Widziałem wystawę zdjęć kobiet walecznych. Z karabinami w dłoniach. Odczucia różne, ale na pewno kobiety wojowniczki traciły coś z kobiecości. Z karabinem kobiecie nie jest do twarzy. Waleczne prawniczki, sportsmenki tak, ale kobieta wojownik okrutnych wojen? „Potrafią być bardziej okrutni niż mężczyźni” – przeczytałem później w jakieś recenzji wystawy.

Biblia zna taką kobietę. Waleczną, odważną i przebiegłą. Wdowa, która wystawia się na niebezpieczeństwo ze strony wroga. Mężczyźni z oblężonego miasta nie mają już pomysłu (a może i odwagi), a nawet upadli na duchu. W mieście panowało wielkie przygnębienie. Wtedy, jak w amerykańskim filmie, pojawia się Judyta i przedstawia swój pomysł. Skromna wdowa, która gdzieś tam we wdowim ubraniu mieszkała na dachu swojego domu. Nie była biedna. Po mężu Manassesie pozostał całkiem pokaźny majątek, którym sprawnie i sprawiedliwie zarządzała.

Kiedy Judyta słyszy, że obrońcy jeszcze tylko pięć dni dają sobie na oczekiwanie na pomoc ze strony Pana, czyni tak, jakby znała słowa św. Ignacego Loyoli: „módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”. Od dziewiątego rozdziału Księgi Judyty zaczyna się taka akcja, że Rambo się chowa. Najpierw przygotowania. Dla człowieka pobożnego to modlitwa. Rozdział rozmowy z Bogiem, którego uważa ona za partnera do rozmowy i walki o godność świętości – świątyni.

Wola walki prowadzi Judytę do zmiany wizerunku. Znika wdowi ubiór, a pojawia się potężna kobieca broń – piękno i wdzięk. Z taką bronią idzie ona do obozu przeciwników. Towarzyszy jej wierna niewolnica i zapasy pożywienia. Plan jest tak prosty, że aż naiwny. Ale okazuje się śmiertelnie groźny. Swoim urokiem Judyta dosłownie uwodzi cały obóz nieprzyjaciela. Sprytnie lawiruje i usypia czujność regularnością działania (wyjścia na modlitwę), a nawet wmawia wrogom, że to w ich interesie! Wódz wojsk, waleczny Holofernes, traci dla niej głowę. A gdy upija się winem (tak bardzo, jak nigdy wcześniej mu się nie zdarzyło – jak czytamy w Biblii), ta jego własnym mieczem obcina mu głowę.

Judejczycy widząc jaki prezent Judyta im przyniosła (głowę wodza nieprzyjaciół), odzyskują wolę walki. Przeciwnicy tracą głowy podobnie jak ich wódz i wojna zostaje wygrana. Potężny wróg nie tylko został pokonany, ale i ośmieszony, upokorzony.

Lubię czytać tę księgę. Sprzężenie wiary, modlitwy, sprytu i wojowniczości. Judyta wróciła do swoich w glorii. Żyła długo, ale na zawsze pozostała wdową. Wielu pragnęło ją poślubić, ale być może bali się stracić całkiem dla niej głowę?

Często spotykam waleczne Judyty w konfesjonale. Walczące o każdy dzień przy mężu alkoholiku. Bezrobotne walczące o kęs chleba dla swoich dzieci. Nikt im nie śpiewa hymnów pochwalnych. Zresztą w swoich zmaganiach nie mają czasu na słuchanie. Podobnie jak Judyta wojująca, modlą się i robią, co mogą. Warto pomodlić się za nie. Kiedy odprawiam Mszę św. w święta maryjne często odmawiam słowa z 15 rozdziału: „Tyś wywyższeniem Izraela, tyś wielką chlubą naszego narodu (…). Niech cię Pan Wszechmogący błogosławi na wieczne czasy!”. Słowa te odnoszą się w liturgii do Matki Zbawiciela. Wtedy modlę się w intencji walecznych Judyt.

ks. Grzegorz Sprysak CSMA

Artykuł ukazał się w listopadowo-grudniowym numerze „Któż jak Bóg” 6-2012. Zapraszamy do lektury!