Niektóre zjawiska w naszym życiu są jak chwasty: wyrastają nie wiadomo skąd, nagle, szybko, bez uprzedzenia. I choć próbujemy je wyrywać raz po raz, wciąż wracają.
Gniew, nieczystość, zazdrość, nieuporządkowane pragnienia — ile razy mówimy sobie: „już nigdy więcej”, a potem znów jesteśmy w tym samym miejscu? Może dlatego, że zamiast wyrwać chwast z korzeniem, przycinamy tylko to, co widać na powierzchni.
-
Produkt w promocjiSekrety serca. Refleksje o życiu i wierzePierwotna cena wynosiła: 45,00 zł.39,90 złAktualna cena wynosi: 39,90 zł. z VAT
Poprzednia najniższa cena: 0,00 zł.
-
Królowa Aniołów. Rozważania różańcowe25,00 zł z VAT
-
Post Świętego Michała Archanioła30,00 zł z VAT
-
Modlitwy Wielkiej Mocy – ks. Mateusz Szerszeń30,00 zł z VAT
W duchowości chrześcijańskiej istnieje pojęcie korzenia grzechu — niepozornego, ale niezwykle istotnego. To nie grzech sam w sobie, ale jego źródło. To nie czyn, ale to, co go poprzedza: pragnienie, lęk, nieuporządkowanie, brak światła. Można by powiedzieć: jeśli grzech to owoc, to korzeń jest w glebie naszej duszy.
Początków tej refleksji należy szukać w starożytnej tradycji monastycznej, wśród Ojców Pustyni. To oni, na długo przed psychologią współczesną, wnikliwie obserwowali serce człowieka. Ewagriusz z Pontu, jeden z największych duchowych diagnostów, wyodrębnił osiem podstawowych namiętności, które są jak ukryte węzły w ludzkim sercu. Z czasem, za sprawą św. Grzegorza Wielkiego, zostały one przekształcone w znaną dziś listę siedmiu grzechów głównych.
Ale ta lista to nie katalog wykroczeń — to raczej mapa duchowej walki. Każdy z tych „głównych” grzechów wskazuje na coś głębszego: pycha nie zawsze objawia się krzykiem czy dominacją, ale może być też cicha, ukryta, podszyta lękiem przed zależnością. Chciwość nie musi wyglądać jak pogoń za pieniędzmi, ale może być subtelnym brakiem zaufania, że Bóg zatroszczy się o moje potrzeby.
W teologii mówi się, że u podstaw wszystkich grzechów leży grzech pierworodny — nie jako „wina osobista”, ale jako rana, która osłabiła ludzką naturę. Po upadku człowieka, w duszy pojawiło się coś na kształt duchowego rozszczepienia: wiemy, co dobre, a robimy, co złe. Chcemy kochać, ale kochamy nieuporządkowanie. Pragniemy Boga, a jednocześnie od Niego uciekamy. Grzech pierworodny stał się jak pęknięcie w glebie duszy — i to właśnie przez nie wpełzają korzenie grzechu.
Mistyk św. Jan od Krzyża często porównywał duszę do ogrodu. W tym ogrodzie mogą rosnąć wspaniałe kwiaty — miłość, pokój, czystość serca — ale też ciernie, których się nie spodziewamy. I nie chodzi tylko o złe uczynki, ale o „korzenie” — subtelne przywiązania, nieuświadomione pragnienia, zranienia, które stają się podatnym gruntem dla grzechu. Ktoś może walczyć z gniewem, ale tak naprawdę problemem nie jest sam wybuch — tylko poczucie bycia niewysłuchanym, lęk przed odrzuceniem, głęboko zakorzeniony brak miłości własnej. Korzeń gniewu często nie tkwi w sytuacji, ale w wewnętrznym świecie człowieka.
Podobnie jest z pożądliwością. Można walczyć z nią moralnie, duchowo, ascetycznie, ale jeśli nie odkryjemy, że u jej podstaw leży głód bliskości, potrzeba bycia chcianym, pragnienie ukojenia samotności — nie uda się nam prawdziwie jej wyrwać. To jak podlewanie chwastu zamiast jego usunięcia.
Walka duchowa to nie tylko zmaganie się z tym, co zewnętrzne. To przede wszystkim cierpliwe, pokorne zejście w głąb — w szukanie przyczyny. Jezus powiedział: „Każde drzewo poznaje się po jego owocu. Nie zbiera się fig z ciernia, ani winogron z głogu” (Łk 6,44). Ale zanim pojawi się owoc, najpierw rosną korzenie. A to, co rośnie w ukryciu, ma największy wpływ na to, co widać.
Dlatego modlitwa, spowiedź, kierownictwo duchowe — mogą pomóc nie tylko „przycinać grzechy”, ale rozpoznawać i wydobywać to, co je zasila. I nie chodzi o obsesyjne grzebanie się w sobie, ale o wewnętrzną uczciwość: skąd to się bierze? Czego tak naprawdę szukam, kiedy zgrzeszę? Co próbuję sobie zrekompensować, kiedy sięgam po to, co złe?
Dobra nowina jest taka, że korzenie grzechu można nie tylko rozpoznać, ale też wyrwać. To proces bolesny, ale wyzwalający. Bóg nie jest ogrodnikiem, który tylko wyrywa — On też sadzi. Tam, gdzie był korzeń grzechu, może zakorzenić się łaska. Tam, gdzie była pożądliwość — może zakwitnąć czystość. Gdzie była pycha — wzrośnie pokora. A gdzie był lęk — zakorzeni się zaufanie.
Ale wszystko zaczyna się od decyzji, by nie zatrzymywać się na powierzchni. By zejść głębiej. By nie bać się ciemności podziemnych tuneli duszy. Bo tylko tam, w ukryciu, można odnaleźć źródło. I tylko tam może dokonać się prawdziwe uzdrowienie.
ks. Mateusz Szerszeń CSMA