„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!»” (Mt 17,1-5).

 

Wydarzenie na Górze Przemienienia przypomina słowa Boga Ojca skierowane do wybranych uczniów (było ich tylko trzech). Usłyszeli oni: „To jest Mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. W Ewangelii Bóg Ojciec przemawia tylko dwukrotnie: nad Jordanem, do wybranego Jana Chrzciciela oraz do szatana, który także słyszy słowa wypowiedziane z nieba o Jezusie: „To jest Syn Mój umiłowany” (por Mt 3, 17). Dlatego szatan „testował” Jezusa na pustyni pokusami. Chciał sprawdzić czy jest On rzeczywiście tym Synem Boga, o którym słyszał podczas chrztu w Jordanie.

Na Taborze mamy tylko trzech wybranych – Piotra, Jakuba i Jana; nawet pozostali uczniowie spośród dwunastu nie należą do grona wtajemniczonych. Ci trzej słyszą słowa: „To jest Mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. Dlaczego to ważne? Dlatego, że obok Chrystusa stoją Mojżesz i Eliasz. Bóg sygnalizuje, że skończył się czas posłuszeństwa Mojżeszowi i Eliaszowi, a rozpoczyna się czas słuchania Jezusa Chrystusa. Na czym to słuchanie polega? Na wykonaniu. Słuchających jest bardzo wielu, wykonujących słowo Chrystusa jest niewielu. I to jest rzecz wyjątkowej wagi.

 

Dlaczego całujemy Pismo Święte?

Gdzie słowo Boga – Jezusa Chrystusa – podane jest w czystej formie? Tylko i wyłącznie w Ewangelii. Cztery Ewangelie: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana stanowią serce całego Pisma Świętego. Dlaczego akcentuję tę prawdę? Bo jesteśmy świadkami wielu publikacji, w których Jezus przemawia. Są to najczęściej prywatne objawienia oraz duża literatura, która jak lawina próbuje zasypać słowa Ewangelii. Nawet jeśli objawienie prywatne jest zatwierdzone przez Urząd Nauczycielski Kościoła, nie można go nigdy zestawiać z Ewangelią. Zatwierdzenie polega na tym, że Urząd Nauczycielski stwierdza, że tam nie ma błędu. Natomiast z szacunku wobec Ewangelii, kiedy jest on uroczyście czytana, my całujemy ten tekst, w którym obecny jest Chrystus.

Nikt nie całuje „Dzienniczka” świętej siostry Faustyny. Cenimy go, ale jest to jej rozmowa z Jezusem. Nie jest to tekst natchniony, wypełniony obecnością Ducha Świętego. Mówię o siostrze Faustynie, bo jej też zależy na tym, by nie kłaść jej słowa na równi ze słowami Ewangelistów. Dziś wielu odwołuje się chętnie do objawień prywatnych. Jesteśmy nawet świadkami, i to w skali świata, pewnej eksplozji tych objawień. Są one często sensacyjne i niewiele mają wspólnego z Jezusem. Kogo interesuje prawda, ten jest wdzięczny Bogu Ojcu za tę Jego wypowiedź: „Oto Mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”.

 

Autorytet numer 1

Spotkanie z Jezusem w Ewangelii daje stuprocentową pewność, że objawia On nam prawdę o Bogu, o świecie i o nas. Wielka ilość objawień prywatnych dowodzi słabości wiary tych, którzy nimi żyją. Takie jest doświadczenie Kościoła na przestrzeni wieków. Często przechodziły w historii fale prywatnych objawień i różnych ruchów charyzmatycznych, ale zawsze każda prawdziwa odnowa Kościoła była powrotem do Ewangelii, która jest, jak już wiele razy mówiłem, radykalizmem miłości. To jest radykalizm miłości, bo jeżeli się odczyta wymagania nawet Dekalogu bez miłości, to są nie do wykonania, a co dopiero powiedzieć o wymaganiach, które stawia Chrystus. Ale jeżeli się kocha (a to jest pierwsze i najważniejsze przykazanie), to wtedy wiadomo, jak cennym tekstem jest Objawienie, przekazane w Piśmie Świętym. Trzeba o tym pamiętać, ponieważ jest to dzisiaj poważne zagrożenie. Osobiście, jako kapłan z 50-letnim stażem, dziękuję za to, że słucham Jezusa. Dla mnie Jego słowo jest najważniejsze. On jest dla mnie autorytetem numer jeden.

 

ks. Edward Staniek

 

 

 

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2016. Zapraszamy do lektury!