„My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą (…). Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje (…). Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście” (1 Kor 3, 9-10.16-17).

 

„Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje”, co buduje i gdzie. Czy buduje na skale, czy na piasku? Czy buduje okazałą świątynię, czy lichy domek z kart? Ani na chwilę nie zapominajmy, że ostatecznym celem życia ludzkiego jest wiekuiste zjednoczenie z Bogiem, a ono rozpoczyna się już na ziemi, by w niebie osiągnąć swoją pełnię.

 

W służbie Bogu i Ojczyźnie

Hanna Malewska (1911-1983) to jedna z największych polskich pisarek XX wieku. Przyjaciółka Malewskiej Jadwiga Żylińska (również znana pisarka), po lekturze Panów Leszczyńskich, powieści wydanej w 1961 roku, nie wahała się stwierdzić, że ich autorka zasługuje na literacką Nagrodę Nobla. Hanna była osobą bardzo dyskretną, nie narzucającą nachalnie swej obecności. „Odkrywało się ją” dopiero w czasie rozmów, podczas których była szalenie życzliwa. Każdy kto z nią rozmawiał, był pewien, że jest ona geniuszem.

Mało kto wiedział, że w czasie drugiej wojny światowej Hanna Malewska była żołnierzem Armii Krajowej w stopniu kapitana i dowodziła placówką szyfrów zagranicznych Komendy Głównej AK. Brała czynny udział w Powstaniu Warszawskim. „Nade wszystko myślę o Niej, jako o człowieku miłującym prawdę, bezkompromisowym w sprawach istotnych, jako o człowieku, który słowem i życiem dawał świadectwo swej wierze zarówno w działalności publicznej, jak i przepojonych miłością chrześcijańską stosunkach z ludźmi. Spełniane przez Nią, z wielką dyskrecją, czyny miłosierdzia w pełni znane są samemu Bogu – napisał po jej śmierci w 1983 roku Jan Paweł II – Mnie samemu dane było również spotkać się ze śp. Hanną Malewską i rozmawiać z Nią wielokrotnie. Dane mi było poznać ten znakomity i na wskroś oryginalny rozdział twórczości, jaki zapisała we współczesnej literaturze polskiej”.

Hanna Malewska urodziła się 21 czerwca 1911 roku w Jordanowicach koło Grodziska Mazowieckiego. Była córką lekarza, Bronisława Malewskiego i Jadwig, z domu Ciświckiej. Miała brata. Skończyła żeńskie Gimnazjum im. Unii lubelskiej w Lublinie, a następnie w 1933 roku historię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Później pracowała jako nauczycielka w Niepołomicach, Krakowie i Warszawie. Na rok przed wybuchem drugiej wojny światowej Hanna wyjechała do Francji na stypendium naukowe. Podczas wojny przebywała w Warszawie i prowadziła lekcje na tajnych kompletach. Po wojnie zamieszkała na stałe w Krakowie. Do końca życia nie wstąpiła w związek małżeński. Zmarła 27 marca 1983 roku i została pochowana na cmentarzu przy klasztorze benedyktynów w Tyńcu. Dlaczego akurat tam ją pochowano? – Nie jest to zwykły przypadek. Zaraz to zrozumiemy.

 

Twórcze spojrzenie w przeszłość

Malewska w swej twórczości zwróciła się ku dawnym dziejom. Zadebiutowała w 1937 roku dwutomową powieścią historyczną Żelazna korona o losach cesarza Karola V Habsburga. Zaczęła ją pisać w wieku dwudziestu czterech lat i już wtedy jej wiedza o świecie i człowieku była zdumiewająca – zauważała publicystka Anna Mateja – zwracając uwagę, że Malewska nie traktowała historii jako nauczycielki, tylko raczej wnikała pod powierzchnię wydarzeń, żeby zrozumieć człowieka danej epoki. W sierpniu 1939 ukończyła kolejną powieść Kamienie wołać będą, której akcja osnuta jest wokół budowy katedry w Beauvais w XIII wieku. Jej druk uniemożliwił wybuch drugiej wojny światowej; zostaje ona wydana dopiero w 1946 roku. W latach 1943-1944 Hanna napisała powieść Żniwo na sierpie poświeconą C. K. Norwidowi (1947). Kolejne powieści pisane już po wojnie to Przemija postać świata (1954), Opowieść o siedmiu mędrcach (1959), Panowie Leszczyńscy (1961), Apokryf rodzinny (1965) oraz zbiór opowiadań Sir Tomasz More odmawia (1956).

Na szczególną uwagę zasługuje powieść Przemija postać świata. Jest ona znakomita, piękna i mądra. Po jej przeczytaniu odniosłem wrażenie jakbym za jednym razem przeczytał dziesięć dobrych powieści historycznych. Jej akcja toczy się w VI wieku po Chrystusie w chylącym się ku upadkowi Cesarstwie Rzymskim. Malewska stwierdza tutaj, w sposób bardzo wymowny, że uparte budowanie „nowego” na gruzach „starego świata” ma sens. Wprawdzie Cesarstwo Rzymskie legło w gruzach w czasie najazdu barbarzyńców, ale na szczęście znalazł się ktoś, kto dołożył wszelkich starań, by zachować dorobek przeszłości, by go wydobyć spod zgliszczy i przekazać następnym pokoleniom. Uczynił to św. Benedykt z Nursji (480-547), „budowniczy chrześcijańskiego Zachodu”. Klasztory benedyktyńskie i ich szkoły stały się centrami kultury i kształcenia w Europie.

Przemija postać świata zawiera akcenty optymistyczne. Poucza, że w czasach wstrząsów, pomimo przejściowego barbarzyństwa, nie należy tracić nadziei na przetrwanie chrześcijańskiego dziedzictwa i kultury. Wprost wzruszające jest zakończenie tej powieści. Liczący dziewięćdziesiąt trzy lata Kasjodor (485-583), wygrzebuje z pogorzeliska skrawek pergaminu, rozwija go, oczyszcza z sadzy i zauważa czytelne stare greckie pismo. Znajduje się tam zdanie, bez początku i bez końca. Odczytuje je: „… jakże piękny jest człowiek, gdy jest człowiekiem…”. „Kasjodor zamknął oczy. Po chwili spod jego sinych powiek wytoczyły się dwie łzy. W trzy dni później wszedł do scriptorium z plikiem zrzynków papirusowych, zszytym nicią brulionem, z którego sypał się jeszcze piasek. Była to „Ortografia”. Rankiem poprawiał ostanie słowa. Skończył. Do pół tuzina swoich skrybów, którzy pisali średnio prędko, rzekł: – Dziś weźcie nowe zwoje, bracia. Zaczynamy od początku”.

 

Zbawienny nowy początek

O jakim początku jest tu mowa? Otóż w 538 roku Kasjodor zakłada według reguły św. Benedykta z Nursji klasztor w Vivarium, gdzie mnisi przepisują liczne starożytne rękopisy. W swoim pisarstwie Kasjodor, rzymski polityk, historyk i filozof, dbał przede wszystkim o przekazanie dziedzictwa wiedzy starożytnej. Dzięki niemu m.in. myśl średniowieczna przyswoiła sobie pojęcie siedmiu sztuk wyzwolonych. Na tej podstawie utworzył się w średniowieczu system szkolnictwa, który po wielu zmianach jest stosowany do dziś, jako system szkoły klasycznej.

Malewska przypomina pewną, jakże często przemilczaną prawdę, że Europa posiada korzenie chrześcijańskie, że fundamenty pod naszą cywilizację zakładali mnisi benedyktyńscy, a później razem z nimi rozwijali ją cystersi, dominikanie, franciszkanie, jezuici, pijarzy. To oni wnosili kaganiec oświaty na dwory królewskie, książęce i szlacheckie. To oni zakładali szkoły, kolegia i uniwersytety. To oni budowali szpitale i leczyli ludzi.

W jednym z felietonów Hanna Malewska mówi nam o znakomitym historyku filozofii, profesorze Collėge de France E. Gilsonie, który nazywał chrześcijaństwo – „wysłuchanym wołaniem natury greckiej”. Nawiązując do tej wypowiedzi Gilsona, Malewska stwierdza, że „chrześcijaństwo uzupełniło humanizm starożytny, tak jak odpowiedź uzupełnia pytanie. Jednym słowem, chrześcijaństwo odpowiedziało na wołanie natury ludzkiej, dając jej mocne oparcie dla etyki, które tylko nieliczni kiedyś mogli czerpać z filozofii. Chrześcijaństwo dało jasne i rozlegle pojęcia o celach człowieka. Powiedziało człowiekowi o braterstwie ludów. Ukazało Boga, jako Ojca wszystkich ludzi. Co więcej, dało najmarniejszemu, najbardziej skalanemu człowiekowi, środki do osiągnięcia tych wyżyn, na które wzywały go najwspanialsze duchy starożytności. A nade wszystko, chrześcijaństwo opromieniło blaskiem nadziei – życie i śmierć człowieka”.

Ponadto, Hanna Malewska twierdzi, że „najważniejsze to kiełznać bestię w człowieku. I na tym froncie nie ma z góry wyznaczonych dowódców i szeregowców. Każdy ma własny odcinek, własną kampanię do rozegrania (…). Musi wychować w sobie – potem wychowywać w innych, człowieka o jasnym sądzie, sądzie, który jest nie czym innym jak sumieniem: człowieka, któremu żadna książka, żadna obietnica, krzywda, strach, ból, rewelacja nie wpoi przekonania, że czarne jest białe. Człowieka z obliczem, z kręgosłupem, z wiadomym systemem postępowania, z charakterem. Człowieka zrównoważonego, wszechstronnego, wyrozumiałego, który rozumie drugich… Człowieka wreszcie, który wie, że tego wszystkiego nie osiągnie własnymi siłami”, toteż ciągle musi się uciekać do Boga i w Nim szukać oparcia.

 

W duchu ora et labora

Pisanie powieści historycznych to tylko część twórczości literackiej Malewskiej. Bardzo rozległa jest także jej publicystyka. Utrzymywała ona, że „pisać należy o wszystkim, co w danej chwili wydaje się ważne. Takie jest zadanie publicystyki”. Od 1945 roku Malewska publikuje w „Tygodniku Powszechnym” i w „Tygodniku Warszawskim”. Od 1946 roku redaguje razem ze Stanisławem Stommą miesięcznik „Znak” aż do jego zawieszenia w roku 1953. Po wznowieniu działalności miesięcznika „Znak” w 1957 roku, powraca do redakcji. Równocześnie publikuje w „Tygodniku Powszechnym”. W 1960 roku zostaje redaktorem naczelnym „Znaku” i pełni tę funkcję aż do 1973 roku, kiedy to przechodzi na emeryturę.

Po przejściu na emeryturę wycofuje się z działalności publicznej i publicystycznej. Dzięki staraniom wydawnictwa Znak, w 1981 roku ukazał się zbiór jej felietonów i artykułów pt. O odpowiedzialności. Wybór publicystyki (1945-1976). Wydanie drugie, zmienione i poszerzone pt. O odpowiedzialności i inne szkice. Wybór publicystyki (1945-1976) ukaże się w roku 1987. We wstępie do niego Andrzej Sulikowski zamieścił takie oto świadectwo o Hannie Malewskiej: „Cokolwiek Malewska pisała o modlitwie – własnym piórem lub jako tłumaczka – daje pojęcie o jej wielkim, niewyczerpanym świecie życia wewnętrznego, otwierającym się przed każdym człowiekiem. Modlitwa była dla pisarki fundamentem pracowitości i wszystkich dokonań, w myśl benedyktyńskiej reguły ora et labora! Od chwili emerytury (w 1973) coraz bardziej żyła ku Milczeniu”. Jednym słowem, Hanna Malewska to osobowość wybitna o głębokiej duchowości.

Jej twórczość literacka mówi bardzo jasno, że jeśli Europa będzie żyła bez Boga i bez Jego przykazań, stanie się niebezpieczną dżunglą, pełną dzikich zwierząt, napadających na siebie. Czego była zresztą naocznym świadkiem podczas drugiej wojny światowej.

 

***

 

Aniołowie święci, każdy dzień naszego życia jest bezcennym Bożym darem, który ma służyć budowaniu w nas Bożej świątyni. Pomagajcie nam spełniać tę powinność z należną gorliwością i mądrością. Amen.

 

  1. Henryk Skoczylas CSMA

 

 

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2017. Zapraszamy do lektury!