„Zawsze się złościłem, jak to moja siostra potrafi wszystko popsuć. Nawet tak urocze dni, jakimi są święta Bożego Narodzenia. Nawet tak przez wszystkich lubiane spotkania u naszej babci na wspólnym kolędowaniu. Siostra jest zupełnie inna niż ja. Nie wiem, skąd ona to ma, ale jak wszyscy się cieszą, to ona zawsze wypatrzy „dziurę w całym”, zauważy i powie coś, co popsuje nastrój. Każdego roku, w czasie Bożego Narodzenia, jeszcze przez styczeń chodziliśmy do babci na wspólne śpiewanie kolęd. Wszyscy to zawsze bardzo lubili, schodziło się całe rodzeństwo mamy, było ich pięcioro, ze swoimi rodzinami, przychodził też czasem bratanek babci, ksiądz, który był jakiś czas na misjach i opowiadał bardzo ciekawe rzeczy. Od dwóch czy trzech lat siostra buntowała się gdy mieliśmy iść do babci na kolędy i nawet rodzice pozwalali jej zostać w domu albo iść gdzie indziej, oni chyba też mieli dość jej humorów i z ulgą przyjmowali jej bunt wobec rodzinnych spotkań.

W tym roku było inaczej. Babcia musiała w grudniu iść do szpitala. Wszystko skończyło się bardzo dobrze, ale była jeszcze słaba i było dla nas oczywiste, że ze szpitala rodzice przywiozą ją do nas, bezpieczniej było po operacji mieć ją blisko. I można było ją przy okazji „przypilnować” aby się nie zapracowała przy porządkach i w kuchni. Z tego powodu wieczory kolędowe musiały być również u nas. Mamy spory dom, nie było żadnego problemu, aby rodzinę do nas zaprosić. Nawet zastanawiałem się, co w tym roku siostrzyczka wymyśli. Ale… Pan Bóg jest dowcipny. Siostra ma od paru miesięcy chłopaka, bardzo fajnego, który jednak mieszka z ciotką i wujem, jego rodzice od paru lat pełnią za granicą jakieś ważne funkcje i rzadko mogą przebywać w Polsce. Słyszałem, jak z nim rozmawiała, głośno zastanawiała się, gdzie mają pójść jak u nas będzie ten rodzinny zlot. I na moich oczach widziałem, jak zmienia się twarz mojej siostry. Nie umiem odtworzyć ich dialogu, ale stało się jasne, że ten chłopak, jak tylko usłyszał, że u nas w domu będzie śpiewanie kolęd, to strasznie się do tego zapalił. Właściwie nawet nie zauważył starań siostry, która próbowała zaproponować jakieś wyjście, raczej pytał, czy ktoś tak obcy jak on może spędzić ten wieczór u nas. Nie było problemu, rodzice nie tylko się zgodzili, ale nawet zaprosili wuja i ciotkę, u których chłopak mojej siostry mieszka na co dzień.

A teraz mam inną siostrę. Jak tylko zobaczyła zachwyt swego ukochanego, to ona pierwsza zadała pytanie, czy jeszcze w styczniu będzie takie spotkanie. Ona pierwsza sprzątała dom, jak tylko usłyszała, że rodzice jeszcze dwa razy chcą zaprosić rodzinę.”

 

Ks. Zbigniew Kapłański

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2013. Zapraszamy do lektury!