W 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości proponujemy dziś towarzystwo świętych i błogosławionych Polaków, którzy wnieśli swój wkład w budowanie ojczyzny i Kościoła powszechnego.

Bł. Maria Teresa Ledóchowska (1863-1922), starsza siostra św. Urszuli, urodzona w Austrii, w hrabiowskiej rodzinie polskich emigrantów. Rodzice dbali o wychowanie dzieci w wierze katolickiej i w duchu patriotycznym.

Jak to się stało, że dama na książęcym dworze w Salzburgu została „matką Afryki”?

Jednak nie w Ojczyźnie

Maria Teresa uwielbiała pisać. Jako dziecko tworzyła wiersze i wierszyki, a w wieku 16 lat napisała pierwszą książkę z podróży do ojczyzny. Gdy rodzina postanowiła wrócić do kraju, 20-letnia wówczas Maria Teresa była wniebowzięta. Pragnęła pomagać rodzicom w majątku w Lipnicy Murowanej k. Bochni.

Ale Pan Bóg miał dla niej inne zadanie. Ospa na wiele tygodni przykuła dziewczynę i jej ojca do łóżka. W tamtym czasie była to choroba śmiertelna. I rzeczywiście, pan Ledóchowski zmarł. Córka przeżyła, osłabiona tak, że nie była w stanie pomóc matce w gospodarstwie. Choć zawsze głęboko religijna, Maria Teresa w chorobie jeszcze bardziej zwróciła się do Boga.

Staraniem rodziny zdobyła posadę damy dworu w Salzburgu, gdzie, oprócz codziennych obowiązków, zajmowała się pisaniem.

Punkt zwrotny

Pewnego dnia na dworze pojawiły się zakonnice z prośbą o datki na misje. Maria Teresa po raz pierwszy zetknęła się z ideą misyjną Kościoła. W tym czasie kard. Karol Marcial Lavigerie mocno angażował się w pomoc Afryce. W broszurce jego autorstwa Maria Teresa przeczytała: „Komu Bóg dal talent pisarski, niechaj go użyje na korzyść tej sprawy, ponad którą nie ma świętszej”. Zdanie to okazało się punktem zwrotnym w jej życiu: Ledóchowska skończyła z pisaniem dramatów dworskich, by całkowicie poświęcić się misji afrykańskiej.

Pierwszy krok w wypełnianiu woli Bożej związany był z pisaniem: dramat “Zaida Murzynka” wystawiono w teatrze w Salzburgu oraz innych miastach austriackich. Kolejny krok to praca w komitetach antyniewolniczych. Tu napotkała na pierwsze trudności: Ledóchowską wyrzucono, ponieważ naciskała na katolicki wymiar misji afrykańskiej. Inni chcieli nadać jej charakter międzywyznaniowy.

Kobieta z drukarnią

W 1890 r. Maria Teresa postanowiła całkowicie oddać się pracy na rzecz Afryki. Zerwała stosunki towarzyskie, zamieszkała w pokoiku przy domu starców prowadzonym przez siostry szarytki. Jeszcze tego samego roku zaczęła pisać artykuły i wydawać „Echo z Afryki”. To katolickie pisemko o życiu misjonarzy wzbudziło ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Po zaledwie trzech latach dzieło rozrosło się na tyle, że jedne ręce Marii Teresy okazały się niewystarczające. Ledóchowska zdecydowała się założyć Sodalicję św. Piotra Klawera, stowarzyszenie gromadzące kobiety chętne do pracy przy wspieraniu misji. Początkowo entuzjastki zaczynały w dwóch salkach przy kościele św. Trójcy w Salzburgu.

Od 1894 r. panie miały już własną drukarnię.

Wspólnota i misje

W 1897 r. papież Leon XIII zatwierdził Sodalicję jako zgromadzenie zakonne. Siostry Misjonarki św. Piotra Klawera wykorzystywały środki masowego przekazu, by rozwijać świadomość Europejczyków na temat potrzeby ewangelizowania i pomocy mieszkańcom Afryki i innych kontynentów poprzez misje katolickie. Drukowały broszury misyjne, kalendarze, odezwy oraz katechizmy i książeczki religijne w językach tubylczych. Od 1911 „Echo z Afryki” i „Murzynek” ukazywały się w dwunastu językach. W latach dwudziestych XX w. „Echo z Afryki” miało nakład 100 000 egzemplarzy. Maria Teresa przeniosła główną siedzibę zgromadzenia do Rzymu. Tam też powstał międzynarodowy nowicjat. Filie Sodalicji rozsiane były po niemal wszystkich krajach Europy, a matka generalna często jeździła z wykładami o misjach w Afryce. Zdobywała dla misjonarzy konieczne środki: uwagę opinii publicznej, pieniądze, książki, a nade wszystko modlitwę i nowe powołania.

Maria Teresa Ledóchowska, Matka Afryki, zmarła w 1922 r. Papież Paweł VI beatyfikował ją w niedzielę misyjną w 1975 r. Wspomnienie tej błogosławionej obchodzimy 6 lipca.

Obecnie 246 sióstr klawerianek posługuje w 23 krajach, a ponad 70 dojrzewa duchowo w formacji. Ich głównym charyzmatem jest animacja misyjna. Co Bóg zapoczątkował przez „tak” Marii Teresy, On sam nadal prowadzi.

Co dla nas?

Co możemy wynieść z tej historii? Możemy zobaczyć niesamowite prowadzenie Boże. Zdarzenia, które po ludzku wydawały się trudne, wręcz tragiczne – emigracja, ciężka choroba, śmierć ojca, odłączenie od rodziny, wyrzucenie z komitetów antyniewolniczych, skromne życie i jeszcze skromniejszy pokoik przy domu starców – dla Marii Teresy okazały się trampoliną w rozpoznaniu powołania.

Dzięki emigracji Ledochowska biegle mówiła, czytała i pisała po niemiecku, co pomogło jej w późniejszej pracy. Dzięki chorobie zbliżyła się do Boga i zrozumiała, że nie nadaje się do pomocy w gospodarstwie. Dzięki pracy na dworze miała styczność nie tylko z misjonarkami, ale i z wielkimi tego świata, których uwagę i finanse skierowała potem na potrzeby misji. Dzięki dyskryminacji w komitetach okazała wierność Bogu i zasiała ziarno nowego zgromadzenia zakonnego.

Przykład założycielki klawerianek pokazuje, że autorem wszystkiego, co nas spotyka, jest Bóg. Łatwo dziękować za miłe sytuacje i kochających ludzi. Może nauczymy się wyrażać wdzięczność w trudach i spróbujemy dostrzec w nich palec Boży?

Agata Pawłowska

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2018. Zapraszamy do lektury!