Szczęść Boże, przesyłam redakcji świadectwa anielskich interwencji w moim życiu. Chcę przy tym podkreślić, że z wykształcenia jestem fizykiem – osobą twardo stąpającą po ziemi; obecnie przebywam już na zasłużonej nauczycielskiej emeryturze. Tym bardziej uznałam, że mojemu Aniołowi Stróżowi za Jego wspaniałe trwanie przy mnie należy się przekazanie poniższych historii.

 

Kiedy byłam już mężatką i miałam około 30 lat, z wielkim zainteresowaniem słuchałam opowiadań szwagra i szwagierki o tym jak czytają Pismo Święte i jak Słowem Bożym żyją na co dzień. Pewnej nocy przyśnił mi się sen, który po przebudzeniu wyraźnie zapamiętałam. Frunęłam nad piękną soczyście zieloną łąką razem z moja córką Małgosią, nagle znalazłyśmy się przy tronie, przy którym siedział sam Pan Jezus. Obok Niego stała dziewczynka w komunijnej sukience. Pomyślałam, że wykorzystam tę okazję, podejdę i dotknę Go. Kiedy wyciągnęłam w stronę Pana Jezusa rękę zamienił się w skałę. Po przebudzeniu bardzo się zmartwiłam; uznałam, że musze być bardzo grzeszna skoro tak się stało. Wtedy sięgnęłam po Pismo Święte i bezwiednie je otworzyłam. Ku mojemu zdumieniu przeczytałam następujące słowa Psalmu 18:

Miłuję Cię Panie, Mocy moja, Panie ostojo moja i twierdzo, mój wybawicielu, Boże mój, skało moja, na którą się chronię i dalej Bo któż jest Bogiem, prócz Pana? Lub któż jest Skałą prócz Boga naszego… Niech żyje Pan! Moja Skała, niech będzie błogosławiona! Niech będzie wywyższony Bóg mój Zbawca.

Od tamtej pory Pismo Święte jest najważniejszą książką w moim domu. Zaczęłam również systematycznie chodzić do kościoła, także w dzień powszedni, i przystępować do sakramentów świętych. Pewnego razu gdy byłam na wieczornej Mszy Świętej (było wtedy bardzo dużo ludzi), miałam dylemat czy mogę przystąpić do Komunii Świętej. Klęczałam i z wielką pokorą rozważałam czy mogę przyjąć Pana Jezusa, bo od ostatniej mojej spowiedzi minął tydzień. Wtedy zobaczyłam światło w miejscu, gdzie znajduje się ambona. W moją stronę szła wielka postać, której jednak nie widziałam wyraźnie – była jaśniejącą mgłą. Ujęła mnie za rękę i zaprowadziła na miejsce rozdawania Najświętszego Sakramentu. Idąc za tą postacią nie widziałam w ogóle ludzi, a jedynie ich mgliste zarysy. Podszedł do mnie ksiądz i udzielił mi Komunii.

Gdy po długiej zimie nadeszły wreszcie cieplejsze dni, wybrałam się na spacer po mieście. Idąc oglądałam wystawy sklepowe. Przed jedną z nich zatrzymałam się na chwilę. Nagle poczułam, że ktoś mocno chwycił mnie za rękę i pociągnął na ulicę. Autobus zahamował tuż przede mną, a ja w tym czasie usłyszałam za sobą huk spadającej z dachu bryły lodu. Spadła tam, gdzie przed chwilą stałam. Poczułam ogromną wdzięczność do tego, kto mnie uratował, jeśli nie od śmierci, to na pewno od ciężkiego kalectwa. Na ulicy nie było jednak nikogo. Stał tylko autobus i cierpliwy kierowca czekał aż wejdę na chodnik – o dziwo nie krzyczał. Jestem pewna, że to mój Anioł Stróż pomógł mi wówczas, za co jestem Mu ogromnie wdzięczna.

 

Elżbieta Irger

 

 

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2012. Zapraszamy do lektury!