Moda należy do ważnych sprężyn życia społecznego i gospodarczego, a już na pewno kulturalnego. Człowiek lubi zmiany i jeśli idą one po linii doskonalenia życia, są zjawiskiem błogosławionym. Sęk w tym, że nie zawsze idą. A reklama stara się wygrywać na tym co jest modne. Ten sam towar, nawet gdyby był zdrowszy, lepszy, tańszy, przegrywa z modnym. Biznes zna to zjawisko i wykorzystuje je w sposób bezwzględny.

 

Pojęcie mody najczęściej kojarzy się z troską o wygląd. Ten temat bardzo bliski był już starożytnym chrześcijanom. Św. Jan Chryzostom przez pikantne fragmenty swoich homilii potrafił ustawić przeciwko sobie nie tylko wiele dam dworu, ale i pobożne dziewice. W czym tkwi sekret mądrości pierwszych pokoleń wyznawców Chrystusa? Uważano wówczas, że każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga i dlatego winien dbać nie tylko o ducha, ale i o swoje ciało. Chcieli jednak, by ta troska była mądra i domagali się pielęgnowania naturalnej piękności, przestrzegając przed tym wszystkim co ją narusza.

Zdaniem św. Cypriana zbytnie zapatrzenie się w siebie odwraca wzrok od Boga i prowadzi do tego, że kobieta stawia siebie w centrum zainteresowania. Przystoi to pogankom, ale nie przystoi kobiecie ochrzczonej. Zbytnia troska o wygląd i zwracanie uwagi na siebie łatwo łączy się z prowokacją o charakterze erotycznym. Kobieta, jeśli nawet sama jest odporna na ataki mężczyzn, bierze odpowiedzialność za prowokację i pożądanie, jakie w nich budzi. Z tego punktu widzenia należy dowartościować wstyd jako jeden z ważnych elementów osobowości człowieka. Jest to wkomponowany w naturę zamek, ryglujący drzwi wiodące do najbardziej intymnych pomieszczeń ludzkiego serca. On może być wymontowany, a jego naprawa jest tak trudna, że w praktyce niemożliwa. Jedynie wielka miłość jest w stanie ponownie drzwi zamknąć i klucz oddać w ręce tego, kogo kobieta autentycznie kocha. Taka jedyna miłość, po zniszczeniu wstydu, należy do bardzo wyjątkowych zdarzeń. Temat ten dziś jest pokryty milczeniem, a jednak w szkole Jezusa nie da się od niego uciec.

Ważnym motywem, który z biegiem czasu wysuwał się coraz mocniej na pierwszy plan, była troska o ubogich. Troska o dobry wygląd jest obowiązkiem człowieka, wynikającym z miłości innych. Idąc do ludzi, trzeba dbać o schludność, a w pewnych sytuacjach nawet o elegancję. Nauczycielka, dyrektorka, ekspedientka, lekarka, kasjerka musza troszczyć się o to, by mogły odpowiednio prezentować nie tylko siebie, ale i „firmę”, w której pracują. Zawsze jednak należy zastanowić się nad wydanym pieniądzem nie tylko na to co lubię, ale i w trosce o innych, którzy mogą potrzebować go na lekarstwo, chleb lub buty dla dziecka. Kosmetyki, modna odzież, biżuteria należą do rzeczy kosztownych. Miłość bliźniego zawsze stawia potrzebującego na pierwszym planie, a siebie na drugim.

Czy tylko kobiety ulegają modzie? Nic podobnego, Ojcowie Kościoła wypowiadają sporo cierpkich uwag również pod adresem modnych i zniewieściałych mężczyzn. Jan Chryzostom w długim fragmencie jednej z homilii wyśmiewa buty młodzieńców wykończone jedwabnymi koronkami. Klemens Aleksandryjski w traktacie „Wychowawca” atakuje chrześcijan, którzy upodabniają się maksymalnie do kobiet, wstrzymując się jedynie od noszenia damskiej biżuterii. Te uwagi mają zresztą podtekst homoseksualny. A wiele wypowiedzi na ten temat dźwięczy tak aktualnie, iż można je przedrukować i nikt nawet nie poznałby, że są to słowa pisane 1700 lat temu.

Chrześcijanie starożytni mieli jednak już wówczas swoje zdanie na ten temat i potrafili zająć wobec takich zjawisk zdecydowaną postawę. Wszystkie nadużycia są prawem tego świata, a chrześcijanin, jeśli chce myśleć o swoim zbawieniu i o czytelnym świadectwie, jakiego domaga się od niego Chrystus, musi dokonywać wyborów, często wbrew prawom tego świata. Jeśli nie potrafi tego uczynić, winien wiedzieć, że wraca do świata i że ma „w nosie” swoje zbawienie.

 

                                                             za: ks. Edward Staniek

Mądrość starożytnych chrześcijan,

Wydawnictwo św. Stanisława BM,

Kraków 2006

Artykuł ukazał się w archiwalnym numerze Któż jak Bóg 1/2014