Anioł miłosierdzia. Jak św. Michał Archanioł oddał sąd w ręce Boże?

W Nowym Testamencie odnajdujemy księgę, która, mimo niewielkich rozmiarów, zawiera ważne wskazania w odniesieniu do nieprzyjaciół Kościoła i tego, w jaki sposób z nimi postępować. List św. Judy – bo o nim mowa – jest cennym drogowskazem dla Kościoła prześladowanego i zmagającego się z gorszycielami.

Również dzisiaj co i rusz odżywa dyskusja na temat tego, jak powinien reagować Kościół na ataki nieprzyjaciół. Odpowiadając na ten problem autor listu ukazuje nam postawę św. Michała Archanioła walczącego z szatanem. Wbrew pozorom nie dokonuje się tam krwawa jatka, ale padają znamienne słowa, w których osąd oddany zostaje w ręce Boga. Ale o tym za chwilę.

Przeciwnicy dzieła Bożego

Najpierw spójrzmy na szerszy kontekst całej historii. Z tekstu dowiadujemy się o grupie osób, które odwiedzając wspólnoty chrześcijańskie budzą w nich zamęt i zgorszenie. Nauka, którą głosili ci ludzie, odbiegała od nauczania apostołów, a tym samym stała w opozycji do nauczania Chrystusa. Nie chodziło zapewne jedynie o kwestie dogmatyczne; zaatakowany musiał zostać styl życia chrześcijańskiego i jego nauczanie moralne. We wspólnotach prawdopodobnie zapanował zamęt, który rodził podziały i pytania o podjęcie konkretnych działań przeciw fałszywym nauczycielom.

Autor listu, bez wątpienia cieszący się wśród chrześcijan autorytetem, zwraca uwagę na podobne wydarzenia, które miały miejsce w historii biblijnej. Przypomina o niewoli egipskiej i późniejszym buncie Izraelitów w Kadesz. Następnie mówi o rebelii aniołów, którzy opuścili niebo i w ramach kary za swój grzech uwięzieni zostali w ciemnościach, czekając na dzień sądu. Wreszcie pojawia się wątek zniszczenia Sodomy i Gomory, które poniosły konsekwencje odrzucenia Boga i nieprawego życia. Ostatnim z przykładów jest obraz walki Michała Archanioła z szatanem o ciało Mojżesza, zaczerpnięty z apokryficznej księgi o znamiennym tytule „Wniebowzięcie Mojżesza”.

Z opisu dowiadujemy się, że doszło do duchowego zmagania o to, gdzie powinno spocząć ciało zmarłego izraelskiego przywódcy. Do walki stanęło dwóch aniołów. Mimo oczywistego opowiedzenia się po stronie dobra i zła obu stron konfliktu, autor podkreśla, że Michał powstrzymał się od rzucenia przekleństwa i wymierzenia kary pokonanemu wrogowi. Książę Niebieski wypowiada za to do swojego adwersarza stanowcze słowa: „Niech Pan cię skarci!” (Jud 1, 9). Można zatem wyciągnąć wniosek, że święty archanioł okazał miłosierdzie, oddając sąd w ręce Boga. Pokora i oddanie względem Niego nie pozwoliły mu na wykorzystanie tych samych metod, którymi posługuje się szatan. Można zatem z całą pewnością nazwać św. Michała Archanioła: Aniołem Miłosierdzia.

Miłosierdzie zamiast odwetu

Taka postawa może budzić zdziwienie. Dlaczego mielibyśmy okazywać miłosierdzie komuś, kto wyrządził nam tyle krzywd i wcale nie przejawia chęci do przeprosin i naprawienia popełnionych szkód? W życiu codziennym nieraz mamy do czynienia z takimi sytuacjami. W pierwszym odruchu człowiek skłonny jest odpowiedzieć na popełnione zło surową karą w ramach starożytnego prawa: „Oko za oko, ząb za ząb”. Jednak chrześcijańskie spojrzenie na wymierzanie kary zupełnie inaczej podchodzi do tej sprawy.

Już w nauczaniu Jezusa słyszymy o przebaczaniu w nieskończoność i o miłości nieprzyjaciół (Mt 18, 21-35). Szczególnie ta druga kwestia może budzić niezrozumienie. Żadna inna religia nie postawiła poprzeczki moralnej tak wysoko, jeżeli chodzi o miłość do bliźniego – bliźniego, który może jednocześnie okazać się moim wrogiem. Wracając jednak do ewangelicznych źródeł, trzeba jednoznacznie stwierdzić, że praktyka miłości bliźniego wynika z głębokiego przekonania, że jedynym sędzią, który może wydać sprawiedliwy wyrok i wymierzyć karę jest Bóg. Wspomina o tym także Jakub Apostoł w swoim liście: „Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego?” (Jk 4, 12). Sposób postępowania jest zatem wyznaczony niezwykle jasno i jednoznacznie. Jak jednak ma to wyglądać w praktyce?

Błogosławcie, nie przeklinajcie!

Po pierwsze, chrześcijanin za wszelką cenę musi unikać rzucania na drugą osobę przekleństwa w jakiejkolwiek formie. Tak jak błogosławieństwo niesie za sobą potężne wsparcie Boga, tak przekleństwo nie tylko odcina ludzi od Boga, ale jeszcze przywołuje moce szatańskie do wzięcia sprawy w swoje ręce. Trzeba o tej zasadzie pamiętać nieustannie. Oddawanie drugiego człowieka w ręce szatana jest rzeczą straszną i nigdy nie powinno mieć miejsca. Liczni egzorcyści podkreślają, że wiele przypadków opętania ma swoje źródło w przekleństwie rzuconym w przeszłości. Nie wolno nam sięgać do takich metod. Święty Jan Maria Vianney zalecał, aby w sytuacjach, gdy jesteśmy do kogoś negatywnie nastawieni i pragniemy odwetu, cały nasz gniew skierować nie na tę osobę, ale na złego ducha, który nakłonił ją do wyrządzenia nam krzywdy.

Miłosierne współczucie

Po drugie, nasza postawa względem wrogów nacechowana ma być miłosierdziem i współczuciem. Jakże trudno znaleźć dzisiaj przykłady takiego właśnie postępowania. Głęboko w sercu człowieka leży pragnienie odwetu i odpowiadania złem na zło. Czy jednak stwierdzenie św. Pawła o zwyciężaniu zła dobrem miałoby być jedynie pustym sloganem? Czy rzeczywiście nie ma w nas wiary w siłę dobra?

Michał Archanioł miał możliwość wymierzenia kary według własnego uznania. Zdał się jednak na osąd Boży, bo wiedział, że Bóg dokona go nieskończenie lepiej od niego. W postawie chrześcijańskiej powinniśmy zdać się na Boga. Oczywiście nie chodzi tu o to, aby zachować całkowitą bierność i przyzwalać na zło oraz grzech. Sprawiedliwość musi być wymierzana również przez ludzi. Chodzi bardziej o wewnętrzne przekonanie, że prawdziwego sądu dokona kiedyś Bóg. Są bowiem zbrodnie, za które po ludzku nie da się zadośćuczynić ani wymierzyć wystarczającej kary. Są także sytuacje, w których niewinni ludzie poddani pod osąd sprawiedliwości ludzkiej skazywani są na więzienie, a nawet śmierć. Pozostaje jedynie wiara, że w dniu sądu wszystko stanie się jawne, a Bóg ostatecznie rozprawi się ze złem. Dobro zatriumfuje.

Troska o własne zbawienie

Po trzecie, prawdziwy chrześcijanin ma w pierwszym rzędzie dbać o własne zbawienie. Jakąż bowiem korzyść zdobędzie, jeżeli troszcząc się o innych, sam poniesie szkodę na duszy? (por. Mt 16, 26) Zło i niesprawiedliwość panujące w świecie nie powinny być żadnym usprawiedliwieniem dla naszych złych czynów. Sam Jezus odnosząc się do tego problemu mówił o nauczaniu faryzeuszów, że godne jest przyjęcia. Podkreślał jednocześnie, że ich zachowanie nie może być naśladowane (Mt 23, 3). Współczesny świat bardzo szybko znajduje usprawiedliwienie dla swojego postępowania. Powołując się na powszechność grzechu lub jego znikome skutki, potrafi zaślepić człowieka i uśpić jego sumienie. Chrześcijańskie myślenie musi cechować czujność i unikanie tego typu pułapek. Zasada jest prosta: „Jeżeli sam nie zadbasz o swoje zbawienie, to nikt inny tego za Ciebie nie zrobi”.

Kończąc, warto jeszcze raz wziąć przykład z Michała Archanioła i za każdym razem, kiedy przyjdzie nam ochota na wymierzanie sprawiedliwości i jednoznaczny osąd naszych nieprzyjaciół, przypomnieć sobie jego słowa z listu św. Judy: „Niech Pan Cię skarci!”.

ks. Mateusz Szerszeń CSMA

Artykuł ukazał się w numerze 5/2020 dwumiesięcznika „Któż jak Bóg”

Któż jak Bóg, 5/2020

Aby zakupić nr 5/2020 kliknij tutaj