Spotkania charyzmatyczne w ostatnich latach przyciągają do kościołów coraz większe rzesze wiernych. Zainteresowaniu jednych, towarzyszy również jednak sceptycyzm drugich, a wiele w tym wszystkim jest i wzajemnego niezrozumienia. Czy wiemy, z czym tak naprawdę mamy do czynienia? I czy każdy z nas został obdarzony jakiegoś rodzaju charyzmatem?

 

Czy mogę prosić o kilka słów na temat charyzmatyków?

O ile potrafię to spróbuję wyjaśnić czym jest charyzmat, kim charyzmatyk i czym są charyzmatyczne ruchy. Temat jest trudny, bo wiele zależy od odpowiedzi na pytanie: czym jest Kościół.

 

Czym więc jest charyzmat?

Jest nadzwyczajnym darem Boga mającym na celu ubogacenie wspólnoty ludzi wierzących. Jest to dar Boży dla podniesienia na wyższy poziom życia ewangeliczną miłością. Chryzmat jest darem Boga nastawionym na zadanie, jakie charyzmatyk ma wykonać.

 

Czy ten dar jest udzielany jednostce czy wielu ludziom?

W sensie ścisłym jednostce, a że może być udzielony wielu, to już zależy od Boga. Jeśli jest udzielany, wielu mówimy o ruchu charyzmatycznym, podając jego nazwę. Ten kogo interesuje charyzmat, winien dobrze poznać jednego charyzmatyka, aby móc stopniowo rozpoznawać innych. Dla mnie takim charyzmatykiem był św. Paweł, a po nim wielu wielkich na przestrzeni dwudziestu wieków.

 

Dlaczego mówienie o charyzmatach jest uzależnione do rozumienia Kościoła?

Tajemnicę Kościoła można rozumieć na wiele sposobów, bo jest ona przekazywana w obrazach. Jednym jest królestwo Boże na ziemi, tak o nim mówi Jezus, a w nim charyzmaty są najczęściej rozumiane jako zadania w formie urzędów lub zawodów, czasem jako wyjątkowe talenty, jakimi ktoś może ubogacać innych. Jezus wybrał dwunastu Apostołów i 72 uczniów i dawał im dary potrzebne do wykonania zadań. Wszyscy Apostołowie i uczniowie byli charyzmatykami i w oparciu o Ewangelię można o nich dość dużo powiedzieć.

Dziś Kościół jest najczęściej rozumiany jako dobrze zorganizowane państwo albo imperium gromadzące wiele państw żyjących jedną konstytucją, jaką jest Ewangelia. Charyzmatycy w tak rozumianym Kościele mogą mieć podstawę do rywalizacji między sobą. Z tym miał już kłopot Jezus, bo w gronie Dwunastu chcieli wiedzieć, kto z nich jest pierwszy, a nie chcieli się zgodzić, że pierwszy będzie służył wszystkim, bo chcieli rządzić i mieć przywileje.

 

A jaki obraz Kościoła najpełniej odsłania bogactwo charyzmatu?

Obraz jakim najchętniej posługuje się św. Paweł. Dla niego Kościół to Ciało Jezusa. W tym obrazie chodzi o pełnię życia we wszystkich wymiarach: cielesnym, psychicznym, moralnym, w wymiarze ducha, czyli wolnej woli i rozumu, oraz w wymiarze Bożej miłości.

 

Czym jest charyzmat w tak rozumianym Kościele?

Jest wyznaczonym przez Boga miejscem i zadaniem w tym Ciele. Inne miejsce i zadanie ma noga, inne oko, inne skóra, a inne kość czaszki; inne żołądek, a inne ścięgna. Św. Paweł podchodzi do charyzmatu dokładnie według tego modelu. Każdy ochrzczony należąc do wspólnoty wierzących ma w niej zadania. Korzysta ze służby innych, bo bez nich Ciało nie miałoby życia, i wspiera wszystkich, bo jest im potrzebny. Żaden członek nie dyskutuje na temat, który z nich jest ważniejszy, bo taka dyskusja jest śmieszna i kompromituje; to tak jakby palec wywyższał się nad jelito, albo nos spoglądając na piętę – jako wyższy od niej – wynosił się do góry. Każdy członek dziękuje pozostałym i to dziękczynienie jest dowodem zdrowia organizmu. Kto odnajduje swoje miejsce w Kościele, ten szybko odkrywa, że nawet niewielka wspólnota ludzi wierzących zgromadzanych wokół ołtarza jest już Ciałem Jezusa nastawionym na samodzielne życie zgodnie z Jego Głową, którą jest Chrystus. Jeśli każdy odkryje swój charyzmat, wspólnota tętni szczęściem niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdzie. Każda zdrowa parafia ma wszystkich charyzmatyków potrzebnych do pełni jej duchowego życia. To jest Kościół Jezusa na ziemi i w taki wierzę.

 

Kiedy to ksiądz tak jasno zobaczył?

Przez cztery lata w seminarium, pod okiem świetnego profesora, czytałem encyklikę Pius XII Mistici Corporis, czyli O Mistycznym Ciele. W niej poznałem Kościół św. Pawła. Byłem zaskoczony, gdy Sobór Watykański II zrezygnował z tego spojrzenia i przeszedł na traktowanie Kościoła jako Ludu Bożego. Przy spojrzeniu na Ciało, nie było miejsca na myślenie o demokracji w Kościele, a w obrazie Ludu Bożego jest możliwe mówienie o ustroju demokratycznym. Spotkanie ze św. Pawłem stało się pasją mego życia. Po Ewangeliach jego Listy były i są moim najważniejszym pokarmem. Dla mnie najpiękniejszym obrazem Kościoła jest Ciało Chrystusa.

 

A jak święci rozumieli swoje charyzmaty?

Świętość polega na dobrym odczytaniu swego miejsca i zadań w Kościele. Każdy święty jest charyzmatykiem, i każdy prawdziwy charyzmatyk jest święty. Przykładem jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która szukając swego charyzmatu, odkryła, że jest sercem Kościoła jako Ciała Jezusowego. Serce bowiem obsługuje wszystkie żywe komórki tego organizmu, a jej na tym najbardziej zależało. Św. Faustyna jest zwiastunką godziny miłosierdzia i to całemu światu, św. Jan Paweł II Bożym aktorem, który na arenie współczesnego świata życiem swoim zagrał ucznia Jezusa.

 

Jakie są konsekwencje właściwego spojrzenia na charyzmat?

To odnalezienie siebie tak w Kościele, jak i w Chrystusie, bo On jest Głową Ciała. Pomaga to w odkryciu piękna i wartości pokory, bo każdy członek może służyć innym, nie ważne czy jest podziwiany, czy żyje w ukryciu. Św. Paweł pisze o tym wyraźnie. Takie spojrzenie pomaga również nastawić się na życie dla innych, a to jest sto razy ważniejsze niż życie dla siebie.

 

Ile radości ma Kościół z charyzmatyka i charyzmatyków?

Dobre pytanie, bo trzeba jasno widzieć, że prawdziwy charyzmatyk jest zawsze wielką radością Kościoła, choć nie zawsze jest dostrzegany przez innych. Jemu na tym nie zależy, bo on raduje się szczęściem innych.

Fałszywy charyzmatyk jest za to dla Kościoła bolesnym doświadczeniem. Tak jak w Izraelu było wielu fałszywych proroków, czyli charyzmatyków, tak i w Kościele od samego jego początku byli, są i będą fałszywi charyzmatycy. W II wieku przez Kościół przepłynął szeroki nurt ruchów charyzmatycznych, które zagrażały istnieniu Kościoła, bo charyzmatycy uważali się za ważniejszych od pasterzy. Prywatne objawienia były dla nich o wiele ważniejsze niż odczytanie prawdy objawionej w tekstach natchnionych. Wiele synodów było poświęconych tej tematyce aż wreszcie zrozumiano, że Kościół, który jest rzeką płynąca już z raju, musi mieć wyznaczone koryto, liczyć się z wałami, mieć spokojne przystanie, mosty, kładki i porty. Ta inżynieria czuwająca nad korytem rzeki jest konieczna i też jest dziełem charyzmatyków, bo takie zadanie otrzymali oni od Boga. Bez nich obfite wody życia rozleją się i zamiast czystej i pięknej rzeki przemienią się w bagna.

 

Czy to była jedyna lekcja w dziejach?

Nie, w XIII wieku w Kościele łacińskim było podobnie, i charyzmatycy – św. Franciszek z Asyżu oraz św. Dominik przyczynili się do przywrócenia harmonii, jaka istnieje między duchem i instytucją w Kościele. W XVI wieku Luter popłynął nurtem charyzmatycznym, odrzucając inżynierię wodną, sterowaną z Watykanu, zamieniając swój Kościół w wielką deltę o tysiącach rozgałęzień. Duchowa woda chrztu była i jest obecna w każdej jej odnodze. Kościół rzymskokatolicki zachował harmonię. Obecnie stoi przed kolejnym etapem, w którym wysoką falę ruchów charyzmatycznych trzeba ująć w zaplanowane według współczesnych koncepcji – brzegi, wały, mosty, zapory, zalewy. To jest zadanie charyzmatyków znających inżynierię dróg wodnych. Na takich czekamy.

Ludzie głębokiej wiary rozumieją napięcia chwili obecnej i ufają Bogu, że kryzys, w jakim znajduje się instytucjonalny wymiar Kościoła katolickiego, przez nowych charyzmatyków zostanie wygrany, bo bramy piekielne Kościoła nie przemogą. Ufamy Panu!

 

odpowiadał:

Ks. prof. Edward Staniek

 

Artykuł ukazał się w styczniowo-lutowym numerze „Któż jak Bóg” 1-2017. Zapraszamy do lektury!