Uzdrawiający dotyk św. Michała Archanioła

Drugi tydzień ferii 2015 roku, dokładnie końcówka stycznia, ostatni tydzień. Mamy tydzień urlopu. Zastanawiamy się – co robić od poniedziałku? Jak zagospodarować sobie wolny czas?

 

Oboje od dłuższego czasu chcieliśmy pozwiedzać różne miejsca w Polsce. Szczególnie te, w których nie byliśmy. Krzysztof uwielbia zwiedzać , odkrywać stare miejsca, lubi historię. Ja, jako osoba wierząca, chętnie pojechałabym do któregoś z sanktuariów. Krzysiek też jest wierzący, ale tak bardziej „letni”. Raczej nie widziałam go modlącego się; do kościoła też chodził wyjątkowo – może raz, dwa razy w roku. Zupełnie inaczej niż ja, ponieważ nie wyobrażam sobie niedzieli bez Mszy Świętej i dnia bez modlitwy do mojego ukochanego Jezusa Miłosiernego, siostry Faustyny, św. Rity i Matki Bożej.

 

Przemieniające spotkania

 

Moim ogromnym pragnieniem było pojechać do Sokółki, do miejsca Cudu Eucharystycznego, ale zastanawiałam się co na to Krzysiek? On jednak zapalił się do pomysłu i w poniedziałek raniutko wyruszyliśmy w drogę. Wyjazd był bardzo udany – pełny przeżyć duchowych i pierwszych zmian, które dokonywały się w Krzysztofie. Zaraz po powrocie zaplanowaliśmy następny wyjazd – tym razem na środę do Lichenia, do Matki Bożej. Tam Krzysiek nie był, a ja, widząc w nim zmiany, chciałam żeby jego dusza się obudziła. W głębi swojej duszy liczyłam na to, że zachwyci się tym co boskie i matczyne. Widziałam jak mocno przeżywa miejsce objawień w Lesie Grąblińskim i cieszyłam się. W drodze powrotnej rozmawialiśmy o tym, że w piątek pojedziemy do Sanktuarium Miłosierdzia w Łagiewnikach, na co bardzo czekałam.

 

Wieczorem, po powrocie, Krzysztof siedząc z tabletem i czytając o Sanktuarium w Łagiewnikach doczytał się, że w najbliższy wtorek będzie tam peregrynacja figury św. Michała Archanioła. Krzyśka zawsze interesowały duchy, jakieś takie filmy o egzorcyzmach itp. Rozpoczął czytanie o św. Michale Archaniele i „utonął” cały. Jego pragnienie wyjazdu do Łagiewnik na peregrynację figury było ogromne – jednak niemożliwe do zrealizowania, ponieważ w piątek kończył się już jego urlop.

 

Niepokojący pomysł

 

Chęć bycia ze św. Michałem Archaniołem była jednak tak wielka, że Krzysztof zaczął czytać o szkaplerzu i rycerstwie św. Michała Archanioła. Czytał też świadectwa różnych osób; przeżywał to bardzo, do tego stopnia, że przekonał również mnie, abyśmy przyjęli szkaplerze. Piszę, że mnie przekonał, ponieważ ja, chociaż bardziej wierząca i ufająca Bogu – to św. Michał Archanioł i zastępy aniołów jakoś dalekie mi były. Może nawet bałam się słysząc o walce zła i dobra, o strącaniu do piekieł.

 

Krzysiek jednak z zapałem szukał miejsca, gdzie możemy przyjąć szkaplerze. Znalazł parafię Matki Boskiej Częstochowskiej w Wołominie, gdzie w ostatnią sobotę miesiąca o godz. 8 rano jest Msza św. ku czci św. Michała Archanioła, na której można przyjąć jego szkaplerze. Świetnie się składało, bo akurat była to najbliższa sobota, która kończyła nasz urlop. Rano zadzwoniłam do parafii z pytaniem, czy w sobotę możemy przyjąć szkaplerze i zamówiłam je dla nas. Siostra poinformowała mnie, że trzeba być 5 minut przed 8 rano w zakrystii, odebrać szkaplerze i wypełnić kartkę. Do upragnionej soboty żyliśmy już tylko św. Michałem Archaniołem. Właściwie od tego momentu czuć już było Jego dotyk w naszym życiu.

 

Złośliwość rzeczy martwych

 

Upragniona sobota, zaczynają się dzieła św. Michała Archanioła i sami się o tym przekonujemy. Do Wołomina mamy ok. 20 km, nie wiemy w ogóle gdzie jest ten kościół. Nastawiamy na rano budzik, który nie dzwoni, więc budzimy się o godzinie 7:10!!!. Biegiem ubranie i do samochodu, i po 10 minutach okazuje się, że skończyło się paliwo!!! Na stacji oczywiście złośliwość przedmiotów martwych – korek od paliwa nie chce się zamknąć. Wreszcie ruszamy, ale szanse mamy znikome. Krzysztof stwierdził, że pójdziemy najwyżej tylko na mszę, a szkaplerze przyjmiemy za miesiąc. Ja nic nie mówiłam tylko myślałam, że widocznie nie jesteśmy jeszcze godni, by przyjąć szkaplerze, że nie jesteśmy jeszcze gotowi. I tak sobie jedziemy. Ja rozmyślam, ale też dziękuję Bogu, że Krzysiek nie marudzi tylko tak chętnie jedzie na Mszę św.

 

Jedziemy, jedziemy, a tu niespodzianka! Zero świateł, pusto i pod kościół bez problemu zajeżdżamy nie znając adresu (!) za 5 ósma. W te pędy wpadam zadyszana do zakrystii z czapką w ręku. Wszyscy mają już wychodzić do ołtarza, a siostra zakrystianka z uśmiechem mówi do mnie: „Spokojnie kochaniutka, spokojnie”, na co ja, że już byłam pewna że nie zdążymy, że niegodni jesteśmy. Siostra odpowiada: „Godni, godni, jak widać wszystko jak trzeba”. No to jest nie do uwierzenia. To co św. Michał Archanioł zrobił dla nas, to przecież po ludzku jest nie do ogarnięcia.

 

Dzień wielkich zmian

 

Data 31 stycznia 2015 r. jest dla nas najważniejszą datą – to dzień wielkich zmian. Od tego dnia widzę swojego mężczyznę jak klęka w pokoju codziennie rano i się modli!!! Nawet w Chorwacji, na urlopie czy gdziekolwiek by był. Widzę jak z czcią nosi wizerunek św. Michała Archanioła, jak mówi o Nim innym, jak przeżywa każdą Mszę św. Widziałam nawet łzy w jego oczach w czasie Mszy św. Nie opuściliśmy od tamtej pory żadnej Mszy św. ku czci św. Michała Archanioła w Wołominie. Dodatkowo jeździmy tam w każdą pierwszą sobotę miesiąca na wieczorną Eucharystię. Ostatnio Krzysiek powiedział mi, że wszedł do kościoła jak do domu. „Wiesz, tak mi tu dobrze, poczułem, że jestem w domu” – powiedział. To piękne, bardzo piękne poczuć się jak w domu. Spokojnie, bezpiecznie, dobrze. Do pozazdroszczenia – pomyślałam, ale bardzo raduje się moje serce.

 

Kolejne działania św. Michała Archanioła już od tej upragnionej soboty, to odkrycie u Krzyśka talentu stolarskiego, projektanckiego. Już tego dnia popołudniu zrobił sam regalik na książki dłubiąc z desek. Zajęło mu to raptem 3 godziny i od tego momentu Krzysiek zaczął interesować się konstruowaniem mebli . Sam zrobił całkiem nowe meble swojego projektu do kuchni!!!, Biurko-szafkę, półki i wiele innych rzeczy. Nie miał pojęcia, że ma takie zdolności. Odkrycie talentu w wieku 50 lat to trochę późno, ale Pan Bóg wie co robi, ma swoje plany . Wie co dla nas jest najlepsze. Zapewne mieć taki dar wcześniej byłoby bardziej opłacalne, może byłaby już z tego nieźle prosperująca firma, tylko czy to byłby ten sam Krzysztof – czciciel św. Michała Archanioła, miłujący Boga i Matkę Bożą? Pan Bóg to wie i trzeba Mu zaufać. On nas kocha i wyprostuje wszystkie nasze drogi.

 

Nie lękam się jutra

 

Św. Michał Archanioł zawiódł nas do siebie na Gargano. 29 września byliśmy tam na uroczystościach. Gdyby w styczniu ktoś powiedział, że będziemy na pielgrzymce anielskiej, nigdy w byśmy w to nie uwierzyli, choć bardzo chcieliśmy. Nasz ukochany patron zaprowadził nas i moją córkę, która na Gargano przyjęła szkaplerz, przed swoje oblicze i wiele cudownych miejsc; do ukochanych świętych, gdzie oddawaliśmy pokłon, a Jego skrzydła nas otulały i umacniały. Jesteśmy szczęśliwi i napełnieni radością.

 

My już nie lękamy się jutra, nie lękamy się ciemności. Jest z nami nasz ukochany Archanioł, który nas prowadzi, chroni, uzdrawia, podnosi, pomaga nam, jest z nami i nas podtrzymuje w każdym momencie. Całemu światu wykrzyczelibyśmy naszą radość, szczęście, miłość, pomimo różnych smutnych momentów, które jak każdego dotykają i nas.

KTÓŻ JAK BÓG!

 

Grażyna Bińczycka

 

 

Świadectwo p. Grażyny zajęło drugie miejsce w konkursie na świadectwo dotyczące spotkania ze św. Michałem Archaniołem.

 

 

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2017. Zapraszamy do lektury!