Ewa jest matką wszystkich żyjących. Jednak ma ona swój udział w pierwszym grzechu, którego skutki – po dzień dzisiejszy – odczuwa każdy i każda z nas. „Pierwsza kobieta skosztowała owocu (por. Rdz 3,6), a ziemia boleśnie odczuła jego smak…”. Tymi słowami zakończyłam pierwszą część tekstu opowiadającego o pierwszej kobiecie. Dzisiaj zapraszam Was do lektury części drugiej.

 

Owoc, do zjedzenia którego namawiał wąż, prezentował się smakowicie; jednak po jego skosztowaniu smaczna iluzja stała się gorzką rzeczywistością. W efekcie grzechu, czyli nieposłuszeństwa wobec Boga, człowiekowi otwierają się oczy. Miejsce oczekiwania zajmuje rozczarowanie; pragnienie zakosztowania mądrości zastępuje wiedza, której owoce mają gorzki smak; nadzieja na bycie jak Bóg skutkuje śmiercią.

 

Nagość, którą zaczynają odczuwać pierwsi ludzie (por. Rdz 3,10), w języku biblijnym oznacza utratę osobowej i społecznej godności, utratę własnej tożsamości. Pojawia się świadomość, że grzech obdziera człowieka z istoty człowieczeństwa, bo zrywa więź z Tym, od którego otrzymał on życie. Adam, z powodu nagości zaczyna odczuwać wstyd i chowa się przed Bogiem (por. Rdz 3,10). I nie chodzi tutaj jedynie o nagość cielesną, ale o nagość serca, w którym zapanował grzech. Człowiek boi się reakcji Boga na okazane Mu nieposłuszeństwo. Pojawia się więc utrata poczucia bezpieczeństwa i strach, którego przyczyną jest zniekształcony obraz Boga podsunięty człowiekowi przez szatana.

 

Szukanie winnych

 

„Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?»” (Rdz 3,9). Zwróćcie uwagę: Bóg nie zawołał obojga, tylko do odpowiedzialności pociągnął mężczyznę, a ten szczerze podaje powód ukrycia się przed Stwórcą (por. Rdz 3,10), który kontynuuje rozmowę z człowiekiem: „«Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»” (Rdz 3,11). I pomimo tego, że mężczyzna jest szczery wobec Boga, zaczyna obwiniać nie tylko kobietę: „(…) «Niewiasta (…) dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem»” (Rdz 3,12), ale również Stwórcę: „(…) «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie» (…)” (Rdz 3,12). Adam zatem w sposób wyraźny daje do zrozumienia, że za to co się stało winę ponosi kobieta lub Bóg! Nie powinno nas to dziwić, bo już dzieci w przedszkolu wiedzą, że ktoś musi być winny, tylko nie one. Tymczasem Bóg zwraca się do kobiety: „(…) «Dlaczego to uczyniłaś?»” (Rdz 3,13), a ona biorąc przykład z mężczyzny odciąga uwagę od siebie i obwinia węża.

 

W tym momencie przypomina mi się wydarzenie, o którym słyszałam w połowie lutego, kiedy to w mediach pojawiła się informacja o Brytyjce, która kilka lata temu wygrała na loterii milion funtów. Media donosiły, że kobieta pozwała do sądów organizatorów gry, zarzucając im, że po wygraniu tak dużych pieniędzy jej życie zmieniło się na … gorsze! Dysponując ogromną sumą siedemnastolatka robiła zakupy w luksusowych sklepach, poddała się serii operacji plastycznych, kupiła dwa domy, wyprowadziła się od rodziców i zerwała z chłopakiem. „Mam rzeczy materialne, ale poza tym moje życie jest puste. Jaki jest jego cel?” – pyta dzisiaj patrząc na swoje zachowanie z perspektywy czasu. Dziewczyna stanęła wobec ogromnej pokusy, nikogo nie pytała o zdanie, z nikim nie konsultowała swoich decyzji, postawiła na siebie, zachłysnęła się życiem i… przegrała. A dzisiaj obwinia wszystkich wokół.

 

No cóż, dziwię się, a może nie powinnam…, że zamiast tracić czas na wymówki i szukanie winnego ani mężczyzna, ani kobieta w chwili pokusy nie zwrócili się do Boga z prośbą o pomoc! Nie, nie wymądrzam się, po prostu chwilę przed tym, zanim usiadłam do pisania tekstu, przeczytałam komentarz papieża Franciszka do dzisiejszej Ewangelii (por. Mt 4,1-11), w którym Ojciec Święty zachowaniu kobiety, która rozmawiała z szatanem przeciwstawia zachowanie kuszonego na pustyni Syna Bożego: „Jezus zdecydowanie odrzuca wszystkie te pokusy i podkreśla niewzruszoną wolę, by podążać drogą ustaloną przez Ojca, bez jakiegokolwiek kompromisu z grzechem oraz logiką świata. Dobrze zauważcie, jak odpowiada Jezus. Nie prowadzi On dialogu z szatanem, jak to uczyniła Ewa w ziemskim raju. Jezus dobrze wie, że z szatanem nie można prowadzić dialogu, bo jest on bardzo przebiegły. Dlatego Jezus zamiast dialogować, jak czyniła to Ewa, postanawia schronić się w Słowie Bożym i odpowiada mocą tego Słowa. Pamiętajmy o tym: w chwili pokusy wobec szatana nie liczą się żadne argumenty, ale zawsze chroni nas Słowo Boże! Ono nas ocali!”. Szatan może jest sprytny i przebiegły, ale nigdy nie dorówna Bogu!

 

Zmiażdżyć głowę węża

 

Pierwsza kobieta dopiero w 3. rozdziale Księgi Rodzaju otrzymuje imię, mimo iż ja posługiwałam się nim niemal od początku tekstu: „Mężczyzna dał swojej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących” (Rdz 3,20). Historia jednak się nie kończy. Bóg nie odwraca się od ludzi, nie chce zemsty, równocześnie nie może zbagatelizować grzechu i dlatego wydaje wyrok (por. Rdz 3,14-19). Ewa rodzi Kaina, a po wielu latach również Seta, który był przodkiem Chrystusa. Potomstwo tej, która zlekceważyła Boga i uwierzyła wężowi zmiażdży mu głowę (por. Rdz 3,15).

 

Być może chciałabyś być jak Ewa w chwili stworzenia: doskonała, piękna i bezgrzeszna. Jednak według mnie z taką kobietą żadna z nas nie ma nic wspólnego, chociaż czasami tak o sobie myślimy. Kiedy popełnia grzech, jako kobiety nie chcemy się z nią identyfikować, a mężczyźni obarczają ją za całe zło tego świata. Jednak drogi mężczyzno nie zapominaj, że aby skusić kobietę szatan wykorzystał najprzebieglejszy ze sposobów, którymi się posługuje, lecz by skusić mężczyznę wystarczyła wyciągnięta kobieca dłoń i pytanie: «Chcesz spróbować?» (por. Rdz 3,6). Czy mężczyzna zjadłby zakazany owoc nawet gdyby kobieta go nie poczęstowała? Masz nadzieję, że nie zjadłby? A czy mężczyźni nie popełniają grzechów? Każdy z nas grzeszy, ale nie wszyscy w ten sam sposób. A skoro grzesznikami jesteśmy wszyscy bez wyjątku: i Ty i ja, to wszyscy potrzebujemy Zbawiciela!

 

Zatem zamiast zrzucać winę na kogoś innego, począwszy od Ewy, przez Boga, a na współczesnych wężach skończywszy, nie zapominajmy o Słowie Bożym, które nas wzmacnia i o Bożym Synu, który podniesie nas po każdym, nawet najgorszym grzesznym upadku. Nie mamy nikogo innego, kogo można wskazać jako sprawcę naszego grzechu oprócz samych siebie (por. Mk 7, 21-22), a jednocześnie nie mamy nikogo innego, jak tylko Boga, który nadal przechadza się po ogrodzie i pyta: «Gdzie jesteś?». Boga, do którego każdego dnia możesz zwrócić się ze słowami: «Dobry Boże. Przeżyję ten dzień dla Ciebie, z Tobą i dla Twojej chwały, a nie mojego próżnego pożytku. Zaopatrz mnie w paliwo i sprzęt, czyli daj mi swego Ducha, aby wspomagał mnie łaskami po to, abym mógł/mogła dobrze wykonać zadanie, jakie przede mną stawiasz».

 

Anna Gładkowska

 

 

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2017. Zapraszamy do lektury!