W pobożności maryjnej bardzo ważne miejsce zajmuje postrzeganie Maryi jako pogromczyni Szatana oraz piekielnych mocy. Czy jest to jednak poprawne teologicznie i ma swoje biblijne uzasadnienie?

 

Odpowiadając na to pytanie, należy najpierw z całą mocą stwierdzić, że Jezus Chrystus jest tym, który na krzyżu definitywnie pokonał Szatana (por. J 12, 31; Hbr 2, 14; 1 J 3, 8; Kol 2, 15; Ap 12, 10). O ile jednak wynik wojny jest już rozstrzygnięty i los Szatana został określony, może on nadal krążyć jak lew ryczący, szukając kogo pożreć (1 P 5, 8). A choć jest świadomy własnej klęski, może jeszcze liczyć na wygranie pomniejszych bitew o dusze poszczególnych ludzi.

Podczas ogólnopolskiego zjazdu egzorcystów w Rokitnie bp Tadeusz Lityński powiedział w homilii, że każdy kapłan, prowadząc krucjatę ze złem, winien korzystać z pomocy Maryi. Ma to swoje głębokie uzasadnienie w Tradycji Kościoła, sięgającej czasów patrystycznych.

 

Kto zmiażdżył głowę Węża?

8 grudnia, kiedy obchodzimy uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, podczas mszy czytany jest fragment z Księgi Rodzaju, zwany Protoewangelią. Liturgia przywołuje scenę z ogrodu Eden. Szatan doprowadził właśnie do upadku Pierwszych Ludzi, zwiódł Ewę, a za jej pośrednictwem także Adama. Cała istniejąca wówczas ludzkość zerwała więź z Bogiem i będzie musiała opuścić Raj, czego konsekwencje w postaci grzechu pierworodnego odczują wszystkie późniejsze pokolenia (łącznie z nami). Satysfakcja Diabła nie trwała jednak długo, bo Stwórca zwrócił się do Węża słowami: „na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia”, a potem ogłosił proroctwo: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3, 15).

Innymi słowy, Szatan dowiaduje się, że może sobie robić co chce (nawet stawać na głowie i klaskać uszami), ale i tak zostanie pokonany, w czym będzie miała swój udział jakaś niewiasta i jej potomstwo. Próżne są zatem zakusy duchów złych i próżne ich zamiary. To już zostało przesądzone i nieuchronnie nadejdzie ten dzień. Bóg uruchomił gigantyczną i zakrojoną na wiele tysiącleci akcję odkupienia ludzkości oraz zniweczenia działań Szatana.

Pewne niejasności budzi kwestia tego, kto, według Protoewangelii, będzie sprawcą zmiażdżenia głowy Węża. W tekście występuje zaimek osobowy rodzaju męskiego hû’ [w zapisie hw’], który sugeruje, że chodzi o potomka niewiasty. Tymczasem żyjący w IV wieku św. Hieronim ze Strydonu, w łacińskim przekładzie Biblii zwanym Wulgatą, przetłumaczył fragment o zmiażdżeniu głowy Węża słowami: „ipsa conteret caput tuum” („ona zmiażdży ci głowę”), wyraźnie wskazując na niewiastę, jako pogromczynię Węża. W języku hebrajskim zaimek osobowy rodzaju żeńskiego ma formę hî’, a nie hû’, ale w najstarszych tekstach Pięcioksięgu bywał on jeszcze zapisywany tak samo jak zaimek osobowy rodzaju męskiego. Św. Hieronim niekoniecznie więc się pomylił. Wybrał po prostu jedną z dopuszczalnych możliwości. W konsekwencji, jeżeli zaimek jest rodzaju żeńskiego, to wówczas odnosi się on do Maryi Dziewicy. Natomiast jeśli jest on rodzaju męskiego, to odnosi się do Jezusa Chrystusa.

Przez długi czas katolickie przekłady Pisma Świętego opierały się na Wulgacie i powtarzały za nią maryjną interpretację Protoewangelii. Wystarczy zajrzeć do polskiej Biblii Wujka, wydanej po raz pierwszy w 1599 roku, w której Rdz 3, 15 brzmi: „Położę nieprzyjaźń między tobą, a między Niewiastą i między nasieniem twoim, a nasieniem jej; Ona zetrze głowę twoją, a ty czyhać będziesz na piętę jej”. Dlatego właśnie istnieje tak ogromna ilość wyobrażeń Maryi depczącej głowę Węża swoimi stopami. Motyw ten znajdziemy w wielu kościołach, na obrazach i figurkach, a także na Cudownym Medaliku św. Katarzyny Laboure. Wizerunki te wyrażały (i wyrażają do dziś) głęboką wiarę Kościoła w szczególną pomoc Maryi w walce z Szatanem.

Współczesne przekłady Biblii nie idą za interpretacją św. Hieronima i konsekwentnie zmiażdżenie głowy Węża przypisują potomkowi niewiasty. Czy oznacza to, że ikonograficzne wizerunki Maryi depczącej głowę Węża, które na trwałe wpisały się już w religijną wyobraźnię, są niepoprawne teologicznie? Właściwie nie ma tu sprzeczności i oba sposoby odczytania Rdz 3, 15 można ze sobą pogodzić. Wiadomo, że Syn Boży zniweczył dzieła Diabła, ale stało się to możliwe, ponieważ Maryja zgodziła się powiedzieć Bogu: „Tak!”.

Złoty środek znalazł malarz Caravaggio, który na płótnie zatytułowanym „Madonna dei Palafrenieri” ukazał, jak Maryja i mały Jezus wspólnie rozdeptują głowę węża, czemu przygląda się z ukontentowaniem św. Anna.

 

Nowa Ewa, czyli pokora zwyciężą pychę

Maryjne posłuszeństwo Bogu w pewien sposób „cofnęło” negatywny efekt nieposłuszeństwa Ewy i otworzyło drogę dla Chrystusa. Jak Chrystus jest Nowym Adamem (por. 1 Kor 15, 45; Rz 5, 14), tak analogicznie Maryja jest Nową Ewą. Już samo poczęcie Maryi było dotkliwym ciosem dla Diabła, bo urodziła się ona wolna od skażenia grzechem pierworodnym, a więc niejako poza jurysdykcją „władcy tego świata”. Dlatego w „Pieśni na Niepokalane Poczęcie NMP” wybrzmiewają znamienne słowa:

W pierwszym momencie bez zmazy poczęta,

Panno niepokalana;

Z pierworodnego grzechu wprzód wyjęta,

Niźli na świat wydana:

Głowę już czarta przyjście twe łamie,

Kruszysz łeb smoka w poczęcia bramie,

Depcesz na wstępie szatana

Św. Ludwik Grignion de Montfort w „Traktacie o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”, interpretując Rdz 3, 15, nie wahał się napisać: „Maryja, Najświętsza Matka Boża, największą nieprzyjaciółką jest, jaką Bóg przeciwstawił szatanowi. Już w raju ziemskim tchnął Bóg w Nią, choć wtedy istniała tylko w myśli Bożej, tyle nienawiści do tego przeklętego nieprzyjaciela Bożego, dał Jej tyle zręczności do ujawnienia złośliwości tego piekielnego węża, tyle siły do zwyciężenia, zdeptania i zmiażdżenia tego pysznego bezbożnika, że on nie tylko lęka się Jej więcej niż wszystkich aniołów i ludzi, ale poniekąd więcej niż samego Boga” (tł. Helena Brownsfordowa).

Pobożny czciciel Maryi wytłumaczył swoje szokujące słowa w ten sposób, że Diabeł nienawidzi tego, iż Bóg postanowił go pokonać za udziałem skromnej galilejskiej dziewczyny z jakiejś zapadłej wioski. Diabeł mógłby w pewnym stopniu zaakceptować to, że zostanie pokonany przez samego Boga, który jest potężny i wszechmocny. Ale zniszczenie przez drobną Niewiastę z Nazaretu? Toż to wstyd niezmierny i upokorzenie. To właśnie ten fakt ma najbardziej doprowadzać do szału Szatana, który w każdym aspekcie jest przeciwieństwem Maryi. Zbuntowany archanioł „program” swój ogłosił słowami: „Wstąpię na niebiosa; powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron. Zasiądę na Górze Obrad, na krańcach północy. Wstąpię na szczyty obłoków, podobny będę do Najwyższego” (Iz 14, 13-14). Programem Maryi zaś są słowa: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” (Łk 1, 46-47).

 

Do Piekła po cyrograf

Wiara w Maryję jako pogromczynię Szatana wydawała jednak czasem również dość kuriozalne owoce. W średniowieczu niezwykle popularna była legenda o św. Teofilu z Adany (żyjącym w VI w.), która posłużyła za temat napisanej w XIII wieku sztuki Rutebeufa pt. „Le Miracle de Théophile”. Teofil sprzedał rzekomo swoją duszę Diabłu, aby zrobić karierę w Kościele i zostać biskupem. Później, żałując swego czynu i nie mając odwagi zwrócić się do Boga, poprosił o pomoc Matkę Boską, która najpierw skarciła go za porzucenie wiary, a następnie osobiście udała się do Piekła i odzyskała cyrograf, aby uratować grzesznika. Doprawdy, zadziwiająca to opowieść. Wyrażała ona wiarę, że do Maryi można i należy się zwracać w chwilach trudnych, z ludzkiego punktu widzenia nawet całkowicie beznadziejnych.

Historia biskupa Adany stała się następnie inspiracją dla wielu artystów. Uwieczniono ją między innymi na portalu średniowiecznej katedry Notre Dame w Paryżu. Płaskorzeźba ukazuje Królową Nieba trzymającą w lewej ręce miecz (za ostrze!), jakby zamierzała ugodzić Szatana, wijącego się ze strachu u jej stóp. Za jej plecami kryje się zaś Teofil. Wodze fantazji popuszczali jeszcze bardziej autorzy ilustracji w manuskryptach przekazujących legendę o św. Teofilu. Rysunki te zawsze poprawiają mi humor. Na przykład w „De Brailes Hours”, najstarszej zachowanej angielskiej Księdze Godzin, stworzonej około 1240 roku, można zobaczyć Maryję, która, aby odebrać Diabłu cyrograf, nokautuje go prawym prostym. Z kolei w iluminowanej Księdze Godzin, znanej jako „Taymouth Hours” (1325-35), Maryja daje Dzieciątko do potrzymania archaniołowi Gabrielowi, a sama skręca kark powalonej, rogatej bestii, nie przymierzając jak Ursus pokonujący byka w „Quo Vadis”. Na jeszcze innej ilustracji z „Taymouth Hours” Maryja jedną ręką okłada Diabła biczem, a drugą wykręca mu łapę na plecach, podczas gdy on wymiotuje. Niech no tylko ktoś powie, że średniowiecze było epoką pozbawioną poczucia humoru.

 

Kobieta mnie bije!

Jak widać, pobożność ludowa przez wiele wieków widziała w Maryi prawdziwą wojowniczkę, która potrafi (w dosłownym sensie) przetrzepać skórę Wrogowi ludzkości. W ikonografii pojawił się nawet charakterystyczny typ obrazów, określany jako Madonna del Soccorso (Matka Boska Wspomożycielka). Niewątpliwie, na wizerunkach tych Maryja wydaje się dość brutalna, choć nie traci kobiecego wdzięku, nawet gdy wymachuje pałką lub batem, których używa przeciwko Diabłu w obronie duszy niewinnego dziecka. Jest to ilustracja legendy, popularnej przede wszystkim we Włoszech i Francji. Szatan zamierzał w niej zabrać duszę dziecka, które było owocem grzechu (w innej wersji sama rodzicielka w gniewie kazała mu „iść do diabła”). Na szczęście na ratunek przyszła Matka Boska i, tłukąc Diabła kijem, wydarła maleństwo z jego szponów.

Ilustrację tej legendy daje chociażby płótno, które namalował Nicolò di Liberatore, zwany Alunno (1482, Galleria Colonna w Rzymie) lub obraz szkoły Bernardino Mariotto z XVI wieku (Museo Civico Pinacoteca Palazzo Lazzarini w Morrovalle). A jeśli ktoś jest ciekawy innych przykładów, niech wpisze sobie w Google frazę „ Madonna del Soccorso”.

Twórcy ww. dzieł w dosłowny sposób ukazywali upokorzenie Szatana, dostającego fizyczne lanie od Najświętszej Panienki. Kiedy patrzę na te obrazy, jakoś spontanicznie przypomina mi się Maksymilian Paradys (grany przez Jerzego Stuhra), który w „Seksmisji” jęczał z żałosnym oburzeniem i wyrzutem: „Kobieta mnie bije!”. Kobieta, często określana jest mianem „słabej płci”. Diabeł słabością gardzi i lubi, gdy kobiety są wykorzystywane, poniżane i traktowane przedmiotowo. A tu taka niespodzianka, że właśnie od niewiasty dostaje łomot. Nie od byle jakiej niewiasty, ale jednak.

Oczywiście, wyobrażenia te współcześnie mogą nas śmieszyć. Stanowią bowiem ciekawostkę i obrazują, jak dziwnymi meandrami podąża czasem pobożność. Widocznie niektórzy potrzebowali takich dosłownych wizualizacji. Może więc warto spojrzeć na nie trochę bardziej przychylnym okiem? Sztuka i tradycja ludowa, oprócz przesłodzonego i wyidealizowanego wyobrażenia Maryi, nakreśliła również portret prawdziwej, nieustraszonej kobiety, zdolnej do przejęcia inicjatywy i działania. Pokazała Maryję na podobieństwo matki, potrafiącej bronić swoich dzieci jak lwica, a myślę, że każda, najbardziej nawet łagodna kobieta, może pokazać zupełnie inne oblicze, gdy w grę wchodzi obrona jej dziecka. Maryja jest naszą Matką. (por. J 19, 26). Wiara ludowa widziała w niej taką Matkę, której boi się sam Diabeł i która zawsze stanie w naszej obronie.

 

Roman Zając

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2019. Zapraszamy do lektury!