Brain Child Learning

Od kilku lat wokół tematu szkolnictwa panuje ogromne zamieszanie. Ciągłe zmiany w systemie edukacji dezorientują rodziców, którzy nie wiedzą, czego tak naprawdę uczy szkoła.

Wymagania względem uczniów są coraz większe, dzieci nie potrafią za nimi nadążyć, a opiekunowie nie wiedzą jak im pomóc. W związku z tym wielu rodziców poszukuje dla swoich pociech różnego rodzaju zajęć pozalekcyjnych, które pomogą sprostać wysokim wymaganiom szkoły, często bez względu na koszty. W Internecie znajdziemy szeroką ofertę takich zajęć skierowanych do rodziców i dzieci, a obiecujących trudne do zmierzenia korzyści.

Dużym zainteresowaniem cieszą się m.in. rozmaite techniki i metody rozwijania umysłu, które maja rzekomo doprowadzić do integracji mózgu (czyli synchronizacji lewej i prawej półkuli mózgowej), a tym samym zlikwidować trudności szkolne dziecka i rozwinąć jego wewnętrzny potencjał. Metody te mimo, że nie posiadają rzetelnych podstaw naukowych, są bardzo popularne wśród rodziców i ich dzieci.

Telepaci z podstawówki?

Jednym z propagatorów takich metod jest dynamicznie rozwijająca się w Polsce firma edukacyjna Brain Child Learning, która prowadzi zajęcia pozaszkolne z dziećmi od 5 do 16 roku życia. W programie telewizyjnym „Dzień Dobry TVN”, jak i w serwisie Youtube, możemy zapoznać się z materiałami filmowymi promującymi metodę synchronizację półkul. Widzimy tam dzieci wykonujące określone ćwiczenia, dzięki którym uzyskują niecodzienne zdolności. Dzieci siedzące przy stole z czarnymi opaskami na oczach rozpoznają np. bezbłędnie podane im kartoniki z cyframi i figurami.

Jak to możliwe? Właściciel firmy edukacyjnej BCL – Piotr Nitecki tłumaczy w studio zasady, na których opiera się promowana metoda. Metoda ta korzenie swoje ma w krajach azjatyckich, gdzie jest często praktykowana, a opiera się na medytacji, ćwiczeniach relaksujących i wizualizacji. Wszystkie te ćwiczenia wprowadzają dzieci w stan alfa i mają za zadanie stymulować i synchronizować pracę mózgu. Dzięki tej metodzie dziecięcy mózg rozwija się – wg edukatorów – dużo szybciej niż przy tradycyjnych metodach nauczania. Stosowane ćwiczenia mają stymulować wszystkie płaty mózgowe, uczyć kontrolowania emocji i metaforycznego myślenia poprzez wizualizację i koncentrację.

Jak widzimy, wyżej wymienione umiejętności są aktywowane i wykorzystywane do kontrolowania fal mózgowych. Mamy tutaj do czynienia z parapsychologią, która przejawia się w rozwijaniu zdolności w dwóch obszarach: postrzegania pozazmysłowego i psychokinezy. Dzieci, które mają zamknięte bądź zasłonięte czarną opaską oczy, uczy się magiczną siłą woli odczytywać treść zapisaną na kartach pracy. Podczas kursu dziecko doświadcza nadzwyczajnych zdolności, takich jak czytanie umysłowe czy szybkie czytanie. W programie Brainy dziecko jest uczone jak wykorzystywać swoje wzmocnione i pobudzone zmysły, aby czytać bez faktycznego korzystania ze wzroku. Podczas ćwiczeń oczy uczniów są zakryte maską, a jednak odczytują oni tekst jedynie używając swojego umysłu. Propagatorzy tej metody przekonują, iż badania naukowe potwierdzają, że nasz mózg ma możliwości widzenia bez korzystania ze zmysłu wzroku. Jeśli by jednak tak było, to czy mielibyśmy problem z osobami niewidzącymi? Nauka wykorzystałaby te możliwości.

Z oferty na stronie internetowej firmy dowiadujemy się, że proponowane dzieciom warsztaty służą zwiększaniu ich potencjału umysłowego, ogólnych umiejętności oraz że bazują na najnowszym zdobyczach nauki z dziedziny medycyny i psychologii. Nigdzie na stronie nie znajdujemy jednak żadnych odnośników do badań naukowych, chociaż sprzedawcy metody wielokrotnie się na nie powołują. Celem wspomnianych zajęć nie jest przy tym przekazywanie wiedzy, lecz pobudzanie kreatywności oraz uczenie umiejętności wykorzystywania potencjału własnego mózgu. Zajęcia mają zwiększyć możliwości pamięciowe i koncentrację, przyczynić się do lepszej integracji mózgu, odblokować spontaniczność i twórcze myślenie, wzmocnić zdolności radzenia sobie ze stresem i pozytywnego nastawienia. Jak widzimy reklama tej metody obiecuje same korzyści, które jednak trudno zweryfikować w rzeczywistości.

Wg edukatorów zwiększenie potencjału umysłowego dzieci ma się przyczynić do osiągania lepszych wyników nie tylko w szkole, ale również we wszystkich innych aktywnościach, zarówno teraz, jak i w dorosłym życiu. Któż nie chciałby tego dla swojego dziecka? Niestety umiejętności nabyte w trakcie kursu można stracić, jeśli się ich nie ćwiczy. Choć bowiem każde dziecko po kursie powinno być w stanie wykonać czytanie umysłowe, są jednak czynniki, które mogą stanowić przeszkodę w nabyciu tej umiejętności. Np. gdy dziecko nie wierzy w swoje możliwości bądź nie chce czynnie uczestniczyć w zajęciach. Czyli nie jest otwarte na polecenia i sugestie edukatora, nie pozwalając się wprowadzić w trans. Wówczas jednak zaleca się ponowienie kursu w celu osiągnięcia przez dziecko obiecanych umiejętności.

Polska wyszła przed szereg

Marka Brain Child Learning jest globalnym franczyzodawcą od 1999 roku. Posiada ponad 700 oddziałów w 12 krajach takich jak: Malezja, India, Tajlandia, Indonezja, Nepal, Singapur, Brunei, Australia, Wielka Brytania, Tajwan, Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie. W związku z tym nie dziwią mnie metody i techniki wykorzystywane w tej metodzie, opierające się na rodzimych dla autorów praktykach i światopoglądzie dalekowschodnim. Może jedynie zaskakiwać naiwność polskich rodziców i nauczycieli, którzy przyjmują takie nowinki pedagogiczne bezkrytycznie.

Warto podkreślić, że Polska jest pierwszym krajem w Europie, który zaczął propagować metodę. Od 2016 roku firma obecna jest na naszym rynku, a swoje placówki ma w Olsztynie, Poznaniu, Krakowie, Częstochowie oraz trzy w Warszawie: na Wilanowie, Żoliborzu i Białołęce. Placówkę może otworzyć każdy, kto zainwestuje od 90 do 150 tysięcy. Licencja ważna jest przez trzy lata, należy ją bowiem odnawiać i odpowiednio opłacać. W celu otworzenia placówki wystarczy jedynie rejestracja działalności gospodarczej. Na rynku polskim nie są wymagane żadne dodatkowe pozwolenia czy akredytacje np. ze strony MEN, PAN czy nawet Kuratorium Oświaty. Edukatorzy w placówkach przechodzą szkolenie w wymiarze ok. 34 godzin i nie muszą nawet posiadać wykształcenia pedagogicznego. Edukatorem może być każdy. Dziwię się naiwności, którzy posyłają swoje pociechy na wyżej wspomniane zajęcia, oddając je w ręce placówki o wątpliwej jakości usług edukacyjnych i jeszcze odpowiednio za to płacąc.

Przyjrzawszy się bowiem bliżej zauważymy, że Brainy nie jest to placówka edukacyjna, za którą się podaje, a głównie biznesowa. Marka BCL reklamuje się na swoich stronach jako szansa dla osób przedsiębiorczych, pomaga im uruchomić działalność gospodarczą przy niewielkich kosztach i wysokim zwrocie z inwestycji. W ciągu trzech lat placówka Brainy jest w stanie wypracować zysk ok. 500%. Nie dziwi mnie to skoro zajęcia w niej wyceniane są „kosmicznie”. Koszt uczestnictwa w nich to ok. 500 złotych za miesiąc, 5700za rok, a żeby osiągnąć efekty, dziecko musi korzystać z usług co najmniej przez 24 miesiące. Przy czym dzieci, które nie nabędą wspomnianych umiejętności, uczestniczyć powinny jeszcze przez kolejny rok, a może i dwa. Biznes musi się kręcić, a naiwni rodzice w pogoni za nadzwyczajnymi zdolnościami swoich dzieci są w stanie płacić horrendalne sumy, bez względu na konsekwencje psychiczne, ale być może również duchowe dla ich dzieci. Przeszukując polskie i międzynarodowe bazy naukowe, nie udało mi się niestety znaleźć badań naukowych, na które twórcy metody się powołują. Pod hasłem Brain Child Learning to znajdujemy wyłącznie firmy i placówki prowadzące działalność biznesową.

Granice potęgi umysłu

Omawiana metoda zaszczepia w jej użytkownikach przede wszystkim wiarę w nieograniczoną potęgę umysłu. Jej propagatorzy twierdzą, że wykorzystujemy znikomy procent możliwości naszego mózgu, a dzięki odpowiednim technikom możemy uczyć się szybciej i skuteczniej. Tymczasem okazuje się, że metody te dotyczą pracy z podświadomością (nieświadomością, poziomem alfa), ze świadomym wprowadzaniem się w stan transu hipnotycznego, co wiąże się z naruszeniem barier duchowych, które stanowią o integralności osoby ludzkiej. Mamy tu do czynienia z technikami manipulacji psychicznej, oddziaływującej na podświadomość w celu doprowadzenia do świadomej kontroli mózgu. Kluczowym elementem ogólnie pojętych metod doskonalenia umysłu jest stan alfa lub programowanie podświadomości. Rozróżnia się bowiem pięć częstotliwości fal mózgowych: beta – częstotliwość charakterystyczną dla stanu napięcia umysłowego, alfa i theta – pojawiające się w stanie relaksu i wpływające na zdolność regeneracji organizmu, delta – występujące w stanie najgłębszego snu oraz gamma – towarzyszące działaniu i funkcjom motorycznym człowieka. Popularne kursy szybkiego zapamiętywania czy też doskonalenia umysłu zaczynają się nauką szybkiego osiągania stanu transu hipnotycznego (stanu alfa, w który wprowadza się dzieci w tej metodzie).

Wspomniane wyżej techniki doskonalenia umysłu – z biblijnego punktu widzenia – są zakamuflowana formą okultyzmu, w postaci dostosowanej do pragmatycznej mentalności współczesnego człowieka, który pragnie osiągnąć sukces za wszelką cenę. Ćwiczenia wprowadzające dziecko w stan transu, otwierają je na komunikację z mocami duchowymi za pomocą wizualizacji. Wszystkie te ćwiczenia są ponadto rodzajem treningu woli i wiary w działanie tych technik. Pismo Święte naucza, że moce ciemności mogą objawiać się jako anioł światłości, ale tylko po to, aby zniszczyć. Z tego względu powyższe praktyki mogą rzeczywiście wywołać „cuda”, jednakże za cenę, którą wcześniej czy później trzeba będzie zapłacić, nie dostrzegając nawet powiązania pomiędzy pierwszymi, fantastycznymi efektami stosowanych ćwiczeń, a ich rzeczywistymi, trochę późniejszymi efektami, np. koszmarami nocnymi, stanami lękowymi, depresjami czy próbami samobójczymi. Należy pamiętać, że nie można bezkarnie burzyć barier, które Pan Bóg postawił w ludzkiej duszy na straży integralności osoby ludzkiej. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z przejawem bałwochwalstwa, ponieważ człowiek ubóstwiający własny umysł przypisuje mu nieograniczone możliwości.

Zapisując dziecko na kurs rodzice nie zastanawiają się, jak tego typu zajęcia mają się do wiary. Niektórzy powiedzą: „co może być złego w chęci uczenia czy rozwijania się?”. Ewentualne wątpliwości zagłusza się stwierdzeniami w rodzaju: „Jeżeli coś działa, to należy z tego korzystać i nie zastanawiać się, dlaczego i jak to działa”. Dlatego wybierając metody nauki należałoby się dobrze przypatrzeć na jakich podstawach one bazują i znając powyższe kryteria być świadomym w co się zanurzamy. Zróżnicowana aktywność poznawcza jest dobra dla osób w każdym wieku. Nie ma jednak potrzeby, by ulegać przekazowi marketingowemu, zwłaszcza, kiedy obiecuje on nadprzyrodzone efekty, widoczne jedynie okiem umysłu i nie dając się zweryfikować naukowo. Zadziwiające jest to, że człowiek tak łatwo odrzuca wiarygodność Pisma Świętego, a pokłada jednocześnie wiarę w działanie całkowicie absurdalnych praktyk, do jakich należy Brain Child Learning.

Dla chrześcijanina drogą pogłębiania wiedzy i skutecznego przyswajania treści jest więź z Duchem Świętym, poprzez modlitwę o wytrwałość i umiejętność. Warto tutaj przypomnieć tradycyjną modlitwę: „Duchu Święty, który oświecasz serca i umysły nasze, dodaj nam ochoty i zdolności, aby ta nauka była dla nas pożytkiem doczesnym i wiecznym”.

Małgorzata Więczkowska

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze “Któż jak Bóg” 3-2018. Zapraszamy do lektury!

POST TAGS: