Wybór między Bogiem a Szatanem, dobrem a złem, niebem a piekłem wydaje się prosty. Już od dzieciństwa uczymy się odróżniać dobro od zła i wiemy, w którym kierunku powinniśmy podążać, by osiągnąć zbawienie. Są jednak ludzie, którzy wcale nie chcą uznać Boga za swego Pana i upatrują swego szczęścia gdzie indziej.

  Na początku tego roku europejskie media obiegła informacja o podwójnym samobójstwie w jednym z pensjonatów w miejscowości Vlachata znajdującej się na greckiej wyspie Kefalonia. Dwudziestotrzyletnia kobieta pochodząca z Bułgarii i o kilka lat starszy od niej Niemiec postanowili w sylwestrową noc pożegnać się z życiem. Rekwizyty znalezione na miejscu świadczyły o tym, że para młodych ludzi dokonała przed śmiercią satanistycznego rytuału. Dla przeciętnego człowieka taki czyn jest kompletnie niezrozumiały. Czemu młodzi ludzie, prawdopodobnie mający przed sobą wiele lat życia, dokonali takiego wyboru? Nie wiadomo, czy ktokolwiek zna odpowiedź na to pytanie. Możemy jednak zastanowić się nad tym, dlaczego niektórzy ludzie wolą skierować się ku Szatanowi, odrzucając Boga.

Chichot złego

Mówiąc o satanistach, częstokroć posługujemy się stereotypami. Wynika to z faktu, że zazwyczaj słyszymy o nich, gdy dokonają jakiegoś zabronionego czynu. Wyobrażamy sobie zatem odzianą w czarne ciuchy zdemoralizowaną młodzież, słuchającą pewnych odmian heavy metalu, krzywdzącą zwierzęta, profanującą w nocy cmentarze i przedmioty sakralne. Jednakże nie zdajemy sobie sprawy z tego, że treści satanistyczne coraz częściej są przemycane do powszechnej świadomości i wnikają do ludzkich umysłów niczym powoli sącząca się trucizna. Musimy zrozumieć, że satanizm nie dotyczy jedynie młodzieży z marginesu, ale jest świadomym wyborem wielu ludzi z tak zwanych elit.

Przykładów na poparcie tego twierdzenia można znaleźć wiele i nie sposób wszystkie je tu wymienić. Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń ostatnich lat, w którym pojawiło się mnóstwo dwuznacznych symboli satanistycznych i ezoterycznych, było otwarcie w 2016 r. tunelu Świętego Gotarda w Alpach Szwajcarskich. Podczas uroczystej inauguracji liczącego ponad 57 km długości tunelu, wystawione zostało widowisko, na którym pojawiło się wiele ważnych osobistości, min. kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji François Hollande oraz premier Włoch i kanclerz Austrii. Reżyser spektaklu Volker Hesse związany z północnoeuropejską masonerią, współautor podręczników okultystycznych, postanowił przenieść na scenę prawdziwy rytuał satanistyczny. Reżyser uczynił głównym bohaterem przedstawienia pół-człowieka, pół-kozę przypominającego postać Baphometa. Podczas tego dziwacznego spektaklu widzom ukazane zostały niepokojące obrazy, które nasuwają konkretne skojarzenia. Przedstawienie przesycone zostało aluzjami seksualnymi. Występ rozpoczął się od przemarszu grupy robotników, którzy poruszali się niczym zombie. Było to nawiązanie do światowej gospodarki, opartej na pracy. Później obrazy zmieniały się jak w kalejdoskopie. Na scenie pojawiły się min. półnagie postacie, które wykonywały perwersyjne ruchy kojarzące się z orgiami i sodomią. W pewnej chwili oczom zebranych ukazała się też odrażająca postać niby-anioła ze zdeformowaną twarzą. Była też okryta białym welonem procesja towarzysząca Baphometowi. W końcu doszło do czegoś w rodzaju zaślubin kozła i ludzkości. Jakby tego było mało, w pewnej chwili została nałożona na ramiona kozła biała peleryna, symbolizująca królewską władzę kozła nad światem. Znamienne jest to, że na koniec wszyscy tancerze oddali cześć kozłowi, on zaś jakby wszedł do nowoczesnego, postępowego społeczeństwa, które uosabiały najdziwniejsze kreatury. Podczas widowiska na ogromnym ekranie jednocześnie ukazywały się budzące grozę obrazy. Wszystkowidzące oko, przerażające oblicze kozła, skarabeusze. Całości dopełniła wybrzmiewająca z głośników trudna do zniesienia muzyka, krzyki i zawodzenia. Spektakl nagrodzony został przez zebranych oficjeli owacjami.

Po przedstawieniu pojawiły się zarówno głosy oburzenia jak i zachwytu. Niektórzy dostrzegali w tym wydarzeniu ukryty satanizm elit, inni widzieli w nim jedynie nawiązanie do legendy związanej z mostem znajdującym się w pobliżu tunelu. Wedle legendy most został zbudowany przez diabła, który w zamian za dusze postanowił pomóc tamtejszym mieszkańcom w komunikacji między okolicznymi miejscowościami. Kozioł zaś symbolizować miał górskie kozice. Trudno jednak przy zderzeniu z tak nachalną symboliką przyjąć te argumenty. Warto postawić pytanie czemu tak gorliwie oddawano cześć kozłowi, skoro mieliśmy do czynienia jedynie z niewinnym symbolem górskiej kozicy? Dlaczego wydźwięk przedstawienia jest jednoznacznie mroczny i demoniczny? Nie niesie ono żadnego pozytywnego przekazu równoważącego w jakikolwiek sposób ohydę, którą zostali uraczeni widzowie.

Znamienne jest to, że BBC określiła przedstawienie „wyjątkowym spektaklem”. Wiele szwajcarskich i francuskich mediów piało z zachwytu nad osiągnięciami technicznymi i symboliką tunelu. Nazwano go nawet „niewidzialną katedrą”.

„Modlitwa” do Szatana

Jak wiadomo, wszelkiego rodzaju twórcy żądają dla siebie nieograniczonej swobody wypowiedzi. Przedstawienie w tunelu św. Gotarda jest żywym przykładem tego, jak to prawo może być wykorzystywane. Okazuje się jednak, że ludzie, którzy odrzucają Boga, mogą posunąć się jeszcze dalej. Budzące grozę może być tu pewne zebranie radnych Alaski. Otóż rozpoczęli oni posiedzenie okręgu… „modlitwą” do Lucyfera. Radna Iris Fontana zainaugurowała zgromadzenie min. takimi słowami: „Stańmy wyprostowani i wolni od nieprzejrzystych nauk zrodzonych przez bojaźliwe umysły w ponurych czasach. Przyjmijmy lucyferyczny impuls zjednoczenia z drzewa wiedzy […]”. W słowach tej antymodlitwy padły też m.in. stwierdzenia o obronie suwerenności człowieka przeciw arbitralnym autorytetom, które zagrażają wolności. Radna zakończyła obrząd słowami: „Chwała Szatanowi”. Modlitwa ta miała być odpowiedzią na obecność lokalnych chrześcijańskich duchownych na tego rodzaju posiedzeniach, co rzekomo naruszało prawa niewierzących. W odpowiedzi na zarzuty o dyskryminacji ateistów miejscowi politycy mieli do wyboru: całkowicie wykluczyć religię z przestrzeni publicznej albo dopuścić wszystkie wyznania. Świątynia Szatana natychmiast wykorzystała tę sytuację. Co ciekawe, organizacja ta twierdzi, że nie jest jej celem szerzenie kultu Szatana, a propagowanie racjonalizmu, którego Szatan jest jedynie symbolem.

Stąd już tylko krok do budowania Szatanowi pomników oraz oficjalnych świątyń i domagania się, by satanizm był jedną z opcji do wyboru jako przedmiot szkolny, równoważny z nauczaniem (innych!) religii. Brzmi nieprawdopodobnie? To już się dzieje.

Ojciec kłamstwa

Opisane powyżej wydarzenia wiele mówią o człowieku, ale jeszcze więcej mówią o jego przeciwniku. Szatan jest bowiem nie tylko przeciwnikiem Boga, ale także śmiertelnym wrogiem ludzi. Jego działanie ujawniło się w raju, kiedy to zwiódł Adama i Ewę, i sprowadził ludzkość na drogę grzechu. Można rzec, że jego postępowanie nic się od tego czasu nie zmieniło. Posługuje się tymi samymi schematami, a człowiek, jakby niczego się przez wieki nie nauczył, nieustannie wpada w te same pułapki.

Spójrzmy na historię pierwszych rodziców opisaną w Księdze Rodzaju. Adam i Ewa żyli szczęśliwie w ogrodzie Eden. Mieli wszystko czego im było trzeba. Jedynym ograniczeniem był zakaz spożywania owoców z jednego z drzew. Pierwsi ludzie trwali w beztrosce do czasu, dopóki nie pojawił się wąż, który namówił ich do złamania zakazu. Oszukał ich, że jeśli spożyją zakazany owoc, będą mogli sami o wszystkim decydować. Podważył ich zaufanie do Stwórcy, sugerując, że nie chce On dopuścić, by człowiek stał się bogiem Jemu równym. Chociaż już w starożytności dyskutowano, czy wąż to Szatan we własnej osobie czy Szatan jedynie przemawiał przez węża, efekt jest taki sam. Światło na tę sytuację rzuca rozdział 12 Apokalipsy św. Jana, nazywający Szatana wprost wężem starodawnym zwodzącym całą ziemię.

Trudno nie zadać sobie pytania, czemu Ewa posłuchała węża. Jedną z możliwych odpowiedzi podsuwa apokryf: „Życie Adama i Ewy”. Według niego „wąż był kochany przez Boga”. Ewa „ufała wężowi bardziej niż jakiemukolwiek innemu stworzeniu”, dlatego Szatan posłużył się nim. Należy też zwrócić uwagę na fakt, że słowa: „wąż” i „serafin” są etymologicznie spokrewnione. Można wręcz spotkać się z teorią, że wąż zanim został przeklęty jawił się Ewie jako jaśniejący anioł.

Wolna wola

Adam i Ewa dokonali wyboru, którego skutki okazały się tragiczne. Aureliusz Prudencjusz pisze, że człowiek dał „wiarę srogiemu […] wrogowi. I tak się znalazł pośrodku między panem życia i mistrzem śmierci; tu Bóg go woła, a tu szatan; on waha się tu lub tam idąc, z własnego uznania”. Również każdy z nas codziennie dokonuje wyboru, w którą stronę podążać. Możemy założyć, że nikt z nas nie chce kierować się dobrowolnie ku złu. Problem polega na tym, że czasami zło jest tak opakowane, że wydaje się dobrem.

Warto zauważyć, że w satanizmie lucyferycznym, tak jak w niektórych nurtach gnostyckich, pojawia się przewrotna interpretacja, że to wąż mówił prawdę. To szatan chciał dobra człowieka. Lucyfer jest nawet przedstawiany jako ktoś w rodzaju Prometeusza. To ten, który niesie światło ludzkości, Bóg zaś egoistycznie chce dla siebie chwały.

Trzeba wiedzieć, że jednym z największych kłamstw Szatana, jakie udało mu się zasiać w ludzkich umysłach, jest przekonanie, że on sam nie istnieje. Staje się wtedy jedynie symbolem buntu, wolności, a nawet racjonalizmu. Człowiek wyznający takie poglądy może wówczas śmiało odrzucić wszelkie „zabobony” i siebie postawić w centrum wszechświata. Wówczas nic nie stoi na przeszkodzie, by sam definiował, co jest dobre a co złe, i by był kreatorem samego siebie. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że podejmuje grę, której nie może wygrać.

                                                                                     Halina Czyżewska

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2018. Zapraszamy do lektury!