Zebrałem Wasze listy prowadzące do wiary, ale przecież nie wystarczy do wiary dojść, trzeba dalej iść przez życie… Pytań Czytelników nie brakuje, życie inspiruje nowe pytania… Moim zdaniem są coraz ciekawsze, dotyczą coraz głębszych problemów, zmuszają do myślenia, do zajęcia stanowiska. Dziękuję za nie i przepraszam, że nie mieszczą się odpowiedzi na to wszystko, co zawarte jest w Waszych listach.

 

Czy da się żyć bez wiary?

Mam wielu kolegów niewierzących, a w każdym razie tak o sobie mówią. Niektórzy, owszem, żyją „rozrywkowo”, ale wielu to bardzo odpowiedzialni i dobrzy ludzie. Patrząc na tych ostatnich można by wyprowadzić wniosek, że wiara nie jest konieczna, by być „pozytywnym obywatelem”. Wiem też z opowiadań rodziców, że wielu ludzi dochodzi w swoim życiu do momentu, w którym potrzeba im „czegoś więcej”, dobrobyt i zdrowe relacje międzyludzkie nie wystarczają. Czy możliwe jest życie w ogóle bez wiary? Czy coś tracę rezygnując z życia wiarą, a może odwrotnie, czy stracę posługując się moralnością podpowiadaną przez wiarę?

                                                             Bernard, (jeszcze) licealista

 

Na pewno każdy zna ludzi, którzy żyją bez wiary, a w każdym razie to deklarują. Są wśród nich osoby wspaniałe, są też podłe, to zapewne zależy od rodziny, w jakiej zostali wychowani, od środowiska, w jakim żyli, od wielu okoliczności. Warto jednak zauważyć powszechność zjawiska wiary.

 

Przytoczone pytanie dotyczy chyba każdego człowieka, niezależnie od korzeni, z których wyrósł; każdy jakoś musi się do tematu odnieść, ale też mamy tu do czynienia z tajemnicą, bo przecież nie umiemy zajrzeć w wieczność, nie wiemy, jakie są ostateczne losy poszczególnych ludzi…

 

Na początku trzeba „zajrzeć do wieczności” – już tutaj posługujemy się wiarą, bo to jest rzeczywistość wymykająca się poznaniu dostępnemu naukom eksperymentalnym. Są różne opowieści przekazywane w różnych środowiskach świata, które podejmują ten temat, a pewna grupa ludzi w ogóle tego nie chce słuchać, twierdząc, że to tylko ludzkie gadanie. Każdy z nas musi zająć własne stanowisko w tej kwestii – czy jest życie po śmierci, czy nie ma, czy istnieje wieczna nagroda / wieczna kara za sposób życia na ziemi? Każda z religii świata jest swoistą odpowiedzią na to pytanie, ateizm oczywiście też jest odpowiedzią, w której zaprzecza się życiu po śmierci.

 

Chrześcijanie żyją w przekonaniu, że Jezus Chrystus to Syn Boży, który przyszedł, aby odkupić człowieka, który przez grzech pierworodny i grzechy uczynkowe oderwał się od Stwórcy i poszedł swoją drogą, która prowadzi do śmierci.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi na ten temat w rozdziale pierwszym, poczytajmy po kolei. W punkcie 27 napisano:

Pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, ponieważ został on stworzony przez Boga i dla Boga. Bóg nie przestaje przyciągać człowieka do siebie i tylko w Bogu człowiek znajdzie prawdę i szczęście, których nieustannie szuka:

Szczególny charakter godności ludzkiej polega na powołaniu człowieka do łączności z Bogiem. Człowiek jest zaproszony do rozmowy z Bogiem już od chwili narodzin: istnieje on bowiem tylko dlatego, że stworzony przez Boga z miłości jest zawsze z miłości zachowywany, i nie żyje w pełnej zgodności z prawdą, jeżeli w sposób wolny nie uzna tej miłości i nie odda się Stworzycielowi .

 

W punkcie 28 autorzy zauważają powszechność ukierunkowania religijnego:

W ciągu historii, aż do naszych czasów, ludzie w rozmaity sposób wyrażali swoje poszukiwanie Boga przez wierzenia i akty religijne (modlitwy, ofiary, kulty, medytacje itd.). Mimo niejednoznaczności, jaką one mogą w sobie zawierać, te formy wyrazu są tak powszechne, że człowiek może być nazwany istotą religijną.

„On z jednego [człowieka] wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 26-28).

 

W kolejnym, 29 artykule Katechizm Kościoła Katolickiego ze smutkiem zauważa:

Człowiek może jednak zapomnieć o tym „głębokim i żywotnym połączeniu z Bogiem” , może go nie dostrzegać, a nawet wprost je odrzucać. Źródła takich postaw mogą być bardzo zróżnicowane: bunt przeciw obecności zła w świecie, niewiedza lub obojętność religijna, troski doczesne i bogactwa, zły przykład wierzących, prądy umysłowe wrogie religii, a wreszcie skłonność człowieka grzesznego do ukrywania się ze strachu przed Bogiem i do ucieczki przed Jego wezwaniem.

 

A na koniec (w punkcie 30) czytamy słowa pełne nadziei:

„Niech się weseli serce szukających Pana” (Ps 105, 3). Nawet jeśli człowiek może zapomnieć o Bogu lub Go odrzucić, to Bóg nie przestaje wzywać każdego człowieka, aby Go szukał, a dzięki temu znalazł życie i szczęście. Takie szukanie wymaga od człowieka całego wysiłku jego rozumu, prawości woli, „szczerego serca”, a także świadectwa innych, którzy uczyliby go szukania Boga.

 

Aby odpowiedzieć na ostatnią część pytania, trzeba już przyjąć wiarę: jeśli pójdziemy przez życie drogą wskazaną przez Jezusa Chrystusa, mamy szansę być przez Boga nagrodzeni wiecznością w Jego Obecności, czyli w miłości. Odrzucając takie poglądy wchodzimy w tajemnicę, która chyba trochę przeraża…

 

Czy trzeba wierzyć we wszystkie dogmaty?

 

Chodzę do kościoła w każdą niedzielę, razem ze wszystkimi wypowiadam słowa „Wyznania wiary”, ale to przecież nie wszystko, są różne inne zdania, jakie słyszymy podczas Mszy Świętej czy na katechezie. Skąd mam wiedzieć, co jest dogmatem, a co tylko hipotezą, czy istnieje jakiś spis dogmatów? Czy jak mam wątpliwości, to jestem jakoś wykluczona z Kościoła?

Zosia z krakowskiego liceum

 

Jest tu właściwie kilka pytań, spróbujmy po kolei.

 

Po pierwsze wszystkie dogmaty zebrane są w Katechizmie Kościoła Katolickiego, dodano tam też, że prawdy wiary są integralnie związane z naszym życiem duchowym. W KKK 89 czytamy: Dogmaty są światłem na drodze naszej wiary; oświecają ją i nadają jej pewność. I na odwrót, jeśli nasze życie jest prawe, to nasz rozum i nasze serce są otwarte na przyjęcie światła dogmatów wiary (Por. J 8, 31-32).

 

Nie istnieje coś takiego jak odrębny „spis dogmatów”; te prawdy są formułowane różnymi słowami w różnych podręcznikach teologii dogmatycznej, ale – jak wiemy – istnieją znane „zestawy” prawd wiary, jak te, które znajdziemy w katechizmie czy, które wypowiadamy podczas Mszy Świętej.

 

Warto też pamiętać, jak powstawały dogmaty: to, co zapisano w Piśmie Świętym teologowie próbowali doprecyzować, ująć w jednoznaczne zdania. Nauka Chrystusa to zbiór wielu fragmentów nauczania, przypowieści i opis wielu wydarzeń, i nie zastosowano w Ewangeliach czy Listach Apostolskich języka naukowego. Chrześcijanie podejmujący próby pogłębienia życia wewnętrznego domagali się możliwie zwięzłego sformułowania treści naszej wiary i w wielu miejscach świata powstały takie podręczniki – katechizmy, i w każdym te same prawdy zostały ułożone w nieco inny sposób.

 

Z tych prawd wiary wynikają konkretne zasady jako wskazania moralne, ale zawsze przed normami dotyczącymi postępowania są zdania mówiące o miłości Pana Boga, o Jego Miłosierdziu i o zaproszeniu do spędzenia wieczności w Jego Królestwie, zgłębiać naukę pochodzącą z Biblii i z Tradycji; Pismo Święte jest taką Księgą, podczas czytania której wciąż pojawiają się nowe myśli. Takie myśli układają się w pewne propozycje, czyli hipotezy, a te z kolei trzeba sprawdzać, weryfikować. Zwykle, gdy ktoś pisze artykuł o wierze, to zaznacza, co jest prawdą, dogmatem jasno wynikającym z zadumy nad Pismem Świętym, a co jedynie propozycją współcześnie pracujących teologów. Jeśli to nie jest zaznaczone, jeśli pojawiają się wątpliwości, to trzeba zapytać specjalistę, kogoś, kto jest kompetentny w tym względzie.

 

Wątpliwości, jak już zostało zaznaczone w numerze wakacyjnym, są znakiem myślenia; stawianie pytań, to uprawnione poszukiwanie zrozumienia. Nie powinniśmy jedynie „mieszać komuś w głowie”, czyli dzielić się wątpliwościami z osobami, które nie potrafią nam nic rzeczowo wyjaśnić, nie powinniśmy powodować zamętu w czyimś myśleniu.

 

Wykluczenie z Kościoła wiąże się jedynie z podawaniem w sposób pewny zdań nieprawdziwych teologicznie, dawniej nazywało się je herezjami.

 

Czy jest jakaś droga wiary? Czy jest jakiś mądry plan poznawania Biblii, prawd objawionych?

 

Na pewno trzeba zauważyć, że droga życia, droga wiary jest dla każdego zupełnie niepowtarzalna. Powodem jest choćby to, że każdy człowiek, to zupełnie niepowtarzalny pomysł Pana Boga, każdy ponadto ma swoje własne doświadczenia, spotkania z innymi ludźmi. Jednak od samego początku chrześcijaństwa próbowano stworzyć jakieś formuły, które mogłyby być dość uniwersalne, które dałyby się zastosować w życiu wielu ludzi. Jednym z takich pomysłów, jest – wykorzystywany do dzisiaj – schemat zwany KERYGMATEM. Jest to zestaw kilku tematów, które – jak uznano – są fundamentalne, najważniejsze w poznawaniu wiary.

 

Kerygmat to następujący zestaw tematów:

– Bóg jest Miłością (i Nią nas ogarnia)

– człowiek odrzuca Miłość Boga (poprzez grzech)

– Bóg miłosiernie daje wybaczenie (Krzyż Chrystusa jako źródło nowego życia dla wszystkich, którzy Go w wolności przyjmą)

– człowiek jest zaproszony do tego, aby przyjąć i wprowadzić w swoje życie ww. miłosierdzie

– Duch Święty umacnia każdego, kto wybrał Chrystusa

– ludzi, którzy przyjęli Chrystusa jest wielu, ich wspólnota nazywana jest Kościołem

 

Sięgając do historii trzeba jeszcze wspomnieć o katechezach mistagogicznych. Zachowały się takie katechezy z pierwszych wieków chrześcijaństwa związane z nauczaniem nowoochrzczonych. Mistagogia to nauczanie najistotniejszych prawd objawionych wprowadzających w chrześcijaństwo, najczęściej związane z objaśnianiem tzw. Sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego (chrzest, bierzmowanie, eucharystia).

 

Plan czytania Pisma Świętego można znaleźć na wielu portalach katolickich, propozycje jakiegoś porządku lektury Biblii przygotowało wielu rekolekcjonistów i można z łatwością skorzystać z któregokolwiek z tych pomysłów. Na pewno jednak warte uwagi jest to, co podsuwa codzienna Liturgia Słowa – mądrzy ludzie przygotowali czytania biblijne na poszczególne dni roku i śledzenie tych perykop zapewnia przeczytanie większej części Biblii. Można też skorzystać z wartościowych komentarzy opracowywanych przez rozmodlonych zakonników.

 

 

Ks. Zbigniew Kapłański

 

Artykuł ukazał się we wrześniowo-październikowym numerze „Któż jak Bóg” 5-2017. Zapraszamy do lektury!