Gdyby człowiek miał wymyślić Boga, nie powstałby Chrystus

Gdyby człowiek miał wymyślić Boga, nie powstałby Chrystus. Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, przypomina nam, czym jest królowanie Chrystusa i przede wszystkim – jaki jest nasz Król.

Jeden z moich ulubionych obrazów – „Ecce homo” („Oto Człowiek”) św. Alberta Chmielowskiego w sposób dobitny pokazuje prawdę o chrześcijaństwie. Spotkałam się z zarzutami, że w Uroczystość Chrystusa Króla nie powinno się pokazywać Chrystusa jako „skatowanego człowieka”, ale jako „triumfatora”. Taka postawa świadczy o tym, że nie wiemy, co ten obraz przedstawia, ani czym jest chrześcijaństwo.

Jezus Chrystus jest Królem Wszechświata. Jednak przedstawianie Go w stroju niczym z „Poczetu Królów Polski” nie ukazuje istoty Jego królowania. To właśnie Brat Albert, który sam poświęcił swoje życie najuboższym i bezdomnym, zobrazował bibliją scenę, doskonale oddając królowanie Chrystusa. Gdy Piłat ukazał Żydom Chrystusa, miał powiedzieć: „Oto człowiek”. Widzimy skatowanego Jezusa w koronie cierniowej, który za chwilę odda życie za nas na Krzyżu. To jest kwintesencją chrześcijaństwa – miłość aż do końca.

Królowanie nie polega na siedzeniu na tronie i wymachiwaniu palcem. „Tobie ześlę niepełnosprawne dziecko, tobie zabiorę przedwcześnie męża, a ciebie dotknę nieuleczalną chorobą.” Boże Królowanie polega na tym, że mimo tego, że jest to Bóg, który może wszystko – kocha nas, takich jacy jesteśmy, tak mocno, że daje nam wolność, nie narzuca się, ale zawsze czeka z otwartymi ramionami.

To tylko my się oddalamy. To tylko my fałszywie Go pojmujemy. To tylko my, często przez próbę wyparcia swoich wyrzutów sumienia, braku umiejętności stanięcia w prawdzie o sobie samym, obarczamy Jego Imię wszystkim, co najgorsze. Bóg jest dobry. Bóg jest bliski. Bóg cierpi z nami, gdy my cierpimy. Chce, byśmy byli szczęśliwi. Przykazań nie przestrzega się dlatego, że trzeba. Żeby nie trafić do piekła czy „co ludzie powiedzą”. Kiedy najpierw jest Miłość, po prostu chce się za Nią iść, bo to Ona przynosi pokój i ukojenie. Lecz zawsze pamiętając o tym, że nie jesteśmy w stanie nie grzeszyć, (co nie zwalnia nas z tego, by z grzechem nie walczyć), że jesteśmy słabi i tylko Bóg może pomóc nam w zwyciężeniu naszych słabości.

Kościół na jedno „NIE” ma dużo większe „TAK”.

Pan dał i zabrał Pan

Gdy dotknie nas cierpienie związane ze stratą bliskiej osoby, często pojawiają się głosy: „Boża wola”, „Pan dał i zabrał Pan”. Jednak w sytuacji, kiedy mamy fałszywy obraz Boga w swojej głowie, albo po prostu po ludzku nasze cierpienie rozdziera nam serce, słowa te zdają się być okrutne. Bóg jawi się jako nieczuły, groźny i nierozumiejący tego, co przeżywamy. A to nie jest chrześcijański Bóg. To nie jest Jezus Chrystus, Król Wszechświata. To nie Jezus, o którym czytamy na kartach Ewangelii.

W powierzaniu się Bogu chodzi o to, że ufamy, że wszystko, co mamy, mamy od Niego – począwszy od własnego życia – że jest nam dane, byśmy byli szczęśliwi. Jednak zawsze mamy pragnąć Boga bardziej niż tego, czego nam brakuje. I ufać, że skoro Bóg jest dobry, nie chce nas skrzywdzić. Prosić, by zawsze „dał swoją Miłość i łaskę”, a On będzie dawać. „Nie zostawi nas sierotami”. Jeśli w chwilach cierpienia czujemy, żeby „oddalił ten Kielich”, mówmy Mu o tym. Kłóćmy się z Nim. W filmie pt: „Boże Ciało” była scena, w której główny bohater – chłopak z poprawczaka, który udawał księdza, uczył miejscowych, którzy stracili w wypadku samochodowym swoje dzieci i codziennie pobożnie odmawiali wyuczone modlitwy, by się otworzyli i nawet wykrzyczeli swój ból. Bóg chce nas słuchać. „Panie, ratuj mnie, bo tonę!” Nie rozumiem tego, nie mogę zaakceptować. To już jest modlitwa. Szczera rozmowa. „Pan dał i zabrał Pan” ma sens tylko wtedy, kiedy wiemy, że Bóg jest Bogiem czułym i współczującym. I „zła się nie ulęknę, bo Ty Panie jesteś ze mną!”

Jezus jest Królem Prawdy. „Ecce Homo” właśnie tę Prawdę przedstawia

Jak pisał śp. ks. Alessandro Pronzato: „Pasuje do Mnie tytuł króla. Ale nie mam jego oblicza. Nie posiadam stylu waszych królów i im podobnych. Mam twarz biedaka, człowieka o innym kolorze skóry (każdym kolorze…), nędznika, tego, który jest bardzo daleko od was i tego, który znajduje się obok was. Mam twarz człowieka. Ja – Wasz król zostaje przyjęty i odrzucony za każdym razem, kiedy Ty przyjmujesz i odrzucasz drugiego człowieka.

Nie mieszkam w tajemniczym pałacu, strzeżonym przez wojsko. Aby do Mnie przyjść, nie musicie czuć się onieśmieleni drzwiami z brązu, które pozwalają wejść do środka.

Ja tam nie mieszkam. Zamieszkuję głód, pragnienie, wykluczenie, wykorzystywanie, więzienie, szpital, szopę, desperację, samotność, ludzkie cierpienie, wygnanie. Moją świątynią, Moim królestwem jest nędza ludzi.”

Jezus triumfuje, bo pokazuje Prawdę. „Jam jest Drogą, Prawdą i Życiem”. Na jednym z obrazków krążących w sieci widzimy umęczonego Chrystusa siedzącego obok człowieka. „Kiedy mówię Jezusowi, jak jest mi ciężko” – brzmi opis zdjęcia.

Właśnie taki jest Bóg – Król. Kochający, przebaczający, cierpiący z nami, gotowy, by nas wysłuchać i pocieszać. Taki jest Chrystus, takie jest chrześcijaństwo i tacy powinniśmy być i my – chrześcijanie. Nieść nadzieję światu, nie strach. Prawdę, a nie zamęt. Miłość, a nie jej złudzenie. Nie jesteśmy w stanie tego zrobić bez zanurzenia się w Jego cichym i pokornym Sercu. Jak brzmi motto Zgromadzenia Sióstr Sacre Coeur „Wejść do Serca Boga, by wyjść do świata z Miłością”. Tylko w Jego Sercu znajdziemy pokój.

Gdyby człowiek miał wymyślić Boga, nie powstałby Chrystus. Bo co to za Bóg, który wcielił się w człowieka, poddał torturom i dał się ukrzyżować? Co więcej, gdy do Niego wołano: „jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!” – nie stało się nic nadzwyczajnego? Przecież gdyby to zrobił, bo jako Wszechmocny – może wszystko, na pewno wielu opadłyby „kopary”. Często mamy taką pokusę, gdy modlimy się o uzdrowienie bliskiej osoby. Przecież możesz uzdrowić, nikt nie będzie mieć już żadnego argumentu, że Ty nie istniejesz. Bo po ludzku nie da się tego wytłumaczyć…

Gdyby Jezus posłuchał się wówczas swoich katów i zszedł z krzyża, nie dokonałoby się zmartwychwstanie. Chrześcijaństwo nie kończy się na krzyżu. Królowanie Chrystusa również nie kończy się na byciu królem Polski czy świata. Gdyby było inaczej, niczym nie różniłoby się od tego, co znamy. A zatwardziali zawsze znajdą kontrargument, choćby cud dokonał się na ich oczach.

Zresztą i o tym czytamy w przypowieści o Bogaczu i ubogim Łazarzu (Łk 16, 19 – 31) „27 Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! 28 Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. 29 Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” 30 „Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. 31 Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”»

Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

Viva Cristo Rey!

Karolina Zaremba

POMÓŻ W SZERZENIU CZCI ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA
I ZDOBYWANIU DUSZ DLA CHRYSTUSA PRZEZ NASZE MEDIA