Jako symbol odkupienia ludzkości krzyż zajmuje pierwsze pośród ważności miejsce wśród katolickich sakramentaliów. Na nim zasadza się istota całego chrześcijaństwa – wiara w Syna Bożego, który zstąpił na Ziemię i oddał swe życie, by zbawić nas i zadośćuczynić za nasze grzechy.

Przypominając o ofierze poniesionej za nasze złe uczynki krzyż jako „znak rozpoznawczy” chrześcijaństwa funkcjonuje od samych tego chrześcijaństwa początków i obecny jest w nim jako jego główny symbol aż po dzień dzisiejszy – w każdym kościele katolickim i każdym niemal innym obrządku korzeniami swymi sięgającym nauczania Chrystusowego.

O tym jak ważny jest to znak niech świadczy zresztą dowód przez zaprzeczenie – dla wyznających antytezę chrześcijaństwa okultystów i satanistów podstawowym symbolem, odrzucającym i wyszydzającym ofiarę Chrystusa, jest krzyż odwrócony, tzw. Krzyż Południa, o którym pisaliśmy zresztą w poprzednim numerze.

 

Na niebie i przed łaźnią

W pierwszych wiekach po Chrystusie znak krzyża wplatany był często dla niepoznaki w inne symbole – kotwice, monogramy – tak, aby uniemożliwić prześladowcom chrześcijan jego prostą identyfikację. Koniec prześladowań również związany ma być zresztą z tym właśnie symbolem, który na niebie ujrzeć miał w przededniu bitwy Konstantyn Wielki jako zwiastun swego zwycięzca. To właśnie ów władca rzymski wydał później edykt mediolański, który kończył erę prześladowań chrześcijan w Imperium, nadając im pełną swobodę wyznania.

Z biegiem czasu ów symbol odkupienia pojawiać się zaczął w przestrzeni publicznej w sposób coraz śmielszy – przyozdabiając szaty religijne, inne sakramentalia, grobowce, świątynie i ich elementy wnętrza, z ołtarzami na czele. Równolegle coraz większą cześć zdobywały relikwie domniemanego krzyża Chrystusowego jakie po świecie chrześcijańskim rozesłał w VII w. cesarz bizantyjski Herakliusz. Mniej więcej również od przełomu VI i VII w. krzyże, przedstawiane do tej pory jako proste skrzyżowanie dwóch belek, uzupełniać zaczęto postacią umęczonego Jezusa – stały się one krucyfiksami.

Niezależnie od rosnącego znaczenia krzyża w krystalizującym się chrześcijańskim obrządku, rozumianego jako znak materialny, już od pierwszych wieków chrześcijaństwa przyjętą przez jego wyznawców praktyką było czynienie znaku krzyża ręką, jako wyznania swojej wiary. Przy czym początkowo czyniono go jedynie na czole, przy użyciu trzech palców, co nawiązywać miało do Trzech Osób Boskich. Podobnie, dzisiejszy znak krzyża wykonywany przy użyciu pięciu palców, nawiązywać ma do pięciu Ran Chrystusowych.

Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Tertuliana, który o owym znaku krzyża pisał w sposób następujący: „We wszystkich naszych przedsięwzięciach – kiedy wchodzimy lub wychodzimy, zanim się ubierzemy, zanim pójdziemy do łaźni, kiedy spożywamy posiłki, kiedy zapalamy wieczorem lampy, kiedy udajemy się na spoczynek, kiedy zasiadamy do lektury, przed podjęciem każdego nowego zadania – wykonujemy na czole znak krzyża”.

 

Szlak wydeptany przez Maryję

Ze znakiem krzyża łączy się nierozdzielnie nabożeństwo Drogi Krzyżowej, w którym tak niedawno uczestniczyliśmy. Podobnie jak i większość elementów chrześcijańskiej tradycji, również i Droga Krzyżowa bierze swój początek z obszarów Ziemi Świętej i nabożeństw jakie organizowali tam od ok. V w. krzyżowcy oraz odwiedzający to miejsce pielgrzymi. Wedle objawień św. Brygidy, Droga… zapoczątkowana została przez Matkę Bożą, która codziennie przemierzać miała szlak Męki Pańskiej, modląc się w miejscach szczególnie uświęconych cierpieniem swojego syna. Istnieją przekazy głoszące, iż podobne zachowanie miało być również udziałem Apostołów.

Upowszechnienie nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Europie przypada jednak dopiero na końcówkę średniowiecza i pozostaje zasługą zakonu franciszkańskiego. Od tego też okresu rozpoczęto w miastach i wioskach Starego Kontynentu budować jej stacje, których liczba, co ciekawe, początkowo nie wszędzie była jednakowa. Dużą pracę jeśli idzie o rozpropagowanie nabożeństwa Drogi Krzyżowej wykonał św. Leonard z Porto Maurizio. W tym też czasie (XVII w.) papież Innocenty XI udzielił wiernym uczestniczącym w Drogach… specjalnych odpustów.

Po dziś dzień funkcjonuje w Kościele Katolickim Franciszkański Apostolat Drogi Krzyżowej, zachęcający do codziennego jej nabożeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem jej kojącej roli w życiu osób starszych, chorych i osamotnionych. Apostolat kieruje się przy tym słowami samego Jezusa, który rzekł: „Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech mnie naśladuje”.

 

Żaden nie jest zbyt ciężki

„Wieczny Bóg w Swojej mądrości przewidział krzyż, który teraz wręcza Tobie jako dar pochodzący z głębin Jego Serca. Ten krzyż, który zsyła Tobie, został przez Niego oceniony wszystkowidzącymi oczami, pojęty przez Jego Boski umysł, sprawdzony przez Jego mądrą sprawiedliwość, ogrzany w Jego kochających ramionach, zważony na Jego własnych rękach, aby nie był ani centymetr za długi i ani gram zbyt ciężki dla Ciebie. Pobłogosławił go Swoim świętym Imieniem, namaścił Swoją łaską, napełnił zapachem swojego pocieszenia, ostatni raz spojrzał na Ciebie, ocenił Twoją odwagę i na koniec wysłał go z nieba specjalnie dla Ciebie, jako szczególne pozdrowienie od Boga dla Ciebie – celu zawsze miłosiernej Bożej miłości”.

Tak pisał św. Franciszek Salezy o krzyżu, który każdy z nas dostaje w swoim życiu do niesienia, wzorem krzyża Chrystusowego. Poza tym bowiem, że sam znak krzyża przypominać ma nam o męczeńskiej śmierci jaką dla naszego odkupienia poniósł Zbawiciel, jest on również swoistą metaforą bólu i cierpienia, jakie czasem Bóg na nas dopuszcza, abyśmy mogli się w tę ofiarę odkupienia na miarę naszych skromnych, ludzkich możliwości włączyć.

Pamiętajmy o tym, gdy dzisiaj ten znak, pod którym wciąż gromadzą i jednoczą się we wspólnocie miliony wiernych, bywa przyczyną drwin czy obiektem ordynarnych, pseudoartystycznych profanacji. Niech pozostanie to dla nas znak rozpoznawczy, identyfikujący nas jako wspólnotę tych, którzy zawierzyli Chrystusowi i, pełni wdzięczności za dokonaną przez niego Ofiarę, są gotowi w niej współuczestniczyć.

 

oprac. Karol Wojteczek

na podstawie:

Ann Ball, Katolickie sakramentalia

Scott Hahn, Znaki życia

 

 

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2014. Zapraszamy do lektury!