Całkiem niedawno pisałem, że Jezus jest dla mnie jak „wielki szpitalnik” otoczony przez rzeszę „kalek, ślepców, trędowatych”. Zdania nie zmieniam. Co więcej, porównanie to rodzi we mnie kolejne konsekwencje. Skoro nasz Pan jest lekarzem i uzdrowicielem, a ludzie wokół niego są chorzy, to można spokojnie powiedzieć, że Kościół jest swego rodzaju szpitalem.

Nie spotkałem w ciągu swojego krótkiego życia człowieka, który na wieść o tym, że idzie do szpitala podskoczyłby z radości i podziękował Bogu, że kolejne dni spędzi na oddziale dla obłożnie chorych. Szpital zazwyczaj źle się nam kojarzy. Człowiek zamknięty zostaje w miejscu, które pełne jest ludzkich nieszczęść. Operacje, badania, pobrania krwi, kroplówki i pomiary temperatury na długo pozostają w ludzkiej pamięci jako wspomnienie tortur, na które się zgodziliśmy dla naszego dobra. Są one niczym wojenne boje, które należy stoczyć z niewidzialnym przeciwnikiem. Zresztą dobrze wiemy, że szpitale na wzór serialowej Leśnej Góry są nadal rzadkością. A mówię to jako fan tasiemca „Na dobre i na złe”. Jednocześnie szpital jest często jedynym miejscem, gdzie możemy uzyskać fachową pomoc. Obecność lekarzy, pielęgniarek i sprzętu medycznego sprawia, że czujemy się bezpieczniej. A mimo to mało kto lubi szpital.

Myślę, że podobnie rzecz ma się z Kościołem. Coraz więcej ludzi przyznaje się do swojej antypatii wobec Kościoła, ale czy nie jest to tylko reakcja na stereotypowe skojarzenia i presja umysłu, który widzi w Nim zagrożenie dla ludzkiej wolności. Kościół jest przecież szpitalem – oddziałem dla ciężko chorych. Ma swoich lekarzy, pielęgniarki i odpowiednie środki, aby leczyć ludzi nawet wtedy, gdy wiąże się to z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Dajmy na to spowiedź wcale nie jest wydarzeniem z założenia przyjemnym, a jednak jej skuteczność nie pozostawia złudzeń, że jest jedyną skuteczną drogą do wyleczenia się z grzechu.

Kościół dzięki swojej terapeutycznej mocy wcale nie musi się kojarzyć ludziom z niczym dobrym, a jednak ostatecznie wypełnia swoje zadanie. Gorzkie lekarstwo podobno jest najskuteczniejsze.

Szpital i Kościół są bardzo podobne. Mimo swoich niedoskonałości ratują życie i źle by się stało, gdyby ich zabrakło.

ks. Mateusz Szerszeń CSMA