Chociaż liczba powołań w Polsce spada i coraz trudniej o chętnych do życia zakonnego, to zdarza się w posłudze duszpasterskiej spotkać osoby żywo zainteresowane powołaniem kapłańskim i zakonnym. Jakiś czas temu miałem okazję rozmawiać z człowiekiem, który poszukiwał drogi swojego powołania i chciał dowiedzieć się czegoś więcej na temat zgromadzenia michalitów. Po krótkiej rozmowie padło z jego ust niełatwe pytanie: „Jaki jest podstawowy obowiązek michality?”. Zaskoczony od razu pomyślałem o działalności apostolskiej wśród dzieci i młodzieży, pomocy ubogim, dziele wychowawczym, posłudze parafialnej. Czułem jednak niedosyt. W pewnym momencie przyszło jednak olśnienie i przed oczami stanął mi urywek z naszych zakonnych Konstytucji, który w artykule 66 mówi: „Pierwszym i podstawowym obowiązkiem wszystkich współbraci powinna być kontemplacja rzeczy Bożych (sic!), oraz ustawiczne zjednoczenie z Bogiem w modlitwie”.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ktoś się chyba pomylił, bo przecież w zbiorowej świadomości wielu michalitów i wiernych nasze zgromadzenie jest przede wszystkim wspólnotą apostolską, która realizuje swój charyzmat w działaniu. Kiedy jednak głębiej się nad tym zastanowić, to szybko okaże się, że nawet najlepsze dzieło apostolskie nie przyniesie owoców, jeżeli nie wypływa z wiary, a to właśnie z niej rodzi się kontemplacja rzeczy Bożych. Św. Josemaría Escrivá dawał takie pouczenia członkom Opus Dei: Macie kroczyć swoją drogą: jako ludzie czynu z powołaniem kontemplacyjnym. Dlatego powtarzam niestrudzenie, że winniśmy być duszami kontemplacyjnymi pośród świata, które starają się przemienić swoją pracę w modlitwę[1]. Wspomina o tym także św. Jan Paweł II: Dlatego członkowie każdego instytutu jako ci, którzy wyłącznie i przede wszystkim szukają Boga, powinni łączyć kontemplację, przez którą trwaliby myślą i sercem nieustannie przy Nim, z miłością apostolską. W ten sposób Sobór podkreśla, że kontemplacji powinni się oddawać nie tylko członkowie instytutów życia wyłącznie kontemplacyjnego, lecz wszystkich instytutów, również i tych, które oddają się bardzo angażującym dziełom apostolskim[2]. Co zatem oznacza owa kontemplacja i jak w praktyce powinniśmy ją realizować jako zakonnicy spod znaku św. Michała Archanioła?

Patrząc na przykład naszego patrona, nie mamy żadnej wątpliwości, że michalita ma naśladować go w nieustannym adorowaniu Boga. Moc św. Michała Archanioła polegała na tym, że jako wierny Bogu, nigdy nie stracił ufności w Jego wszechmoc i wspaniałość. Nie dał się zwieść Lucyferowi, który odwrócił się od kontemplacji i wypowiedział Bogu posłuszeństwo. Czy nie jest to także znak dla nas, że tam, gdzie zaczyna brakować kontemplacji, rodzi się bunt i narzekanie na własny los? Oczywiście uwielbienie Boga nie jest wcale sprawą łatwą. Wymaga od człowieka ofiary i poświęcenia. Ta cenna czynność duchowa ma przygotować do pełnienia woli Bożej i ostatecznie do zjednoczenia w Chrystusie wszystkich naszych pragnień i działań. Dla większości ludzi spełnianie woli Bożej oznacza jeszcze intensywniejszą pracę, lecz wola Boża nie zawsze oznacza działanie. Możemy spełniać wolę Bożą, będąc sparaliżowani i poddając się jej. Dla większości jednak zatopienie się w Bożej woli oznacza zatopienie się w większej aktywności… Musimy być na to przygotowani[3].

Michalita kontemplujący powinien zrozumieć, że kontemplacja ma oznaczać przede wszystkim najwyższy przejaw intelektualnego i duchowego życia człowieka. To życie w pełni przebudzone, w pełni czynne, w pełni świadome tego, że żyje[4]. Poprzez kontemplację mamy wchodzić w rodzaj duchowej wizji, która otwiera nasz horyzont na działanie Boga w naszym życiu i rozpala pragnienie pełnienia tylko Jego woli. Nie chodzi mi tutaj o przeintelektualizowanie kontaktu z Bogiem, ale o takie spotkanie na modlitwie, które nie pozostawia żadnych wątpliwości, że doświadczamy samego Boga i wchodzimy w przestrzeń nazywaną „Tajemnicą”. To doświadczenie spotkania posłużyć ma nam jako dar, który przekażemy dalej w pracy apostolskiej, konfesjonale czy na kierownictwie duchowym. Będziemy wtedy autentycznymi świadkami i „ludźmi Bożymi”. Poprzez wyciszenie, kontakt ze Słowem i kontemplacyjną odpowiedź możemy przekonać się o tym, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, bo zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy (1J 3,1). Najważniejsza intuicja leżąca u podstaw kontemplacji to wiara w zdolność człowieka do wnikania w Słowo Boże, dzięki któremu podążamy za natchnieniami Ducha Świętego[5]. Słowo Boże okazuje się wtedy prawdziwie żywe i skuteczne, w przeciwnym razie pozostaje tylko martwą literą. Człowiek, który potrafi przyjąć dar kontemplacji jest w pełni „nowym człowiekiem”. W swoim postepowaniu ma jasno obrany cel i nie zważa na opinię ludzką. Jego życiem staje się pełnienie woli Ojca. Taka postawa wymaga jednak umierania w nim tego, co nazywamy „starym człowiekiem”. Tylko poprzez ewangeliczną zgodę na własną śmierć można wejść w ducha prawdziwej kontemplacji, która usuwa wszelki lęk i pozwala spojrzeć na życie oczami Jezusa. Wszystko zaczyna wtedy nabierać nowego sensu. Cieszyć zaczynają proste rzeczy, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. Co więcej, każde cierpienie, chorobę a nawet śmierć przyjmujemy jako dar Boży, którego nie wolno nam zmarnować.

Życie kontemplacyjne michality ma go przede wszystkim oczyszczać z iluzji i własnego egoizmu. Ostatecznie ma doprowadzić do sytuacji, w której zawołanie: Któż jak Bóg! stanie się nadrzędną zasadą postępowania. Ten zachwyt Bogiem ma nas przemieniać, aby ludzie widzieli nasze dobre uczynki i chwalili Ojca, który jest w niebie (por. Mt 5, 16). Przez dar kontemplacji wypełnimy misję prorocką Kościoła w świecie. Nie bez powodu przecież nasz założyciel ks. Markiewicz nazywany jest „prorokiem naszych czasów”. Zjednoczenie duchowe z Bogiem pozwalało mu na dostrzeganie rzeczywistości mocniej, szerzej i dalej. Stał się głosem wołającego na pustyni, który zachęcał do powściągliwości i pracy w służbie Chrystusa. Dzięki temu wielu zawdzięcza mu życie i nadzieję na to, że Bóg nie pozostawi bez pomocy swoich wybranych. Jako człowiek kontemplacji i działania świadomie zapisał następujące zdanie: Kto więcej skupiony – złączony z Jezusem, ten sprawiedliwszy, ten ma większą łaskę u Pana, ten więcej zrobi dla Boga, przez tego będzie większa chwała Bogu na ziemi i w niebie. O tę pamięć na Boga, o to skupienie – o to połączenie z Jezusem starać się nieustannie[6].

Kontemplujący michalita to prawdziwy chrześcijanin dbający o własne zbawienie i szanujący wszelkie drogi rozwoju duchowego. Jest skupiony, cierpliwy i wymagający. Nie pozostawia miejsca na kompromis, który stawiałby jego misję pod znakiem zapytania. Żyje tym samym w prawdzie o sobie samym i swojej grzeszności. Wie, że nie jest Bogiem i potrzebuje pomocy, bo i sama kontemplacja nie jest przez niego wypracowana, ale stanowi dar, którego udziela sam Bóg. To czysty dar łaski, który uzdalnia do powtórzenia za św. Pawłem: pracowałem, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną (1 Kor 15,10). Odkrywając Boga w sobie, w innych i w świecie, skłonny jest do „spalania się” w imię miłości. Jednocześnie za wszelką cenę unika zgorzknienia i niepohamowanego krytykowania. Odpiera pokusę lenistwa i wyniosłości. Rozumie, że w słabości często doskonali się moc. Dążenie do perfekcjonizmu może być bowiem przejawem ukrytej pychy i jeszcze bardziej oddalić od Boga niż sama nieudolność czy zwykła słabość. Praca apostolska, chociaż wydawałaby się najszlachetniejsza i najbardziej spektakularna, pozbawiona kontemplacji traci fundament i staje się nienaturalna, gorączkowa, pełna napięcia. Często wykonywana jest wtedy pod presją zachłanności, strachu lub innej nadmiernej namiętności. Takie dzieło nie może być, z natury rzeczy, w pełni poświęcone Bogu[7]. W takiej sytuacji szybko da się dostrzec objawy wewnętrznego wypalenia, acedii, pogłębionych wątpliwości, a nawet i myśli o porzuceniu własnego powołania. Bez kontemplacji umrze ludzka wiara, człowiek „wyschnie duchowo” i zapadnie się we własnym świecie. Zamknięty na Boga prędzej czy później upadnie w grzech. Dlatego odciąganie kogoś od kontemplacji jest swego rodzaju barbarzyństwem.

Środkiem w życiu kontemplacyjnym naszego zakonu w sposób naturalny stają się powściągliwość i praca. Te z kolei domagają się ascetycznej samodyscypliny. Ona przecież poskramia nadmierną ciekawość, wygodnictwo i wszelkie przejawy agresji. Poprzez modlitwę i kontemplację doznawać mamy przemiany, dzięki której – jak mówi święta Teresa – możemy „podźwignąć świat”. Życie michality ma podźwignąć świat z grzechu poprzez jego własne uświęcenie. Nie dajmy się zwieść myśleniu, które sugeruje, że nasze grzechy nie mają wpływu na naszą Wspólnotę. Ranią ją i pozostawiają blizny, które potrzebują czasu, pokuty i miłosierdzia. Nikt z nas, nawet poprzez głęboką kontemplację, nie poznaje w pełni ohydy grzechu. Tylko bezgrzeszni wiedzą, czym jest grzech. Tu staje nam przed oczyma obraz ukrzyżowania, gdzie spotykają się ze sobą dwie bezgrzeszności i niewinności: Matka i Syn. Ponieważ nie było tam grzechu, najwyraźniej dostrzegano jego zło. Właśnie z tej niewinności, z nieznajomości zła, płynęła męka Kalwarii[8]. Człowiek kontemplacji także będzie doświadczał skutków zła, ale zaniesie je jednocześnie na krzyż, gdzie nastąpi cudowna wymiana. Oddamy grzech – otrzymamy zbawienie!

Na koniec warto dodać, że są różne sposoby kontemplowania. Dla osoby, której Bóg już udzielił łaski utożsamienia się z Chrystusem, będzie to rodzaj mistycznego doświadczenia. Dla niej żyć to Chrystus (por. Flp 1, 21). Inny będzie ją osiągał poprzez ignacjańską kontemplację ewangeliczną lub jako zakończenie spotkania ze Słowem na medytacji. Wreszcie będą i tacy, którzy poprzez prostotę życia i gorliwość w życiu duchowym usłyszą głos Pana w swoim sumieniu. Zachwycająca jest ta różnorodność. Pokazuje, jak wspaniały jest Bóg. Naszą odpowiedzią na dar kontemplacji powinna być miłość, a ostatecznym motywem kochania Boga – najlepszym i najszlachetniejszym motywem – to, że Bóg sam w sobie jest piękny. Niech zachętą w powrocie do życia kontemplacyjnego będą dla nas słowa św. Jana Pawła II: W tradycji chrześcijańskiej zawsze przywiązywano wielką wagę do kontemplacji jako najwyższej formy wyrazu życia duchowego i szczytowego momentu modlitwy. Akt kontemplacji nadaje pełne znaczenie życiu zakonnemu, niezależnie od tego, jakie ono jest, w następstwie specjalnej konsekracji, jaką stanowi profesja rad ewangelicznych. Na mocy tej konsekracji życie zakonne jest – i powinno być – życiem modlitwy, a więc kontemplacji[9]. Tylko pełne zaangażowanie w życie duchowe sprawi, że nasza „michalickość” będzie czytelnym znakiem dla świata, aby odnowić go w Chrystusie. Michalita będzie wtedy oznaczał dobrego człowieka, gorliwego chrześcijanina i głębokiego kontemplatyka rzeczy Bożych.

Ks. Mateusz Szerszeń CSMA


[1] Św. Josemaría Escrivá, Bruzda, 452 i 497, Święty Wojciech 2016.

[2] Św. Jan Paweł II, Przemówienie papieskie: Praktyka modlitwy w życiu konsekrowanym, Rzym 4 stycznia 1995.

[3] Anthony de Mello, Szukaj Boga we wszystkim, Poznań 2017, s. 243.

[4] Thomas Merton, Nowe ziarna kontemplacji, Kraków 2017, s. 21.

[5] Por. Timothy Gallagher, Medytacja i kontemplacja, WAM, Kraków 2015, s. 57.

[6] Bł. Bronisław Markiewicz, ZŻW, 31 VIII 1871.

[7] Thomas Merton, Nowe ziarna kontemplacji, Kraków 2017, s. 43.

[8] Fulton J. Sheen, Siedem słów Jezusa i Maryi, Esprit, Kraków 2016, s. 21-22.

[9] Św. Jan Paweł II, Przemówienie papieskie: Praktyka modlitwy w życiu konsekrowanym, Rzym 4 stycznia 1995.