Wszyscy wiemy, że nie ma w życiu przypadków, a jedynie zdarzenia kierowane ręką Boga. Ta właśnie ręka w zbiegu mocno zaskakujących zdarzeń, poprowadziła mnie ku wyjątkowemu spotkaniu.

Muszę dodać, że w natłoku trudnych przeżyć i doświadczeń, od wielu miesięcy prosiłam Boga o pomoc w uporządkowaniu wielu spraw. Robiłam to za pośrednictwem modlitwy o cud umieszczonej na pięknym obrazku z Jezusem, który wpadł mi w ręce dawno temu. Był to przedziwny czas. Ja, każdego dnia pracująca „głową”, pamięcią, operująca datami, zapisami przepisów prawnych ustaw i kodeksów, nie mogłam zapamiętać kilku linijek modlitwy! Uczyłam się jej pół roku. Miałam wrażenie jakby ktoś nie chciał, żebym ją przyswoiła.

Gdy po sześciu miesiącach udało się, co więcej, poczułam to, co mówię do Pana, nadeszła zmiana. W odpowiedzi Jezus przyszedł do mnie we śnie. Śniło mi się, że sprząta ze mną moje mieszkanie – Bóg chodził ze ściereczką i wycierał kurze z moich mebli i stołu. Nadzwyczajne poczucie humoru właściwe tylko dla Kogoś, kto kocha prawdziwie i pokazuje, że tak po ludzku jest obok. Poczułam, że Jezus robi porządki w moim życiu, dosłownie i w przenośni. Znamienne jest, że w moim przypadku robi to w okresie Wielkiego Postu.

Zaproszenie jak bumerang

Zaczęło się od tego, że w Środę Popielcową znalazłam się „przez przypadek” w kościele św. Anny w Wilanowie, gdzie zauważyłam plakat z informacją o wizycie Archanioła Michała właśnie w tym miejscu. Nie mając pojęcia o istnieniu zgromadzenia michalitów i peregrynującej figurze, pomyślałam tylko, że byłoby to takie miłe stanąć twarz w twarz ze swoim patronem (jestem policjantką). Na myśleniu się skończyło.

W międzyczasie potrzebowałam zdobyć obrazek z wizerunkiem św. Stanisława Papczyńskiego. A skąd go wziąć, jeśli nie ze Zgromadzenia Księży Marianów, w końcu to ich założyciel? Tak trafiłam na Stegny. Przechodziłam obok tej świątyni od kilku lat bez świadomości, kto nią zarządza. Mało tego, okazało się, że obrazek z Jezusem, opatrzony moją ulubioną modlitwą o cud, pochodził od Pomocników Mariańskich. Wyczytałam to na jego odwrocie, dziwiąc się jeszcze bardziej. Ku swojemu zaskoczeniu dowiedziałam się, że za trzy dni rozpoczynają się tu Renowacje Misji Świętych połączone z Rekolekcjami Wielkopostnymi w ramach peregrynacji figury Świętego Michała Archanioła.

Kto by pomyślał, że Archanioł Michał ma w planach nawiedzenie również tej świątyni? I kto by pomyślał, że jest tak rozchwytywany? Pomyślałam wtedy, że nastał czas tak wielkiej biedy duchowej, że rzesza ludzi potrzebuje cudu, namacalnej obecności Boga i posłanych przez Niego skrzydlatych Opiekunów. Ta myśl przygniotła mnie jeszcze bardziej, gdy odwiedziłam stronę internetową peregrynacji i rzuciłam okiem na napięty grafik podróży zacnego Archanioła. W tej samej chwili poczułam, że skoro zbiegiem okoliczności dotarłam do Marianów, a zaproszenie do spotkania wróciło do mnie jak bumerang, to muszę tu przyjechać.

Długo by opowiadać, czym były dla mnie te rekolekcje. Czas wielkiej radości, łaski i odnowy. Ja sama wróciłam do domu z krzyżem w dłoni. Krzyżem, którego nigdy nie miałam. Mam 40 lat, przez całe dorosłe życie myślałam, że nie muszę mieć zewnętrznych symboli mojej wiary na ścianie, a ten konkretny symbol oznacza cierpienie, którego nie chciałam. W piątek, podczas pierwszej od lat Drogi Krzyżowej, w której uczestniczyłam, płakałam jak dziecko. Coś we mnie pękło. Krzyż to nie symbol, to Miłość która pozwala mi być tym, kim jestem i robić to, co robię. A teraz zastanawiam się, jak mogłam żyć bez Niego.

Michał przegnał demona

Samego św. Michała Archanioła znam od 7 lat. Przybył do mnie w czasie wielkiej, ponad 10-letniej nędzy duchowej, gdy nie było w moim życiu Boga. Interesowałam się wtedy wróżbiarstwem, tarotem, reiki i żyłam tak, że nawet nie chcę tego wspominać. Spotkałam demona, na własne oczy widziałam jego realną twarz i fizyczną postać, która dręczyła mnie latami. Do dziś ponoszę konsekwencje tamtego czasu i pewnie będę je ponosić do końca swoich dni, zawsze powtarzając, że obecność Boga i Szatana w życiu to nie kwestia wiary, bądź jej braku, tyko wiedzy bądź niewiedzy. Wtedy też, pośród wielu fatalnych książek, w moim zbiorze pojawiła się świetlista książka o działaniu aniołów w życiu człowieka. W zawartych tam świadectwa przewinął się także Archanioł Michał. Nie wiedziałam nawet, że to opiekun policjantów. To mnie ośmieliło do pierwszej od lat modlitwy.

Archanioł Michał wprowadził się do mojego domu i bardzo szybko odpowiedział na moje wołanie o pomoc. Był to okres Wielkiego Postu. Cóż za zbieżność! Zdarzenia potoczyły się lawinowo. Trafiłam na Rekolekcje Wielkopostne prowadzone przez grupę Odnowy w Duchu Świętym z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, i zaczęły się zmiany! W domu, w pracy, w życiu, w zmianie miejsca zamieszkania. Totalna rewolucja! Św. Michał przyprowadził mnie do Jezusa, zaprowadził do spowiedzi generalnej, której potrzebowałam jak powietrza, pokazał mi cud Eucharystii. Potem sam odszedł, bo to skromny anioł, mimo że jest Wielkim Wojownikiem!

Św. Michał zostawił mnie z Jezusem, a teraz Jezus, w odpowiedzi na modlitwę o cud, przyprowadził mnie do Archanioła Michała, żeby ten dokończył dzieła duchowego „sprzątania”, które dokonało się pod przewodnictwem księży michalitów. Przez ostatnie lata nieco zapomniałam o moim Archaniele, mimo, że Jego postać towarzyszy mi w ikonie wiszącej przy wejściu do domu. Aż nagle Mój Wojownik powrócił z siłą wodospadu, wzruszeń, radości i pokoju! Nasza przyjaźń zatoczyła koło w piękny sposób, bardzo dla mnie symboliczny, gdyż przypieczętowana została przyjęciem szkaplerza. Od tej chwili zapadła we mnie cisza. Archanioł Michał stoi przy moim boku, a ja stoję przy Nim. Mój Piękny Archanioł odmienił moje życie, bo „Któż jak Bóg”!

J. K.

Artykuł ukazał się w majowo-czerwcowym numerze „Któż jak Bóg” 3-2018. Zapraszamy do lektury!