Tego dnia dzieci z niecierpliwością zerkały co chwilę na zegarek. Dziś miał ich odwiedzić ksiądz Rafał, brat mamy. Wujek, bo tak do niego zwracały się dzieci, dużo podróżował po świecie, odwiedzając różne święte miejsca. Dzieci uwielbiały słuchać jego opowieści. Ostatnio wujek Rafał przebywał we Włoszech – dzieci nie mogły się już doczekać kolejnej porcji niezwykłych historii.

 

– Ojej, on ma niebieskie oczy – zdziwiła się Julka.

– Rzeczywiście. Pewnie dlatego, że to gość z nieba. A tam podobno wszyscy mają niebieskie oczy – uśmiechnęła się mama.

– Wujku, a dlaczego on taki zamyślony? – pytała Julka.

– No właśnie. Jak sądzicie, o kim Michał tak myśli?

– W szkole na religii siostra mówiła, że Michał znaczy „Któż jak Bóg”. Jeśli tak, to pewnie myśli o Panu Bogu – powiedział Janek.

– Brawo Janek, trafiłeś w dziesiątkę. Święty Michał myśli o Bogu. Ale nie tylko. Także o ludziach, a szczególnie o tych, którzy się zagubili w życiu; o tych, co dawno w kościele nie byli; i o rodzicach, którzy się kłócą czasami; o tych, którzy popełniają grzechy. Myśli także o chorych i biednych dzieciach. Tak naprawdę o wszystkich ludziach.

– A o zwierzątkach też myśli? – pytał zniecierpliwiony Maciek.

– Pewnie tak. Ale bardziej o ludziach, którzy nie szanują zwierząt, roślin i pięknego świata stworzonego przez Boga – wyjaśnił ksiądz Rafał.

– Chciałbym być taki jak on – rozmarzył się Maciek. Dzieci się rozkręcały i coraz uważniej słuchały wujka Rafała. Niestety, mama przerwała te opowieści, zapraszając wszystkich na obiad.

Po kolacji dzieci znowu zagadnęły księdza Rafała. – No dobrze, wujku. Michał Archanioł zwyciężył diabła dawno temu, w niebie. A skąd mamy pewność, że na ziemi też jest taki silny i ma wielką moc? – dopytywał się Janek, który zawsze lubił wszystko wiedzieć.

 – Dawno, dawno temu… – zaczął wujek Rafał.

– O, zaczyna się jak bajka – ucieszył się Maciek.

– Ale to nie bajka. Słuchajcie uważnie. Dawno, dawno temu, na południu Włoch, w mieście Siponto, żył bardzo bogaty człowiek. Miał liczne stado byków, które pasło się na wzgórzach Gargano. Pewnego dnia ze stada zaginął mu najpiękniejszy byk. Właściciel długo go szukał, aż wreszcie znalazł go na szczycie góry. Byk klęczał u wejścia do jakiejś dziwnej groty. Gospodarz tak się rozgniewał, że chwycił łuk, wyciągnął strzałę i postanowił zabić nieposłuszne zwierzę.

– Nie wolno zabijać zwierząt! – zawołał oburzony Maciek.

– Poza tym to bez sensu – powiedziała Julka. – Zamiast się ucieszyć, że odnalazł byka, to chciał go zabić.

– Widzicie, czasami w gniewie ludzie robią różne głupie rzeczy – tłumaczył ksiądz Rafał. – A właściciel był tak zaślepiony gniewem, że koniecznie chciał ukarać nieposłuszne zwierzę.

– I co było dalej? – niecierpliwił się Maciek.

– No właśnie. Co było dalej? Rozgniewany właściciel napiął łuk i wypuścił strzałę. Jednak strzała, zamiast trafić byka, dziwnym sposobem zawróciła i trafiła strzelającego w nogę, raniąc go dotkliwie. Wstrząśnięty i zdziwiony, pobiegł on do biskupa i opowiedział mu całą historię. Biskup natychmiast zarządził trzy dni modlitwy i postu. Ostatniego dnia modlitw biskupowi ukazał się św. Michał Archanioł.

– Prawdziwy? – zdumiał się Maciek.

– Prawdziwy, prawdziwy. Stanął przed biskupem i mocnym głosem powiedział: „Ja jestem Archanioł Michał, stojący przed obliczem Boga. Grota jest mi poświęcona; ja jestem jej strażnikiem. Tam, gdzie otwiera się skała, będą przebaczone ludzkie grzechy. Modlitwy, które będziecie tu zanosić do Boga, zostaną wysłuchane. Idź w góry i poświęć tę grotę dla kultu chrześcijańskiego”. Ale biskup nie od razu wypełnił zalecenie Michała. Ponieważ dojście do groty było prawie niedostępne, a poza tym była ona również miejscem kultu pogan, biskup wstrzymał się z tą decyzją.

– To nie fair! – orzekł Janek. – Przecież obiecał Archaniołowi.

– Ludzie nie zawsze dotrzymują słowa. – uśmiechnął się ksiądz Rafał. – Na tym właśnie polegają ludzkie słabości.

Do pokoju weszła mama.

– Zróbcie sobie przerwę w tych opowiadaniach – powiedziała i wniosła półmisek z pysznym ciastem ze śliwkami. Po chwili wszyscy z apetytem zajadali śliwkowy smakołyk. (…)

 

  1. Rafał Szwajca CSMA

 

Artykuł ukazał się w Któż jak Bóg 6/2015