Na Gargano pracują od dawna. Część pojawiła się tutaj wraz z przybyciem do sanktuarium ojców michalitów. Część była tu już nieco wcześniej. A część znacznie pojawiła się znacznie później. Łączy ich jednak coś innego. A mianowicie: kult ich ulubionego Świętego.

 

To dla św. Michała Archanioła pojawiają się tu każdego ranka. Jedni, zarywając noce, wiozą dla Niego kwiaty z odległego Bari. Inni, pozostawiając rodzinę w jeszcze bardziej odległej Genui. Każdy coś ofiarowuje. Czas, pieniądz, wysiłek. To wolontariusze pracujący u św. Michała. Dziś, z okazji 20-lecia obecności zakonu michalitów w Monte Sant’ Angelo, chcemy opowiedzieć także o nich. Bo to, że michalickie sanktuarium na Gargano wygląda dziś jak wygląda, zawdzięczamy przede wszystkim ich troskliwej pracy.

 

Antonio Quit Adamo – „człowiek od kwiatów”

Na Gargano nazywają go „człowiekiem od kwiatów”. Prywatnie pracuje jako dentysta. Ponoć jeden z lepszych w okolicy. Gdy kończy pracę w swojej klinice, jeździ zwykle do dalekiego Bari, aby wybrać najpiękniejsze kwiaty. Kupuje je za własne pieniądze. Następnie spędza całe noce w zakrystii sanktuarium, dekorując wnętrze oraz postać samego Anioła. To jego osobisty wkład w głoszenie kultu św. Michała.

 

Antonio, od dawna robisz te kompozycje kwiatowe?

Oj, od wielu lat. Będzie ze dwadzieścia.

 

Co właściwie sprawiło, że pojawiłeś się w sanktuarium?

Była taka potrzeba, swoiste przynaglenie. Ubierania ołtarza, zdobienia kwiatami… No więc kupiliśmy kwiaty i zaczęliśmy stroić. I tak powoli, powoli się zaczęło.

 

Wiem, że to jest Twój sposób oddawania czci św. Michałowi Archaniołowi. A jaka jest Twoja relacja z Nim?

Darzę Go wielką czcią. Wielkim szacunkiem.

 

Masz może jakąś historię związaną z szykowaniem tych kwiatów? Jakąś taką myśl, która urodziła Ci się właśnie podczas pracy nad kwiatami dla św. Michała Archanioła?

Myślę, że aniołowie są z nami zawsze. To nie jest jakaś specjalna łaska. To nic nadzwyczajnego. Są zawsze przy nas.

Moją rolą jest zrobienie wszystkiego, co w mojej mocy, aby możliwie pięknie ozdobić prezbiterium, ołtarz, nawy. Kwiaty też stanowią cześć liturgii – ich ułożenie, ich kompozycja. Upiększają ołtarz, oprawę mszy, są swego rodzaju pomocą w modlitwie. Kolory, ich cudowność, także są częścią liturgii. Szczególnie kolor błękitny, niebiański, który jest kolorem św. Michała. A np. kolor biały jest kolorem życia, zmartwychwstania. Kolory dobieramy w zależności od tego, co się dzieje w liturgii, jaka jest celebracja. Kolory kwiatów pomagają wznieść się ludziom w trakcie ich modlitwy do Nieba.

 

Maria Gentile – sprzedawczyni w sklepiku Sanktuarium

Marię spotykamy przed wejściem do Bazyliki. Nie trudno o wizytę u niej. Od dawien dawna prowadzi niewielki sklepik z pamiątkami i dewocjonaliami po prawej stornie od wejściu do Sanktuarium. Zawsze uśmiechnięta, zawsze życzliwa, służąca pomocą wszystkim pielgrzymom.

 

Od dawna pracujesz na Gargano?

Jesteśmy tu od wielu lat. Nasze „Servicio” (służba wolontariacka pomagająca na Gargano – przyp. aut.) działa przy grocie od dawna. Aby służyć św. Michałowi oraz księżom i siostrom opiekującym się Sanktuarium. Dla dzieci, dla bazyliki, dla mieszkańców… Staramy się być dla nich pomocą od ok. 10 lat.

 

Czyli cały czas pracowałaś z michalitami?

Tak.

 

Wiesz, że w tym roku obchodzimy 20-lecie obecności michalitów na Gargano? Widzisz w tym jakąś Bożą interwencję? Czy jest jakaś różnica miedzy tym, co jest teraz, a tym, co było wcześniej?

Od kiedy są u nas michalici, w tym miejscu szczególnie wybranym przez św. Michała, mamy wrażenie, że ten Święty Dom otrzymał pewien znak Bożej Opatrzności. Już Jan Paweł II chciał pogłębionej posługi dla Kościoła i dla tego miasta. Myślę, że michalici odpowiedzieli na to pragnienie.

 

Pamiętasz benedyktynów, poprzednich gospodarzy sanktuarium?

Tak, tak, pamiętam. Byli bardzo gościnni, przejmujący przez świadectwo modlitwy i pracy. To był nieco inny rodzaj pobożności od tej michalickiej. Wraz z michalitami otrzymaliśmy pobożność jakby bardziej pogłębioną, bardziej stałą. Zauważamy to także wśród pielgrzymów.

 

Kim jest dla Ciebie św. Michał Archanioł?

Dla nas, dla wszystkich mieszkańców Monte Sant’ Angelo, św. Michał jest naszym życiem, znakiem dla naszego życia. Jest światłem, które rozjaśnia nasze życie z góry, swym pokojem i miłością.

 

Luigino Muicigrinni – wolontariusz

Pochodzi z Monte Sant’ Angelo. Młody, dwudziestoparoletni chłopak pomagający jako służba liturgiczna przy licznych mszach sprawowanych w grocie na Gargano. Ale nie uciekający także przed innymi pracami, mającymi w założeniu zdjąć nieco ciężaru z barków samych michalitów.

 

Jak długo pracujesz na Gargano?

Przychodzę tu często. Jest mi łatwiej, gdyż tutaj żyję i mieszkam. A przychodzę z potrzeby serca. Jesteśmy w tym miejscu prawdziwie zakochani, przychodzimy więc na tyle, na ile to możliwe każdego dnia.

 

W tym roku obchodzimy 20-lecie obecności michalitów w tym miejscu…

Wielkie im dzięki za to, co robią. Tutaj w bazylice. A robią wszystko pełnią serca. Dlatego uważam za dziejową sprawiedliwość, że otrzymali to Sanktuarium pod opiekę. Mam wrażenie, że dzięki ich obecności tutaj jesteśmy bardziej zjednoczeni.

 

Jaka jest twoja relacja z Michałem Archaniołem?

Wszyscy tutaj jesteśmy czcicielami Michała Archanioła i odwołujemy się do niego. Czy to chodzi o łaskę, czy o pomoc, czy opiekę. Wszystko możemy wyprosić przez wytrwałą modlitwę, przez prośbę.

 

Czy w Twoim życiu wydarzyła się jakaś szczególna łaska przez Jego wstawiennictwo?

Tak. To działo się w nocy 26 lipca 1952 roku. Tutaj, w Monte. Opowiadała mi to babcia. Ponoć była to bardzo pochmurna noc. Z piorunami. Było bardzo dużo wody. Wszędzie. Wiele osób prosiło o pomoc św. Michała. Burza była wprost szalona. Tak się złożyło, że między godziną 22 a 23 moja babcia zaczęła akurat rodzić. Lało tak mocno i gęsto, że na Monte nie było widać domów. Babka zaczęła się więc modlić: „Św. Michale pomóż mi, a zwłaszcza pomóż temu dziecku.” W mieście nie było prądu, babcia prosiła więc, aby Anioł dał jakieś światło.

I wtedy nagle usłyszała jakieś kroki. Kroki, które zbliżały się do domu – tego samego, w którym obecnie mieszkam. Słyszała jakiś rumor, jakiś hałas. I nagle Go zobaczyła. Człowieka na koniu. Biła od niego jakaś jasność. Jakby niósł światło. Zapytał: „Czy nie potrzebuje pani pomocy?”. Babka odkrzyknęła z pytaniem jak on może w taką pogodę podróżować. Przecież mogło mu się coś stać. A przybysz na to: „Przecież mnie wzywałaś. Nie mogę ci powiedzieć, kim jestem. Ale pewnego dnia powrócę.” Babka szybko opisała sytuację. Że rodzi, że potrzebuje pomocy kobiety. Wtedy przybysz ponownie wszedł na konia – a zwierzę było naprawdę potężne, tak wielkie, że trudno to sobie wyobrazić – i chwyciwszy dziadka, ruszył pomimo ulewy w drogę. Dziadek twierdził potem, że w trakcie jazdy deszcz był nieodczuwalny. Że nie czuł zimna. Wszystkie rzeczy, które były potrzebne do porodu, a które zabrali ze sobą, były kompletnie suche. Przywieźli też ze akuszerkę.

Gdy wszystko dobrze się skończyło, zapytali przybysza, czy mogą go jakoś wynagrodzić. Odpowiedział jednak, że niczego nie potrzebuje. „Wzywaliście mnie, dlatego przybyłem.” – rzekł. Wsiadł na konia i odjechał. Widzieli go odjeżdżającego na koniu w płaszczu. Mój dziadek twierdził, że w tej ciemności dostrzegał w nim jakieś podobieństwo do Michała Archanioła. Prawdopodobnie to był właśnie On. Posłany przez Pana Boga, aby pomóc w narodzinach tego dziecka. Dziś to dziecko żyje, ma się dobrze. A na imię mu Angelo.

 

Enrico Liberatore – pan od książek

Sympatyczny, wręcz rubaszny. Spotykamy go przy jego małym sklepiku z książkami, tuż przy windzie prowadzącej z Domu Pielgrzyma do świętej groty. Pracuje na Gargano już od lat. „Widząc moją brodę, ludzie myślą, że jestem księdzem. Przychodzą, prosząc o rozgrzeszenie.” – śmieje się głośno. „A ja jestem tylko zwykłym przewodnikiem” – dodaje po chwili.

 

Długo już tu pracujesz, Enrico?

Troszkę będzie. Od 1996 roku.

 

A czym dokładnie się zajmujesz?

Jestem głosicielem św. Michała Archanioła. Przewodnikiem. Tak to można nazwać.

 

Muszę o to zapytać. W tym roku obchodzimy 20-lecie obecności michalitów na Gargano. Jesteś więc ich rówieśnikiem tutaj…

Na pewno wszystko się zmieniło. Wszystko jakby urosło. Przyjęcie pielgrzymów jest teraz jakby jeszcze większe.

 

Kim jest dla Ciebie św. Michał Archanioł?

Jest najmocniejszym, najjaśniejszym punktem, który łączy Niebo z ziemią. Człowieka i Boga.

 

Czy w trakcie Twojego pobytu tutaj, na Gargano miały miejsce jakieś wydarzenia, w których widziałeś ewidentną interwencję tego świętego Patrona?

Tak, pracując w tutejszym sanktuarium, często widzę pewien rodzaj walki między tym co ziemskie, a tym co niebieskie. Między Lucyferem, a Michałem Archaniołem. Jestem świadkiem tej walki.

Niektórzy pielgrzymi odwiedzają grotę i w jej środku mówią, że doświadczają czegoś takiego, co jest ponadnaturalne. Czego się nie da wytłumaczyć. Widzą rzeczy transcendentne. Niektórzy, pielgrzymując w to miejsce, proszą o coś, a potem po powrocie do domów, to otrzymują. Nie wszyscy, naturalnie. To jest wielkie dzieło tego Sanktuarium. Na tyle otrzymujemy, na ile wierzymy. Bo skoro nie wierzymy, to jak Bóg może działać?

 

A tak przy okazji. Masz czasem wrażenie, że św. Michał Archanioł pomaga Ci w pracy?

Oj, tak! Naturalnie. Pomaga mi bardzo często. I w dodatku bardzo praktycznie. Bardzo chętne i hojnie. <śmiech> Gdyby nie Jego pomoc, jakżebym mógł tutaj pracować? Widzisz, bo to jest tak. Ty proś, ty działaj… Ponieważ jest ktoś, kto się za Tobą wstawia. Podobnie jest ze mną. Gdyby nie On, nie mógłbym robić tutaj tych wszystkich rzeczy, które robię. Nie tyle „nie mógłbym”, ale po prostu nie potrafiłbym.

 

Na koniec najbardziej osobiste pytanie: rozmawiasz ze św. Michałem Archaniołem?

I z Nim i o Nim. Ale nie wiem, co mówi On. <śmiech> Jedno jednak wiem. Jestem pewien, że w tej grocie działa potęga Boga. Jego miłosierdzie. Tego jestem pewien. Św. Michał może wstawiać się za nami, jeśli Go o to poprosimy.

 

Rozmawiał:

Stefan Czerniecki

 

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2017. Zapraszamy do lektury!