół rzymskokatolicki stoi przy pierwszej stacji swej Drogi Krzyżowej, jaka czeka go w najbliższych latach. Kościół jest fałszywie oskarżany i wyrok na niego został już wydany. Trzeba podjąć krzyż i wytrwać z Jezusem. Matka Kościoła na tej drodze jest obecna i uczy nas zamieniania w akt miłości cierpienia, słabości, śmierci, bo w rękach Miłości jest to materiał wyjątkowo twórczy. Świat tego nie rozumie. Maja Mama jest z nami, a to mi wystarcza, abym był spokojny o jutro tak Ojczyzny, jak i Kościoła rzymskokatolickiego.

 

A Jej podejście do aniołów?

Jest ich Królową. Aniołowie czekają na Jej rozkazy. Ona jest największym Arcydziełem Boga i dlatego On dopuścił Ją do władzy. Ona wykonuje ją w duchu całkowitego posłuszeństwa Bogu, czyli w idealnej z Nim współpracy. Ma też pod swymi stopami upadłych aniołów.

 

z ks. Edwardem Stańkiem

rozmawiał

ks. Piotr Prusakiewicz CSMA

 

 

 

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2017. Zapraszamy do lektury!