Aniołowie posyłani do ludzi najczęściej przybierali ludzką postać, nie różniąc się od innych przedstawicieli naszego gatunku. Pojawiali się w ludzkich ciałach. Św. Tomasz wyklucza możliwość, że ciała te istniały tylko w wyobraźni ludzi, którzy je oglądali. Nie mogła to być jakaś zbiorowa halucynacja, ponieważ Pismo Święte mówi o cielesności aniołów, która utrzymywała się przez wiele dni (Tb 4,1-12,22). Prawdopodobnie aniołowie potrafią więc ukształtować z materii coś, co przypomina ciało ludzkie. Oczywiście anioł, przybierając ciało, nie staje się człowiekiem, ale potrafi znakomicie udawać człowieka.

 

Kultura popularna wielokrotnie wykorzystuje motyw aniołów udających ludzi. Przykładem są choćby dobrze znane w Polsce seriale „Autostrada do nieba” i „Dotyk anioła”. Mimo naiwności fabuły, łączą one fikcję z intuicją, że możemy spotkać wysłannika Boga, w ogóle o tym nie wiedząc.

„Oto przyszedł Anioł Pana i usiadł pod drzewem terebintu w Ofra” – czytamy w Księdze Sędziów (Sdz 6, 11nn). Gedeon, który młócił akurat na klepisku zboże, rozmawiał z przybyszem, jak z człowiekiem, nie podejrzewając kim jest naprawdę. Dopiero, gdy laska anioła wznieciła niezwykły ogień, w który nieznajomy wstąpił rozpływając się w powietrzu, Gedeon zrozumiał, że gościł istotę nadprzyrodzoną. Wtedy dopiero ogarnęła go trwoga. Podobnych historii jest w Biblii bardzo wiele.

 

Mój krewny, anioł

Najbardziej rozbudowaną opowieść o udającym człowieka posłańcu Boga, znajdziemy jednak w Księdze Tobiasza, która jest przepiękną i budującą „powieścią biblijną”, pełną niezwykłych przygód. Pouczenia religijne mieszają się w niej z ówczesnym folklorem i ludowymi wierzeniami. Ten sposób przekazywania zakorzenionych w narodzie wybranym wartości nie pomniejsza ich znaczenia religijnego, a w tym przypadku dostarcza nam cennych danych o „świecie aniołów”.

Księga opisuje jak w tym samym czasie, ale w całkiem odległych miejscach, dwóch ludzi poprosiło Boga o rychłą śmierć. Był to stary Tobiasz, który utracił wzrok oraz młoda dziewczyna Sara, córka Raguela. Miała ona już siedmiu mężów, ale w noc poślubną wszyscy zanim zdążyli skonsumować małżeństwo byli zabijani przez demona Asmodeusza. Bóg, słysząc modlitwę starego Tobiasza i Sary, wysłał osobiście anioła z misją, aby z tych dwóch nieszczęść wyprowadził dobro. Wysłany przez Niego anioł przez długi czas udawał człowieka.

Księga Tobiasza jest o tyle niezwykła, że to właśnie w niej po raz pierwszy w zbiorze ksiąg biblijnych poznajemy imię jednego z aniołów. Jest nim Rafał. Imię Rafa-el (Bóg [El] uzdrawia) wskazuje na główne zadanie powierzone mu przez Opatrzność Bożą, czuwającą nad Izraelitami przebywającymi na wygnaniu w Asyrii (VIII w. przed Chr.). Rafał to uzdrowiciel, który dokonuje uzdrowień mocą Boga.

Jak się później okaże, ozdrowieńcza misja Rafała dotyczyć będzie zarówno wyleczenia oczu staremu Tobiaszowi przy użyciu lekarstwa z żółci ryby, jak i uwolnienia przyszłej żony młodego Tobiasza od wpływu złego ducha (por. Tb 11,1-14; 8,1-21). Kiedy pozbawiony środków do życia Tobiasz wysłał swojego syna – Tobiasza – po pieniądze zdeponowane w Medii, potrzebny był temu młodemu chłopakowi bardziej doświadczony towarzysz w długiej i niebezpiecznej podróży. Został nim właśnie Rafał, który przybrał postać ich krewnego Azariasza. „I poszedł Tobiasz poszukać człowieka, który wyruszy razem z nim do Medii, a będzie znał drogę. A gdy wyszedł, spotkał stojącego przed sobą anioła Rafała, a nie wiedział, że jest to anioł Boży” (Tb 5,4).

 

Poczęstuj anioła ciastem

Wszyscy stykający się z tym aniołem, podającym się za Azariasza, widzieli go tak, jak każdego innego człowieka. Tobiasz i Rafał zaprzyjaźnili się podczas wędrówki i przeżyli razem różne przygody, np. dzięki wsparciu anioła, Tobiasz pokonał wielką rybę, odzyskał pieniądze, doprowadził do przepędzenia dręczącego Sarę demona (skutkiem czego pojął ją za żonę), a dzięki żółci pozyskanej z ryby uzdrowił ślepego ojca. Przez wiele miesięcy Tobiasz myślał, że podróżuje z człowiekiem. Rafał ujawnił swą anielską tożsamość dopiero po zakończeniu misji. Zdumionej rodzinie Tobiasza wyznał, że nie tylko jest aniołem, ale że należy do siedmiu najważniejszych duchów – tych, którzy mają wstęp przed oblicze Pana. Wyjaśnił także kwestie, które mogły budzić wątpliwości, na przykład spożywanie przez niego posiłków: „Nie widzieliście, żebym co jadł, bo w istocie mieliście tylko widzenie” (Tb 12,19).

Peter Kreeft w książce „Aniołowie i demony”, nawiązując do tych słów, podaje praktyczną żartobliwą wskazówkę, jak rozpoznać, czy ma się do czynienia z aniołem: „Ta rada to nie mój pomysł, pochodzi z bardzo praktycznej tradycji żydowskiej. Gdyby kiedykolwiek nawiedził cię anioł i zastanawiałbyś się, czy jest to przeżycie obiektywne czy subiektywne, zewnętrzne czy wewnętrzne – oto jak to można ocenić. Aniołowie szanują gościnność, a więc poczęstuj anioła czymś do jedzenia (nie muszą to być rajskie jabłuszka, ale byłoby niegrzeczne, gdybyś poczęstował go diablotkami). Policz kawałki ciasta lub słodycze czy ciastka i kiedy anioł odejdzie, policz jeszcze raz. Jeśli brakuje jeszcze jednej porcji oprócz tej, którą sam zjadłeś, to oznacza, że anioł przybrał formą ciała” (P. Kreeft, Aniołowie i demony. Co tak naprawdę o nich wiemy?, tł. Jan J. Franczak, Wyd. „M”, Kraków 2003).

 

***

 

Według Kroniki Polskiej Anonima zwanego Gallem, w czasie postrzyżyn siedmioletniego syna, Piast miał ugościć tajemniczych przybyszów, których wcześniej nie przyjęto na dworze Popiela. W zagrodzie Piasta zostali przyjęci bardzo serdecznie, mimo ubóstwa gospodarzy. Podczas skromnej uczty nastąpiło cudowne rozmnożenie jadła. Nieznajomi postrzygli syna Piasta i nadali mu imię Siemowit. Kronika Dzierzwy z początku XIV wieku precyzuje, że tajemniczy goście Piasta byli aniołami. To oczywiście tylko legenda, ale przecież powinniśmy pamiętać słowa z Listu do Hebrajczyków: „Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę” (Hbr 13, 2).

 

Roman Zając

 

Artykuł ukazał się w archiwalnym numerze Któż jak Bóg 3/2014. Zapraszamy do lektury!