Już jako nastolatka byłam antyklerykalna, oddalona od Boga, nienawidziłam Kościoła. Księża byli przeze mnie postrzegani jako zagorzali nieprzyjaciele. I oto Pan zdecydował wtargnąć w moje życie w sposób zadziwiający.

 

  Od wielu miesięcy żyłam z mężczyzną bez ślubu. Dochodowa praca i kariera były dla mnie wszystkim. W roku 2004 w moim życiu zaczynało się coś zmieniać.

 

Wstrząsający sen

W listopadzie tego roku zaczęłam mieć dziwne sny, odległe o lata świetlne od mojego sposobu widzenia świata. W jednym z tych snów objawiła mi się postać świetlistego anioła, który pomagał mi zwalczyć demona.

Poszłam wtedy do jedynego kapłana, który mógł mnie jeszcze wysłuchać; człowieka, który umiał mi pokazać oblicze i serce ojcowskie Boga; który nie osądzał mnie pomimo mojej arogancji i oddalenia od Kościoła. On mnie przyjął, wysłuchał i stwierdził, że anioł, który mi się śnił, to mógł być Św. Michał. Nic więcej nie dodał, być może, żeby pobudzić moją ciekawość.

Sen, który śniłam, był wstrząsający – dlatego zaczęłam szukać w Internecie materiałów dotyczących Archanioła Michała. Przypadkiem odkryłam witrynę Sanktuarium Monte Sant’Angelo na Gargano. Znalazłam zaproszenie do uczestnictwa w uroczystości, która będzie: 7- 8 maja i która jest nazywana ”Nocą Anioła”, z uroczystościami liturgicznymi i świętowaniem typowym dla miejsca. Zaciekawiona bardziej folklorem tego święta, przekonałam moich rodziców do podjęcia podróży.

 

Trudne zobowiązania

Przyjechaliśmy na Monte Sant’Angelo wczesnym popołudniem 7 maja. W pewnym momencie, gdy obserwowałam figurę Św. Michała, usłyszałam mocne żądanie, żeby się wyspowiadać i żeby uczynić to w sposób właściwy: poczułam pragnienie spowiedzi generalnej z całego mojego życia.

  Spowiedź trwała prawie półtorej godziny, nie spowiadałam się bowiem od bierzmowania. Spowiednik powiedział mi, że w stanie, w którym się znajdowałam (życie z osobą bez ślubu) nie może dać mi rozgrzeszenia, chyba, że zobowiążę się zachować czystość. Nie byłam przekonana, ale pragnęłam bardzo przyjąć Komunię św. w tej grocie, dlatego przyjęłam to zobowiązanie, by choć spróbować otrzymać to rozgrzeszenie. Jako pokutę otrzymałam odmówić cały różaniec, ojciec Adam pożegnał mnie mówiąc: ”Nie przejmuj się, zobaczysz, że od jutra będziesz inną osobą”. Ja, niewierząca, podziękowałam i udałam się przed Najśw. Sakrament odmawiając różaniec z całą moją ignorancją: nie znałam tajemnic, ograniczyłam się do odmówienia „Ojcze nasz”, dziesięciu „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała” przez pięć razy. Całość zakończyłam modlitwą: „Witaj Królowo”.

           

Otwór w drzwiach do serca

Wieczorem uczestniczyłam w świętowaniu ku czci Św. Michała, szybko udzieliła mi się szczególna atmosfera uroczystości. Następnego poranka obudziłam się szybko i uczestniczyłam w jednej z pierwszych Mszy celebrowanych z racji święta objawienia Św. Michała w grocie.

  Msze św. celebrował ksiądz pielgrzym, który nie miał nic wspólnego z ojcami z sanktuarium. Nie mógł więc w żaden sposób rozmawiać z kapłanem, który mnie spowiadał, a jednak, to, co zamieścił w homilii, dotyczyło mnie bardzo blisko. Mówił o młodych, o ich grzesznym życiu, w którym króluje materializm, nieczystość, egoizm, pęd za karierą. Zaczęłam silnie wstydzić się swojego dotychczasowego życia, przystąpiłam do Stołu Eucharystycznego prosząc szczerze o pomoc Pana i Św. Michała. Nie zdawałam sobie sprawy, że sam fakt prośby o to, był już znakiem, że Bóg działa wewnątrz mnie, że znalazł otwartą szparę w drzwiach mojego serca, i że już częściowo wszedł do niego ze swoim światłem.

           

Robiąc miejsce dla Boga

Opuszczając sanktuarium miałam uczucie nostalgii, czułam jakbym zostawiła tam coś z siebie. Owszem, zostawiłam. Swoją przeszłość. Powróciłam do przyjmowania Najświętszego Sakramentu, zaprzestałam współżycia i wróciłam do domu swoich rodziców. Miesiąc później rzuciłam także pracę – środowisko moich kolegów było ateistyczne, antyklerykalny zleceniodawca nie zaakceptował mojego nawrócenia. Mogę powiedzieć, że w niecały miesiąc porzuciłam naprawdę wszystko, by zrobić w sercu miejsce dla Bożej Miłości. W październiku 2005 zapisałam się na studia teologiczne.

  21 listopada 2006 r. złożyłam prywatne śluby na ręce mojego duchowego kierownika, ks. Riccardo Alessandriniego, proboszcza parafii Św. Trójcy w Piacenzie. Św. Michał nigdy mnie nie w tym czasie nie opuszczał dając znaki swojej obecności: 8 maja 2005 r. otrzymałam dar nawrócenia, a 8 maja 2010 r. znalazłam się na przygotowaniu i spowiedzi generalnej do pierwszych ślubów publicznych, które złożyłam w dniu następnym w miejscowości La Spezia.

           

Srebrna statua

Było w moim życiu naprawdę wiele wydarzeń, które wiążą moje życie ze Św. Michałem. Jeszcze w dzieciństwie krążąc z mamą po bazarze ze starociami zobaczyłam srebrną statuę, która mnie zafascynowała… moja mama widząc mnie tak zachwyconą, zapragnęła dać mi ją w prezencie. Przez lata statuetka ta leżała w szufladzie. Oglądając ją po latach zobaczyłam, że to… reprodukcja Św. Michała, który znajduje się w grocie Gargano.

  Pan działa cuda nie tylko poprzez uzdrowienia fizyczne, ale także przez uzdrowienia serca i duszy. I mnie został dany wielki dar Bożej Miłości i opieki ze strony Księcia Wojsk Niebieskich, który w każdej chwili woła do mnie: ”Któż jest jak Bóg?”. Nie ma momentu w ciągu dnia i w ciągu nocy, w którym nie dostrzegałabym tej Miłości, która pozwala mi się czuć jak ”małej szklance pod wodospadem Łaski”… Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!       

Spoglądając w przeszłość widzę jak Bóg próbował na różne sposoby przyciągać moją uwagę, ale zawsze z wielkim poszanowaniem mojej wolności. 8  maja 2005 roku, szanując moją wolną wolę, uwiódł mnie w sposób nie do pokonania.

           

Valentina

 

Świadectwo zamieszczone w biuletynie Sanktuarium na Gargano – ”MICHAEL”, n. 138; lipiec – wrzesień 2010 r.

Artykuł ukazał się w Któż jak Bóg 1/2012