„Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mt 16, 26). „Wieczorem [Pan] dał mi poznać, jak wszystko, co ziemskie, krótko trwa. A wszystko, co niby wielkie, rozwiewa się jako dym, a duszy nie daje swobody, ale zmęczenie. Szczęśliwa dusza, która te rzeczy rozumie i jedną tylko stopą dotyka się ziemi (…). O, jak bardzo czuję, że jestem na wygnaniu” (św. Siostra Faustyna, Dz. 1141).

 

Alessandra di Rudinì Carlotti (1876-1931) urodziła się w majętnej, arystokratycznej rodzinie. Jej ojcem był markiz Antonio Starabba di Rudinì, a matką francuska hrabina Maria de Bartel, kobieta pobożna, cicha, łagodna, wobec potrzebujących troskliwa i hojna. Przez lata była zmuszona znosić wygórowane ambicje męża, z natury porywczego i kłótliwego. Bardzo wcześnie wdał się w politykę i piastował wysokie urzędy państwowe. W dwudziestym szóstym roku życia zostaje prefektem Palermo, w trzydziestym ministrem spraw wewnętrznych, a następnie dwukrotnie piastował urząd premiera Włoch.

 

Boleśnie zranione serce dziecka

Niewiele brakowało a Alessandra urodziłaby się na statku parowym, płynącym z Palermo do Civitavecchia. Matce udało się wysiąść w Neapolu i tam dziecko przyszło na świat. Swoje szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo Alessandra spędziła w Rzymie, gdzie ojciec wybudował dla swojej rodziny okazałą willę. Miała jeszcze od siebie starszego brata.

W jej spokojne i radosne dzieciństwo pewnego dnia zakradł się smutek. Liczyła wtedy zaledwie dziewięć lat. Stało się to w jednym konkretnym dniu, i przyczyniło się do tego jedno tragiczne dla dziecka wydarzenie, które pozwoliło jej zrozumieć w oka mgnieniu, dlaczego mama bardzo często jest smutna i zapłakana. Otóż Alessandra przez przypadek zastała ojca w łóżku z obcą kobietą. Od tego dnia na zawsze straciła dla niego szacunek. Było to jej tragiczne odkrycie. Intuicja podpowiadała, by nic o tym mamie nie mówić, by jej jeszcze bardziej nie zasmucać. Powiedziała sobie, że zawsze będzie bronić mamy i nigdy jej nie opuści. Ojciec tymczasem miał swój niecny plan. Dzieci wysłał do kolegium, by je oderwać od matki, a ich matkę orzekł „chorą na umyśle” i wysłał na leczenie. Tam po kilku latach zmarła ze zgryzoty. Słynne stało się jej powiedzenie, które obiegło cały kraj: „To nie ja jestem chora na umyśle, ale całe Włochy, które pozwalają na to, by taki człowiek nimi rządził”.

 

Radość i smutek

Dzień Pierwszej Komunii Alessandra przeżywa w jedenastym roku życia w kolegium sióstr zakonnych w Rzymie. Jej wielką radość zakłócił jednak fakt, że nie było wówczas przy niej mamy, była bowiem już od roku wysłana na leczenie. Po latach wspominając ten dzień Alessandra napisze: „Byłam dzieckiem bardzo bystrym, ale nie w sprawach, które dotyczyły Bożych rzeczy. Wprawdzie byłam wychowywana po chrześcijańsku przez moją pobożną matkę, ale nie odczuwałam szczególnego pociągu do religii. Niemniej jednak, podczas mego pierwszego spotkania z Jezusem w Komunii Świętej, otrzymałam od Pana pewną łaskę, która zostawiła we mnie niezatarty ślad. Doświadczyłam odczuwalnie obecności Pana, z głębokim wewnętrznym przeświadczeniem, że tylko On może zaspokoić mój głód szczęścia i że pewnego dnia będę całkowicie do Niego należeć. W tym pamiętnym dniu, usłyszałam w głębi mej duszy słowo «Karmel» i wewnętrzną pewność, że kiedyś do niego wstąpię”.

Radość Pierwszej Komunii była tylko krótkim epizodem, gdyż właśnie w tym dniu dziewczynka dowiedziała się, że mamy nie ma już w domu, a jej miejsce zajmuje jakaś obca kobieta, z którą z czasem ojciec będzie miał dwoje dzieci. Alessandra nigdy nie uwierzyła w chorobę matki, toteż po swojemu buntowała się na ten stan rzeczy i protestowała. Ojciec, by tym buntom położyć kres, oddalił ją poza Rzym. I tak w celu dalszej nauki po prostu „tułała” się po całych Włoszech. Najpierw skierowano ją na Sycylię, w rodzinne strony ojca, później do Toskanii i Piemontu. Była nadzwyczaj uzdolniona. Studiowała filozofię i literaturę. Biegle mówiła po francusku i niemiecku. Dzieła starożytnych klasyków czytała po grecku i łacinie. Darzyła pewnym sentymentem zwłaszcza język grecki, gdyż matka wprawdzie pochodziła z Francji, ale była greczynką.

Alessandra po matce odziedziczyła niezwykłą urodę, która sprawiała, że z chwilą, gdy ojciec, dumny ze swej urodnej i mądrej córki, wprowadził ją na salony arystokratów, dosłownie w nich królowała. Ambitny ojciec szukał dla córki prawdziwego księcia. W tym celu wyruszył z nią na tournee po Europie. W Petersburgu oświadczył się jej nawet brat cara, ale Alessandra oświadczyn nie przyjęła (pomimo nacisków ze strony ojca), gdyż wiązało się to z przejściem na prawosławie. Ojciec dziwił się jej decyzji, bowiem w tym czasie deklarowała się jako niewierząca, toteż prawdę mówiąc, sprawa wiary czy religii nie powinna stanowić tutaj przeszkody. Do utraty wiary doszło u niej nieco wcześniej, przy czytaniu bluźnierczej książki Ernesta Renana „Życie Jezusa”. Kiedyś po latach wspominając o tym, napisze: „Dzień, w którym mi dano do czytania tę nieszczęsną książkę, był moim najsmutniejszym dniem w życiu. Odczułam wówczas, że moje życie utraciło sens istnienia, i płakałam rozpaczliwie”.

 

„Ty będziesz miała wszystko”

W osiemnastym roku życia Alessandra poślubiła markiza Marcello Carlottiego, poniekąd by uciec z domu, który w istocie przestał być dla niej domem rodzinnym. Ojciec bowiem po uszy utopił się w polityce, obca kobieta zarządzała domem, a jej własna matka była „zesłana” na leczenie. Rezydencja jej męża znajdowała się w pobliżu Werony i tam Alessandra się przeniosła. Mąż był dobrym i troskliwym człowiekiem. Czuła się z nim bardzo szczęśliwa. Urodziło się im dwóch synów, lecz niestety po pięciu latach małżeństwa Alessandra owdowiała. Tuż przed śmiercią męża zbliżyła się do wiary katolickiej i do praktyk religijnych. Wiedząc, że mąż jest niewierzący, poprosiła ks. F. Serenelli, przyjaciela rodu Carlottich, by pomógł mu duchowo w ciężkiej chorobie i, na ile to możliwe, przygotował go na zbliżającą się śmierć. Marcello umierał na gruźlicę.

Po śmierci męża, dla ukojenia bólu, ojciec radził Alessandrze udać się w podróż po Europie. Podróżując po Francji pojechała ona także do Maroka, które było wówczas kolonią francuską. Tam doradzono jej spotkać się i porozmawiać z muzułmańskim mnichem pustelnikiem, który cieszył się opinią świętego. Przy spotkaniu pustelnik uważnie przypatrzył się jej i wyrzekł tajemnicze słowa: „Ty będziesz miała wszystko: chwałę, bogactwo, miłość. I znowu później będziesz miała wszystko: cierpienie, ubóstwo, zimno. Widzę na twoim obliczu trzy różne welony, a trzeci z nich jest najpiękniejszy”. Nie śmiała pytać o wyjaśnienie, ale odeszła stamtąd bardzo zamyślona… Był to rok 1901.

 

Szaleńczy krok prosto w bagno

Zawsze tego żałowała, ale stało się. Została dosłownie uwiedziona przez słynnego poetę Gabriela D’Annunzio (1863-1938), z którym będzie żyła przez cztery lata jako jego kochanka. Przeniesie się do jego rezydencji we Florencji i pomimo skandalu jaki dawała, nie pozwalała sobie nic powiedzieć. Dzieci pozostały w rezydencji rodu Carlottich i zajmowała się nimi niańka. Gdy po czterech latach zachorowała i musiała poddać się ciężkiej operacji, za jej plecami poeta poszukał sobie „nowej” kobiety, bo nią się już znudził. Było to do przewidzenia, bo zawsze tak robił. Ludzie jej o tym mówili, ale łudziła się, że teraz będzie inaczej. Wszystko poświęciła dla tego człowieka: dzieci, swoją godność, mnóstwo pieniędzy, własny szacunek. Teraz musi powrócić do swego domu, tak jak to czyniły poprzednio wszystkie jego kochanki. Był to powrót pełen wstydu, upokorzenia, poniżenia w oczach ludzi i w swoich własnych. Była to prawdziwa jej czarna godzina. Był rok 1906. Alessandra powraca do dzieci. Dzieci są przeszczęśliwe, bo mają znów przy sobie mamę i to tylko dla siebie. Doznane upokorzenia otwarły jej oczy. Coś się w niej obudziło. Teraz Alessandra odczuwa w sercu jedno jedyne przeogromne pragnienie: naprawić, wynagrodzić i odbudować miłość, którą w taki idiotyczny sposób wytarzała w bagnie.

 

Pielgrzymka do Lourdes

W trosce o religijne wychowanie synów, jak również o swój własny duchowy wzrost, Alessandra sprowadza do rezydencji księdza Gorela z Francji. Któregoś dnia wyzna mu: „Poznałam wszystkie przyjemności, jakie świat może dać człowiekowi, ale pozostawiły mi w sercu taką gorycz, że dałabym wszystko za to, by o tym zapomnieć. Dziś jedynym moim pragnieniem jest posiąść głęboką wiarę i tę prawdę, której od lat poszukuję. Jeśli zdołam posiąść taką wiarę w Boga, jestem gotowa iść za Nim w najdoskonalszej formie życia, przez resztę moich dni. Moja wdzięczność byłaby przeogromna i nie wahałabym się ani chwili, by wstąpić do klasztoru i zostać karmelitanką”. Ks. Gorel wypowiedział wówczas do niej znamienne słowa: „Do Credo dochodzi się tylko przez Confiteor! Sakrament pojednania jest źródłem życia, z którego należy czerpać, gdy się pragnie dotrzeć do Prawdy. Jeśli ma Pani ciężkie kamienie przywiązane do stóp, to jak zdoła biegnąć do Boga?”. Po czym kapłan zachęcił ją, by udała się w pielgrzymkę do Lourdes.

Zgodnie z zachętą ks. Gorela Alessandra pojechała tam i doświadczyła czegoś nadzwyczajnego. Wiara prostych rozmodlonych ludzi wydała się jej wprost namacalna. Oddychało się niemal obecnością Jezusa i delikatnością Maryi, która daje więcej niż o to prosimy. Była Alessandra także świadkiem cudu uzdrowienia kobiety niewidomej od urodzenia, która głośno prosiła o to Maryję. Wtedy i ona zaczęła prosić: „Maryjo, o Maryjo, uczyń także i dla mnie cud: pomóż mi wierzyć w Boga, a Twoje będzie moje życie, będę cała Twoja i to na zawsze!”. Zbliżyła się do konfesjonału. Z żalem i pokorą powierzyła Bożemu miłosierdziu całe swoje dotychczasowe życie. Wyrzuciła ze swego serca wszystkie swoje zbłądzenia. Popłynęły obfite łzy. Doświadczyła piękna Bożego przebaczenia! Stała się dosłownie nowym człowiekiem. Liczyła wówczas trzydzieści pięć lat.

 

Przepiękny trzeci welon

Alessandra powraca do domu, by stopniowo zabezpieczyć i wyposażyć swoje dzieci i 28 października 1911 roku wstępuje do Karmelu w Paray-le-Monial we Francji, otrzymując imię zakonne: Maria od Jezusa. W Karmelu w pełni sprawdzają się słowa muzułmańskiego pustelnika: Alessandra otrzymuje trzeci welon. (Pierwsze dwa to welon Pierwszej Komunii i welon ślubny). Doświadcza także wielkiego cierpienia. W 1916 roku umierają na gruźlicę obydwaj jej synowie. W następnym roku umiera jej jedyny brat (ojciec umarł jeszcze przed jej wstąpieniem do klasztoru). Nie mając już nikogo z bliskich na świecie, Alessandra napisze te oto słowa do ks. Gorela: „Dziwię się, że można cierpieć aż do takiego stopnia i nie umierać!!!”.

W klasztorze przeżyje w sumie dwadzieścia lat. Tak jak wszystkie karmelitanki, wiedzie tam żywot pełen prostoty, pokuty i umartwienia. Nierzadko dokucza im zimno. Posiłki mają bardzo skromne. Alessandra doświadcza skrajnego ubóstwa. Modli się ciągle o zbawienie grzeszników, tak jak im to nakazała wielka Reformatorka św. Teresa od Jezusa: „Karmelitanka, która się troszczy bardziej o swoje zbawienie niż o zbawienie innych, nie jest godną służebnicą! Wy, karmelitanki, przyszłyście tutaj dla zbawiania ludzkich dusz: im więcej pomożecie duszom na drodze do zbawienia, tym więcej możecie być pewne, że i wy go dostąpicie”. W duchu wdzięczności za ofiarowany jej przez Bożą Opatrzność klasztorny przedsionek nieba s. Maria od Jezusa, z dóbr rodowych ufundowała trzy klasztory dla sióstr karmelitanek, dwa we Francji i jeden we Włoszech. Umarła 2 stycznia 1931 roku w pięćdziesiątym szóstym roku życia.

 

***

 

Aniołowie święci, wypraszajcie wszystkim pokutującym grzesznikom łaskę prawdziwej skruchy i duchowej przemiany, by było im dane doświadczyć piękna Bożego miłosierdzia i trwać zawsze w nowości życia z Bogiem. Amen.

 

Ks. Henryk Skoczylas CSMA

 

 

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2016. Zapraszamy do lektury!