Czy Bóg Starego Przymierza i miłosierny Ojciec Chrystusa to ta sama osoba?

Korzystając z zaproszenia do współtworzenia strony chciałbym prosić o jakieś rozwinięte wyjaśnienie problemu, z jakim niedawno przyszli do mnie moi synowie. Są oni moją i żony wielką radością, ale też zadają trudne pytania. Sam ich tego uczyłem i nie mogę mieć o to do nich pretensji, więc słucham uważnie co mówią i szukam odpowiedzi, bo nie zawsze mam ją w głowie. Moje przemiłe bliźniaki (II klasa gimnazjum) zabiły mi klina pytaniem o Boga w Starym i w Nowym Testamencie, wydaje się, że to nie ten sam Bóg… W ramach tego zagadnienia rodzi się następne pytanie: Czy przypadkiem Bóg Starego Testamentu nie jest okrutny?

 

Na początku każdej dyskusji, każdej refleksji na jakiś istotny temat trzeba zadbać o to, byśmy używając ważnych słów to samo za każdym razem przez nie rozumieli. Często bowiem rozmówcy nie mogą dojść do porozumienia właśnie z tego powodu, że nie określili na początku jaki zakres pojęciowy wiążą z każdym z wyrazów. Może się tak zdarzyć nawet wtedy, gdy na jakiś temat mają bardzo podobne poglądy.

Bardzo często będziemy używać dzisiaj słowa „prawda”. W latach siedemdziesiątych usłyszałem na własne uszy, gdy ktoś powiedział, że „prawda to jest taka interpretacja rzeczywistości, która służy dobru klasy robotniczej”. Dobrze, że to powiedział, bo rzeczywiście do takiego rozumienia prawdy mało kto sam by doszedł.

W potocznym rozumieniu prawda jest to zgodność słów z faktami – trudno się z tym nie zgodzić, ale po głębszym zastanowieniu można dostrzec, że to dość trudno osiągnąć: wystarczy posłuchać zeznań autentycznych, niepodstawionych świadków na jakiejś rozprawie sądowej. Niech np. zeznają trzy osoby, wszystkie naprawdę były w miejscu zdarzenia, o którym mówi się na sali sądowej, załóżmy do tego, że żadna z tych osób nie jest przekupiona, zastraszona, nie mają w rozpatrywanej sprawie żadnego osobistego interesu i…. ich zeznania się różnią. Jedna widziała przebiegającego krępego mężczyznę w ciemnogranatowym swetrze, a inna mówi, że była to osoba nieokreślonej płci z kapturem ciemnej bluzy na głowie, zaś trzeciej rzuciło się w oczy, że ten człowiek uciekał przed dwojgiem napastników. I w sumie przysięgli nie wiedzą, jak przebiegało zdarzenie. Można by nawet dodać – zgodnie z przyjętymi zasadami – że gdyby wszyscy świadkowie mówili słowo w słowo to samo, dopiero wtedy stałoby się to podejrzane… Natychmiast padłoby na nich posądzenie, że są przekupieni albo z jakiegoś powodu się umówili jak składać zeznania.

To, co widzimy zależy nie tylko od naszej spostrzegawczości, od naszej płci i wieku, nie tylko od ewentualnych wad wzroku, ale i od aktualnego samopoczucia, trosk obciążających nasze serce, od stanu zamyślenia czy tematu rozmowy, którą prowadzimy z naszym przyjacielem, którego właśnie spotkaliśmy. Warto się starać, by obiektywnie relacjonować rzeczywistość, ale też powinniśmy wiedzieć, jak nasze zmysły są omylne.

Nim przejdę do ważnej dla mnie rozmowy, opowiem zdarzenie z którychś wakacji. Zwiedzaliśmy z młodzieżą polskie Bieszczady i pewnego dnia natrafiliśmy na wspaniałe drzewo. Nie było ono zabytkiem przyrody, ale prezentowało się okazale, zwracało uwagę niemal wszystkich przechodniów. Postanowiliśmy przeprowadzić małe badania ankietowe. Kilkudziesięciu turystom, przechodniom, zadaliśmy pytanie: „Co Pan/Pani widzi patrząc na to drzewo?”. Kilkanaście osób nie dostrzegło nic poza drzewem, ale były też bardzo ciekawe wypowiedzi. Gdy trafiliśmy na dendrologa, to aż się przestraszyliśmy, że nie skończy, ale widział głównie prawa botaniki, gdy zapytaliśmy jakąś Panią Prezes, to nam powiedziała, ile to kasy, czyli ile kilogramów drewna prawdopodobnie wysokiego gatunku, a jedna para narzeczonych uznała od razu, że widzi jedno ze wspanialszych dzieł Pana Boga. A patrzyli na jedno i to samo drzewo. I wszyscy mówili prawdę.

Trochę głębiej rozumie prawdę człowiek, który mówi, że jest ona zgodnością wypowiedzi i postępowania w życiu jakiegoś człowieka, społeczności, grupy osób. Żyć tak, jak się mówi, żyć tak, jak się deklaruje. To przecież nasz ideał. Chętnie oczekujemy go od innych, a nawet faryzeizmem nazwiemy każde zachowanie, które nam nie pasuje do wypowiadanych przez jakiegoś człowieka poglądów o życiu i o postępowaniu. Ale gdy zapytać kogoś posądzonego o faryzeizm, co on sam o tym myśli, czy łatwo uzna, że świadomie rozmija się w swoim postępowaniu z własnymi ideałami? Niemal każdy znajdzie jakieś usprawiedliwienie, a może nawet przypisze obserwatorom złośliwy sposób oceniania. Zachowania zgodnego z własnymi poglądami mamy prawo, a nawet obowiązek oczekiwać od siebie, ale co do innych… ostrożnie! Nie da się osądzić intencji z zewnątrz. Jeśli jesteśmy z kimś zaprzyjaźnieni, możemy z nim o jego zachowaniu podyskutować, ale jeśli to ktoś nam nieznany, to pozostawmy to może historii, a jeszcze lepiej… Panu Bogu.

 

ks. Zbigniew Kapłański

 

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2014. Zapraszamy do lektury!

POST TAGS: