Nieziemska lina

Górska wspinaczka: Ja osobiście wspinać się nie umiem i chyba nie lubię. Chyba – bo nigdy w życiu nie próbowałem.

Zdarza się czasem, że trochę sobie żartuję z tych, których życiową pasją są górskie ekstremalne przygody. Znam osoby, które kochają góry, a umiejąc się wspinać, często, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja, wyruszają na ich podbój. Wiele są w stanie dać, aby znów znaleźć się wysoko, najlepiej kilka tysięcy metrów nad poziomem morza. Jak często sami podkreślają – dobrze się do tych wypraw przygotowują. Dbają o kondycję, posiadają sporą wiedzę wspinaczkową, a także niemal nieustannie doskonalą technikę oraz oczywiście posiadają potrzebny górski sprzęt. I nad tym pragnę się chwilę zatrzymać.

Każdy wspinający się doskonale wie, jak ważna w wysokogórskich wyprawach, pośród wielu – tak to niefachowo nazwę – akcesoriów, jest odpowiednia lina. Ja przekonałem się o tym naocznie widząc przerażenie w oczach współbrata – górołaza, kiedy (dla hecy) wskoczyłem na – jak się później okazało – gwarant jego górskiego bezpieczeństwa – linę. Tak na marginesie – gdy dowiedziałem się, jaka jest ona dla niego ważna, obiecałem sobie, że już nigdy, ale to nigdy więcej tego nie zrobię. Dla mnie do tej pory była to zwyczajna lina, jakich w życiu widziałem wiele, ale dla niego była to SZCZEGÓLNA LINA. Jak później powiedział mi współbrat – pasjonat górskich wspinaczek – lina zapewnia ratunek, gdyby przydarzyła się niebezpieczna górska sytuacja. Troszczył się o nią, oglądał dokładnie, kilka razy zawiązywał i odwiązywał z nieskrywana radością.

Dlaczego o tym piszę? A mianowicie dlatego, że ten obraz przyszedł mi do głowy, gdy myślałem, czym dla osoby, która poznała, zaprzyjaźniła się ze Świętym Michałem i nosi znak Jego opieki, jest SZKAPLERZ. Nieziemska ratująca duchowe życie lina. Zgodzicie się ze mną, że nasze codzienne życiowe zmagania możemy porównać do górskiej wspinaczki? Ile się trzeba nieraz namęczyć, aby zobaczyć, doświadczyć pięknych widoków naszych dobrych działań. Często także w trakcie „życiowej wspinaczki” spotykają nas niebezpieczne sytuacje, a nasze życie duchowe jest zagrożone. Co wówczas robić? Chwycić mocno duchową linę i trzymać się jej kurczowo, aż zagrożenie minie. Jak to zrobić? Tak konkretnie – chwytając sznureczki czy tarczę szkaplerza i przywołując NIEBIAŃSKIEGO RATOWNIKA. Na pewno nie pozostawi nas samych sobie. W mgnieniu oka, na zawołanie modlitwą krótkiego egzorcyzmu, która jest wezwaniem Jego Osoby, przybywa i z najbardziej ekstremalnych, trudnych duchowych sytuacji ocala. O tym, że tak jest, sam nieraz się osobiście przekonałem. Myślę, że Ty też: Siostro/Bracie należąca/y do wspólnoty RODZINY BRACTWA SZKAPLERZA.

Zapraszam, aby tym osobistym do- świadczeniem anielskiego działania w Twoim życiu się podzielić. Nic tak innych nie przekonuje, jak osobiste świadectwo!!! Jeśli posiadasz w sobie odwagę i to wewnętrzne przynaglenie, napisz swoje świadectwo na adres Redakcji „Któż jak Bóg” lub Bractwa Szkaplerza. Z pewnością wielu czytelników poprzez dowód niebiańskiego działania w Twoim życiu wzmocni swą wiarę, a może i oni, zachęceni Twoim przykładem, zdobędą się na odwagę świadectwa michałowego oddziaływania.

ks. Robert Ryndak Csma moderator Bractwa szkaplerza Świętego michała archanioła szkaplerz@michalici.p

Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Któż jak Bóg” nr 3 (141) maj – czerwiec 2016

POST TAGS: