Kilkanaście osób porozsiadało się po sali. W skupieniu operują plastikowymi nożami, obłupując kolejne mydlane wiórki z mlecznych kostek. Zdawałoby się, że to sesja terapii zajęciowej. W sumie to prawda – na tym kursie uczymy się rzeźbić i kształtować miłość małżeńską.

 

Tak proste zadanie uruchomiło w nas pokłady kreatywności. Małżeństwa o różnym stażu – od półtorarocznego do ponad 30-letnich – rzeźbiły symbole miłości małżeńskiej. Po wykonaniu zadania wręczali sobie nawzajem mydlane figurki i podejmowali rozmowę o swojej miłości. Po co to wszystko? Aby uświadomić sobie jak krucha jest nasza miłość i że całe życie ją kształtujemy. Każdy ruch pozostawiał po sobie ślad, czasami nie do odwrócenia.

Doktor Wanda Półtawska podejmując temat wzrastającej liczby rozwodów, wskazała jako przyczynę brak miłości małżeńskiej, która, jak podkreśla, nie jest w zasięgu człowieka, ale wypływa z łaski sakramentu małżeństwa. Dr Półtawska określa ten sakrament jako przymierze z Bogiem, który obiecuje Swoją pomoc, łaskę i Swoją obecność. I zadaje ważne pytanie – jak z niego korzystać? Receptą jest określenie na początku jakie cechy ma dojrzała miłość małżeńska. Zawarte są one już w przysiędze małżeńskiej. Zatem miłość powinna być wierna, wyłączna i totalna, czyli nieodwołalna. Co więcej, warunkiem uczynienia jej dojrzałą jest stały wzrost.

Jednym z narzędzi budujących i kształtujących miłość jest postawa daru z siebie i równocześnie postawa wdzięczności. Dr Półtawska nie jest jednak daleka od realizmu i pisze: wdzięczność zależy od świadomości, wyzwala się w człowieku wtedy, kiedy ma poczucie obdarowania darem cennym, a w małżeństwie świadomość obdarowania, przy braku miłości, zamienia się w świadomość obarczenia ciężarem trudnym do zniesienia. Aby tak się nie działo, trzeba nam ćwiczyć się w pozbywaniu egoizmu, pracować na emocjami i doskonalić w przebaczaniu. A jak wzrastać? Tylko w Bogu. To w Nim ma źródło sakrament. Realizowanie Bożego planu i życie w zgodzie z Bożymi przykazaniami tworzą przestrzeń i drogę do świętości małżonków.

Czy dziś patrząc na swoje małżeństwo możesz dostrzec te elementy, które były obłupywaniem kawałków waszej wspólnej rzeźby? Czy odłożyłeś dłuto na bok albo zaprzestałeś doskonalenia swoich umiejętności? Polecam to proste ćwiczenie dla par małżeńskich z różnym stażem i podjęcie na nowo decyzji o wspólnym i osobistym nawróceniu, aby małżeństwo było relacją „szczęściodajną”.

 

Dorota Szumotalska

 

Artykuł ukazał się w marcowo-kwietniowym numerze „Któż jak Bóg” 2-2018. Zapraszamy do lektury!