Jezus powiedział do swoich uczniów: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym”.

W swojej pracy duszpasterskiej spotykam ludzi, którzy całe swoje życie uczynili modlitwą. Często aż ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś potrafi tak gorliwie poświęcać czas dla Boga. Tacy ludzie są w nieustannym oczekiwaniu na spotkanie z Panem. Ich czas wolny do ostatniej minuty wypełniony jest systematyczną modlitwą i rozważaniem Słowa Bożego. Są dla mnie wyrzutem sumienia, że ksiądz poświęca na sprawy Boże mniej czasu niż ludzie świeccy. Jednocześnie cieszy mnie, że żyją wśród nas ludzie, którzy stanowią filary podtrzymujące rzeczywistość, w której żyjemy. Przekonany jestem, że gdyby nie ich modlitwa nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Na nich dzień sądu nie przypadnie znienacka jak potrzask. Oni, świadomi zbliżającego się końca, nabiorą odwagi i podniosą głowy, bo zbliży się ich odkupienie. Z radością wyjdą na spotkanie z Panem, którego dobrze znają i wiedzą w jakich znakach przychodzi.

Zaczął się adwent. Czy nie warto w tym czasie powrócić do jakiejś systematycznej formy modlitwy (brewiarza, medytacji, godzinek lub koronki)?

ks. Mateusz Szerszeń CSMA