Są w naszej pracy rozmowy i wywiady, jak przyjacielskie pogawędki, przy kawie i „michałkach”, bez dyktafonu, bez autoryzacji, spontaniczne, wynikłe z przypadkowych spotkań. Są też jednak i takie, do których przygotowujemy się i po kilka dni. O które staramy się długo. Rozmowy, które są dla nas najwyższym zaszczytem. To jedna z nich.

 

KAPŁAŃSTWO

Dla ogromnej rzeszy ludzi jest Ksiądz Profesor wielkim autorytetem i studnią mądrości. Imponującą jest ilość książek i artykułów Księdza autorstwa; kazań, rekolekcji i konferencji, które Ksiądz wygłosił. Wydobywa Ksiądz, wydaje się, że niedostępne dla przeciętnego człowieka, nieodkrywalne dla innych, głębokości tekstu Pisma Świętego, odkrywając na nowo jego aktualność. Skąd ta mądrość – ciężka praca, mistrzowie, Duch Święty?

Dziękuję. Przyjmuję te słowa jako jubilat, wiedząc że należy je podzielić przynajmniej przez osiem, aby było bliżej prawdy. Jestem świadom różnych darów, jakie otrzymałem od Boga, i chciałem je wykorzystać jak umiałem. Największym z nich jest pragnienie uczenia się. Jeśli ktoś chce się uczyć, każdy dzień i każda sytuacja jest dla niego twórcza. Kto nie chce, ten marnuje minuty, godziny, dni, miesiące, a nawet lata.

Czy każdy może dostąpić takiej łaski wtajemniczenia?

O łasce decyduje Bóg, a nie my. Komu On jej udzieli, to Jego wola.

Jaki jest więc przepis na dobrą homilię?

Życie Ewangelią. Homilia jest świadectwem tego, czym kaznodzieja żyje.

Czy znaki/charyzmaty nadzwyczajne, z których słyną przecież pierwsze wieki chrześcijaństwa, nie byłyby jednak dla sceptycznych, ukształtowanych przez naukę umysłów XXI wieku, bardziej przekonujące niż tylko słowo, przynajmniej na początku?

Znaki są potrzebne na etapie początków przepowiadania. Tam, gdzie środowisko żyje Ewangelią, one już nie są potrzebne. Liczy się życie wspólnoty czy parafii. Ono jest znakiem żywej i mocnej wiary.

Właśnie, wiara. 50 lat temu na prymicyjnym obrazku umieścił Ksiądz słowa: „Panie, przymnóż nam wiary”. Czyżby modlitwa ta, w odniesieniu do naszego narodu, nie spełniła się?

Chciałem, aby się spełniała. Gdyby tak było, żylibyśmy w innej Polsce i innym Kościele. Kryzys wiary jest głęboki, a moje wołanie jest coraz bardzie aktualne. To moja osobista prośba, na którą Bóg mi odpowiedział o wiele pełniej niż sobie wyobrażałem. Wiara jest łaską, a nie ludzkim dziełem. Otrzymujemy ją jak ziarnko. Trzeba ją zasadzić, pielęgnować i uczestniczyć w jej wzroście. Zamienia się w potężne drzewo. Taka jest historia mojej wiary. Każdy winien ją pielęgnować od zakiełkowania.

A czy Księdza wiara jest dziś większa, mocniejsza niż te 50 lat temu?

W dużej mierze już odpowiedziałem na to pytanie. Różnica jest taka jak między dębem liczącym kilka lat, a tym który liczy już ponad 50 lat.

Co dziś, z perspektywy 50 lat doświadczenia kapłańskiego, pojawiłoby się na tym obrazku?

Miałem powtórzyć te same słowa, ale wybrałem obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy z Wadowic. Przed nim mój tata, słysząc lekarza, który powiedział, że „nie da się uratować ani matki, ani dziecka”, powiedział Matce Bożej: „Dziecko sobie weź, a żonę mi zostaw”. Wrócił do szpitala, a lekarz mu mówi: „Żyje dziecko i żyje matka”. Po 50 latach napisałem: „Matka Boża. Jej zawierzam życie i powołanie”.

Jak wpływa na Księdza kapłaństwo Kraków – „miasto Miłosierdzia Bożego” i pobliskie, rodzinne, Wadowice?

Gdyby nie te dwa miasta, nie byłbym tym, kim jestem. Wadowice to miasto św. Józefa Bilczewskiego i św. Karola Wojtyły, obaj kończyli to samo Gimnazjum co ja. W Wadowicach umarł św. Rafał Kalinowski, jest ołtarz męczennika karmelity. To było miasto o wyjątkowo dobrym zespole nauczycieli gimnazjalnych i licealnych. To środowisko kształtowało moją dojrzałość. Kraków to miasto wielu świętych. Nawet napisałem książkę pod tym tytułem. Dla mnie kult świętych to nie tyle modlitwa za ich wstawiennictwem, ale osobiste spotkanie z nimi. Na rozmowie z nimi podejmuję bliskie im ewangeliczne tematy. Ich odpowiedzi są oparte na doświadczeniu życia, które wygrali.

Jak Ksiądz patrzy na swoje kapłaństwo z perspektywy tych 50 lat?

Dziękuję za każdy jego dzień. To droga długa, a na niej stawiałem kroki w duchu pełnienia woli Ojca Niebieskiego. Wielki udział w tym miał Karol Wojtyła, który wiedział, że ja do uległych nie należę i władze będą miały ze mną kłopot, ale poprosił o przyrzeczenie posłuszeństwa jemu i jego następcom. Zrobiłem to dobrowolnie i byłem konsekwentny. Podejmowałem tylko to, co było zgodne z moim sumieniem, bo tak traktuję posłuszeństwo Bogu.

Czegoś Ksiądz żałuje?

Niczego nie żałuję, chociaż popełniłem szereg błędów, ale to normalne. Jako uczeń byłem na poziomie „dobrego minus”. Dla mnie liczy się bardziej potencjał możliwości, niż oceny tego co robię. Na świadectwie maturalnym miałem siedem dostatecznych. Nie miałem czasu na naukę. Celem było zaliczenie roku, a nie stopnie na świadectwie. Liczyło się to, co umiem, a nie ocena. Tak traktuję całe życie. Powodem do radości jest świadomość tego, że wykonałem co mogłem wykonać i zrobiłem to mniej więcej na poziomie dobrym. Tu naśladuję Boga, o czym czytamy w Księdze Rodzaju. On stwarzając świat, kolejne dni stworzenia oceniał jako dobre, a całość jako bardzo dobrą. To mi się podoba, choć wiem, że na bardzo dobre nie zasługuję, wystarczy mi dobre.

Coś było szczególnym sukcesem w pracy duszpasterskiej?

Połączenie pracy naukowej z duszpasterską, ściśle mówiąc z duszpasterstwem indywidualnym. Nie zatrzymałem się na teorii, ale na umiejętności wykorzystania poznawanej w warsztacie naukowym prawdy w codziennym życiu, moim i innych.

Czy to prawda, że kilkukrotnie odmawiał Ksiądz przyjęcia sakry biskupiej? Dlaczego?

Tak można przeczytać w internecie. Nie wiem, kto to napisał. Otrzymałem charyzmat kapłaństwa i usiłuję nim ubogacać Kościół. Charyzmatu biskupstwa nie otrzymałem, za co Bogu dziękuję.

Jaki jest Bóg, w którego Ksiądz wierzy?

To jest Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, objawiony w pełni przez Jezusa Chrystusa.

 

ANIOŁOWIE I DUCHOWOŚĆ

Jakie skojarzenia, refleksje, myśli wywołują w Księdzu słowa, które zarazem stanowią tytuł naszego czasopisma – „Któż jak Bóg”?

To słowa Michała Archanioła, który stanął na czele aniołów wiernych Bogu, gdy doszło do rozłamu w ich świecie. Jest to zdecydowane opowiedzenie się po stronie Boga Jedynego i oddanie się do Jego dyspozycji. Aniołowie to żołnierze. Jest to więc dobrowolne poddanie się pod rozkazy Boga.

Czy doświadczył Ksiądz osobiście szczególnego wsparcia św. Michała Archanioła lub Anioła Stróża? Jeśli tak, to w jakich okolicznościach? Prosimy o osobiste świadectwo.

Anioła Stróża często. W styczniu tego roku ułamek sekundy dzielił mnie od wejścia pod pędzący tramwaj, bo było ciemno, deszcz, parasol. Zatrzymał mnie centymetry przed pojazdem. To jego dzieło i natychmiast mu dziękowałem. W podobnych sytuacjach byłem kilka razy. Skurcz prawej strony ciała w czasie pływania w Bałtyku, w Tatrach na nagle oblodzonych Granatach zawisłem jak wahadło na łańcuchu trzymanym w lewej ręce. Anioł Stróż jest ze mną. W kontaktach z bardzo złymi ludźmi ochronił mnie kilka razy cudownie, uszkadzając nawet piorunem na kilka godzin linie telefoniczne w zasięgu kilkunastu kilometrów. Michała jako Generała znam z objawienia, a spogląda na mnie z ikony w mieszkaniu. Znam ostry front i uczestniczę w walce, jaką On ciągle prowadzi, ale jestem tylko szeregowcem i to w armii ludzi wiernych Bogu.

Nabożeństwo do św. Michała Archanioła wydaje się, m.in. dzięki peregrynacji kopii figury z Groty Objawień na Gargano, przeżywać swoisty renesans – jak to wytłumaczyć? Skąd zapotrzebowanie na jego pomoc? Czy św. Michał Archanioł jest w dzisiejszych czasach jakoś szczególnie potrzebny światu?

Jest bardzo potrzebny, bo odsłania front ciężkiej duchowej walki. We współczesnym przepowiadaniu, tak katechetycznym jak i kaznodziejskim, Ewangelia została wydestylowana i nie odsłania się tego, że jest ona walką na śmierć i życie, i to nie tylko w wymiarze doczesnym, ale na śmierć i życie w wymiarze wiecznym. Michał Archanioł jest nieustannie na polu walki, On nie ma defiladowego stroju, tylko mundur polowy.

Czy istnieją jakieś ważne modlitwy wczesnochrześcijańskie, bądź teksty Ojców Kościoła o św. Michale i aniołach, które warto przetłumaczyć i przybliżyć polskim czytelnikom?

W literaturze grecko-łacińskiej większość z nich jest tłumaczona, bo Ojcowie Kościoła, opierając się na wypowiedziach Pisma Świętego o aniołach i o Michale Archaniele, piszą o nich. Nie wiem, czy jest antologia takich tekstów, ale jeśli jej nie ma, to dziś można ją zrobić, bo dostęp do tekstów oryginalnych jest łatwy.

W cyklu homilii i publikacji mówił Ksiądz o spotkaniach z aniołami, jakich doświadczyli Tobiasz, św. Józef (we śnie), Matka Boża, Zachariasz, pasterze spod Betlejem, później św. Piotr… No i oczywiście jest tak wyraźny symbol jak „drabina Jakubowa”. Jeśli dobrze zrozumiałem – istotą tych wszystkich spotkań była według księdza gotowość na „rozmowę”, „spotkanie” z samym Bogiem. Na czym ta gotowość, tak w pigułce, polega? Jak możemy się otworzyć na to, co Bóg, przez swoich posłańców chce nam powiedzieć?

Trzeba to odczytać na zasadzie przeżycia tekstów biblijnych mówiących o spotkaniach z aniołami. Wtedy wchodzi się na drogę, na której oni są obecni. To jest dostępne tylko dla wierzących w istnienie aniołów, tak świętych, jak i nieposłusznych Bogu.

Jaka jest, Księdza zdaniem, najważniejsza z wymienionych w Biblii misja aniołów wobec człowieka XXI wieku?

Otwarcie oczu na superinteligentne działanie księcia tego świata. Kto tego nie widzi, żyje w iluzji.

Sam Ksiądz często pisał i głosił, że zło potrafi zaprezentować się atrakcyjnie. Paradoksalnie, chyba nawet również dla osób wierzących, które często szczególnie dużo uwagi poświęcają tematowi opętań, egzorcyzmów itd. Jaka powinna być właściwa optyka względem spraw duchowych? Gdzie jest złoty środek, odpowiednia proporcja?

Nie ma jej na równinie, a jest gdy człowieka interesują szczyty i głębiny. Na równinie człowiekowi się wydaje, że wszystko jest w granicach możliwości. W miarę jak staje nad przepaścią lub wobec szczytów, wchodzi w realizm życia i w ryzyko, jakim życie jest. Wtedy szuka towarzysza, i to doświadczonego oraz mocnego, który go wtajemniczy nie tylko w cel drogi, ale i metody wrogów, z jakimi trzeba się liczyć.

Jak obudzić we współczesnym człowieku pragnienie Boga, modlitwy, tęsknotę za wartościami duchowymi?

Tylko własnym życiem, czyli świadectwem. O tym nie należy wiele mówić. Tym trzeba żyć. Wtedy niektórzy, widząc inny styl życia i pokój w sercu, podejdą i zaczną pytać. Odpowiadamy na miarę pytania, ani grama więcej, bo do tego trzeba dorastać czasami latami.

Co z tymi, którzy wychowani w duchu chrześcijańskim, odeszli od wiary?

Nie wiedzą, od czego odeszli. Ufamy, że kiedyś to zobaczą. Stracili wiele, ale czy na ziemi odkryją co stracili, tego nie wiemy. Ufamy i prosimy Boga o światło dla nich.

Jak pomóc rodzicom cierpiącym z powodu niewiary swoich dorosłych dzieci? Co możemy dla nich zrobić?

Zostaje tylko modlitwa i czytelne świadectwo życia. Te dzieci to synowie marnotrawni, którzy żyją wyniesionym z domu bogactwem ducha, ale jak wylądują przy korycie świń, mogą wspomnieć dom rodzinny. Jeśli wybiorą koryto i zdecydują się na zajadanie z niego ze świniami – to ich decyzja, za którą odpowiedzą przed Bogiem. Trzeba je kochać, ale nie wolno ich materialnie wspierać. To częsty błąd rodziców. Niech zdają egzamin z samodzielności. Ojciec Syna Marnotrawnego nie robił nic, aby go sprowadzić ze złej drogi. Czekał…

W jednym z tekstów nazywa Ksiądz szatana księciem sukcesu. Czy katolik, w świecie doczesnym, skazany jest na porażki?

Pytanie świadczy o braku zrozumienia metody księcia tego świata, który kusi sukcesami, aby zniewolić, i metody Jezusa, który wybiera klęskę, aby zyskać wolność. Słowo klęska i sukces muszą być odczytane w krystalizowaniu swej wolności. Prawdziwy katolik umie zamienić klęskę w sukces, doskonaląc swą wolność. Jeśli tego nie potrafi , nie jest uczniem Jezusa. Męczennicy przez klęskę wyrastają na bohaterów. Oni wyżej cenią wolność niż życie doczesne.

Czy to źle, że człowiek chce wygrywać, że jest ambitny? Czy dążenie do sukcesów w świecie doczesnym nie może iść w parze z życiem chrześcijańskim?

Życie to twórczość. Człowiek winien pomnożyć wszystkie talenty. Tak jest w Ewangelii. Świat winien się bać naszych sukcesów opartych na sprawiedliwości i miłosierdziu. Tylko takie sukcesy otwierają przed nami perspektywę lepszego jutra.

Gdzie jest złoty środek, właściwa proporcja, pomiędzy koncentracją na życiu doczesnym, którego liczne pokusy i zagrożenia Ksiądz wymienia, a koncentracją na przyszłym życiu wiecznym?

Pełnienie woli Ojca Niebieskiego jest drogą idealnej harmonii doczesności z wiecznością. Bóg ma dwa programy, jeden stworzenia świata i drugi zbawienia ludzi w perspektywie wiecznego szczęścia. Książę tego świata ma program niszczenia doczesności, zwłaszcza przyrody, czyli podstawowego środowiska życia, a wieczność człowieka on odrzuca i wmawia mu, że ona nie istnieje.

Czego jednak mamy się obawiać, skoro, jak sam Ksiądz podkreślał niejednokrotnie, „bramy piekielne Kościoła nie przemogą”?

Należy bać się okłamania, ono jest podstawową metodą zwodzenia człowieka. Ten, kogo można okłamać, już przegrał. Trzeba znać i kochać Prawdę, bo wtedy rozpoznanie ojca kłamstwa i jego metod działania jest łatwe.

OJCZYZNA

Sporo miejsca w swoich homiliach poświęca Ksiądz sprawom Ojczyzny, patriotyzmu; mówił też Ksiądz wielokrotnie o różnych „siłach”, które starały się zniszczyć Polaków, katolicyzm, kapłanów… To teraz konkretnie – co to za siły? Kto do nich należy? Na kogo uważać szczególnie?

Polak kocha wolność. Łatwo mu odnaleźć się w Ewangelii, bo w niej wolność jest kamieniem węgielnym. Dla tych, którzy walczą z ewangeliczną koncepcja wolności, Polak jest niewygodny. Historia naszego narodu pisana jest umiłowaniem wolności. Na postawione pytania można znaleźć odpowiedź w dobrych opracowaniach historii Polski, atakowanej zarówno z zewnątrz, jak i od wewnątrz.

Dlaczego mamy tylu wrogów? Dlaczego uwzięli się akurat na nas?

Jesteśmy w centrum Europy. Tylko mocna Polska decyduje o równowadze na naszym kontynencie. Nikomu jednak nie zależy na mocnej Polsce, bo wówczas musieliby się z nią liczyć.

Czy ta wrogość wobec wiary i wierzących nie ma raczej charakteru medialnego, i nie przekłada się jednak na sytuację w kościołach i na ulicach?

Media to tylko narzędzie w rękach toczących spory o władzę i pieniądze.

Mówił też Ksiądz, że Polska stała się bardziej pogańska niż katolicka. Jakie Ksiądz widzi przyczyny i objawy takiego stanu rzeczy? I jak go odwrócić? Czy jest to jeszcze w ogóle możliwe?

Osłabienie wiary jest obecnie częstym zjawiskiem w życiu Kościoła rzymskokatolickiego. Przeakcentowano w nim prawo, zlekceważono miłość oraz mądrość. Ale ludzie prawdziwie wierzący wyjdą z sytuacji przez powrót do radykalizmu Ewangelii, który jest radykalizmem miłości. Miłość jest radykalna, bo zawsze ma na uwadze szczęście tego, kogo kocha. To jest zjawisko w skali świata, a nie tylko w Polsce. Trzeba wrócić do życia Ewangelią, bo samo mówienie o niej niewiele daje. Liczy się codzienne życie, takie, jakiego wzór zostawił Jezus. Ci, którzy uważają, że Ewangelia jest za trudna, wybiorą drogę łatwą i szeroką, a Jezus powiedział, dokąd ona prowadzi.

Czy jednak przywiązanie do narodu, Ojczyzny, powinno mieć dla nas tak duże znaczenie? Jakie znaczenie będzie mieć przynależność narodowa, gdy staniemy przed obliczem Pana?

Każdy naród ma swoje zadania. Przynależność narodowa będzie się liczyć, o czym zapewniają Żydzi, jako naród wybrany. Ojczyzna jest środowiskiem życia na ziemi i jej umiłowanie jest wpisane w Ewangelię łzami Jezusa, który płakał, wiedząc co czeka Jerozolimę.

Wiele homilii, w których mówił Ksiądz o wrogach naszej wiary czy Ojczyzny, kończył ksiądz apelem, by tych wrogów kochać. Jak się jednak na to zdobyć? Jak się przełamać do takiej miłości i na czym ma ona polegać? 

Maksymilian Kolbe umierał z miłości do Gajowniczka i do tych, którzy mordowali w Oświęcimiu. Takich uczniów Jezusa było i jest wielu. Oni realizują dokładnie to, co Jezus. On umierał za rodaków, ale i Rzymian, którzy Go mordowali. Kto nie rozumie ewangelicznej miłości, nigdy nie usłyszy odpowiedzi na postawione mi pytanie.

MODLITWA

W rekolekcjach o Ojcu św. Janie Pawle II podkreślał Ksiądz, za Wielkim Papieżem, że najważniejsze jest orędzie o modlitwie. Dlaczego jest ona tak bardzo potrzebna człowiekowi w 2015 roku?

Bez Boga nic nie potrafi my uczynić, bo rozgrywka z księciem tego świata, zwanym przez Jezusa ojcem kłamstwa, przerasta możliwości człowieka. On jest o wiele bardziej inteligentny. Dopiero wejście w myślenie Boga pozwala wygrać walkę i budować dzieła mające wymiar wieczny. Modlitwa to nic innego tylko wejście w myślenie Boga, czyli wtajemniczenie w Jego programy budowy świata i jego zbawienia. To jest równie ważne w wymiarze indywidualnym, z czym mamy do czynienia w osobistej modlitwie, jak i w wymiarze społecznym, gdy modlitwa jest wejściem w myślenie Boga w środowiskach ludzi wierzących.

Skąd pomysł na „Modlitwę marnotrawnego syna”? Czy jest w tym inspiracja konfesjonałem, spotkaniami z ludźmi, potrzebą modlitwy?

To mała książeczka. Wybrałem kilkadziesiąt wydarzeń, zawsze połączonych z moim spotkaniem z człowiekiem. Wszyscy, dzieląc się swym doświadczeniem, pozwalali o nim mówić i pisać. To nie tyle konfesjonał, ile moje indywidualne rozmowy z ludźmi.

Tę książkę kończy ksiądz przejmującą modlitwą:

„Spraw Panie, aby piekło było puste. Niech w tym strasznym miejscu nie przebywa ani jeden człowiek. Nie umiem, Panie, pogodzić piekła z Twoją miłosierną miłością. Dla Ciebie, Panie, nie ma rzeczy niemożliwych, a powiedziałeś: «O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię» (J 14,4). Zachowaj nas od wiecznego potępienia”.

Podobno po napisaniu tych słów diabeł wstawił na ekran Księdza komputera słowa: „Skasuj wszystko”?

Tak, to prawda. Nie tylko płomienny napis, ale i krzyk, mimo że komputer nie był podłączony do głośnika. Nie dziwiłem się, że tak zareagował władca piekła.

Czy ufność w Miłosierdzie Boże może naprawdę uratować wszystkich ludzi od bycia „zameldowanymi na stałe” w piekle?

Siostra Faustyna nauczyła nas powtarzać słowa: „Ojcze, miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Istnieje szansa pustego piekła, o ile wykorzystamy czas miłosierdzia, aby ratować wszystkich, którzy na piekło zasłużyli. Oni już nie potrafi ą nic uczynić, bo piekło wybrali dobrowolnie. My w imię miłości do nich możemy jeszcze wyprosić u Boga miłosierdzie dla nich. Taka szansa istnieje do Sądu Ostatecznego.

opracowali: ks. Piotr Prusakiewicz CSMA Karol Wojteczek współpraca: Herbert Oleschko, ks. Krzysztof Sordyl

 

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg” nr 4 (136) lipiec – sierpień 2015