W dniach 4-5 września w naszej parafii w Goleszowie gościł św. Michał Archanioł. Byłem zarówno na Mszy powitalnej 4 września wieczorem, jak i 5 września, z małżonką, na Mszy Świętej z błogosławieństwem chorych. Oboje powitaliśmy św. Michała przez dotknięcie Jego Figury. Najpierw chwyciłem św. Michała za prawą rękę, zaraz później za lewą, w której trzyma On na łańcuchu Szatana. Ja dotknąłem obu Jego rąk swoją ręką prawą, która dzisiaj być może uratowała mi życie, a na pewno ocaliła przed ciężkim kalectwem.

Ciąłem dzisiaj na cyrkularce gałęzie, na sam koniec została mi do przecięcia gałązka z przywiązanym do niej sznurkiem od snopowiązałki. Na końcu sznurka przywiązany był haczyk z drutu, dzieci używały tej gałązki jako zabawkowej wędki. Bez namysłu owinąłem ten sznurek wokół ręki, chcąc go uciąć na cyrkularce. Sznurek jednak nie przeciął się, a nawinął na piłę i wałek! Do tej pory nie wiem co wydarzyło się w ciągu tego ułamka sekundy, pamiętam jedynie, że poczułem w prawej ręce ogromne ciepło. Szybko wyłączyłem cyrkularkę i spojrzałem na rękę. Była cała. Żadnych śladów krwi, żadnej rany. Dłuższa chwila minęła, zanim dotarło do mnie co się stało…

Pamiętam, że na krótką chwilę przed tym wydarzeniem rozmawiałem z synem, który pracował w ogródku, pochwaliłem go za dobrze wykonywaną pracę. Zanim wróciłem do cięcia ktoś lub coś kazało mi się pomodlić. Zmówiłem więc krótką modlitwę dziękczynną, ofiarując ją Bogu Ojcu, przez Jego Syna Jezusa Chrystusa. Modlitw takich ofiarowują Mu, Matce Bożej i całemu Królestwu Niebieskiemu po kilka każdego dnia.

Dziękuję Bogu, że uchronił mnie od kalectwa, wierzę, że stało się to za wstawiennictwem św. Michała Archanioła, do którego również modlę się kilkakrotnie każdego dnia. Uważam, że stał się cud, rękę od piły dzieliło może 5 cm; pamiętam to niezwykłe uczucie ciepła w niej, pociągnięta przez sznurek ręka zachowała się jakby była z marmuru.

 

Stanisław,

07.09.2013 r.

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2014. Zapraszamy do lektury!