Bardzo powszechny, nawet w odniesieniu do samego Jezusa Chrystusa (o czym pisał ostatnio T. Powyszyński), jest, przybierany coraz częściej za filozofię życiową, pogląd, że nie trzeba w życiu walczyć o świętość i łaskę wiary. Że wystarczy być dobrym człowiekiem. Jak jednak to „dobro” rozumieć i kto ma ustalać czym ono jest?

 

Czy istnieje różnica między dobrem i świętością?

Istnieje i to wielka. Różnica jakościowa.

 

Ilu ludzi o tym wie?

Niewielu, bo świętość jest dostępna jedynie dla wtajemniczonych. Dobro jest dostępne dla każdego człowieka.

 

Czym jest dobro?

Prawdziwe dobro ubogaca tego, kto je czyni i tego, kto go doświadcza.

 

Ale może być coś dobre dla innych kosztem tego, kto dobro czyni. Na przykład mama wstaje do chorego dziecka siedem razy w nocy – czyli mama traci, a dziecko zyskuje?

Mama zyskuje jeszcze więcej niż dziecko, bo ile razy ofiaruje minutę dziecku, tylekroć rośnie jej miłość, a ona jest największym dobrem na ziemi.

 

Czy tego nas uczy Jezus?

Jego cierpienie i śmierć dla nas, najbardziej ubogaciły Jego. On ukazuje najwyższy szczyt miłości, jaki może zdobywać człowiek.

 

Większość uważa, że coś jest dobre tylko wtedy, gdy ubogaca jego samego. Dlaczego tak niewielu rozumie dobro, tak jak ksiądz mówi?

Egoista nie żyje prawdziwym dobrem, tylko swoim. Powtarzam: prawdziwe dobro ubogaca wszystkich. Jak słońce dając energię z siebie ubogaca wszystkich, i, jeśli tak można powiedzieć, szczęście tych, którzy żyją jego światłem, jest jego szczęściem.

 

Ale słońce się kiedyś wypali…

Tak i wtedy będzie szczęśliwe, że spełniło swe zadanie, a ilu będzie mu dziękowało za to, że żyło w jego promieniach, tego nie da się wypowiedzieć.

 

A czym jest świętość?

Jest życiem Boga.

 

Co to znaczy?

My mamy do czynienia z wieloma formami życia, począwszy od komórki, a skończywszy na najdoskonalej zorganizowanym widzialnym stworzeniu, jakim jest człowiek. Każdy z nas ma w sobie wszystkie formy życia: ciała, psychiki, sumienia, wyobraźni, wolnej woli i rozumu. Te stworzone formy życia są dobrem. W człowieku jest możliwa harmonia tych form.

 

Czy w dzieło stworzenia Bóg wkomponował swoje życie, które jest świętością?

Nie wkomponował. Uzależnił to od współpracy z Adamem, ale ten wszedł na drogę pełnienia woli swojej, a nie Boga, stracił więc szansę uzyskania świętości.

 

A jednak Bóg zdecydował się na danie jeszcze raz takiej szansy Adamowi i każdemu jego potomkowi, a uczynił to przez Jezusa?

Dokładnie tak. Potrzebował jednak wielu wieków, aby potomkowie Adama dorośli do wtajemniczenia w świętość. Głębię tego wtajemniczenia przygotował w narodzie wybranym.

 

Świętość zatem to jeszcze wyższa forma życia niż te wszystkie, jakie człowiek posiada?

Posiadane formy są stworzone, a świętość jest udziałem w życiu Boga, które nie jest stworzone – to jakościowo inne Życie.

 

Kiedy człowiek tym świętym życiem zostaje wypełniony?

Na chrzcie świętym. Wtedy zostaje zanurzony w Imieniu Ojca i Syna i Ducha Świętego, czyli otrzymuje nową formę życia, a jest nim Życie Trójcy Świętej.

 

Ta Trójca to Boża Rodzina?

Skoro jest mowa o Ojcu i Synu, to przekaz tajemnicy Ich życia jest podany językiem rodzinnym, który w jakiejś mierze jest nam znany.

 

To dlatego chrzest jest nazwany narodzinami?

Dokładnie tak. W nim bowiem ochrzczony staje się dzieckiem Boga i żyje już Jego życiem.

 

Dlaczego Bóg nie wkomponował swej świętości w dzieło stworzenia?

Bo chciał, aby człowiek dobrowolnie stał się Jego dzieckiem.

 

A czym jest to święte życie Boga?

Jest Jego Bożą Miłością.

 

Czy my jako ludzie umiemy kochać?

Umiemy kochać miłością ludzką i to nam daje szczęście, ale Boska Miłość daje udział w szczęściu Bożym, miliony razy większym niż to, na jakie nas stać.

 

Czy uświęcenie na chrzcie jest ubogaceniem naszego łańcucha genetycznego?

Trafne stwierdzenie. Otrzymujemy nowy „gen” – gen Bożego życia i jeśli go dobrze wykorzystujemy, on zaczyna harmonizować ze sobą wszystkie ogniwa naszego genetycznego łańcucha, a na tym polega doskonalenie naszej świętości. Święci kanonizowani osiągają to w pełni już na ziemi, tylko jeszcze jest to ukryte w ciemnościach ich wiary, a gdy przekraczają próg domu Ojca, to na progu słyszą Jego słowa: „Synu”, „Córko” i odpowiadają: „Tato”. To jest wejście w wieczne życie Boga, które ma przed sobą nieustanny wzrost miłości Boga i wszystkiego, co Bóg kocha.

 

Niebo jest dla dobrych, czy dla świętych?

Niebo jest dla świętych. W spojrzeniu na niebo trzeba pamiętać o rozróżnieniu ludzi na dwie grupy. Jedni na ziemi poznali Jezusa i otrzymali łaskę wiary w Niego. Ta łaska jest ofiarowaniem świętości i jest warunkiem chrztu. Miliardy ludzi nie poznało i nie pozna Jezusa, ale jeśli są dobrzy, co ujawniają w czynach miłosierdzia co do ciała, zostają przez Jezusa nagrodzeni Jego miłosierdziem, które polega na udzieleniu im świętości.

 

A więc człowiek nieznający Jezusa może za dobro otrzymać łaskę świętości, a z nią łaskę zbawienia?

Taka jest prawda. Znający Jezusa musi odpowiedzieć na jego łaskę i jemu dobroć już nie wystarcza. On winien dać świadectwo świętości na ziemi.

 

To lepiej nie znać Jezusa?

Takie pytanie może stawiać tylko ten, kto nie zna wartości Jego poznania i zadania życiowego, jakie się z tym spotkaniem i poznaniem łączy. To jest tak, jakby ktoś powiedział, że lepiej być kretem niż szybować pod niebem. Szybowanie jest wielkim ryzykiem, ale miłość to ryzyko, prawdziwe życie to samo ryzyko. Szczęśliwy, kto może ryzykować.

 

Czy w spojrzeniu na Kościół rozróżnienie między „dobry” i „święty” też jest ważne?

Bardzo ważne. Nikt nie ma wątpliwości, że Kościół jest dobry i w to nie trzeba wierzyć. Pewni jego członkowie nie są dobrzy, ale w sumie Kościół to jedna z najlepszych instytucji na ziemi. W Wyznaniu wiary nie mówimy: „wierzę w jeden dobry Kościół”, ale „w jeden święty”. Kościół na ziemi jest środowiskiem świętym i w tym środowisku żyją i osiągają dojrzałość święci. Na ziemi bez tego środowiska nie ma mowy o świętości. Tak zadecydował Chrystus.

 

A w jakich naczyniach w Kościele jest „przechowywana” świętość?

W sakramentach – one są święte i ich celem jest uświęcanie.

 

Czy można to lepiej wyjaśnić?

To nowy temat, może przy innej okazji go wyjaśnimy. Nawiązując do naszego tematu powiem tylko, że małżeństwo jest dobre, a sakrament małżeński jest święty i dlatego tylko on daje prawo do Komunii Świętej.

 

Wracam do pytania postawionego na początku: Z kim można mówić o świętości?

Tylko z tymi, którzy w świętość są wtajemniczeni, bo dla nich to najwyższa wartość. Oni wiedzą, że Bóg to Święty, Święty, Święty… Dla ludzi bez wtajemniczenia świętość to bajka.

 

 

z ks. Edwardem Stańkiem

rozmawiał ks. Piotr Prusakiewicz CSMA

 

 

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2017. Zapraszamy do lektury!