Problem emigracji, cz. 2

Z pewnością przy ocenie wartości emigracji należy zauważyć też proces wzbogacania przez nią kultury narodowej, zwłaszcza w trudnej sytuacji politycznej kraju macierzystego.

Niemożliwe jest myślenie o kulturze polskiej bez dorobku kulturalnego wieszczów Wielkiej Emigracji, prac Chopina, Marii Curie-Skłodowskiej, Ignacego Paderewskiego i wielu innych. Był to zarazem dorobek polityczny. Wiele form myślenia politycznego przetrwało tylko dzięki podtrzymywaniu przy istnieniu stowarzyszeń i klubów dyskusyjnych, w których była kultywowana dana idea. To z kolei miało wpływ na kształt życia politycznego w kraju.

Uchodźstwo kształtowało opinię międzynarodową na tematy zakazane w kraju przez okupanta czy zaborcę. Ponadto reprezentowało, przy izolacji władz totalitarnych, dany naród i przypominało o jego problemach. Tadeusz Miciński, poeta Młodej Polski, podkreślił znaczenie tego dorobku słowami: „Emigracja zapala na najwyższych górach stosy ofiarne, z tajg syberyjskich naniesiono drew. Była to może jedyna świątynia na ziemi od czasów Golgoty. Jej duch był jak ‚człowiek żelazny i Anioł wysoki’, Jej spuścizna mogła nędzarzy przeobrazić w naród wybrany – ze zjadaczy chleba – uczynić bohaterów, a z kruków żywiących się padliną – orłów, żywiących się krwią i ciałem Bóstwa”.

Wiara emigranta

Interesującym dla badań przemian kultury narodowej pod wpływem emigracji jest obszar życia religijnego. Emigranci bowiem najczęściej – zwłaszcza po utracie bytu państwowego przez ojczyznę – definiują swoją narodowość przez religię i język. Religia jest też niekiedy jedyną instytucją życia społecznego, która jest w stanie przekroczyć w pełni granice kraju i dać poczucie zachowania tożsamości. Próby „nacjonalizacji” religii przez władze kraju docelowego kończą się najczęściej większą konsolidacją grupy emigrantów. Bardzo często życie religijne takiej grupy nasiąka dodatkowo elementami poza-religijnymi, które zapisane są w tradycji kultury narodowej, niejako dopełniając możliwości podtrzymywania etniczności przez emigrantów. Często niski poziom wykształcenia w chwili udania się na emigrację, niski poziom wyjściowy standardu ekonomicznego, czasowy charakter emigracji i brak zainteresowania krajem osiedlenia oraz diametralnie różna kultura, z którą obcuje się na emigracji, pogłębiają znaczenie życia religijnego. Przykładem może być życie religijne emigracji polskiej w Stanach Zjednoczonych, gdzie na gruncie walki o język polski w liturgii i obrony przed „amerykanizacją” duchowieństwa, doszło do rozwoju pod koniec XIX wieku ruchu niezależnych parafii, a w 1907 r. do założenia Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego w Ameryce.

Rodzica nie ma, a dzieci harcują…

Życie religijne na emigracji było najważniejszym przedmiotem troski ks. B. Markiewicza wobec uchodźców zarobkowych z kraju. To w związku z obawą o możliwość kontynuowania praktyk religijnych przygotowywał i posyłał duchownych, by na emigracji tworzyli ośrodki pomocy religijnej. Z niepokojem, śledząc losy młodzieży emigrującej daleko od swego kraju ojczystego, apelował o zakładanie dla niej zakładów wychowawczych. Pisano do niego i proszono usilnie, wiedząc, że dobrze rozumie tę sprawę: „Jest konieczna potrzeba założenia w Brazylii dla naszych emigrantów zakładu Księdza Bosko na wzór zakładu jaki istnieje (pod moim kierownictwem) we wsi Miejsce pod Iwoniczem w powiecie Krośnieńskim”.

O potrzebie zakładów wychowawczych dla młodzieży polskiej w krajach emigracji świadczyły choćby bolesne statystyki na temat ich przestępczości. Jej radykalny wzrost na emigracji zmuszał do poszukiwania przyczyn, których upatrywano w zaniedbywaniu dzieci i młodzieży przez rodziców, pochłoniętych usilnym poszukiwaniem pracy i zarobków, stanowiących pierwszy i zasadniczy cel ich pobytu za granicą. Wychowanie dzieci schodzi na plan dalszy, a konsekwencją są przerażające liczby aresztowanych i pozostających pod kuratelą sądową, co bardzo źle świadczy o Polsce i Kościele, do którego Polacy na emigracji się przecież przyznają. Przytoczenie owych statystyk miało na celu uwrażliwienie wychowawców i rodziców, którzy ewentualnie planowali wyjazdy zarobkowe za granicę; wskazywało na ogromne trudności, którym muszą tam podołać.

(Nie)szczęśliwego Nowego Jorku?

Sposobem profilaktyki wychowawczej było także informowanie o wielu trudnościach, które pojawiały się w codziennym życiu emigracji polskiej. Były one rzeczowe i praktyczne, a ich celem nie było wzbudzenie lęku społecznego przed emigracją, lecz trzeźwe przeanalizowanie problemów rodzin, które muszą tam podjąć nowe wyzwania. Takim z pewnością było bezrobocie, które rozszerzało się w Stanach okresowo. Wielu emigrantów wprost z okrętów wpędzano w kolejki po pracę i czyniono z nich nowe grupy włóczęgów i biednych, głodnych ludzi. Przywoływanie takich obrazów oraz opowieści o emigracji uwalniało od stereotypów i nakazywało dobre przemyślenie decyzji o emigracji.

Chętnie przyjmowane były do druku listy opisujące sytuację w krajach największej emigracji Polaków. Intencja tych decyzji także jest oczywista: przybliżyć rzeczywistość świata emigracyjnego, życie na obczyźnie, pozwolić podejmować ludziom decyzje ze świadomością problemów, a nie w amoku chęci ucieczki i z pustymi nadziejami bez pokrycia. Opisanie przyjęcia na amerykańskiej ziemi, bez tragizowania i barwienia obrazów, które przywoływano w relacji, było formą uczciwości dziennikarskiej, ale i elementem wychowania w zakresie problematyki emigracyjnej. Co dokonuje się na Ellis Island po przybyciu kolejnej partii pasażerów? Gdzie otrzymać bezpłatne jedzenie? Co robić w razie pojawienia się choroby, czy nawet na wypadek zarazy? Na co potrzebne są pieniądze po przyjeździe, gdy nie ma krewnych, którzy już wcześniej tam przybyli? – to podstawowe pytania, na które należy znać odpowiedź, by pierwsze chwile w Ameryce nie okazały się koszmarem.

Publikowane listy od zaprzyjaźnionych duchownych uwiarygodniały świadectwa ze świata emigracji i poszukiwań „lepszego świata”. Słowo kapłana, duszpasterza było często także informacją o możliwym kontakcie z nim poza Oceanem, gdzie kształtują się pierwsze parafie polskich emigrantów i gdzie można kontynuować życie religijne.

Bieda czy próżniactwo?

Ks. B. Markiewicz był przekonany o istnieniu na emigracji szeregu bardzo mocnych przeszkód, które uniemożliwiają w pełni wychowanie patriotyczne polskiej młodzieży. Wyraził to z naciskiem: „dla Polski młodzieży wychować należycie za granicą nie można. Choćby wychowawcą był i święty, my bowiem mamy własną, odrębną cywilizację; świetną literaturę, sztuki piękne, piękną historię, swoje obyczaje i zwyczaje, – czego tylko na miejscu nauczyć się można; a nadto, kto powołany do zakonu, a nie ma tego rodzaju zgromadzenia, do którego czuje powołanie w kraju, to nie jest obowiązany jechać za granicę. Zwłaszcza, że Salezjanie są zgromadzeniem zajmującym się głównie wychowaniem młodzieży, muszą tedy znać z obowiązku doskonale język, zwyczaje i ducha narodu, do którego młodzież chcą wychowywać. Tego w żaden sposób za granicą nauczyć się nie można”. Z tej przyczyny też najczęściej ks. Markiewicz wskazywał na bezsensowność wyjazdów za granicę. Uważał, że podróże zagraniczne często są wyrazem próżniactwa i zwykłą manią, która przynosi ludziom więcej szkody niż pożytku. Pusta turystyka, podróżowanie „tylko dla przyjemności”, czy poszukiwanie niezwykłych miejsc za granicą, gdy tak wiele wspaniałych jest w kraju, ks. B. Markiewicz traktował jako pomyłkę w odczytaniu swego miejsca na ziemi, ucieczkę przed wysiłkiem dla kraju i zagubienie sensu swego życia.

Ks. Paweł Nowogórski CSMA

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2017. Zapraszamy do lektury!

POST TAGS: