Czemu by nie, może to (paradoksalnie) jedyne miejsca, gdzie można skupić się jeszcze na ich istocie? W naszym rodzimym kraju sygnałem do przestawienia się na tryb Bożonarodzeniowy są zmieniające się witryny sklepowe, które przywdzieją „mikołajowy” wygląd tuż po zniknięciu zniczowych ekspozycji. Dla innych takim impulsem jest pojawienie się w telewizji reklamy pewnego bardzo znanego napoju, oznajmiającej iż „coraz bliżej święta”.

 

Nasze myśli nie kierują się wówczas bynajmniej ku Betlejem, lecz bardziej w stronę Laponii, czy bieguna północnego. Obraz komercyjnego „Santa Claus” nie ma jednak nic wspólnego ze Świętym Biskupem z Miry. Alpejskie niemal kombinacje z opowieściami, jak to prezenty dla milusińskich przynosi na spółkę Mikołaj z Dzieciątkiem, Gwiazdorem, Dziadkiem Mrozem, śnieżynkami, elfami i innymi, coraz to bardziej orientalnymi pomocnikami, stanowią dla rodziców nie lada wyzwanie. Ale uwaga! Dzieciaki, jako bardzo baczni obserwatorzy, wykryją każdy fałsz.

Wszystko co ma insygnia świąteczne sprzedaje się szybciej i drożej niż do tej pory, przeciętnego burego miśka ubiera się w czerwoną czapeczkę z białym pomponikiem i voilà, mamy super niedźwiadka, który pakuje prezenty do sań zaprzęgniętych w renifery.

Żarliwość wynikająca z okresu oczekiwania na narodzenie Chrystusa przeradza się w świąteczną gorączkę zakupową. Uzbrojeni w sklepowe gazetki ruszamy do hipermarketów, by zdobyć nasze trofea. Niektórzy z nas mają specjalny plan, system poruszania pomiędzy sklepowymi zasiekami. Nie brakuje jednak również ludzi idących na tzw. żywioł. Sam byłem świadkiem takiego zdarzenia, z udziałem pary, zapewne już dziadków, prowadzącej ożywioną dyskusje przy półkach z zabawkami: „Bierz wszystko, co jest przecenione o 50%, a w domu będziemy się zastanawiać, co to jest!”.

Na pasterce, oprócz zapachu perfum, znalezionych zapewne pod choinką, można wyczuć woń alkoholu. Och ta nasza tradycja… Jak się cieszymy to pijemy, z drugiej jednak strony jak jest nam smutno – również. Tak, tak, tradycja. Przywiązanie do zewnętrznych oznak świąt jest u nas niestety na pierwszym miejscu – karp, choinka, opłatek, wolne miejsce przy stole. Szkoda, że tego wolnego miejsca nie umiemy często wygospodarować w naszym sercu na przyjęcie Zbawiciela.

Regułki, regułki. Spowiedź rozpoczynana wierszykiem pamiętającym lata młodzieńcze, grzechy wypowiadane na bezdechu, oczekiwanie na „odpukanie” końca. Nie ma dwóch tych samych płatków śniegu, kropli wody, dni, ale wachlarz naszych grzechów pozostaje niezmienny. Kolejne regułki to życzenia – zdrowia, szczęścia, pomyślności, a czego życzyć osobą w stanie terminalnym? Może warto raz jeszcze przemyśleć nasze życzenia, odrzucić frazesy, ogólniki, zindywidualizować i wyrazić je, może prościej, ale za to prawdziwiej.

Patrząc na stajenkę w swoim kościele nie koncentruję się na żłóbku, lecz na postaci osła, ponieważ czuję się jak przysłowiowy osioł – kolejna wigilia odhaczona, nic się nie zmienia, status quo utrzymane, choinka ląduje na strychu, zahibernowana wróci za rok.

Czy święta przeżyte jako dziecko, były o wiele szczęśliwsze, głębsze? Na pewno były bardzie szczere, chodziło głównie o prezenty i nie musieliśmy nikomu tłumaczyć, że o coś innego, samemu nie wierząc w swoje słowa. Spróbuj maluchowi wyłuszczyć jak Ty przeżywasz te święta. Że nie spłycasz ich do kilku dni wolnych od pracy, które z pomocą „starego urlopu”, pozwolą przywitać Nowy Rok. A jedyną niewiadomą w te święta będzie to czy Kevin zostanie sam w domu czy w New Yorku.

W poprzedniej epoce, gdzie dostępny był jednie ocet i musztarda, nie było czym nas rozpraszać, nie było czym odwracać uwagi od istoty tych świąt. Czyżby taka właśnie była cena transformacji?

Czy przedstawiona refleksja jest przerysowana, wyostrzona? Ale może lepiej dmuchać na zimne – pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest uświadomienie sobie, że ów problem w ogóle istnieje.

Mentalnie przenieś się w tropiki, pustynie, na bezludną wyspę, w próżnię lub jakąkolwiek projekcję naszej wyobraźni, która przytępi nasze zmysły na zewnętrzne bodźce i pozwoli spojrzeć w głąb siebie, by tam odnaleźć sens tych nadchodzących świąt.

 

Przemysław Czylok

 

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2014. Zapraszamy!