Co Biblia mówi o medycynie?

Niedawna pandemia ujawniła różne postawy. Na własne uszy słyszałem opinię, że człowiek wierzący nie musi się lękać koronawirusa, bo wystarczy mieć zaufanie do Pana Boga, aby być bezpiecznym przed wirusami, albo że podczas Mszy Świętej w kościele nie można się zarazić, tak jakby nie obowiązywały wtedy prawa biologii czy fizyki. Są ludzie, którzy odrzucają racjonalność, i uważają, że w ten sposób bronią wiary.

W 2008 roku media podały informację o 11-letniej Madeline Karze Neumann, która zmarła na niezdiagnozowaną cukrzycę, ponieważ jej rodzice nie wezwali lekarza. Dale i Leilani Neumannowie, należący do jednego z fundamentalistycznych chrześcijańskich zborów baptystycznych, uznali, że Biblia zakazuje korzystania z pomocy lekarzy, ponieważ tylko Bóg może uzdrawiać. Co więcej, zeznali oni, że byli przekonani, iż choroba córki to „test wiary” dla całej ich rodziny. Wierzyli mianowicie, że ich córka wyzdrowieje tylko dzięki modlitwie. Oskarżeni powoływali się przed sądem na prawo stanu Wisconsin (które stwierdza, że nie jest się winnym przemocy, jeśli oferuje się dziecku pomoc poprzez modlitwę zgodną ze swoją wiarą) oraz na poprawkę do Konstytucji dotyczącą wolności wyznania i prawa do wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami religijnymi. O tym, że nie powinno się chodzić do lekarza, przekonał ich jeden wyrwany z kontekstu werset Pisma Świętego: „W trzydziestym dziewiątym roku swego panowania rozchorował się Asa na nogi i cierpiał bardzo, jednakże nawet w swej chorobie szukał nie Pana, lecz lekarzy” (2 Krn 16, 12).

Jeśli jednak wczytamy się w ten tekst, wcale nie wynika z niego, że korzystanie z pomocy lekarzy jest złe, tylko, że ślepa wiara w możliwości lekarzy była u Asy przejawem pychy i zadufania, ponieważ uważał on, że modlitwa nie jest mu w ogóle do niczego potrzebna. Tymczasem choroba powinna raczej sprzyjać przemyśleniu życia i odnalezieniu właściwego w nim miejsca dla Boga.

Być lekarzem

Oczywiście, nasza wiara i zaufanie oparte są na Bogu, a nie wyłącznie na lekarzach i medycynie. Św. Jakub daje tu następującą radę: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (Jk 5, 14-15). Jest to pierwsze świadectwo sakramentalnego obrzędu namaszczenia chorych. Z tekstu tego nie da się jednak wyprowadzić wniosku, jakoby pójście do lekarza i korzystanie ze zdobyczy współczesnej medycyny było jakimś aktem niewiary w Boga i w Jego moc uzdrawiania. Jedno nie wyklucza drugiego i nie stoi z nim w sprzeczności.

Jezus, odnosząc się do zarzutów, że zadaje się z celnikami i grzesznikami, pośrednio potwierdził, iż lekarze są potrzebni, mówiąc: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2, 17).

Właściwie wszystkie te dylematy, czy człowiek wierzący może korzystać z usług lekarzy, rozwiązuje bardzo rozsądny fragment Księgi Syracha, zawierający nad wyraz mądre słowa: „Czcij lekarza czcią należną z powodu jego posług, albowiem i jego stworzył Pan (…). Pan stworzył z ziemi lekarstwa, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził (…). Dzięki nim się leczy i ból usuwa, z nich aptekarz sporządza leki (…). Synu, w chorobie swej nie odwracaj się od Pana, ale módl się do Niego, a On cię uleczy. Usuń przewrotność – wyprostuj ręce i oczyść serce z wszelkiego grzechu! Ofiaruj kadzidło, złóż ofiarę dziękczynną z najczystszej mąki, i hojne dary, na jakie cię tylko stać. Potem sprowadź lekarza, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem jest on ci potrzebny. Jest czas, kiedy w ich rękach jest wyjście z choroby” (Syr 38, 1-13).

Według Księgi Syracha nie powinno się lekceważyć ratunku, jaki niesie medycyna, bo Bóg stworzył zarówno lekarzy, jak i lekarstwa produkowane z darów przyrody. Istnieje książka pod tytułem „Leki z Bożej Apteki” o ziołach, które pomagają na różne dolegliwości, ponieważ Bóg zadbał, abyśmy mogli odkrywać, w jaki sposób się leczyć. Bóg stworzył nas jako istoty rozumne i dał nam zdolności, aby wytwarzać lekarstwa oraz uczyć się, jak leczyć nasze ciała. Nie ma nic złego w stosowaniu tej wiedzy i w rozwijaniu jej. Terapia medyczna nie wyklucza postawy ufności wobec Boga, wynikającej z głębokiej wiary i pobożności, z kolei poleganie na Bogu nie sprzeciwia się zaufaniu do lekarzy ani otwarciu się na pomoc z ich strony, bo czasami właśnie „w ich rękach jest wyjście z choroby”. Może być tak, że właśnie lekarz jest narzędziem Boga do uzdrowienia, ale powinno się łączyć pomoc lekarską z modlitwą i nie przypisywać medycynie możliwości, jakimi ona nie dysponuje. W Ewangelii wspomniana została „pewna kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi, całe swe mienie wydała na lekarzy, z których żaden nie mógł jej uleczyć” (Łk 8, 43) i dopiero Jezusowi zawdzięczała odzyskanie zdrowia. No cóż… Lekarz nie zawsze jest w stanie pomóc, bo istnieją granice naszych możliwości.

Przytoczony wcześniej fragment z Księgi Syracha o posłudze lekarzy kończy się przewrotnie paradoksalnym i zaskakującym (w kontekście poprzedzających go wersetów) stwierdzeniem: „Kto grzeszy przeciw swemu Stwórcy, niech wpadnie w ręce lekarza!” (Syr 38, 15). Zawsze kiedy to czytam, myślę, że autor Księgi Syracha miał poczucie humoru i przypomina mi się 6 odcinek serialu „Noce i dnie”, w którym podczas epidemii tyfusu grana przez Zofię Merle chłopka z Serbinowa biegła po wiosce, krzycząc w panice: „Ludzie!!! Ludzie, uciekajta! Doktory jadą do szpitala zabierać! Chowajta się!”. Nawet jeśli czasami „w ich rękach jest wyjście z choroby”, wolelibyśmy nie „wpadać w ich ręce”, bo to nic przyjemnego.

W Biblii znajdziemy różne fragmenty wprost odnoszące się do pracy lekarzy. Na przykład w Rdz 50, 1-2 czytamy: „Józef przypadł do twarzy swego ojca, płakał nad nim i całował go. A potem rozkazał swym domowym lekarzom, aby zabalsamowali jego ojca. Ci zatem lekarze balsamowali Izraela”.

Jedynym biblijnym lekarzem znanym z imienia jest Łukasz, autor Dziejów Apostolskich oraz jednej z czterech Ewangelii – prawdopodobnie osobisty lekarz św. Pawła, który nazywał go „umiłowanym lekarzem” (Kol 4, 14). W Kościele katolickim jest on patronem lekarzy i ogólnie całej służby zdrowia. Obecność lekarza była szczególnie przydatna w trakcie podróży misyjnych, bo św. Paweł miewał różne dolegliwości (niektórzy twierdzą nawet, że cierpiał na padaczkę). Jak wiadomo, niezależnie od tego, co medyk robi w życiu, jakieś skrzywienie zawodowe zawsze w nim pozostaje. Tak zwany „normalny człowiek” powie po prostu „usunięcie wyrostka robaczkowego”, a lekarz bezwiednie użyje terminu appendektomia. W Ewangelii i Dziejach Apostolskich możemy znaleźć bardzo wiele terminów medycznych, które występują również u Hipokratesa czy Galena. Tam, gdzie pozostali Ewangeliści używają w odniesieniu do chorób terminów potocznych, Łukasz zastępuje je fachowymi określeniami z języka medycznego. W dziele Łukasza widać też próby diagnozowania niektórych schorzeń albo reakcji fizjologicznych, np. krwawego potu Jezusa podczas jego walki wewnętrznej w Ogrodzie Oliwnym (wspomina, że pot ten był jak gęste krople krwi – ho hidrōs hōsei thromboi). O teściowej Piotra Łukasz napisał, że leżała trawiona wysoką gorączką (Łk 4, 38), podczas gdy Marek posłużył się sformułowaniem „leżała w gorączce” (Mk 1, 30). Lekarze starożytni odróżniali gorączkę małą od dużej, dlatego wyrażenie Łukasza jest bardziej precyzyjne. Używał on fachowych, medycznych terminów, takich jak paralelymenos – sparaliżowany (Łk 5, 18) zamiast paralytikos – paralityk (Mk 2, 3. 10), belonē – igła chirurgiczna (Łk 18, 25) zamiast rhafis – igła krawiecka (Mk 10, 25) czy hydropikos – puchlina wodna (Łk 14, 2), katadeō – opatrzeć, trauma – rana, epicheō – zalać (Łk 10, 34), itd. Co ciekawe, Łukasz opuścił w swej Ewangelii dość nieprzychylne oceny lekarzy, jakie możemy spotkać chociażby u Marka (Łk 8, 43; por. Mk 5, 26).

Bóg porównany do lekarza

Prorok Izajasz postrzegał swoją misję w pewnym sensie na wzór tej, którą pełni lekarz: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych (…)” (Iz 61, 1).

Warto też wspomnieć, że wielokrotnie w Biblii sam Bóg bywał przedstawiany na podobieństwo osoby pełniącej zawód lekarza. Powiedział na przykład do narodu wybranego: „Ja, Pan, chcę być twym lekarzem” (Wj 15, 26), a w innym miejscu odwołał się do procesu leczenia: „Oto (…) uleczę i uzdrowię ich oraz objawię im obfity pokój i bezpieczeństwo” (Jer 33, 6). Psalmista wysławiał Boga za to, że „leczy złamanych na duchu i przewiązuje ich rany” (Ps 147, 1-3). Natomiast prorok Ozeasz wzywał do nawrócenia słowami: „Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę przewiąże” (Oz 6,1 ).

Teoforyczne imię archanioła Rafała wskazuje na ten właśnie Boży przymiot, a misją niebiańskiego wysłannika była jego realizacja: „I został posłany Rafał, aby uleczyć obydwoje: Tobiasza, aby mu zdjąć bielmo z oczu, tak, aby oczyma swymi znowu oglądał światło Boże, i Sarę, córkę Raguela, aby ją dać Tobiaszowi, synowi Tobiasza, za żonę i odpędzić od niej złego ducha Asmodeusza” (Tb 3, 17). W tym kontekście posługa ziemskich lekarzy jawi się jako udział w Bożej opiece nad naszym życiem.

Jak leczono się w czasach biblijnych?

Teksty Pisma Świętego wspominają o różnych praktykach medycznych, znanych w starożytności, takich jak nakładanie bandaży (Iz 1, 6), używanie oleju i wina (Łk 10, 34), liści (Ez 47, 12), czy też maści (Jer 8, 22). W tym ostatnim fragmencie prorok, użalając się nad losem swego narodu, mówi: „Czy nie ma już balsamu w Gileadzie, czy nie ma tam lekarza? Dlaczego więc nie zabliźnia się rana Córy mojego ludu?”. Chociaż św. Paweł mówił o darze uzdrawiania (1 Kor 12, 9), to jednak kiedy Tymoteusz podupadł na zdrowiu, Apostoł dał mu bardzo praktyczną radę: „samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek i częste twe słabości” (1 Tm 5, 23).

W czasach biblijnych leczniczy balsam sporządzano z minerałów, substancji pochodzenia zwierzęcego, ziół, winogron, fig i oliwy z oliwek. Do leczenia wrzodów używano okładów z gorącej pasty figowej: „Wtedy Izajasz powiedział: «Weźcie placek figowy!» Gdy wzięli i położyli na wrzód, Ezechiasz wyzdrowiał” (2 Krl 20, 7). Wiemy też, że sól, oliwa z oliwek i wino służyły do oczyszczania i dezynfekcji ran: „Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go” (Łk 10, 33–34). Biblia wymienia również zastosowanie żółci rybiej w leczeniu choroby oczu. Opowiada o tym epizod z Księgi Tobiasza: „Chłopiec wszedł do rzeki Tygrys, aby umyć sobie nogi. Wtedy wynurzyła się z wody wielka ryba i chciała odgryźć nogę chłopca. Na to on krzyknął. A anioł rzekł chłopcu: «Uchwyć ją i nie puszczaj tej ryby!» I uchwycił chłopiec mocno rybę i wyciągnął ją na ląd. Wtedy powiedział mu znowu anioł: «Rozpłataj tę rybę i wyjmij z niej żółć, serce i wątrobę, i zostaw je przy sobie, a wnętrzności odrzuć! Żółć bowiem, serce i wątroba jej są pożytecznym lekarstwem». Młodzieniec rozpłatał rybę i położył razem żółć, serce i wątrobę. Część ryby upiekli i zjedli, a resztę z niej zachował zasoloną” (Tb 6, 2–5); „A żółcią trzeba potrzeć oczy człowieka, które pokryło bielmo, dmuchnąć potem na nie, na to bielmo, a oczy będą zdrowe»” (Tb 6, 9). Ta porada medyczna pochodzi z ust Bożego posłańca – samego archanioła Rafaela (którego imię oznacza „Bóg uzdrawia”). Nie wiadomo jednak, czy zalecenie to odzwierciedla jakieś faktyczne starożytne praktyki medyczne, czy też użycie żółci z ryby było jedynie symbolicznym znakiem towarzyszącym cudownemu uzdrowieniu. Przecież, kiedy Jezus „splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego” (J 9, 6), nie uczynił tego po to, abyśmy w taki sposób, za Jego przykładem, leczyli niewidomych.

Biblia nie jest poradnikiem medycznym

Istnieją chrześcijanie, którzy z zapałem szukają biblijnych instrukcji dotyczących utrzymania i poprawy zdrowia. Na przykład w licznych kultycznych przepisach z Księgi Kapłańskiej widzą przekazane przez Boga zasady racjonalnej diety, higieny i medycyny, wpływające pozytywnie na zdrowie człowieka i chroniące go przed chorobami. Kierowanie się tymi zaleceniami ma zapewnić długie życie w dobrym zdrowiu. Niejaki Don Colbert, autor 10 książek z serii „Biblia leczy”, propaguje pogląd, że w świętych tekstach biblijnych znajdują się fragmenty zawierające ukryte wskazówki zdrowotne pomagające sprostać niemal każdej chorobie. I tak oto według Dona Colberta „Biblia leczy” raka, chroniczne zmęczenie, depresję, cukrzycę, choroby serca, nadciśnienie, osteoporozę, zaburzenia snu, stres oraz otyłość.

Należy być ostrożnym wobec takiego podejścia do Pisma Świętego. Biblia nie jest bowiem podręcznikiem medycznym ani poradnikiem, jak zdrowo żyć i jak leczyć choroby, a biblijne poglądy na temat leczenia i zdrowia wyrażają ówczesną wiedzę medyczną, która od czasów starożytnych bardzo się rozwinęła.

Roman Zając

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg” (4/2021)