„Bóg z miłości ku ludziom postradał rozum i dlatego poganie wzbraniali się przed przyjęciem wiary w Ukrzyżowanego Boga-Człowieka. My zaś to, co poganie uważali za głupstwo, przyjmujemy i wyznajemy w najgłębszym przekonaniu jako pewność. Mądrość przedwieczna, Syn jednorodzony Boga, wbrew naturalnemu rozumowi wyniszczył się dla ludzi, powodowany nadmiarem miłości ku nim tak dalece, że Jego męka i śmierć wydają się być największą niedorzecznością” – tak pisał ks. Bronisław Markiewicz, rozważając zbawienie za cenę Krwi Chrystusa. Błogosławiony nawiązywał wprost do słów św. Pawła, który głosił jedynie Chrystusa i to ukrzyżowanego.

Przeżywając co roku święta zmartwychwstania Pańskiego próbujemy uzmysłowić sobie, co Bóg zrobił dla człowieka. Być może, bardziej niż w innych momentach (np. przez udział w drodze krzyżowej czy gorzkich żalach), pochylamy się nad tą tajemnicą, ale nasze intelektualne wysiłki mogą rodzić bezradność. Gdybyśmy usiłowali przybliżyć sobie tę tajemnicę od strony, można powiedzieć, naturalnej, to moglibyśmy powiedzieć, że żyjemy dlatego, że Człowiek żyjący dwa tysiące lat temu umarł za to, co robimy złego wobec innych ludzi, siebie i Boga; umarł bez naszej wdzięczności, bez pewności tego, że skorzystamy z jego ofiary i poświęcenia; umarł za nas w pełni swoich sił i sławy. Żyjemy dlatego, że ktoś za nas umarł. Takie myślenie nie pokaże nam jednak pełni łaski i zbawienia.

Spójrz na węża

Tajemnicę tę przybliża nam Boże Słowo. W Ewangelii św. Jana czytamy: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). W tych słowach ewangelista Jan streszcza sens zbawienia, które stało się naszym udziałem przez Jezusa. Można by odnieść wrażenie, że są one podsumowaniem dialogu Jezusa z Nikodemem, w którym Jezus nawiązał do wydarzenia opisanego w 21 rozdziale Księgi Liczb. Po wyjściu z Egiptu Izraelici wielokrotnie szemrali przeciw Bogu i Mojżeszowi. Gdy po raz kolejny zaczęli narzekać, że nie mają chleba ani wody i że uprzykrzyła się im manna, Pan zesłał na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli wtedy do Mojżesza, żałując swojego grzechu oraz błagając, aby Mojżesz wstawił się za nimi u Boga. Jako sposób na ocalenie Bóg nakazał Mojżeszowi sporządzić węża i umieścić go na wysokim palu. Każdy, kto spojrzał na węża, zostawał przy życiu.

Jezus tłumaczy Nikodemowi, że właśnie w podobny sposób Bóg wywyższy swojego jedynego Syna dla ocalenia tych, którzy będą w sobie mieli wiarę w Ukrzyżowanego. Dla Nikodema, znającego Pisma, którego Jezus nazywa nauczycielem Izraela, obraz ten był nad wyraz jasny i zrozumiały. Wiedział on, że spośród będących powyżej dwudziestego roku życia, którzy wyszli z Egiptu, do ziemi obiecanej weszło tylko dwóch – Jozue i Kaleb. Stało się tak dlatego, że tylko oni do końca wierzyli w obietnicę, że Bóg da im ziemię Kanaan i okazali Panu całkowite posłuszeństwo (por. Lb 14).

Kwintesencja Ewangelii

„Aby, każdy, kto wierzy”… Czasownik „wierzyć” oznacza tu zaufanie Bogu i posłuszeństwo Jego Słowu. Jest to ciągłe opieranie wszystkich dziedzin życia na Bogu. Nie wystarczy być ochrzczonym, wiedzieć, kim jest Jezus i czego dokonał oraz znać inne prawdy wiary, ale potrzeba opierać swoje życie na Słowie Boga – ufać Mu i być mu rzeczywiście posłusznym. Taką żywą i praktyczną wiarę widzimy u bezpośrednich świadków śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Została ona opisana w Dziejach Apostolskich i Listach. Wymagania stawiane wierzącym zapisane w Ewangelii były czymś normalnym w pierwotnym Kościele.

Świadectwo wiary pierwszych pokoleń chrześcijan zostało również zawarte w dokumencie z pierwszej połowy II wieku zwanym Didache, czyli w Nauce Pana, którą dwunastu Apostołów przekazało narodom. Jest ona kwintesencją Ewangelii, nie doktryną, lecz praktycznym nauczaniem przekazywanym zwykłym wierzącym. Didache mówi m.in. o dwóch drogach, które stoją przed każdym wierzącym: o drodze życia i drodze śmierci. „Oto droga życia: Przede wszystkim będziesz miłował Boga, który cię stworzył, następnie zaś bliźniego twego jak siebie samego, a czego nie chcesz, by ktoś ci robił, tego wszystkiego i ty także nie rób drugiemu. A oto czego uczą nas te słowa: Błogosławcie tych, którzy was przeklinają i módlcie się za waszych nieprzyjaciół, pośćcie za wszystkich prześladowców. Jakaż to zasługa, jeśli miłujecie tych, którzy was miłują? Czyż i poganie tego nie czynią? Wy natomiast miłujcie tych, którzy was nienawidzą, a nie będziecie mieć nieprzyjaciół. Powstrzymuj się od umysłowych i cielesnych pożądań”. […] Druga droga – śmierci, przed pójściem którą przestrzega autor Didache, to niesłuchanie powyższych wskazań.

Droga dla nielicznych?

„Aby nie zginął”… Aby nie zginąć, trzeba ominąć drogę śmierci. Oznacza to, że wiara musi wyrażać się w praktyce przez zachowywanie nauki przekazanej przez Apostołów: „A oto dalsze zalecenia nauki Didache: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie uwodź młodych chłopców, nie uprawiaj rozpusty, nie kradnij, nie zajmuj się magią ani czarami, nie zabijaj dzieci przez poronienie ani nie przyprawiaj ich o śmierć już po urodzeniu, nie pożądaj własności twego bliźniego. Nie przysięgaj fałszywie, nie składaj fałszywego świadectwa, nie złorzecz, nie pamiętaj uraz. Nie bądź nieszczery w myślach ani w słowie, gdyż nieszczerość jest pułapką śmierci. Niech twe słowa nie będą ani kłamliwe, ani próżne, lecz odpowiadające czynom. Nie bądź chciwy ani zachłanny, ani obłudny, ani niegodziwy, ani zarozumiały. Nie snuj złych zamysłów przeciw bliźniemu twemu. Nie miej w nienawiści żadnego człowieka, lecz jednych napominaj, módl się za nich, a innych jeszcze kochaj ponad własne życie. Dziecko moje, stroń od wszystkiego, co złe i wszystkiego, co do zła jest podobne. Nie unoś się gniewem, bo gniew prowadzi do mordu. Nie bądź zazdrosny, ani kłótliwy, ani popędliwy, gdyż z tego wszystkiego dochodzi do zabójstw. Dziecko moje, nie poddawaj się namiętnościom, namiętność bowiem wiedzie do rozpusty. Unikaj słów nieprzyzwoitych i spojrzeń bezwstydnych, bo z tego wszystkiego rodzi się cudzołóstwo. Dziecko moje, nie zajmuj się wróżbami, ponieważ to skłania do bałwochwalstwa, ani zaklęciami, ani astrologią, ani oczyszczeniami, nie patrz na to ani nie słuchaj takich rzeczy, wszystko to bowiem daje początek bałwochwalstwu. Dziecko moje, nie bądź kłamcą, bo kłamstwo wiedzie do kradzieży, nie bądź też chciwy ani goniący za próżną sławą, gdyż wszystko to staje się przyczyną nieuczciwości. Dziecko moje, nie krytykuj, to bowiem prowadzi do obmowy, nie bądź zbyt pewny siebie ani nieżyczliwy, ponieważ z tego wszystkiego rodzi się oszczerstwo. Ty natomiast bądź cichy, gdyż cisi posiądą w dziedzictwo ziemię. Bądź cierpliwy, miłosierny, życzliwy, spokojny, dobry, pomnij zawsze z bojaźnią na słowa, które słyszałeś. Nie wynoś się i nie pozwalaj swej duszy na zuchwalstwo. Niechaj twoja dusza nie wiąże się z pysznymi, lecz przebywa wśród sprawiedliwych i pokornych. Wszystko, co cię spotyka, przyjmuj jako dobre, wiedząc że nic się nie dzieje bez Boga.”

Zalecenia te mogą wydawać się być wskazówkami dla nielicznych osób dążących do doskonałości chrześcijańskiej. Nic bardziej mylnego. Jest to sposób życia, który jest wymagany od każdego, kto wierzy. Takie życie oznacza, że naprawdę kochamy Boga. Jezus powiedział wyraźnie: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę. […] Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich” (J 14,23-24).

***

Bóg rozłożył przed Izraelitami dwie drogi, mówiąc: „kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi” (Pwt 30,19-20). Okazało się jednak, że tylko dwóch wybrało drogę życia i błogosławieństwa. I tylko ci dwaj, spośród 600 tysięcy mężów, którzy wyruszyli z Ramses w Egipcie (Wyj 12,37), weszli do kraju, który poszli posiąść.

Joanna Krzywonos

Artykuł ukazał się w archiwalnym numerze Któż jak Bóg 3/2017. Zapraszamy do lektury!