Zrozumieć Słowo

Pisałam kiedyś w KjB o apetycie na Słowo Boże. Teraz chciałabym odnieść się do istoty pochylania się nad Słowem Bożym, które odżywia nasze życie duchowe.

Karmiąc się nim na co dzień, znalazłam odpowiednią dla siebie „dietę żywieniową”. Składa się ona z trzech elementów. Pierwszym stanowi rozważanie wyrywkowo dobranych fragmentów Biblii. Drugim natomiast jest wzięcie małej „przekąski na drogę”, wychodząc do pracy, na spacer, kładąc się do snu, czyli przeczytanie jednego lub dwóch wersetów i zapamiętanie ich. W ostatnim czasie zaczęłam również pożywiać się Słowem, smakując je, czytając Pismo Święte powoli i uważnie, fragment po fragmencie, począwszy od Księgi Rodzaju. Jest to trzeci element mojej duchowej diety.

Często, czytając Słowo, gdy nie znajdowałam w Nim „smaku” lub nie rozumiałam Go, przechodziłam do kolejnych fragmentów. Te, które były dla mnie trudne i niezrozumiałe, zostawiałam na „lepszy czas”. Jednak niedawno, gdy rozważałam przypowieść o siewcy w relacji Mateuszowej, moją uwagę zwrócił fakt, że Jezus kładł nacisk na słuchanie i rozumienie Słowa. W przypowieści przyrównał On Słowo do ziarna zasiewanego przez Boga. Padające na urodzajny grunt przynosiło plony. Tak dzieje się z każdym, kto „słucha słowa i rozumie je”.

Słowa Jezusa zweryfikowały pogląd, który słyszałam wiele razy, że nie ma potrzeby tracić czasu na rozważanie Słowa Bożego, gdy go nie rozumiemy, tylko należy iść dalej. Tylko jedna osoba powiedziała mi kiedyś, że ona sama, gdy czytała Biblię od początku do końca, nie przechodziła dalej, dopóki nie zrozumiała tego, co właśnie przeczytała.

Jezus wskazał, że owoc można przynosić tylko wtedy, gdy rozumiemy usłyszane (przeczytane) Słowo. Dotarło w końcu do mnie to, co oznacza słuchanie Słowa bez rozumienia. Jezus wyjaśnił swoim uczniom: „Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze” (Mt 13, 19).

Zły wyrywa z umysłu (serca) Słowo Boże czytane bez zrozumienia, nie ma ono szansy zaowocowania. Na czym polega porwanie Słowa przez Złego? Przykładem takiej sytuacji może być historia pierwszych rodziców z Księgi Rodzaju. Wyraźnie nie zrozumieli oni Bożego polecenia dotyczącego drzewa życia, które było zasadzone w środku ogrodu, oraz drzewa poznania dobra i zła. Owocami wszystkich drzew mogli oni swobodnie posilać się. Bóg zabronił im jedynie spożywania owocu z drzewa poznania dobra i zła, zaznaczając, że grozi to śmiercią (Rdz 2,16). Adam i Ewa nie zrozumieli, że tym zakazem Bóg chciał chronić ich życie. Do akcji wkroczył wąż. Bez trudu wyrwał on z Adama i Ewy słowo Boga i przekonał ich, że Bóg przez ten zakaz nie chciał pozwolić, aby żyli w pełni. Adam i Ewa nie tylko nie zrozumieli Bożego słowa, ale nawet uważnie go nie słuchali. W rozmowie z wężem Ewa oznajmiła, że Bóg zakazał im jeść z drzewa, które jest w środku ogrodu, a tam było przecież zasadzone drzewo życia, i dodała słowa – których Bóg wcześniej nie wypowiedział – że nie mogą „nawet go dotykać”. W efekcie pierwsi ludzie okazali nieposłuszeństwo Słowu.

Zdarzenie opisane na pierwszych stronach Biblii potwierdza mi, że słuchane (czytane) Słowo musi być rozumiane umysłem i sercem. Wypowiedziany przez Boga zakaz, który nie został właściwie odczytany (tak, jak Bóg zamierzał) jako troska i ochrona człowieka, został wykoślawiony w umyśle człowieka. Niezrozumienie Słowa spowodowało dramatyczne skutki – dla Adama i Ewy oraz całej ludzkości. Jeśli nie rozumiemy Słowa, szatanowi łatwo wypaczyć je w naszych umysłach, tworząc fałszywy obraz Boga. Słowa wypowiedziane przez Boga z miłości np. przykazania – chroniące człowieka i będące drogą wolności – usłyszane bez zrozumienia, mogą zostać odebrane jako ograniczenie człowieka i prowadzić do buntu.

W swoich zapiskach ks. Bronisław Markiewicz przywołuje myśl biskupa z Clermont-Ferrand, J. B. Massilona: „Przez wiarę, a nie przez rozum dochodzimy do poznania prawdy Bożej; pierwsza też powinność wyznawcy Jezusa Chrystusa – poddawać rozum pod posłuszeństwo wiary. Rozum jednak usposabia nas do tego posłuszeństwa, a im większe jego światło tym bardziej daje nam poczuć większą potrzebę posłuszeństwa. Bez rozumu niepodobna przyjść do wiary; lubo ma on swoje granice. Jak zakon Mojżesza dobry i święty w sobie, ponieważ jest darem Boga i promieniem najwyższego rozumu, ma służyć i jest nam dany po to tylko, by nam drogę ku wierze utorował” (B. Markiewicz, Zapiski dotyczące życia wewnętrznego, Michalineum 2002, s. 96-97).

Rozumienie Pisma Świętego nie oznacza intelektualnego zdobywania wiedzy o Bogu, ale posłuszne poddanie umysłu i serca działaniu Ducha Świętego. To On daje nam poznanie ducha tego Słowa, a nie samej litery.

Joanna Krzywonos

Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg” 5-2016. Zapraszamy do lektury!

POST TAGS: