Poproszono mnie o modlitwę. Mały Szymek (dwulatek) zachorował. Wysoka gorączka, utrata przytomności. Diagnoza lekarza – sepsa. Każą się przygotować na najgorsze. Dostaję smsa w czwartek. U nas rada pedagogiczna (pracuję w katolickiej szkole), zebrania z rodzicami. Mnóstwo pracy. Poza krótkim westchnieniem po przeczytaniu sms-a – wstyd się przyznać – zapomniałem o modlitwie w tej intencji. Po dwóch dniach kolejny sms: „Szymek zdrowieje, nawet chce już chodzić”. Wiele słów podziękowań. Jest mi niezmiernie głupio. Matka nie daje się przekonać, że to jej prośby, jej modlitwa sprawiła coś, co zdumiało lekarzy.

 

Eliasz, prorok jak ogień, odpowiedział odważnie na wezwanie Pana. Wyruszył z zapewnieniem, że nie musi się o nic troszczyć. Wodę będzie pił z potoku, a karmić go będą kruki, lub, jak chcą niektórzy egzegeci, poganie, którzy mieszkali w miejscu, do którego poszedł Eliasz. Spotkał pogankę, wdowę, która zbierała drzewo. Miało być paliwem na ostatni posiłek z reszty mąki i oliwy jaka im została. Chciała upiec podpłomyk, a później obok syna umrzeć z głodu. W kraju panowała susza. Ludziom kończyły się zapasy. W 17 rozdziale Pierwszej Księgi Królewskiej Eliasz nazywa tę kobietę panią domu. Tak mówiono na ludzi zamożnych. Kobieta, która wcześniej żyła dostatnio, na pewno mocno odczuwa niedostatki ciężkich czasów. Eliasz prosi ją o kawałek chleba. Chleba, który miał być ostatni w życiu jej i syna. Zdziwiona i zatroskana kobieta słyszy: „Naczynie mąki nie wyczerpie się, a dzban oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Jahwe spuści deszcz na ziemię”.

Uwierzyła. Zrobiła najpierw podpłomyk dla Eliasza, później dla siebie i syna. Nie zawiodła się. Została za swoją wiarę nagrodzona i było tak, jak Pan powiedział. Aż nagle zachorował jej syn. Jego choroba była tak mocna, że w końcu przestał oddychać. Kobieta robiła Eliaszowi wyrzuty: „Co ja zawiniłam mężu Boży? Przyszedłeś do mnie, aby przywołać na pamięć moją winę i sprowadzić śmierć na mojego syna”. Wierzyła, że od pojawienia się w jej życiu proroka, przypomniało się Bogu o jakimś jej przewinieniu, za które ukarał ją śmiercią syna. Osoby, dla której miała po co żyć i, która była jej nadzieją na przyszłość. Chyba nie był to wyrzut, ale serdeczna i gorąca prośba o pomoc, ratunek. Eliasz kładzie chłopca na swoim łóżku, wznosi krótką modlitwę i z ulgą widzi jak powraca mu oddech. Prośba matki została wysłuchana.

Powrót do Boga. Kiedy Eliasz rozprawił się z fałszywymi prorokami i kultem Baala powiał wiatr z zachodu, znad morza. Zachodni wiatr oznaczał nadchodzący deszcz. Koniec uciążliwej, rujnującej suszy. W 18 rozdziale czytamy, że na Eliaszu spoczęła ręka Jahwe. Tak mówiona na każdego, kogo Bóg obdarzał zdolnością do wielkich czynów. Tak mówiono na mężnych proroków. Tak można powiedzieć o każdej matce, która troszczy się o relację swoich dzieci z Bogiem. Odważni rodzice, którzy nie boją się z miłością upomnieć własne dzieci, wzywać je do czynienia dobra, to prorocy. Dzisiaj dla wielu mówienie prawdy, wzywanie do nawrócenia, upominanie w grzechu, to czyn wielki na który ciężko się zdobyć. Zdobądź się w modlitwie (relacji z Bogiem) i odważnej rozmowie (relacji z najbliższym). Nie bój się (tak powiedział Eliasz do wdowy, gdy prosił ją o chleb i widział wahanie), ręka Pana spocznie na Tobie.

Prośba matki. Jestem całkowicie przekonany, że gorliwa modlitwa matki pomogła w wyzdrowieniu małego Szymona. Lekarze kazali się jej przygotować na najgorsze. Wiem, że modliła się gorliwie. Wiem, że mocno wierzyła w pomoc od Boga. Nie wiem w jaki sposób wróciło zdrowie Szymkowi, ale wiem Kto to sprawił. Powiał wiatr z zachodu.

 

Grzegorz Sprysak CSMA

Artykuł ukazał się w „Któż jak Bóg” 1/2013