Wyobraźmy sobie osobę z tytułem naukowym doktora teologii, która ni stąd ni zowąd, postanawia udzielać porad z dziedziny medycyny. Jako osoba inteligentna, na pewno czasem może komuś pomóc (też nieraz szukamy wstępnej porady w internecie, zanim ostatecznie udamy się do lekarza). Czy jednak brak konkretnej, specjalistycznej wiedzy i medycznego doświadczenia tej osoby nie zaszkodzi jej potencjalnym pacjentom? Czy może być ona dla kogokolwiek medycznym autorytetem? I to tylko dlatego, że ma przed swoim nazwiskiem literki „dr”?

 

Zastanawiacie się zapewne, Drodzy Czytelnicy, do czego zmierzam? Otóż mało kto wie, iż dr Doreen Virtue jest psychologiem, a z zawodu terapeutką zaburzeń łaknienia. Z teologią czy angelologią (którymi amatorsko się para) nie ma to raczej wiele wspólnego…

Sam mam tylko tytuł „mgr”, ale (w przeciwieństwie do Doreen Virtue) z teologii i na zaburzeniach łaknienia specjalnie się nie znam. Pozwólcie zatem, iż ograniczę się tu tylko do małej teologicznej oceny specyficznie rozumianej „angelologii” w wydaniu dr Doreen Virtue – słynnej amerykańskiej „guru od aniołów”. Na początek jednak parę słów o niej samej.

 

Życie prywatne i „anielska kariera”

Virtue urodziła się 29 kwietnia 1958 r. w Kalifornii. Jej rodzina należała do Stowarzyszenia Chrześcijańskiej Nauki – amerykańskiego kultu, założonego w 1879 roku przez Mary Baker Eddy. Nadmienię tylko, że grupa ta neguje realność świata fizycznego, zakładając, iż wszelkie choroby mają podłoże duchowe. Dlatego też nie uznają oni stosowania żadnych lekarstw, wierząc, że Bóg może ich wyleczyć tylko dzięki modlitwie. Te wyniesione z domu przekonania mają mocny wpływ na życie Doreen, która twierdzi, że już od wczesnego dzieciństwa miała umiejętność jasnowidzenia (w tym widzenia zmarłych i rozmawiania z duchami).

Mając dwadzieścia lat Doreen poślubiła Larry’ego Schenka, z którym miała dwóch synów. Po rozpadzie małżeństwa wyszła ponownie za mąż. Jednak i to drugie małżeństwo (z Dwightem Virtue) nie wytrzymało próby czasu. Po jego rozpadzie, w 1995 roku, Doreen poślubiła Michaela Tienharra, właściciela małej galerii sztuki w kalifornijskim Newport Beach. Z nim zaś rozwiodła się w 1999 roku, by poślubić Stevena Farmera. To, czwarte już z kolei jej małżeństwo, trwało do 2009 roku. Po kilkuletniej „małżeńskiej przerwie”, w 2013 roku Doreen Virtue wyszła za mąż po raz piąty. Jej wybrańcem został Michael Robinson, a sama uroczystość odbyła się na statku wycieczkowym, płynącym po wodach Alaski.

W międzyczasie Doreen pogłębiała swoja wiedzę. Po studiach magisterskich z psychologii, które Virtue ukończyła w 1988 roku na Chapman University (w kalifornijskim mieście Orange), w 1996 r. obroniła doktorat z filozofii psychologii na California Coast University. Temat jej pracy doktorskiej brzmiał: „Tendencja do rozwoju nałogów i zaburzeń łaknienia u dorosłych, którzy byli w dzieciństwie wykorzystywani seksualnie”. Pierwszymi zresztą książkami Doreen Virtue były poradniki dotyczące opieki nad dzieckiem i zaburzeń w odżywianiu. Dopiero z czasem „przekwalifikowała się” na tematykę anielską o zabarwieniu New Age, która przyniosła jej międzynarodową sławę i niemałe pieniądze. Jest to do dzisiaj jej sposób na prowadzenie dostatniego życia. Napisała ponad 50 „anielskich” książek tłumaczonym na wiele języków, nagrała audiobooki, opracowała też „anielską terapię” (w myśl której kontakt z aniołami jest kluczem do uzdrowienia). Jest również współautorką „anielskiego tarota” i innych „anielskich kart”. Prowadzi warsztaty i kursy z duchowości New Age. Ma też swoją stałą audycję w Hay House Radio.

 

Anielskie kursy

Według teorii Doreen Virtue między drogą, którą w życiu kroczymy, a tą, którą każe nam chodzić nasz Anioł Stróż, zachodzi czasem niezgodność. Skutkiem tej niezgodności są choroby psychiczne i fizyczne, na które zapadamy. Virtue może jednak pomóc nam zniwelować ten rozłam, co w efekcie doprowadzi do uzdrowienia. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na sesję terapii indywidualnej u niej samej to są jeszcze inni „Certyfikowani Doradcy Duchowi” (CSC) i Praktycy Anielskich Terapii (ATP), którzy zostali zatwierdzeni przez (powiązaną z Doreen Virtue) Amerykańską Izbę Hipnoterapii.

Jednak wówczas Doreen Virtue nie udziela żadnych gwarancji ani obietnic, dotyczących skutków tych sesji. Co więcej, zastrzegła sobie, że kontaktując się z CSC lub ATP, zgadzasz się na to, że sesja odbędzie się wyłącznie na podstawie umowy między Tobą, a CSC lub ATP (całkowicie niezależnie od Doreen Virtue) i że podejmujesz ją na własne ryzyko i odpowiedzialność. Ponadto każdy chętny sam może podjąć (odpłatnie) szereg kursów, by uzyskać oficjalny tytuł ATP i „pomagać” później innym w nawiązaniu interpersonalnych kontaktów z ich Aniołami Stróżami. W internecie jest mnóstwo tego typu ofert, czemu zresztą się nie dziwię. Kto sam dał się naciągnąć na niemałe opłaty związane z odbytym kursem, teraz (szukając naiwnych), chce żeby przynajmniej poniesione nakłady mu się zwróciły…

 

Spirytystyczne praktyki

Doreen, w swojej „kuracji”, preferuje tzw. „terapeutyczne rozmowy” z osobami zmarłymi. Jest bowiem głęboko przekonana, że ma istotne powody i możliwości, by to czynić. Zapewnia, że w tradycyjnej psychoterapii przezwyciężanie smutku po śmierci bliskiej osoby zajmuje całe miesiące. Natomiast kiedy się skontaktuje i porozmawia z tą zmarłą osobą (mediumizm), smutek mija i zranienia szybko się goją. Doreen Virtue twierdzi, że kontaktowanie się ze zmarłymi leczy rany i dlatego nie może być grzechem. Dla niej jest to tylko proces miłości i przebaczenia. Brzmi to niby logicznie i przekonująco, jednak mediumizm jest bardzo zwodniczy i niebezpieczny. Dla osób wierzących nie jest tajemnicą, że przywoływany podczas sesji „duch” zmarłej osoby to tak naprawdę demon, który utożsamia się z tą osobą i za nią podaje.

Doreen Virtue swoje spirytystyczne praktyki łączy z wróżbami, do praktykowania których stara się zachęcić swych czytelników. Specjalnie w tym celu wydany został „anielski tarot”. Ma on być prostym sposobem, aby porozmawiać ze swoimi „anielskimi towarzyszami”. W talii nie ma żadnych przerażających kart, jak w tradycyjnym tarocie – anioły i istoty niebiańskie zawsze mają w nim mówić „językiem miłości”. Mamy się też z niego dowiedzieć: „(…) jak należy obudzić w kartach moc, jak je rozkładać i jakie rytuały odprawić przed rozpoczęciem wróżby. (…)” w podręczniku wyraźnie zawarta jest informacja, że jeśli chcemy zacząć wróżby, należy najpierw poprosić Anioły o przewodnictwo i pomoc. Jest to kompletne, typowe dla New Age, pomieszanie z poplątaniem. W Biblii bowiem czytamy jednoznaczne słowa: „Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,31). Nie łudźmy się więc, że (w przeciwieństwie do demonów), służące Bogu anioły będą komukolwiek w tych spirytystycznych praktykach pomocne! Anielskie fantazje Doreen Virtue tego faktu nie zmienią.

 

Jakie są anioły Doreen Virtue?

Jako jasnowidz Doreen ma widzieć świat duchowy w najdrobniejszych szczegółach. Jednak nawet dobrze nam znane z Biblii archanioły w jej książkach wyglądają jakby inaczej. Przykładowo, archanioł Rafał jest dla niej „największym uzdrowicielem w anielskim świecie”. Virtue twierdzi, że „Bóg wyznacza Rafaelowi zadanie oczyszczenia Ziemi ze zniszczeń spowodowanych przez upadłe anioły” – ma on zgładzić demona, pomagać dzieciom oraz uratować świat przed zepsuciem. Archanioł Rafael do dziś wypełnia swoją misję. Nie pytajcie mnie na jakiej podstawie ona to pisze (bo na pewno nie biblijnej).

Virtue roztacza przed czytelnikami niesamowity, barwny świat fantasy, z aniołami w roli głównej. Jak bowiem inaczej interpretować następujący opis z książki Doreen: „Aniołowie są prześwitujący i półprzezroczyści. Nie posiadają skóry, więc nie mają zwykłych kolorów ciała, oczu i włosów. Świecą w różnych kolorach, w zależności od ich energii. Ich ubrania przypominają opalizujący szyfon. Mają duże, podobne do łabędzich, skrzydła, jednak nigdy nie widziałam, aby nimi poruszali, by latać. Aniołowie powiedzieli mi, że pewni artyści, którzy ich malowali, wzięli ich świecącą aurę za aureolę i skrzydła. Teraz większość ludzi oczekuje od aniołów takiego wyglądu, więc takimi się ukazują”.

Piękne? Owszem – jak każda bajka i… tylko bajka! Nigdzie bowiem w Biblii nie znajdziemy nawet wzmianki o świecących kolorowo aniołach, ich łabędzich skrzydłach czy jakiejś tajemniczej „aurze” wokół nich. To po prostu bujna wyobraźnia Doreen, doskonale wpisująca się w słodko-kwaśny świat New Age. Aniołowie opisani w Biblii to istoty duchowe; kiedy jednak chcą być przez nas widoczni, wyglądają jak ludzie, których czasem trudno nawet rozpoznać w otoczeniu. Św. Paweł radzi: „Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę” (Hbr 13,2).

 

„Upadłe anioły” made in Virtue

Największym sukcesem Szatana jest przekonanie ludzi, że nie istnieje. Doreen ze swymi „anielsko-spirytystycznymi” poglądami, idealnie zdaje się w tę jego taktykę wpisywać. Jej nauki są kłamliwe i usypiają tylko czujność czytelnika.

Virtue pisze: „Istnieją istoty, które są określone jako „upadłe anioły”. W rzeczywistości nie są to w ogóle anioły. Anioły bowiem to świecące istoty, pełne wewnętrznego blasku Bożej miłości, które mają miękkie, pierzaste skrzydła. Anioły zawsze mówią o Miłości i działają z Miłości. W przeciwieństwie do nich „upadłe anioły” nie mają w sobie światła. Mają krótkie, kościste skrzydła i pazury jak szpony. Często nazywa się je „gargulcami” i nie są one dziełem miłości Boga – to twory ludzkiego strachu”.

Po pierwsze, Szatan realnie istnieje i nie jest on tylko „tworem ludzkiego strachu”, o czym wielokrotnie przekonuje nas Pismo Święte jak i (znane mi osobiście) przypadki opętań. Po drugie, upadli aniołowie pojawiają się nie jako jakieś brzydkie skrzydlate stwory czy nietoperze – jest wręcz przeciwnie. Biblia ostrzega: „(…) Sam bowiem Szatan podaje się za anioła światłości” (2 Kor 11,14). Możemy się więc czasem pomylić przy jego identyfikacji (a przecież o to mu właśnie chodzi). Dlatego św. Piotr radzi: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie” (1P 5, 8-9).

Doreen nie jest zresztą do końca konsekwentna w swym postrzeganiu „upadłych aniołów”. Według niej są one również „inną formą duchów”. Jak pisze: „To są zmarli ludzie, którzy z różnych przyczyn (jak np. lęk przed piekłem), pozostali na ziemi. Nazywa się ich czasami duchami. Najlepszym sposobem na pozbycie się obecności tych ziemskich duchów i ciemnych istot jest nieustanne pozytywne myślenie o miłości. Pomyśl o Bogu tak często, jak to tylko możliwe. I wezwij Archanioła Michała, który będzie Twoją eskortą – oddali strach i ciemność. Będzie on takim „bramkarzem” sprawiającym, że tylko zaproszeni goście będą po Twojej stronie, w Twoim domu.” To w końcu upadłe anioły istnieją czy są tylko „tworem ludzkiego strachu”?

 

Anielska numerologia

Virtue w swoich książkach zdradza czytelnikom tajemnicę, jak mają się skontaktować ze swoimi aniołami. Po co? Mogą nam one bowiem ułatwić i umilić codzienne życie, odsuwając przeciwności, a dając w zamian radość i komfort. Wystarczy tylko je rozpoznać i odpowiednio się do nich zwrócić, na co Doreen Virtue znalazła podobno skuteczną metodę.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że Virtue była też wieloletnim uczniem kursów numerologii. Twierdzi nawet, że w poprzednim wcieleniu studiowała ją pod okiem samego Pitagorasa! Zdobytą na kursach wiedzę Doreen nieco zmodyfikowała, nadając jej „anielski charakter”.

O co w tym chodzi? Otóż ciągi liczb (widocznych np. na zegarach, tablicach rejestracyjnych, rachunkach ze sklepu itp.) mają w jej metodzie szczególne znaczenie. Dostarczają nam bowiem… ukryte wiadomości od aniołów! Virtue przekonuje, że powinniśmy poprosić nasze anioły o wyjaśnienie znaczenia spotykanych wokół siebie układów liczb. To bowiem anioły sprawiają, że pewne numery nieprzypadkowo pojawiają się wokół nas. Czasem byty niebieskie subtelnie szepczą w nasze ucho, byśmy te liczby zauważyli. A jeśli będziemy już zwracać baczniejszą uwagę na pojawiające się wokół sekwencje cyfr, to aniołowie będą nam przesyłali za ich pomocą konkretne, pomocne w życiu wiadomości. Nie możemy jednak sami dowolnie dokonywać ich interpretacji. Dlatego też Virtue na specjalnych kursach oraz w swoich książkach pokazuje nam w jaki sposób najlepiej je odczytywać.

Niewinna zabawa? Żeby tylko. Zbierając materiał do tego artykułu natknąłem się na świadectwo pewnej zrozpaczonej chrześcijanki, która pisała: „Mój mąż zostawił mnie i moje dzieci dla innej kobiety i rozwiódł się ze mną, kierując się przy tym anielskimi numerami z książki Doreen Virtue. Otrzymał numery 222 i 777, które zachęcały go do tego i tolerowały jego poczynania. Powiedział mi o tym wszystkim po tym, jak ta kobieta w końcu go opuściła. Odpowiedziałam mu na to, że apostoł Jan w swoim liście mówi, że powinniśmy sprawdzać wszystkie duchy (1J 4,1). Przekonywałam, że anioły nigdy by go nie zachęcały do niewierności, rozwodu ze mną i zostawienia rodziny. On jednak nadal jest przekonany, że te numeryczne wiadomości pochodzą od aniołów. Ja zaś jestem pewna, że tak nie jest”.

Sprawdziłem przytoczone w świadectwie numery „u źródła”, czyli w książce Doreen Virtue pt. „Anielskie liczby”. Jest ona bowiem reklamowana jako: „(…) zbiór wiadomości, które anioły zostawiły dla Ciebie w liczbach”. Przez sekwencję numerów 222 na przykład, aniołowie mają mnie utwierdzać w tym, że to co postanowiłem w sercu jest dobre i mam usilnie dążyć do tego, by swoje postanowienie wprowadzać w życie. Zaś przez 777 aniołowie mają mi przyklaskiwać i składać gratulacje, bo „jestem na fali”. Mam dalej robić swoje, wiedząc, że moje życzenia stają się prawdą… Widzimy jak łatwo można zagłuszyć sumienie, kierując się tymi rzekomo „anielskimi” wskazówkami. Doreen Virtue napisała w jednej z książek: „Dawno temu anioły nauczyły mnie, że pomogą nam we wszystkim, o ile poprosimy o wsparcie”. Jej liczne rozwody zdają się tym słowom jednoznacznie przeczyć. Co więc mamy o tym wszystkim sądzić?

 

Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł

Autorka przytoczonego wyżej świadectwa przekonana jest, że prawdziwe anioły nigdy by jej męża nie zachęcały do niewierności i porzucenia rodziny. Ma rację! Słusznie powołuje się też na słowa św. Jana: „Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie” (1J 4,1). Aniołowie istnieją, by pełnić wolę Boga, a On dał nam swoje przykazania. Wśród nich znajdujemy nakazy: „Nie cudzołóż!” oraz: „Nie pożądaj żony bliźniego swego”. Gdyby Bóg pozwalał swym aniołom, by akceptowały i popierały ich łamanie, zaprzeczyłby przez to samemu sobie! To samo dotyczy wspomnianej wcześniej, rzekomej pomocy aniołów w obrzydliwych dla Boga obrzędach spirytystycznych.

Wiemy, że Szatan lubi przedstawiać się jako „anioł światłości” (2 Kor 11,14). Możemy zatem z dużym prawdopodobieństwem założyć, że zrobił on wszystko co tylko możliwe, aby ułatwić Doreen Virtue ścieżkę kariery. To dzięki jej książkom, kartom czy seminariom, jest on kłamliwie promowany w świecie jako „anielski Boży wysłannik” . Niestety dają się niekiedy na to nabrać nawet chrześcijanie. Powiem tak drogi Czytelniku: Jeśli wpadną Ci kiedykolwiek w ręce opisywane tu „banialuki” Doreen Virtue, pomyśl o prawdziwym Słowie Bożym zawartym w Biblii i wyrzuć te „anielskie”, szkodliwe duchowo fantasy do kosza. Nie daj się nabrać na te kolorowe, szatańskie kłamstwa, mając na uwadze jasną przestrogę Jezusa: „Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł” (Mt 24,4).

 

Grzegorz Fels

 

Artykuł archiwalny ukazał się w Któż jak Bóg 3/2014.