Aniołowie w życiu św. Charbela

Józef (Youssef) Antoun (Antoni) Maklouf, przyszły święty ojciec Charbel, przychodzi na świat 8 maja 1828 roku w libańskiej wiosce Beqaakafra, położonej 1600 metrów nad poziomem morza.

Jego rodzice byli biednymi i skromnymi ludźmi – Katolikami wyznania maronickiego (maronici od wielu wieków są wierni naszemu Kościołowi Rzymskiemu, za co często byli prześladowani). Gdy Józef miał 4 lata umarł jego ojciec.

Już będąc dzieckiem Józef Antoni dał się poznać jako osoba bardzo pobożna i rozmodlona. Gdy miał 14 lat powierzono mu zadanie opieki nad owcami. Często, idąc z nimi na pastwisko, wstępował do górskiej groty otoczonej pachnącymi cedrami. Pewnego dnia umieścił w niej obraz Najświętszej Maryi Panny, aby tam żarliwie modlić się, odmawiać różaniec i medytować . Jego koledzy nazwali wtedy to miejsce „grotą świętego”

Wielki czciciel Maryi

Już jako dziecko Józef Antoni miał szczególne nabożeństwo do Matki Bożej i uczestniczył z wielką radością w obchodzeniu świąt maryjnych, zwłaszcza w święcie Wniebowzięcia NMP. Maryję określał jako „Naszą Panią Światła”, ”Naszą Panią Libanu”.

Maryja miała oczywiście szczególne miejsce w sercu zakonnika Charbela, tak jak i w sercu całego Kościoła Maronickiego, który uważa ją za szczególną postać w teologii zbawienia, ponieważ Chrystus stał się człowiekiem, aby obdarzyć nas Swoim Miłosierdziem, a aby Chrystus stał się człowiekiem, Maryja została wybrana jako Jego Matka. Maryja jest nazywana błogosławioną między niewiastami, bo z wiarą powiedziała „tak” i porodziła Jezusa-Zbawiciela świata. Maryja według św. Charbela jest doskonale obdarowana przez Boga i osiągnęła już doskonałość duszy i ciała, a jej Wniebowzięcie zapewnia nas o Zmartwychwstaniu również naszym.

 W Anaforze – centralnej części Eucharystii w Kościele Maronickim, kapłan modli się słowami „Maryjo, Ty jesteś czysta i napełniasz świat wonią Chrystusa. Jesteś chmurką, która rozrzuca rosę na Wszechświat”. Natomiast podczas odprawiania środowej Liturgii jedna z maronickich modlitw brzmi: „Maryjo, promienna lilio i pachnąca różo, aromat Twojej świętości wypełnia cały Wszechświat. Módl się za nami, abyśmy mogli być słodkim pachnidłem Chrystusowym na całym świecie”. Natomiast wierni Libańczycy odmawiający Litanię Loretańską po wezwaniu „Różo duchowna” dodają „Cedrze Libanu”.


Nagłe zniknięcie

W wieku 23 lat Józef Antoni potajemnie opuszcza rodzinny dom i wstępuje do maronickiego klasztoru w Maifuq. Gdy mama zorientowała się, że Józef Antoni „uciekł” z domu udała się do konwentu i spotkawszy tam syna zawołała: „Synu, proszę wracaj do domu”, a on jej odpowiedział: „Dlaczego mnie szukacie? Nie wiedzieliście, że powinienem być w domu mojego Ojca?”. Matka odpowiedziała synowi: „Jeżeli zdecydowałeś by być w zakonie, zrób wszystko, by zostać świętym. Jeżeli ma być inaczej, wracaj szybko do domu”. „Uczynię tak, jak powiadasz” – odrzekł młodzieniec.

 Po roku Józef Antoni został przeniesiony do klasztoru w Annaya, by tam zacząć drugi rok nowicjatu. Tam otrzymał zakonne imię Charbel (Szarbel). Następnie rozpoczął studia teologiczne w klasztorze św. Cypriana w Kfifan i po otrzymaniu święceń kapłańskich w siedzibie patriarchatu maronitów powrócił w 1859 roku do klasztoru św. Marona w Annaya, gdzie przebywał do roku 1875.

Tajemniczy pustelnik

W roku 1875 Charbel przenosi się za zgodą przełożonego do znajdującej się na wysokości prawie 1400 metrów n.p.m. przyklasztornej pustelni pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła. Żyje w celi o powierzchni 6 metrów kwadratowych, gdzie prowadzi niezwykle ascetyczny tryb życia: używa przez cały rok habitu o tej samej gęstości splotu – niezależnie od tego czy jest upalne lato czy bardzo sroga zima, nie będąca niczym dziwnym na tej wysokości n.p.m. w Libanie. Twarz ukrywa pod kapturem, a pod habitem nosi włosienicę, śpi tylko w nocy – 3 godziny na koziej skórze z twardym kawałkiem drewna pod poduszką, spożywa tylko jeden skromny posiłek. Nie je mięsa ani owoców choć ma ich pod dostatkiem, – pracuje w końcu w winnicy, jednak większość czasu spędza na modlitwie z różańcem w ręku.

Już za życia zakonnika miały miejsce liczne „dziwne” wydarzenia z nim związane. Pewnego dnia w winnicy pojawiła się agresywna żmija próbująca zaatakować współbraci Charbela. Niczym św. Franciszek z Asyżu mnich zwraca się do węża: „Żmijo proszę opuść natychmiast winnicę”. Posłuszny gad natychmiast spełnił prośbę Charbela.  Święconą wodę wykorzystuje Charbel z wielką skutecznością do walki z szarańczą i chorobami. Efekty są najczęściej natychmiastowe. Uprasza cud zdrowia wielu ludziom.

 Kiedyś jeden ze świeckich pracowników zakonu zamiast oliwy do lampy daje mu dla żartu zwykłą wodę i obserwuje z daleka co się stanie. Charbel nalewa wodę do lampy i zapala ją. Przerażony żartowniś biegnie do przełożonego i opowiada mu co się stało jednocześnie przepraszając. To wszystko uważają jego współbracia za znaki z nieba.

Ostatnie dni

W swojej pustelni spędza eremita ostatnie 23 lata swego życia. 16 grudnia 1898 roku o. Charbel sprawuje jak każdego dnia Mszę Świętą i podczas modlitwy mówi: „Ojcze prawdy. Oto Twój Syn – ofiara, aby Cię uwielbić. Przyjmij tę ofiarę” po czym zostaje dotknięty udarem mózgu z paraliżem. Umiera po ośmiu dniach od tego wydarzenia – w Wigilię Bożego Narodzenia.

Wtedy współbracia z klasztoru udają się do pustelni, aby pomodlić się i ucałować jego ręce. Wielu z nich spędza całą mroźną noc na modlitwie, klęcząc obok jego ciała. Czuwający trzęsą się z zimna. Nagle jeden z nich powiedział: „Jeśli tak bardzo cierpimy tutaj w tę jedną noc, jak ojciec Charbel był w stanie żyć tutaj przez 23 lata?”. Przez tyle lat cierpliwie znosił zimno i upał, zmęczenie, głód i ubóstwo.

Niezabalsamowane ciało o. Charbela zgodnie z tradycją zakonu św. Marona ubrane zostało w habit i pogrzebane w grobie ziemnym bez trumny. Po pogrzebie miało miejsce niezwykłe zjawisko. O zmierzchu nad grobem Charbela pojawiła się zagadkowa jasna łuna – jaśniejsza od światła dziennego, utrzymująca się przez 45 nocy!!! To spowodowało, że do grobu Charbela zaczęły przychodzić co noc rzesze wiernych i ciekawskich – również muzułmanów. Mówiono: „Charbel to święty”.

 Na prośbę ludu przełożony klasztoru postanowił przenieść ciało Charbela z grobu do klasztoru i tak oto po kilku miesiącach od śmierci dokonano ekshumacji. Podczas niej okazało się, że ciało eremity Charbela… jest elastyczne, ma temperaturę żyjącego człowieka i jest w idealnym stanie, mimo że od jego pogrzebu przeszło nad mogiłą kilka ulewnych deszczy.

Ciało zostało umyte i odziane w nowy strój zakonny, a następnie złożone w trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Wkrótce na dnie trumny zauważono ładnie pachnącą ciecz, określaną jako pot i krew, którą nasączano kawałki materiału i jako „relikwię” rozdawano wiernym. Niezwykłego płynu było tak dużo, że pewnego dnia postanowiono usunąć wnętrzności i gruntownie osuszyć ciało zmarłego. Pomimo tych zabiegów w dalszym ciągu z ciała sączyła się ciecz. Na wieść o tym do klasztoru w Annaya zaczęły przybywać wielkie tłumy pielgrzymów z Libanu i innych krajów Bliskiego Wschodu. Miejscowi, z których wielu otrzymywało Komunię z rąk niezwykłego mnicha, przypominali pielgrzymom o jego świętości, nieustannej modlitwie i ciężkiej pracy, o jego łagodności i skromności. Miały też miejsce liczne uzdrowienia związane z wykorzystaniem niezwykłej cieczy sączącej się z ciała zmarłego.

Droga ku świętości

Już w 1925 roku Kościół Maronicki, pozostający w komunii z Kościołem Rzymskokatolickim, rozpoczął żarliwe starania u papieża Piusa XI o uznanie Charbela błogosławionym kościoła katolickiego. W 1927 roku, czyli po 29 latach od śmierci, ciało zakonnika zostało drobiazgowo zbadane przez specjalną komisję kościelną. Ku jej zdumieniu było ono nadal ciepłe, elastyczne i w doskonałym stanie. Postanowiono złożyć je do metalowej trumny i zamurować w grobowcu w kaplicy.  23 lata później odkryto, że z kamiennego grobowca znowu zaczęła wypływać oleista substancja. W związku z tym zjawiskiem komisja kościelna otworzyła trumnę i stwierdziła, że zwłoki ojca Charbela nadal są w doskonałym stanie.

 5 grudnia 1965 roku, na zakończenie Soboru Watykańskiego II, papież Paweł VI beatyfikował ojca Charbela po zatwierdzeniu dwóch cudownych uzdrowień za jego wstawiennictwem. Kanonizacja nastąpiła 9 października 1977, po zatwierdzeniu cudu uzdrowienia Mariam Awad z nowotworu żołądka z przerzutami do innych ważnych organów.  

Jeden z największych cudów nastąpił już po kanonizacji św. o. Charbela. Było to uzdrowienie Nohat al Hami. Doznała ona wylewu krwi do mózgu i w jego następstwie hemiplegii – porażenia lewej strony ciała. Na dodatek należało przeprowadzić bardzo pilnie operację w obrębie szyi. Zważywszy na poważny stan chorej, żaden z lekarzy w Libanie nie chciał się podjąć zabiegu chirurgicznego, a transport do innego kraju był bardzo ryzykowny. Syn kobiety udał się więc do klasztoru w Annaya, by prosić św. Charbela o zdrowie dla sparaliżowanej matki. Nohat pomodliła się do Matki Bożej i św. Charbela po czym zasnęła.  We śnie zobaczyła dwóch mnichów – ojca Charbela i prawdopodobnie ojca Marona – pierwszego patriarchę Maronitów. Charbel przedstawił się chorej i powiedział, że przyszedł ją zoperować. Natomiast drugi mnich po zabiegu operacyjnym pomógł jej usiąść na łóżku i powiedział: „Zoperowaliśmy cię, teraz możesz się podnieść, chodzić i pić”.

Nohat obudziła się, wstała samodzielnie z łóżka i podeszła do lustra. Wtedy zobaczyła po dwóch stronach szyi cięcia chirurgiczne, z których wychodziła dziwna nić chirurgiczna. Szyja i ubrania Nohat były pobrudzone krwią. Potem, podczas badań laboratoryjnych okazało się, że krew na ciele i ubraniu Nohat nie miała żadnej grupy! Św. Charbel przyszedł do Nohat we śnie po raz drugi. Poprosił wtedy Libankę, aby 22. każdego miesiąca, na pamiątkę uzdrowienia, udawała się z pielgrzymką do pustelni i w eremie uczestniczyła we Mszy Świętej. Tam bowiem – jak powiedział – „jest zawsze obecny”, dodając, że pozostawił te chirurgiczne cięcia na jej szyi z woli Pana Boga, aby wszyscy, którzy będą je widzieć, a zwłaszcza ci, którzy są daleko od Niego i Kościoła, mogli powrócić na drogę wiary.

Powroty do wiary

Świadectwo Nohat i świadectwa tysięcy cudownie uzdrowionych za wstawiennictwem o. Charbela sprawiają, że wielu ludzi powraca do Boga i wierzy w potężną moc wstawiennictwa tego świętego, która przekroczyła już dawno granice Libanu.

 Rocznie do grobu św. Charbela w Annaya w Libanie przybywa ok. 4 miliony pielgrzymów pochodzących z różnych klas społecznych i grup wiekowych, a nawet wyznających inne religie. Do klasztoru w Annaya przychodzi rocznie tysiące listów z najdalszych zakątków świata. Do końca 2014 roku mnisi odnotowali nadejście ponad 850 listów z Polski. W klasztorze zarejestrowano już ponad 24 000 (!) cudownych zdarzeń, które dokonały się za jego wstawiennictwem. Wśród uleczonych znajdują się również prawosławni z Rosji i Ukrainy, niewierzący, a nawet… muzułmanie.  Znaczna część z tych uzdrowień jest uzdrowieniami ciała, ale ogromną liczbę stanowią uzdrowienia ducha. Wielu skruszonych wraca do Boga przez wstawiennictwo św. Charbela.

Grzegorz Rajchel

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg” (4/2015)