Kobieta, której Izrael zawdzięcza swoje życie

 

Rachunek sumienia. Żal za grzechy. Mocne postanowienie poprawy. Szczera spowiedź. Dusza lekka jak ptasie piórko i… kolejny bolesny upadek w bagno grzechu. Taka sytuacja zdarza się również w Twoim życiu, prawda? A przecież miało być tak pięknie! „Boże, dlaczego właśnie ja? Przecież tak bardzo się starałem, tak bardzo pilnowałem swej duszy” – wyrzucasz sobie.

 

Jeśli uważnie wczytasz się w dzieje Narodu Wybranego, zauważysz, że Izraelici, mimo iż wybrani przez Boga, wcale nie mieli łatwiej niż inne narody. To trochę tak, jak w naszym życiu. Kiedy człowiek oczyści swoją duszę podczas spowiedzi, wydaje mu się, że grzech nie będzie miał już do niej dostępu. Kiedy Izraelici weszli do Ziemi Obiecanej wydawało im się, że znikną wszelkie trudności i każdego dnia będą oni wierni Bogu. A jednak tak się nie stało. Duża część Narodu Wybranego zapomniała o Bogu i dziełach, jakich dokonywał na ich oczach, i zwróciła się w kierunku pogańskich bożków. Bóg się jednak nie zniechęca, podobnie jak nie zniechęca się człowiekiem, który pomimo obietnicy poprawy znowu uległ pokusie. Jak zachowuje się Stwórca? Posyła do Swego narodu zaufanych ludzi, posyła tych, których zadaniem jest przypomnieć zmiażdżonemu przez grzech człowiekowi o Bożej miłości i trosce Stwórcy o Swoje stworzenie. Jednym z takich reprezentantów Boga na ziemi jest Debora, bohaterka niniejszego tekstu.

 

Sala sądowa pod palmą

 

„W tym czasie sprawowała sądy nad Izraelem Debora, prorokini, żona Lappidota. Zasiadała ona pod Palmą Debory, między Rama i Betel w górach Efraima, dokąd przybywali Izraelici, aby rozsądzać swoje sprawy” (Sdz 4, 4-5). Kobieta sprawująca rządy nad Izraelem(!), czyli kobieta zajmująca pozycję sędziego? To nie mieści się w głowie niejednemu mężczyźnie, który stojąc na czele rodziny chciałby widzieć w swojej żonie osobę cichą i pokorną. Tymczasem Debora jest jedyną kobietą spośród dwunastu sędziów Izraela, których zadaniem jest głosić Prawo Boże, panować, przewodzić oraz rządzić. Sędziowie byli powoływani przez Boga w konkretnych sytuacjach, aby przyjść z pomocą ludowi narażonemu na przemoc ze strony sąsiadów (por. Sdz 2, 16). Debora nie była uzurpatorką, ale sprawowała swój urząd ponieważ tego właśnie chciał Bóg. Przybywali do niej ludzie z nadzieją, że sprawiedliwie rozsądzi ona ich spory, pomoże w konflikcie i zrozumie problemy, które ich trapią.

Debora jest kobietą niezwykłą, a jej sala sądowa znajduje się pod Palmą Debory, dokąd przychodzą ludzie z całego Izraela: „Niezwykłe jest to, że sprawuje urząd, który jej – jako kobiecie – nie powinien przysługiwać, skoro słowo kobiet nie liczyło się nawet jako słowo świadka. Wyjątkowość sądów Debory polega również na tym, że do jej sądów odwoływali się synowie całego Izraela, podczas gdy większość sędziów działała tylko w poszczególnych pokoleniach” (E. Adamiak). Czy jednak kobieta może dobrze wypełniać funkcję sędziego? A może to, że Debora jako jedyna kobieta pełniła w Izraelu tę rolę, dowodzi, że mężczyźni okazali się bardziej wartościowi? Żyjąc w świecie, w którym zajmowanie przez kobiety odpowiedzialnego stanowiska, w którym bycie dyrektorem czy doktorem teologii w dalszym ciągu budzi zaskoczenie albo, w najlepszym wypadku, pobłażliwy uśmiech, postać Debory jest przypomnieniem, że kobieta również może udzielać rad mężczyznom, gdyż została powołana przez Boga jako „pomoc odpowiednia dla niego” (por. Rdz 2,18).

 

Znać swoją wartość

 

Debora pojawia się w momencie, kiedy Izrael jest narodem podzielonym i udręczonym, a posłana przez Boga kobieta ma stać się duchowym przywódcą upokorzonego ludu (por. Sdz 5, 6-7). Jest to kobieta, która dla nas, kobiet współczesnych niepewnych swojej życiowej roli, może stać się dowodem tego, że nie należy rezygnować tylko dlatego, że nie jest się mężczyzną; że Bóg uzdalnia powołanych przez siebie ludzi, zarówno wśród mężczyzn, jak i wśród kobiet, do wielkich dzieł; że z Nim wszystko jest możliwe, bo słowo „niemożliwe” nie istnieje w słowniku naszego Stwórcy. Debora uwierzyła, że otrzymując od Boga takie, a nie inne powołanie jest zdolna do realizacji tego, czego chce od niej Bóg. Bo On wie lepiej.

Ta kobieta poznała swoją wartość w oczach Stwórcy i dlatego wie, że jest równie cenna jak najwspanialsi wojownicy. Dlatego też widząc szerzące się pogaństwo i wrogów zagrażających ludowi wzywa Baraka i, głosząc wyrok Boga na wrogów Izraela, nakazuje wodzowi udać się na wyprawę wojenną. Barak jednak waha się i prosi, aby towarzyszył mu ktoś odważniejszy. Tym kimś ma być Debora (por. Sdz 4, 8). Kobieta swoją odwagą uzupełnia to, czego brakuje wodzowi, którym jest mężczyzna. Absolutnie nie naśmiewam się z Baraka, ale staram się pokazać, że kobieta może stać się dla mężczyzny bodźcem, by prawdziwie stał się mężczyzną; by przezwyciężył siebie, wyrwał się z tego, czym jest skrępowany i zaczął działać: „Rzuciła mu wyzwanie, żeby mógł wznieść się ponad swój strach. Najwyraźniej przywróciła mu wiarę w swoje własne siły, dzięki czemu mógł postąpić jak mężczyzna” (L. Jarosch).

 

Moc w słabości się doskonali…

 

Bóg obiecał Narodowi Wybranemu zwycięstwo. Gdy więc dochodzi do spotkania Izraelitów z oddziałami wroga, zamiast walki z silniejszym przeciwnikiem Izraelici… ruszają w pogoń za uciekającymi wojskami nieprzyjaciela (por. Sdz 4,15). Wróg zostaje pokonany, bo Pan przyszedł z pomocą Swojemu ludowi. Debora nie tylko prowadzi wojsko Baraka do walki, ale i prowadzi Izraelitów do oddawania czci Jedynemu Bogu. W pieśni, śpiewanej przez Deborę i Baraka, pojawia się nie tylko dziękczynienie wobec Pana, ale również dowartościowanie roli kobiety, która podąża za głosem Boga.

„Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie” – pisał św. Ignacy Loyola. Słowa te streszczają życie bohaterki dzisiejszego tekstu, która żyła w przymierzu z Bogiem. Jego sukces był jej sukcesem, Jego chwała była również jej chwałą. Jeśli Bóg zawiera z człowiekiem przymierze, to nie porzuca go, kiedy ten ulegnie pokusie i stoczy się w grzech. Jeśli Bóg zawiera przymierze z człowiekiem w chwili chrztu świętego, to obiecuje, że go nie opuści i każdego dnia, pomimo ludzkich upadków, wciąż na nowo będzie szeptał mu do ucha: „Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9).

 

Anna Gładkowska

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2019. Zapraszamy do lektury!