Figi

Marzena uwielbia figi. Wracając ze szkoły trochę walczyła ze sobą, bo zostało jej w tym miesiącu już niewiele pieniędzy. W końcu jednak podjęła decyzję: kupi paczkę fig, ostatecznie nie musi już więcej przez kilka dni kupować. Gdy wyszła ze sklepu poczuła w ustach zbierającą się ślinę – wystarczyło, że pomyślała o ulubionych smakołykach spokojnie przeżuwanych podczas wieczornego filmu.

Przysmak leżał w szufladzie, gdy Marzena odrabiała lekcje. Gdy mama zawołała wszystkich na kolację, rozległ się dzwonek. Z radością powitali siostrę taty, która była matką kilkorga dzieci, a do nich przychodziła czasem, by odpocząć w atmosferze ich mieszkania i poradzić się w skomplikowanych sprawach jej rodziny – jej maż od dawna ciężko chorował i na jej ramionach spoczywał ciężar prowadzenia domu. Tym razem przyszła z Kingą – rówieśnicą Marzeny.

Rodzice poszli z ciocią na werandę, a Marzena jak zawsze zaprosiła Kingę do siebie. Nie wiadomo dlaczego rozmowa się nie kleiła. Chyba Anioł Stróż przypomniał Marzenie tę scenę z Ewangelii, w której Maryja z Józefem przynieśli małego Jezusa do świątyni. Jezus był ich skarbem, może z niemałym trudem powierzali go Bogu. Marzena zrozumiała, że paczka fig jest przeszkodą w spotkaniu z Kingą. Niezauważalnie na moment zacisnęła wargi, potem otworzyła szufladę i poczęstowała cioteczną siostrę.

Już chwilę potem wiedziała, że nic nie straciła, a zyskała więcej niż mogła przypuszczać. Każda figa smakowała jak cała paczka. Tego wieczoru był to smak prawdziwej przyjaźni.

Do kasacji

Jędrek ukrywał przed wszystkimi kłopoty z bardzo maleńkim, niewidocznym narządem swego ciała. Nawet przed lekarzem udawał i to tak dobrze, że nie wpisano mu do karty problemów z błędnikiem. Gdy zamożny wujek spytał go o jego marzenia, Jędrek otwarcie powiedział, że bardzo chciałby mieć skuter. Rodziców już od kilku lat „oswajał’’ z tą myślą. Nikt się zatem nie zdziwił, że kilka dni po zakończeniu roku szkolnego podjechała pod ich dom półciężarówka wujka, a jego pracownicy zdjęli z niej nowiutki skuter.

Kilka dni później rodzice i starszy brat Jędrka stali nad jego łóżkiem w szpitalu i czekali aż odzyska on przytomność. Wcale nie jechał szybko, coś się jednak stało, że na zakręcie stracił panowanie nad skuterem i wjechał w stertę kamieni przygotowanych do remontu drogi. Ze skutera wiele nie zostało, Jędrek mocno się potłukł i uderzył głową w jeden z kamieni. Musiał zostać kilka dni w szpitalu – lekarze nie byli pewni czy nie ma jakichś obrażeń wewnętrznych. Babcia przyniosła mu różaniec, jak sama powiedziała żartobliwie „dla lepszego zabicia czasu’’.

Jędrek nie lubił udawać, jak się za coś brał, to robił to porządnie, więc teraz i różaniec zaczął porządnie odmawiać. Gdy doszedł do piątej tajemnicy radosnej, to aż mu na chwilę z wrażenia zabrakło tchu: zrozumiał, że całe wydarzenie ze skuterem to bardzo delikatne napomnienie Pana Boga. Jeszcze tego samego dnia powiedział lekarzowi o swoich kłopotach z równowagą. Po powrocie do domu obiecał najbliższym, że będzie w życiu rozwijał wszystkie inne zainteresowania.

Oszustwo

Działo się to prawie dwadzieścia lat temu. Mama Edyty ukrywała przed wszystkimi, że jej mąż od paru tygodni ani przez chwilę nie był trzeźwy. Oczywiście przed córkami niczego nie ukrywała, wszystkie trzy prawie od urodzenia doskonale znały ten problem. Edyta, najmłodsza spośród sióstr, dość nieźle skończyła podstawówkę, w tym roku postanowiła codziennie dojeżdżać kilkanaście kilometrów do dobrego liceum.

Nauka od września wymagała ogromnego wkładu pracy. Edyta, póki było ciepło, uczyła się rozkładając swoje rzeczy na dwóch deskach, które oparła o żerdki starego płotu. Gdy zaczęły się październikowe chłodne deszcze, po prostu nie miała gdzie się uczyć.

Robert, który mieszkał niedaleko, był w tej samej klasie, często tym samym autobusem dojeżdżali do szkoły. Był już wtedy bardzo spostrzegawczy, zauważył, kiedy Edyta po raz pierwszy nie oddała pracy domowej. Nawet ona nie wiedziała, że prace domowe z jej nazwiskiem zawsze były oddawane nauczycielowi. Dość szybko oszustwo wyszło na jaw. Roberta ukarano, musiał zmienić szkołę. Wprawdzie przepraszano go, gdy wychowawca poznał sytuację Edyty, ale upokorzenia nie da się zmazać. Ten ból był dowodem miłości, fundamentem „trwałej budowli’’.

Od piętnastu lat są małżeństwem, a ich ulubioną modlitwa są tajemnice Bolesne Różańca.

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2018. Zapraszamy do lektury! i