Gdy ziemski rycerz spotka niebiańskiego…

Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc, jakie przyszło nam odwiedzić przy realizacji filmu „Broń nas w walce!”, był grób i opactwo św. Galgano, położone 30 kilometrów na południowy zachód od Sieny.

Miejsce to jest bardzo słabo znane i pomijane w pielgrzymkach. Tylko dzięki krótkiej wzmiance w książce „Wielkość św. Michała Archanioła” pojechaliśmy w to miejsce, aby pokazać je i przedstawić na filmie przesłanie św. Michała Archanioła, jakie stamtąd płynie.

Św. Michał odwiedza rozpustnika…

Nieco informacji o rycerzu Galgano podają średniowieczne żywoty świętych. Z dawnych podań wiemy, że jego rodzice, Guido i Dionigia, byli dość zamożnymi szlachcicami, zamieszkującymi w miasteczku Chiusdino. Przez wiele lat nie mogli doczekać się dziecka i dopiero wytrwała modlitwa do św. Michała Archanioła spowodowała zmianę tego stanu rzeczy. Narodzonemu w 1148 roku synowi dali na imię Galgano. Ten, gdy dorósł, został rycerzem, ale według słów ks. Nicoli Ricciego z „Wielkości św. Michała…” nie prowadził zbyt pobożnego życia. Przeciwnie, „oddawał się rozpuście”.

Z ww. książki dowiadujemy się jednak również, że: „(…) podczas snu dwukrotnie objawił mu się święty Michał, nawołujący do zmiany postępowania i poświęcenia życia Bogu”. Senne objawienie potwierdziła matka rycerza, podając szczegóły: w pierwszym śnie św. Michał wezwał Galgano do nawrócenia, zapewniając o tym, że jest jego patronem i będzie mu pomocą. Rycerz miał też wizję Jezusa i dwunastu apostołów.

Krojąc skały

Galgano zapragnął zmienić swoje życie, jednak „matka i krewni usiłowali odwieść chłopaka od tego zamiaru, proponując mu ślub z piękną i zamożną kobietą”. Galgano wyruszył więc na jej spotkanie. Gdy rycerz pokonywał wzgórze Montesiepi, koń, na którym jechał, stanął i nie chciał iść dalej. Wtedy Galgano zorientował się, że to sam św. Michał Archanioł zatrzymał jego konia. To spowodowało, że rycerz zmienił swoje małżeńskie plany i na znak porzucenia dawnego życia wbił w skałę swój miecz.

Jedno z podań rozwija ten wątek mówiąc, że Galgano otrzymał z nieba polecenie, aby porzucić dobra materialne. Miał na to odpowiedzieć, że będzie to tak proste, jak rozłupanie skały, i wtedy właśnie wbił miecz w głaz. Miecz wszedł w skałę jak nóż w masło i pozostaje w niej po dziś dzień. Od ponad ośmiu wieków turyści mogą wejść do rotundy zbudowanej nad skałą z wbitym mieczem i przyjrzeć mu się z bliska. Dla bezpieczeństwa, miecz osłonięty jest szklaną kopułą, niemniej nie ma przeszkód, aby podejść i z odległości około metra obejrzeć artefakt.

Roczna pokuta

Wróćmy jednak do rycerza Galgano. Otóż wiemy z podania ks. Ricciego, że po spotkaniu Michała Archanioła oddał się on głębokiej pokucie: „(…) rozpoczął życie w samotności, poszcząc i oddając się modlitwie. Po roku surowego życia został wezwany do chwały nieba, słysząc te słodkie słowa: <<Wystarczy tego, co wycierpiałeś. Nadszedł czas, abyś mógł cieszyć się owocami tego, co zasiałeś>>”.

Galgano zmarł w roku 1181, mając zaledwie 33 lata. Jego świętość dowiedziona była wieloma cudami jeszcze za życia rycerza i także po jego śmierci. Nad grobem Galgano wzniesiono następnie wspomnianą rotundę. Kult rycerza-pokutnika rozpowszechnił się tak bardzo, że już w czwartym roku po śmierci został on wyniesiony na ołtarze przez papieża Lucjusza III.

W kolejnych dziesięcioleciach tuż obok wzgórza Montesiepi cystersi rozpoczęli budowę klasztoru z okazałym kościołem. Postawienie obiektów zabrało im pół wieku. Wtedy okolica zatętniła życiem, nie ustawał też ruch pielgrzymkowy do grobu św. Galgano.

Opuszczony grób

Czas świetności jednak minął. Liczne kryzysy i epidemie osłabiły okolicę. Kiedy w połowie XVII wieku zawaliła się wieża przy kościele, niszcząc sporą połać dachu, opactwo opuścili ostatni mnisi. Od tej pory kościół ulegał powolnemu niszczeniu. Do dziś zachowały się jednak potężne mury klasztoru, które dają wyobrażenie o jego dawnej chwale. Spacerując i filmując to miejsce, mieliśmy wrażenie, że jest ono niezwykle mistyczne. Choć nie ma już ołtarza z tabernakulum, to brak dachu i otwartość na niebo dają wrażenie, jakby obcowało się ze Stwórcą w bezpośredniej bliskości. Ten zniszczony budynek jest też dwojakim symbolem: przypomina, że mamy troszczyć się o Kościół doczesny, ale też, że wszystko podlega zniszczeniu. Stąd wniosek, że nie powinniśmy przykładać tak wielkiej wagi do spraw materialnych, jak do duchowych.

Kościół Chiusdino nie doczeka się już odbudowy. Rotunda za to po dziś dzień jest w bardzo dobrym stanie. Na początku III tysiąclecia zespół badaczy pod przewodnictwem prof. Luigiego Garlaschelliego dokonał prześwietleń, analizy metalu i budowy miecza, dochodząc do wniosku, że pochodzi on z XII wieku. Badanie radarowe gruntu potwierdziło również, że w rotundzie istnieje grób o wymiarach 1 na 2 metry. Wciąż przybywają do niego pielgrzymi.

Wezwanie do nawrócenia

Jakie przesłanie od Michała Archanioła niesie ze sobą historia św. Galgano? Przede wszystkim takie, że wszyscy jesteśmy wezwani do nawrócenia. Jak ów średniowieczny rycerz, odrzucić mamy przywiązanie do rozrywkowego trybu życia i dóbr materialnych. W zawróceniu ze złej drogi zawsze będzie nam pomocą św. Michał Archanioł, wskazujący na Boga.

Także losy dawnego klasztoru możemy odczytać symbolicznie: wszystko, co materialne, podlega zniszczeniu i degradacji. Z drugiej strony, ludzkim wysiłkiem staramy się, aby odbudowywać to, co dobre. Zrujnowany budynek kościoła może być dla nas znakiem, że Kościół duchowy wymaga nieustannej troski i że każdy z nas odpowiada za to, w jakim stanie będzie on w dniu powrotu Jezusa.

Marek Woś

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg” (2/2020)